Bojkot mundurków

Czad! Reżimowa prasa podjęła ze mną polemikę. Krzysztof Gottesman na drugiej stronie „Rzeczpospolitej” dał mi odpór:
„Polska szkoła jest na skraju katastrofy (…) Maturę oblewa co piąty abiturient, nauczyciele nie mają autorytetu, w szkole jest mnóstwo agresji (…) Jedną z kilku metod musi być zwiększenie dyscypliny. Tymczasem w niedawnym warszawskim wydaniu "Gazety Wyborczej" Wojciech Orliński napisał: ‘Ani ja, ani moi synowie nie życzymy sobie żadnych mundurków. Nie wyobrażam sobie, żeby szkoła miała mnie zmuszać do ich zakupu. Zadziałajmy solidarnie – wszystkich nas nie wywalą’ (…)
W i tak rozhuśtanej szkole nawoływanie do wprowadzania obywatelskiego nieposłuszeństwa jest wysoce ryzykowne i szkodliwe (…) Strój może przestać być elementem współzawodnictwa, a stać się pozytywnym wyróżnikiem”
Argumenty za mundurkami słyszałem dotąd trojakie. Jeden, że jednolity strój podniesie bezpieczeństwo, bo łatwiej będzie rozpoznać obcych. Drugi, że to niezbędne by zwalczać „odkryte pępki”, ten największy problem dzisiejszej edukacji. Trzeci, że dzieci z rodzin uboższych mają kompleksy na punkcie stroju dzieci z rodzin bogatszych.
Każdy z nich jest durny. Po pierwsze: kto zabroni dilerom narkotyków nosić szkolne mundurki? Po drugie: do zakazywania „odkrytych pępków” nie potrzebujemy mundurków, wystarczy egzekwować istniejące przepisy, „od zawsze” wymagające skromności i schludności stroju. Po trzecie: dzieci i tak wiedzą, kto jest bogaty a kto biedny i strój tu ma najmniejsze znaczenie. Trzeba oka wytrawnego klubowego selekcjonera, żeby odróżnić dizajnerski tiszert od Hugo Bossa za pięć stów od tiszerta z bazaru czy sekondhenda za pięć zeta.
Gottesman podnosi czwarty argument, jeszcze bardziej od czapy od tamtych. Jakim cudem mundurki mają zaradzić temu, że „co piąty abiturient oblewa”? Jak mają pomóc nauczycielom „budować autorytet”? Jak konkretnie Gottesman chce osiągnąć to, by mundurki stały się „pozytywnym wyróżnikiem”, skoro uczniowie w znakomitej większości odnoszą się do tej koncepcji z nienawiścią?
Gdy śledzę biogramy filarów polskiej prawicy, zawsze uderza mnie to, jak niewielu ludzi ma tam dzieci (a jak już jakieś spłodzili, to zostawili je byłej żonie, więc niewiele wiedzą o ich wychowaniu). Polska prawico, może mała porada od praktyka: dzieci brykają. Dorosły może latać do pracy w jednej marynarce, ale dzieci dość regularnie wracają ze szkoły w strojach przybrudzonych, zachlapanych, naddartych, pogniecionych. Żeby pracujący rodzice mieli szansę z tym wszystkim nadążyć, muszą mieć różne ciuchy na zmianę, a nie jeden mundurek, który trzeba by codziennie prać, cerować i prasować. I proszę mi nie opowiadać o elitarnych prywatnych szkołach na Zachodzie, bo tam ludzie mają służące. Tylko ktoś całkowicie oderwany od życia poparłby takie utrudnienie polskim rodzinom.
Stąd mój apel do wszystkich rodziców – olejmy ich. Zadziałajmy solidarnie. Wszystkich nie wywalą! Za to już w 2009 nowe wybory, w których LPR dostanie takiego kopa, że Giertycha Marsjanie będą zeskrobywać łyżeczkami. Czy warto teraz dawać ciała?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz