Mam i ja!

Ha, już nie będzie M.R. Wiśniewski pluł mi w twarz, hasło w Wikipedii każdy z nas ma. Tytuł mojego bloga tajemniczy wikipedysta przedstawił jako „"Dyskursje w ekskursje”. Mam nadzieję, że kiedyś to poprawią ale to sygnalizuje, że niektórzy odwiedzający w ogóle nie kojarzą tych dwóch słów. Mam wrażenie, że kiedyś już to tłumaczyłem, ale blogoedukacyi nigdy za dużo.
No więc: dyskurs to pojęcie różnie opisywane przez różnych filozofów, jako (post)marksista odwołuję się do znaczenia leżącego gdzieś między Foucault a Habermasem (kimże jestem, by rozstrzygać Ich spory?), a więc rozumiem dyskurs jako świat słów i znaków, które wyznaczają nasze możliwości postrzegania. Czego nie umiemy nazwać, tego nie dostrzegamy (że przypomnę malowniczy przykład jakim są naukowcy, którzy obserwowali dyfrakcję elektronów ale udawali, że jej nie widzą dopóki de Broglie nie zaproponował odpowiedniego dyskursu).
Dyskurs postrzegam jako zjawisko dynamiczne, pozostające w permanentnym konflikcie z innymi dyskursami („ach, jakie głupie są inne cywilizacje, one nic nie rozumieją!”) oraz z sobą samym (tak lewica jak prawica zgodzą się co do tego, że najważniejsza jest Wolność; ale każdy rozumie ją inaczej).
Odkrycie filozofii dyskursywnej uważam za najważniejsze osiągnięcie naszej cywilizacji. Inne cywilizacje wpadały i wpadają w ślepe uliczki filozofii wykładanej w relacji mistrz-uczeń czy prorok-wyznawca. Z Nauczycielem (sensei, rebe, mułłą) się nie dyskutuje, przyjmuje się jego Naukę albo ją odrzuca. My stworzyliśmy model, w którym metaforyczni starożytni Grecy snują się po metaforycznej agorze i spierają o to, czy ziemia ma kształt banana.
Rzecz ważna: gdy po prostu sięgniemy po pisma jakiegoś Hegla czy innego Arystotelesa, zwykle znajdziemy tam same głupoty. Ha ha, Arystoteles dowodził, że wąż nie ma penisa, bo jakby miał to by go bolało, a Kant dowodził, że wszystkie planety Układu Słonecznego są zamieszkane, bo inaczej po cholerę Stwórca by je miał stworzyć.
Geniusz filozofów zawarty jest bowiem nie w tym, co literalnie znalazło się w ich pismach, co właśnie w ich roli w dyskursie – by docenić ten geniusz, trzeba wiedzieć z jakimi poglądami polemizowali i jakie poglądy zbudowano na polemice z nimi. Tak powstały w naszej cywilizacji nauki ścisłe – z przejścia od np. alchemików badających materię w duchu mistyczno-hermetycznym do chemików badających ją dyskursywnie (tak, by móc się spierać z innymi chemikami).
No więc to jest dyskurs. A ekskursja to po prostu archaizm oznaczający wycieczkę. Lubię to słowo, bo brzydzę się nowoczesnym modelem turystyki polegającym na kupieniu pakietu „all inclusive”, wolę właśnie staroświecką swobodną ekskursję polegającą na pałętaniu się w przypadkowych kierunkach (stąd zamiłowanie do motoryzacji i wakacji typu „jeśli dziś wtorek to jesteśmy w Andorze”).
Ekskursje w dyskursie oznaczają więc swobodne pałętanie się po sferze kultury i cywilizacji, traktowanej dyskursywnie (raczej w poszukiwaniu sporu niż uległej akceptacji). Mniej więcej tak samo postrzegam swoją rolę jako krytyka i publicysty, tyle że tam są to raczej płatne wycieczki z przewodnikiem – a tutaj turystyka dla własnej przyjemności (choć oczywiście pasażerowie zawsze mile widziani).

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz