Now playing (20)

Dyskusja na blogu Slow Beara przypomniała mi tę przepiękną piosenkę i nie mogę się od niej uwolnić, o co zresztą nie mam do nikogo żalu. Posłuchajcie jak zmysłowo w tej piosence wymawiane są słowa takie jak „outer space” – brzmią jak pozycje z Kamasutry a nie jak motywy z literatury dla nastoletnich chłopców. Oczywiście, jeśli uwzględnić to, o czym nastoletni chłopiec myśli średnio sześćset razy na minutę, nie jest to wcale takie znów paradoksalne.
Piosenka pochodzi ze strasznie dziwnego musicalu „The Rocky Horror Picture Show”, który łączył campowe nawiązanie do motywów amerykańskiej pulp sci-fi z erotyczną perwersją (ale utrzymaną w ryzach PG-13, bez przesadnej dosłowności). Nie wiem jak was drodzy blogowicze, ale mnie ta piosenka wprawia zawsze w błogi nastrój, ewokując ulotne wspomnienie w czasów, w których naprawdę byłem w stanie z wypiekami na twarzy czytać opowieść o inwazji Alien Kriczers From Ałter Spejs i nie mieć przy tym postmodernistycznego uśmieszka na twarzy. Kiedy właściwie ostatni raz tak po dziecięcemu zaczytałem się w klasycznym science-fiction? (tak naprawdę to przed chwilą, bo w ramach ferii nadrobiłem zaległość w kwestii "Worldwar" Turdledove’a, no ale w końcu po to są wakacje, żeby trochę pobyć znowu dzieckiem).
Slow Bear na swoim blogu ironicznie porównał tę piosenkę do analogicznej mieszaniny kiczu i perwersji jaki Maciej Parowski wylansował w polskiej science-fiction, którą to miksturę złośliwi podsumowują jako opowiadania o "feminazistowskich lesbijkach mordujących katolickich księży". Ten nurt w polskiej fantastyce zasługuje na odpowiednio masakryczny esej, którego pierwszą wersję (pod roboczym tytułem "Prawicowe porno") zresztą już nastukałem, ale muszę jeszcze dolać trochę witriolu żeby puszczać do druku. No ale posłucham sobie na razie znowu piosenek z "Rocky Horrora", wspominając czasy w których w science-fiction chodziło o blastery i cyborgi a nie o walkę z widmem "politycznej poprawności".

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz