Aborcja kompromisu


Zdawałoby się, że aborcja to klasyczny przykład tematu, w którym nie da się kogoś przekonać do zmiany zdania. Wszystko tu zależy od przyjętych z góry założeń: albo się zakłada, że już morula jest człowiekiem i wtedy przerwanie ciąży nawet w piątym tygodniu jawi się jako zbrodnia – albo wiąże się człowieczeństwo z wyższymi funkcjami mózgowymi, co sugeruje granicę gdzieś w trzecim trymestrze, a co za tym idzie limit np. 12 tygodni jawi się jako wystarczająco bezpieczny, by nie było mowy o zabijaniu istoty ludzkiej. Jakie przyjmiemy założenia, takie dostaniemy wnioski – a nie można nikogo racjonalnie przekonać do zmiany założeń.
To powiedziawszy, chciałbym niniejszym ogłosić, że dałem się przekonać. W jednym z ostatnich flejmów w Usenecie na ten temat byłem jeszcze skłonny bronić tak zwanego „aborcyjnego kompromisu”, który zwalczał wtedy m.in. M.R. Wiśniewski. Cóż MRW, możesz sobie narysować kolejną łysą główkę na komputerze, z opóźnieniem bo z opóźnieniem ale zmieniam zdanie.
Kluczowe znaczenie ma dla mnie oczywiście przypadek Alicji Tysiąc, który doszczętnie skompromitował w moich oczach „aborcyjny kompromis”. Jeśli powiemy, że aborcja ma być dostępna tylko w trzech ściśle określonych wyjątkach – a potem na kobietę będącą i tak w desperackiej sytuacji wrzucimy obowiązek zbierania zaświadczeń od Annasza i Kajfasza – to już zróbmy od razu zakaz bez wyjątków. Wyjdzie na to samo.
Dlaczego z góry zakładam desperacką sytuację? Bo tylko w wyobraźni prawicowych psycholi istnieją kobiety dokonujące aborcji pod wpływem kaprysu. Jeśli kobieta jest zdecydowana przerwać ciążę, to już samo w sobie świadczy o tym, że ma powody. A jak już je ma, to żaden durny paragraf jej nie powstrzyma – przecież tam gdzie obowiązuje całkowity zakaz, tam kobiety ryzykują nawet życiem dokonując zabiegów w upiornie ryzykowny sposób.
Tylko w wyobraźni prawicowego psychola istnieje ktoś taki jak „zwolennik aborcji” (fantomowy twór o którym często piszą pisma takie jak „(Nasz) Dziennik”). Nie ma „zwolenników aborcji” tak jak nie ma „zwolenników rozwodów”. Chciałbym, by państwo działało na rzecz ograniczania liczby aborcji – przez upowszechnianie oświaty seksualnej, dostępu do antykoncepcji, ułatwianie procedur adopcyjnych. Gdy państwo będzie działać w tym kierunku, aborcja i tak będzie dokonywana tylko w wyjątkowych sytuacjach. Nawet dostępna na życzenie, jak w cywilizowanych krajach.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz