Teraz odtwarzane (23)


Kontynuując najbardziej wstydliwe wątki mojej autolustracji, muszę
przyznać się do swojej ostatniej muzycznej zajawki. Wolałbym
oczywiście, żeby było to coś w stylu remiksu mashupa punkowych coverów
ballad Joe Dasina, ale niestety jakiś czas temu wpadło mi w ucho
„Wszystko czego dziś chcę” Trojanowskiej. No radia słuchałem po prostu,
swoim zwyczajem skacząc po kanałach w samochodzie. A uprzedzał pan
premier, że media elektroniczne nadają najgorszą muzykę z czasów PRL!
Zamemiło mnie do tego stopnia, że pognałem szukać po empikach „Best Of” Trojanowskiej i zaprawdę powiadam, Puchatek Ziemkiewicza nie pokrył tak skutecznie jak tej płyty. Wydawcy, wznówcie to! Didżeje, odpalcie laptopy i zróbcie skoczne remiksy! Początkujący muzycy rockowi, nagrajcie garażowo-punkowe covery, żeby was „Wyborcza” podlansowała! Przecież to naprawdę jedna z nielicznych perełek w dziejach naszej muzyki pop. Nie dosyć, że kobieta ma świetny głos i nie obawia się go użyć (śpiewa jak aktorka) – to jeszcze panowie Lipko i Mogielnicki wtedy jeszcze nie byli gotowi sprzedać się za ostatni grosz i mieli naprawdę fajne pomysły. Przecież taki kawałek jak „Jestem twoim grzechem” mógłby spokojnie powstać dzisiaj, uszami wyobraźni słyszę go jako czilałtowy remiks czegoś w stylu „Timo Maas featuring Iza” (a do tego słyszę też inne remiksy).
„Wszystko czego dziś chcę” to monolog kobiety, którą nieporadnie próbuje uwieść ktoś do kogo protekcjonalnie zwraca się per „chłopcze”. Chłopiec deklaruje swoje szlachetne intencje i snuje wspólne plany na życie: „powiedzmy tak: za osiem lat, adres w bloku i mały fiat”. Wokalistka wymawia te słowa z uroczą ironią – łamiąc seksistowskie stereotypy, piosenka pokazuje kobietę, którą interesuje czysto hedonistyczny seks a matrymonialne koncepcje „chłopca” ją tylko śmieszą.
A mnie napadły wątpliwości, że nie umiem tego przetłumaczyć z peerelowskiego na trzyerpowskie. Dzisiaj „adres w bloku i mały fiat” raczej nie brzmi dobrze jako dorobek ośmiu lat małżeństwa. Jak to właściwie wyglądało z punktu widzenia roku 1981? Z tego co pamiętam, nawet mały fiat był wtedy oznaką nienajgorszego poziomu życia. „Adres w bloku” to dla mnie zawsze był syf („wysypisko Radiowo, lotnisko Bemowo…”), ale dla pokolenia naszych rodziców był w tym jeszcze jakiś bajer. Mylę się? Bardzo chciałbym usłyszeć komentarze starszych (i młodszych) blogowiczów.
Ciekawe swoją drogą, jak podmiot liryczny tej piosenki zareagowałby w 1981 roku gdyby „chłopiec” zajechał tekstem typu: „Powiedzmy tak, za osiem lat, koniec komunizmu i otwarte granice”…
Nieporadnie przerabiając obciachową deklarację muzyczną na życzenia świąteczne: wszystkim paniom życzę, by dostały od swoich significant others wszystko czego dziś chcą. Nie wnikam, czy będzie to nieruchomość, samochód, obalenie kaczyzmu czy odlot z ramion wprost do nieba.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz