Czwarta władza bananowa

Plagą zawodową dziennikarstwa jest skłonność do powielania w kółko grepsów typu „Zakopane to zimowa stolica Polski”. Pół biedy kiedy odbiorcy odbierają te grepsy w przynależnej im grepsometaforycznej konwencji i nie ślą w lutym korespondencji urzędowej do Zakopanego. Czasem jednak greps zaczyna być traktowany dosłownie i tak niestety bywa z grepsem „media to czwarta władza”.
Wśród bywalców niniejszego bloga są komentatorzy powołujący się w dyskusjach na ten greps niczym na merytoryczny argument („no bo przecież skoro to zimowa stolica, to adres Urzędu Rady Ministrów się zmienił?”), niniejsza notka jest więc im dedykowana (speszjal gritings for Leniuch & Sewerjan).
Wszyscy wiemy, że media mogą wywoływać wojny i obalać rządy, ale co z tego? W 1954 roku United Fruit Company zasponsorował w Gwatemali zamach stanu, rok wcześniej to samo w Iranie zrobiła firma dziś znana jako BP, w 1969 roku Salwador i Honduras starły się pod wpływem wyniku meczu, zaś wśród sponsorów działań CIA przeciwko Allende były międzynarodowe koncerny górnicze i telekomunikacyjne, którym znacjonalizowano majątek, bidulkom. Czy to znaczy, że jeśli pracownik KGHM w Legnicy zatankuje na stacji BP, kupi tam kiść bananów Chiquita i „Przegląd Sportowy” oraz gdzieś zadzwoni, to obejrzeliśmy władze nr. 4, 5, 6, 7, 8 i 9?
Tak jak nie wszyscy sadownicy czy górnicy miedzi mają realny wpływ na politykę, tak samo nie mają go wszyscy dziennikarze. Co więcej, w obu przypadkach ten wpływ dotyczy nielicznych przypadków, przy których należy się zastanawiać, czy jeszcze w ogóle mowa o dziennikarzu (sadowniku, elektryku etc.) czy już o polityku. Gdy mowa o „dziennikarzu z wpływem” pierwszym automatycznym skojarzeniem jest dla mnie Tomasz Lis – no ale facet niewątpliwie stoi już jedną nogą po stronie polityki.
Greps o „4 władzy” jest o tyle groźny, że media można kupić – i w dodatku nie ma w tym nic złego. Kupowanie jakiekolwiek działalności normalnych trzech władz (wyroków sądu, treści ustaw, decyzji rządu) to przestępstwo, kupowanie koncernów medialnych to zaś biznes jak każdy inny – i powinno tak być.
Pojawiające się przy okazji dyskusji o lustracji dziennikarzy teksty typu „musimy mieć pewność czy za komentarzami w prasie nie stoją czyjeś interesy” były po prostu głupie. Takiej pewności nikt nie może mieć nigdy. I bardzo dobrze że jej nie może mieć – warunkiem pełnej wolności słowa jest też i to, że wychodzą tabloidy publikujące jawną ściemę, więc trzeba do wszystkiego podchodzić ze zdroworozsądkową nieufnością.
Teorie spiskowe o „dziennikarzach szantażowanych teczkami” są zaś z kolei głupie o tyle, że ewentualny Evil Overlord zamiast wymyślać jakieś wyszukane szantaże, po prostu może w każdej chwili użyć teczki wypchanej biletami Narodowego Banku Polskiego. Jako „unstoppable superweapon” zgodnie z zasadą #40, taką teczką posłuży się porządny Evil Overlord zamiast bzdetów na poziomie historyka z Instytutu Przecieków Narodowych. Mirrorize this!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz