Lewicowi psychole

Gdy piszę na blogu o „prawicowych psycholach”, co jakiś czas pojawia się pytanie o lewicowych psycholi. Szanuję ludzką potrzebę symetrii – sam w imię zachowania symetrii postulowałem niedawno istnienie piłkarza Rinaldinho – dlatego wreszcie na te pytania odpowiem, przy okazji książki Nicka Cohena „What’s Left” (która też już się tu w komentarzach przewijała).
Ta książka to paszkwil na lewicowych psycholi napisany przez centrolewicowego publicystę. To oczywiście książka a nie blog, więc nie padają tam tak ostre określenia, ale zwał jak zwał, opisuje ludzi tak bardzo zaślepionych ideologicznie, że już odciętych od rzeczywistości.
Rzeczywistość to rzecz jasna konstrukt społeczny, ale mimo to widzę różnicę między – dajmy na to – rozsądnym wysuwaniem wątpliwości co do rzetelności raportu komisji 9/11 albo co do roli niemieckiej żandarmerii w Jedwabnem, a kompletnie oszołomskimi teoriami typu „w Pentagon nie uderzył samolot” czy też „zbrodni w Jedwabnem nie dokonali Polacy”.
Dominującym tematem „What’s Left” jest polemika z lewicowymi oszołomami w Wielkiej Brytanii, negującymi zbrodniczość reżimu Saddama. Rzeczywiście, w szerokim świecie są i tacy wariaci, w końcu nawet w głupkowatym filmie Michala Moore’a „Fahrenheit 9/11” znalazły się jakieś idylliczne scenki irackiej prosperity.
W świecie lewicowego oszołoma Unia Europejska i USA odpowiadają za wszelkie zło na świecie. Każdy ich wróg automatycznie staje się „good guy”, choćby były to tak odrażające kreatury jak Miloszewicz, Saddam czy Kadafi. Wobec straszliwych zbrodni dokonywanych przez tak zwany cywilizowany świat, drobiazgiem są Gułag i Holocaust (dlatego w myśl hasła „oszołomy wszystkich oddziałów, łączcie się”, psychol lewicowy – zaangażowany w negowanie zbrodni Stalina – z sympatią będzie się wypowiadać o psycholu prawicowym, negującym zbrodnie Hitlera).
Polska specyfika polega na tym, że psycholi tego typu przyciąga u nas niemal wyłącznie prawica. Zaznaczam „niemal”, bo zdarzyło mi się spotkać np. negacjonistę gułagowego, ale to tylko dlatego, że w młodości zdarzało mi się widzieć zebrania w które wy ludzie byście nie uwierzyli. Nawet ja nie znam jednak żadnego hardkorowo oszołomskiego polskiego bloga lewicowego – takiego z wychwalaniem Saddama i Miloszewicza. W efekcie nawet psychole zaznaczający, że mają „lewicową wrażliwość” w końcu i tak lądują u nas gdzieś między PiS a LPR. Co już nie jest moim zmartwieniem.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz