Palestyna


Po blogonotce zatytułowanej „Izraelici” czas na notkę zatytułowaną „Palestyna”. Następną odpowiedzią na pytanie „po co dziennikarzom blogi” jest bowiem odpowiedź „by się uwolnić od tyranii pretekstu aktualnościowego”. Nie ma siły, żebym napisał na papier o komiksie, o którym po prostu mam ochotę napisać – musi być jakiś pretekst, że autor właśnie umarł albo że się ukazał polski przekład.
Tymczasem Joe Sacco ma się dobrze, jego „Palestyna” się w Polsce raczej nie ukaże, a w Usiech się ukazała w 1993, więc nie ma żadnego aktualnościowego pretekstu. Co robić? Opisać na blogu. Co niniejszym czynię.
Komiks jest zapisem podróży odbytej przez Sacco podczas pierwszej Intifady do okupowanej Palestyny. Sacco odwalił kawał solidnej reporterskiej roboty, był świadkiem aktów przemocy, zarejestrował relacje niezliczonych świadków.
Reportaż jest gatunkiem dziennikarskim, do którego odnoszę się z ogromną nieufnością – zwłaszcza gdy reporter udaje obiektywnego narratora i nadużywa strony biernej trzeciej osoby. Gdy reporter pisze „ludzie boją się wychodzić z domu”, zawsze mam ochotę zapytać „a skąd to wiesz, koleś?”. Wolę reportaże pisane w pierwszej osobie – powiedzmy, „Stara Bryzdulowa mówi mi, że się boi wychodzić z domu”.
Niezwykłość komiksoreportażu Sacco polega na tym, że pokazuje Palestynę właśnie w trzeciej osobie – rysuje samego siebie wśród swoich rozmówców. Gdy sam odsuwa się w bok, i tak jest obecny w komentarzach, jak „nie radziłbym” na załączonym obrazku – gdzie indziej zaś rzuca urocze onelinery takie jak np. „hoo boy, I’m in the Middle East!”, towarzyszący rysunkowi Araba podniecającego się okrzykiem „SMASH THE ISRAEL!”.
Sacco nie ukrywa też swojego światopoglądu (używa określeń typu „mam świra na punkcie praw człowieka”) ani nawet osobistych powodów, dla których może mieć skrzywiony punkt widzenia (kiedyś romansował z arabską studentką, ale romans urwała nagła sprzeczka o politykę – próbował jej wytłumaczyć, dlaczego dla zachodnich mediów śmierć jednego turysty z „Achille Lauro” była ważniejsza od śmierci tysięcy palestyńskich dzieci).
Przez to, że Sacco nie ukrywa siebie przed czytelnikiem – widzimy go, jak z bagażem swoich doświadczeń, swojego światopoglądu i swojego „okcydentalnego” podejścia do polityki, jego relacja budzi więcej zaufania – nawet ludzie z innym podejściem i innymi poglądami mogą sobie nałożyć odpowiednie filtry. Niebagatelne znaczenie ma też to, że ten komiks to chyba najpoważniejsza prezentacja palestyńskiego punktu widzenia w świecie zachodniej popkultury, w której Arabowie występują najczęściej w roli anonimowych zbrodniarzy, którym nawet nie wiadomo o co chodzi, bo kto by tam rozumiał ich barbarzyńskie „derka derka muhammad jihad”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz