Michnik i zombiaki

Uroki Wenecji
Dla tych, którzy byli na mojej polconowej prelekcji o teoriach popkultury – mały bonus w postaci traktatu purytańskiego kaznodziei, z którego się chichrałem. Dla reszty anegdotka przytoczona w tejże prelekcji – wyrwana z kontekstu, ale za to o Michniku.
Było to w zamierzchłych czasach, w których konsola do gier Sega Dreamcast była sensacyjną nowością. Siedziałem w redakcji i ciężko pracowałem nad artykułem, czyli strzelałem z lajtgana do zombiaków w The House Of The Dead 2 – przecudownej grze z gatunku „rail shooter”, który bardzo źle się przekłada na komputery.
Granie w to myszką nie ma sensu, trzeba w to grać albo w salonie gier w centrum handlowym albo przynajmniej na konsoli podłączonej do dużego telewizora. Koniecznie z lajtganem. Tylko wtedy można zapomnieć o bożym świecie i drżąc z podniecenia podejmować decyzje, czy jeśli w spluwie mam tylko jeden pocisk, to raczej liczyć na załatwianie zbliżającego się zombiaka jednym hedszotem czy jednak przeładować ryzykując, że będzie Za Późno. Miooodzio.
W pewnym momencie przyszedł mój sławny szef. Raz od bardzo wielkiego dzwonu zdarza mi się napisać jakiś nudny tekst na doniosły temat. Wtedy akurat napisałem publicystykę o Międzynarodowym Trybunale Karnym (ICC) – zacnej instytucji, co do której wtedy nawet nie było wiadomo, czy powstanie, a to ze względu na opór Stanów Zjednoczonych, których podejście do prawa międzynarodowego generalnie niezbyt dalece wyewoluowało od czasów My Lai.
Adam przyszedł zasugerować, że tekstowi dobrze by zrobiła dokładniejsza prezentacja stanowiska USA – co w końcu zmaterializowało się w postaci rozmowy z Johnem Boltonem. No ale mniejsza, istotą anegdotki jest moja psychologiczna reakcja w tej sytuacji. Nie robiłem wszak nic złego, pełniłem swoje obowiązki zawodowe, a jednak wobec wagi sprawy, o której przyszedł rozmawiać mój szef, napierniczanie do zombiaków wydało mi się jakieś dziwne niestosowne.
Na szczęście Adam jak zwykle był tak zaaferowany tematem, że nie zwrócił uwagi na to, że trzymam w ręce plastikowy pistolet. Dyskretnie ukryłem spluwę za plecami, niczym uczeń papierosa i podjąłem rozmowę na Bardzo Poważny Temat.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz