Rynek to za mało

Trudno przecenić kulturowe skutki wyroku w sprawie Microsoft przeciwko Komisji Europejskiej. Nasz kontynent wysłał w świat sygnał, że nie podoba nam się metoda robienia interesów typu „dzięki pozycji dominującej w jednym segmencie rynku opanujmy drugą”. Przypadkowo zbiegło się to w czasie z decyzją mojej ulubionej firmy IT, która wypuściła nowe modele iPodów z interesującym nowym ficzerkiem – nie można już zarządzać na nich muzyką przy pomocy aplikacji innych niż applowski iTunes. Innymi słowy, Apple wykorzystując swoją silną pozycję na rynku producenta sprzętu do odtwarzania muzyki usiłuje wzmocnić swoją pozycję na rynku oprogramowania- to już tylko kwestia czasu, kiedy Steve Jobs dostanie za to po łapach od Unii. I pierwszy wtedy powiem „dobrze mu tak”.
Microsoft nie byłby Microsoftem gdyby nie reaganowskie lata 80. i ideologiczne zaślepienie kultem wolnego rynku. Interesujące jest porównanie tego, jak amerykańskie instytucje reagowały w dwóch różnych epokach na dwa różne monopole, które opracowały dwa ważne systemy operacyjne.
Zanim jeszcze Amerykanów opanowało wolnorynkowe zaślepienie, był sobie monopolista telekomunikacyjny o nazwie AT&T. W roku 1949 zawarł on ugodę z administracją Trumana treści takiej mniej więcej, że rząd toleruje monopol, a monopol w zamian stara się dołożyć swoje do rozwoju nauki i techniki. Na przykład oddaje za darmo swoje patenty. Tak mniej więcej rozwiązałby sprawę europejski rząd socjaldemokratyczny.
Gdy w latach 70. koncern AT&T opracował system operacyjny Unix, potraktowano go zgodnie z tą ugodą – rozdawano go za darmo ośrodkom akademickim zamiast sprzedawać jako komercyjny produkt. Ubocznym skutkiem było to, że naukowcy sami musieli ten system na swój użytek rozwijać, ale radzili z tym sobie całkiem nieźle – po trzech dekadach tego rozwoju dziś już wszystkie systemy operacyjne dzielą się na uniksowe i uniksowate, bo po co na nowo wynajdować koło.
Taka ugoda nie byłaby możliwa za rządów neoliberałów – dla nich albo jakaś firma jest monopolem (i wtedy należy ją podzielić) albo nie jest (i wtedy nikt nie ma prawa się wtrącać do jej praktyk). Za Reagana AT&T podzielono na kawałki a Microsoft tolerowano, choć w latach 60. z pewnością za jego monopolistyczne wybryki ktoś by mu się w końcu dobrał do tyłka. Blogonauto: ilekroć użerasz się z Microsoft Windows, możesz sobie zanucić „dana moja dana, wszystko przez Reagana”.
A przecież Microsoft – kiedy im się chce – potrafi się bardzo postarać. XBox 360 potrafi świetnie współpracować z innymi urządzeniami, nawet konkurencyjnych firm (gdy do niego podłączyć iPoda, XBox nie tylko rozpoznaje urządzenie, ale nawet umie korzystać z plejlist i odtwarzać niezabezpieczone AAC!). Praktyka pokazuje jednak, że wolny rynek nie zawsze wystarcza, by zmusić firmę do starania się. Czasem firmę musi przycisnąć jakaś socjalistyczna instytucja.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz