Bo powiem babci!


Słuchajcie, przydarzyła mi się taka autentyczna historia. Stoję w kolejce do biura maklerskiego, a przede mną stoi matka z małym dzieckiem, które męczy matkę, żeby kupiła coś z rynku NewConnect. „No nie, to jest zbyt ryzykowne” – opiera się mama, a dziecko na to – „jak nie kupisz, to powiem babci, że całowałaś tatusia w pisiorka”.
Chyba każdy z nas na tym blogu, choć raz usłyszał tę anegdotę – ktoś nam ją wciskał jako stuprocentowy autentyk, „no wczoraj to na własne oczy widziałem w sklepie, taki nieznośny rozbrykany bachor się domagał zakupu, a jak matka odmówiła, to on jej na to…”. Rzekomo na własne oczy w sklepie sieci Intermarche widziała to niejaka Annblue, moderatorka forum mieszkańców Wielunia a w banku jakaś Moniś233 z forum Bio-Life. Przykładów oczywiście jest więcej, ale koleżanki Annblue i Moniś233 zaszczyciłem umieszczeniem ich jako przykładów w książce o legendach miejskich, do której napisałem polski rozdział (tak jest, ta notka to bezczelna kryptoreklama).
W ramach śledztwa dziennikarskiego wyguglałem, że praźródłem jest prawdopodobnie post podpisany Phoner z grupy pl.rec.hihot z 25 kwietnia 1996. Wersja Phonera różniła się od kanonicznej tym, że zamiast dziecka – cynicznego szantażysty mamy po prostu dziecko broniące się w ten sposób przed klapsem.
Na tej samej grupie w miesiąc później pojawia się wersja kanoniczna, w której szantaż to próba wymuszenia zakupu słodyczy. Oryginalny post Pawła Stułkowskiego się nie zachował, na szczęście w sieci zawsze znajdzie się jakiś przygłup, który zacytuje całość czyjejś wypowiedzi tylko dla dodania swojego bezcennego komentarza typu „Buhahahahahahahaha obsmialem sie jak norka… :)”; tę rolę wziął na siebie 31 maja 1996 niejaki Krzysztof Kowalski.
W książce ironizuję, że żywotność tej anegdoty świadczy o rozproszeniu polskiego internetu. „Forum mieszkańców Wielunia” to coś na tyle oderwanego od „reszty świata”, że spokojnie można tam sprzedać jako „autentyk” dowcip z dziesięcioletnią brodą i wszyscy się dadzą nabrać. Z drugiej strony jednak można to też uznać za kolejne potwierdzenie „prawa Lema” – „nikt nic nie czyta (…) a jak przeczyta to zapomni”. W końcu na tym samym pl.rec.hihot ten sam „autentyk” pojawił się jeszcze w grudniu tego samego roku.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz