Now Playing (43)

Ufff, najwyraźniej w ramach rehabilitacji kolana wracam do swoich pierwotnych gustów muzycznych. Ostatnio słuchałem coraz dziwniejszych rzeczy i byłem chyba o krok od Celine Dion. Tymczasem ostatnio wpadła mi w ucho piosenka, która po prostu Jest Mną – tym facetem, za którym już zaczynałem tęsknić.
Prosty, pełen wykurwu rock inspirowany punkiem i ska, z klawiszami grającymi prostą melodyjkę a nie żadne tam wirtuozerskie pitu-pitu, z basem co to nawet inwalidę porwie do tańca i mocnym, męskim głosem wokalisty, jakby stworzonym do przekrzykiwania kiepskiego nagłośnienia. Panie i panowie – The Return Of The Ghostfaced Killer!
Ciągle mi się wydaje, że muzyka rockowa powinna wreszcie umrzeć. No bo po prostu ile można w kółko poruszać się po tym samym, dość ciasnym, schemacie rytmiczno-harmonicznym? Jestem już tak stary, że po raz pierwszy myśl typu „rock już powinien umrzeć… a jednak oni go zreanimowali!” pojawiła się w mojej głowie przy okazji „Smells Like Teen Spirit” Nirvany.
Tak naprawdę jednak to skojarzenie dowodzi tylko mojej młodości, bo najstarsi górale mogli tak pomyśleć dobre trzydzieści lat wcześniej. Śmierć rocka przecież ogłoszono już w 1959 roku, gdy Buddy Holly i Ritchie Valens zginęli w katastrofie lotniczej. Przy czym ta katastrofa miała być tylko ostatnim gwoździem do trumny, a nie przyczyną zgonu – już pod koniec lat 50. rokendrol miał być przelotną modą młodzieżową. Gdy kierownictwo EMI odmawiało wydawania płyt Beatlesów na rynku amerykańskim, główny argument był taki, że to brytyjska imitacja mody, która w USA umarła już parę lat temu.
Tak więc rock ciągle umiera i ciągle ktoś (Bitelsi, Pistolsi, grandżowcy, britpopowcy) go wskrzesza. Od kiedy Chuck Berry wypowiedział znamienne słowa: „it’s gotta be rock and roll music, if you want to dance with me”, zdążyli już postawić i obalić jakiś mur w Berlinie, zdążyli wprowadzić, skasować i zapowiedzieć ponowne wprowadzenie programu lotów na Księżyc, pojawiło się i umarło fafnaście kolejnych nośników, z których możemy słuchać tej „rock and roll music” – a słowa Chucka Berry’ego wciąż są dla mnie tak samo aktualne.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz