Polaczek Potrafi II

Przepraszam, że znowu o autostradach, ale znowu pojawił się ważny i aktualny nius. Minister Polaczek właśnie przegrał w sądzie proces z Gdańsk Transport Company, koncesjonariuszem autostrady A1 na odcinku Gdańsk – Toruń. Oczywiście nie przyznaje się do porażki i odgraża się, że będzie się odwoływać, czym tylko podbije nam – podatnikom – rachunek za swoją głupotę.
Gdy niedawno pisałem podsumowanie autostradowego dorobku poszczególnych rządów, pisałem jak trudno jest oceniać kaczystów, bo jako jedyni zaczęli swoją działalność od dorobku UJEMNEGO – premier Marcinkiewicz i minister Polaczek odziedziczyli po poprzednim rządzie gotowe do rozpoczęcia budowy odcinki autostrady A2 (Nowy Tomyśl – granica) i A1 (Grudziądz-Toruń). Razem sto kilkadziesiąt kilometrów, na które już w styczniu 2006 mogłyby wjechać spychacze, gdybyśmy nadal żyli w jakże niesłusznej III Rzeczpospolitej. Zważywszy, że kaczyści rozpoczęli budowę tylko 90 km, ich bilans wciąż jest ujemny – wstrzymali więcej niż uruchomili. A w dodatku teraz te odcinki będą już budowane po jakże słusznych i krystalicznie uczciwych cenach IV Rzeczpospolitej.
W przypadku A2 Polaczek niedawno zamachał białą chorągiewką. W przypadku A1 zaszedł za daleko, bo bezprawnie odebrał koncesję i rozpoczął przygotowania do budowy tego odcinka przez państwo – odgraża się, że przed wyborami jeszcze zdąży rozpisać przetarg. No bardzo jestem ciekaw, jakie będzie zainteresowanie kontrahentów udziałem w przetargu zwoływanym na zasadzie „ja wprawdzie nie mam prawa ogłaszać tego przetargu, ale wniosłem właśnie kasację i kto wie, może wygram, a więc chodźcie i ryzykujcie swoje pieniądze”.
Gdy komentowałem na początku roku decyzję Polaczka pisałem, że ma przed sądem takie same szanse jak kaczystowski reżim w sprawie Eureko. Z właściwą sobie skromnością pozwolę sobie podkreślić trafność tego porównania. Wygląda na to, że w otoczeniu prezessimusa powstała specyficzna kultura organizacyjna, w której politykowi podnosi prestiż dowolna deklaracja typu „ale im mocno wygarnąłem, tym [oligarchom/Niemcom/Francuzom/Amerykanom/ekologom/biurokratom brukselskim/sędziom/obserwatorom OBWE/etc]”. Kwestia oceny skuteczności tego wygarnięcia w ogóle nie istnieje. Co więcej ktoś, kto ośmieli się w tym kręgu zadać pytanie typu „no dobrze, ale jakie mamy realne szanse?”, od razu uzawany jest za zdrajcę i wykształciucha i Kamiński ze Święczkowskim zakuwają go w kajdanki i rzucają na glebę by przystąpić do full cavity search.
Właśnie ten brak elementarnej samokontroli powoduje, że reżim pakuje się w sprawy, w których od początku widać, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo – takie jak spór o Rospudę, spór z Eureko, kabaret Mularczyka przed Trybunałem, szarpanina z koncesjonariuszami A1 i A2. Oczywiście, im to łatwo przychodzi, bo szastają cudzymi pieniędzmi.
Te wszystkie odszkodowania pójdą przecież z kieszeni podatnika – moherowe babcie zaprosiły swoich wnuków na bardzo smutny kabaret, ale okazało się, że puentą dowcipu nie są sceniczne produkcje Jarka, Edgara i Arkadiusza, tylko cena, którą wnuk ma teraz zapłacić za babciny wieczór rozrywek.
Brak autostrady A1 kosztuje porty trójmiasta około ćwierć gigabaksa rocznie. Minister Polaczek opóźnił jej budowę o co najmniej dwa lata. Do the fuckin’ math.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz