Inwigilacja progenitury

Poruszanie się po witrynie gazetawyborcza.pl jak zwykle mnie przerasta – nie umiem się doklikać do artykułu pisarza Harlana Cobena z czwartkowej „Gazety”. Wyszukiwarka nawet niby pokazuje zajawkę tego artykułu, ale po kliknięciu wlatuje się na komentarz Radziwinowicza o Rosji.
Trudno, zapolemizuję bez linkowania tekstu. Autor – w skrócie – twierdzi, że w internecie na młodych ludzi czyha tyle niebezpieczeństw (pedofile, złodzieje, szantażyści), że troskliwy rodzic po prostu nie może nie szpiegować nastoletniego dziecka. Coben opisuje przykład swojego znajomego, który dzięki cyberinwigilacji szesnastoletniej córki odkrył, że ta nie dość, że zażywa narkotyki, to jeszcze uprawia seks ze swoim dealerem.
Coben wyraził tę tezę w artykule zamieszczonym w „New York Times”, przedrukowanym przez „Gazetę”. Wprawdzie ewidentnie jest to element kampanii promocyjnej jego nowej książki – gdy zawiodła mnie wyszukiwarka portalu Agory zapuściłem słowa kluczowe do gugla i wyleciały mi blurby powieści „Hold Tight” o rodzicach, którzy szpiegują szesnastoletniego syna i wpadają na trop Tajemniczego Szantażysty – ale tezę opublikowano jak artykuł publicystyczny, więc tak go potraktuję w swojej polemice.
„Wszyscy słyszymy o samobójstwach nastolatków prześladowanych w internecie” – pisze Coben. Ach, moralna panika zawsze na czasie. Jeśli nastolatek prześladowany w internecie popełni samobójstwo, to będzie we wszystkich agencjach. Nigdy natomiast nie usłyszymy w agencjach wiadomości typu „nastolatek znienawidził swoich rodziców za wpierdzielanie się w jego osobiste sprawy”, bo to klasyczny przykład opozycji „pies pogryzł człowieka”/„człowiek pogryzł psa”. Szanse, że rodzic wykradający nastolatkowi jego intymny pamiętnik, czytający jego esemesy, zapuszczający spyware na jego komputer, narobi tym więcej szkody niż pożytku, są jak kabongazylion do jednego. Ale w mediach słyszymy właśnie o tym, co jest rzadkie a nie o tym, co jest typowe.
Zanim ty przyłapiesz swoje dziecko na paleniu marihuany, ono zapewne przyłapie ciebie na szpiegowaniu – i co wtedy? Powiesz mu, że takie czasy i dziś tak trzeba? A czym te czasy się rożnią od poprzednich? Czy na randkę z dilerem dragów nie można się było umówić przez analogowy telefon? Czy 20, 50, 100 lat temu nie zdarzały się samobójstwa zaszczutych nastolatków?
Dlaczego nastolatek popełnia samobójstwo? Bo nie widzi wokół siebie nikogo, komu może zaufać. Inwigilacja nie wydaje mi się dobrym pomysłem na budowanie zaufania.
Zarówno w nadchodzącej powieści jak i w przedrukowanym przez „Gazetę” artykule, Coben pisze o szpiegowaniu szesnastolatków. To są ludzie, którzy już za dwa lata będą pełnoletni i jeśli będą chcieli pić, palić czy spać ze swoim dilerem – to sory Gregory, nic nie będziesz mógł na to poradzić, poza odwoływaniem się do naturalnego autorytetu i więzi uczuciowej, które każdy rodzic dostaje difoltowo w pakiecie. Wystarczy po prostu niczego po drodze nie spieprzyć. Trudno o lepszy sposób na spieprzenie więzi i autorytetu od potraktowania serio porady Cobena.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz