Teen slashers

Teksty gazetowe sprawiają, że mam ostatnio ssawkę na wymądrzanie się na tematy edukacyjno-dydaktyczne. Już list czytelniczki „Zamęczam syna dla jego dobra” wzbudził we mnie chęć polemiki, a w papierowej „Świątecznej” pojawiły się kolejne, niektóre jeszcze bardziej dla mnie bulwersujące.
Zacznę od ogólnego disclaimera, że jestem przeciwnikiem Wielkich Teorii Dydaktycznych. Każde dziecko jest inne, nie ma uniwersalnych porad możliwych do zastosowania w każdej rodzinie. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że rodzice tacy jak opisani w tym artykule – posyłający dziecko do Prestiżowej Szkoły, po lekcjach fundujący mu mnóstwo zajęć dodatkowych, popełniają fatalny błąd.
Moje dzieci chodzą do zupełnie zwyczajnej szkoły publicznej. Na dodatkowe zajęcia chodzą tylko jeśli same coś sobie wymyślą. Jak ktoś ma ochotę na kółko przyrodnicze czy SKS, to bardzo proszę, ale jak nie ma, to ja nie będę przymuszał (i nawet nie wnikam, czy chodzi na te zajęcia dla samych zajęć czy z powodów towarzyskich – chce to chce).
Czytelniczka z listu załamuje ręce, że jej gimnazjalista nie wyrabia się z Prestiżową Szkołą i zajęciami dodatkowymi. „Wracamy do domu po 17, a po godzinie trzy razy w tygodniu przychodzą miłe panie od języków. Kiedy już sobie pójdą, syn niczego już nie jest w stanie przyswoić i ma siłę tylko gapić się w komputer”, na którym ściąga piracką muzykę i „gadu-gada z kilkunastoma ludźmi jednocześnie, w tym dziewczynami z dalekich krajów”.
W następnym liście inna czytelniczka jej proponuje zabronić używania komputera do „ściągania muzyki i czatowania”, zewzwolić wyłącznie na zastosowania czysto edukacyjne, oraz pokazać dziecku kosztorys, ile zainwestowano w jego edukację i jak nieodpowiedzialnie on te wydatki marnuje? Chryste, mam nadzieję, że ta czytelniczka się należycie zabezpiecza, bo to dopiero genialny pomysł na budzenie motywacji do nauki.
Na litość Drumy, jeśli ów gimnazjalista czatuje z ludźmi z całego świata, to z jego angielskim nie jest źle. A jeśli do tego ma fanowskie podejście do jakiejś rodzaju muzyki, to może nawet próbuje zrozumieć teksty. To jest bezcenne edukacyjnie.
Gdy patrzę na swojego gimnazjalistę, jak umie się po angielsku porozumieć z innymi członkami swojego klanu w pewnej sieciowej nawalance, albo jak oglądamy razem film w oryginale i on tylko czasem zapyta, co oznacza skrót „DA”, to mnie to nawet bardziej cieszy niż szóstka za pracę domową dla ochotników – bo w dzisiejszych czasach znajomość skrótu „WTF” jest ważniejsza od umiejętności zastosowania future perfect.
Ktoś powie, że mam szczęście, że moje dzieci robią prace domowe na ochotnika. No pewnie, że mam szczęście. Tylko że szczęściu można pomagać lub przeszkadzać. Mam wrażenie, że autorka owego listu do redakcji szczęściu swojemu i swojego dziecka usilnie stara się przeszkodzić.
Bo to nieprawda, że Prestiżowa Szkoła jest niezbędna dziecku w jego karierze. Jest od grzyba karier, które można robić bez tego. Za to bardzo w karierze przyda się młodemu człowiekowi Ogólna Ciekawość Świata – którą najłatwiej zabić w nim przeładowując go nauką.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz