J’achete chez Carrefour

Dużo ostatnio piszę o bojkotach (nie wątpię, że i tym razem znajdzie się blogokomentator, który z dwóch notek wysnuje jakąś durną poradę typu „jeszcze trochę i będzie z tego książka). Ogłoszony przez Chińczyków bojkot Carrefoura jest dla mnie jednak pretekstem, żeby przybliżyć najważniejszą zasadę bojkotów, o której pisałem przy okazji do „telewizyjnej”. Zasada ta brzmi: na każdy bojkot jest kontrbojkot. Jeśli muzułmanie ogłosili bojkot Danii za karykatury Mahometa, to jeśli jesteś zwolennikiem laicowo lewickiego relatywizmu moralnego i wolności słowa – uznaj to za dobry pretekst, żeby kupić sobie wreszcie Lego Robots.
Strasznie prosto to działa w Ameryce – tam media kierujące swoją ofertę do cywilizowanych odbiorców w wielkich miastach starają się nie podpaść wpływowemu lobby lesbian – gay – bi – transgender (referral fun, thou cometh!). Ale oczywiście media kierujące się do rednecków z pasa biblijnego mogą zamieszczać homofobiczne dowcipy, bo przecież bojkot nowojorskich gejów nie może nijak zaszkodzić jakiemuś „Midwestern Moron Daily News”.
Dlatego profil czasopisma można odgadnąć już po zamieszczanych w nim reklamach – jeśli widzimy reklamę pickupa F-150 i wyprzedaży w Wal-Marcie, możemy się spodziewać w środku syndykowanego felietonu Billa O’Reilly. Jeśli widzimy reklamę Subaru, MacBooka i iPoda – to pewnie mamy do czynienia z pismem sączącym jad cywilizacjośmierciowego relatywizmu moralnego. Bo bojkot ogłoszony przez nowojorskich postępowców nie wywarłby większego wpływu na sprzedaż w Wal-Marcie, ale Apple potężnie oberwałoby po kieszeni. I odwrotnie, bojkot wojujących chrześcijan nie odbije się na sprzedaży hybrydowych crossoverów, ale znanego producenta traktorów Johna Deere mógłby doprowadzić do bankructwa.
Skoro więc Chińczycy ogłosili bojkot Carrefoura – ja będę specjalnie właśnie tam robił zakupy (nie wyobrażacie sobie, jakie ilości soku pomarańczowego wypija pięcioosobowa rodzina). Nadludzkim wysiłkiem spróbuję się też zmobilizować do przesiadki z Coca-Coli na Pepsi, jeszcze tyle we mnie zostało z dawnego członka Amnesty International. Nie mogę tylko ogłosić bojkotu wyrobów firmy Adidas ani samych transmisji z olimipady w telewizji, bo i tak nie interesuję się wyrobami tej firmy, a olimipiadę jako taką serdecznie chromolę razem z wszystkimi mundialami i turniejami czterech skoczni. W tym wszystkim interesuje mnie tylko aspekt praw człowieka.
Z rozpędu przestanę też zaglądać na bloga byłego redakcyjnego kolegi, który ściemnia w psychiatryku, że te chińskie bojkoty to oddolna akcja „rodzącego się za Wielkim Murem społeczeństwa obywatelskiego”. Jassssne. Jak mieszkańcy Warszawy spontanicznie machali chorągiewkami witając towarzysza Breżniewa, to też był oddolnie zorganizowany ruch społeczeństwa obywatelskiego.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz