Kto wygra mecz? Polska!

Mój redakcyjny kolega Rafał Stec kiedyś zastanwiał się, skąd się biorą ludzie z z lekceważeniem wypowiadający się o futbolu. Gdy na portalu pojawił się baner z obliczem kolejnego trenera-zbawiciela i tekstem „znowu nas oszukał”, pomysłałem sobie w duchu „bo was w ogóle łatwo oszukać”, kliknąłem i trafiłem na bloga innego mojego redakcyjnego kolegi, Michała Pola.
Nie wiem, czy Stec z Polem nawzajem czytają swoje blogi, ale przecież to właśnie na blogu Pola kolega Stec może znaleźć odpowiedź na dręczące go pytanie. Moi drodzy, wyobraźcie człowieka przekonanego, że dysponuje paranormalną zdolnością do lewitacji. Cisza, skupienie – gościu zaraz będzie lewitować. Nie wychodzi mu. Ale gościu nie daje za wygraną, chce spróbować jeszcze raz. No to dajemy mu spróbować. Nie wychodzi mu. Ale gościu nie daje za wygraną, chce spróbować jeszcze raz. No to dajemy mu spróbować. Znowu mu nie wychodzi.
Pytanie: ile razy musiałby się powtórzyć ten cykl, żebyś to skomentował czymś w rodzaju „co za świr” albo „co za głupek”? Kto powie „cztery”, tego uznam za bardzo cierpliwego i tolerancyjnego.
A teraz postawcie się w sytuacji kogoś, kto futbolem się niespecjalnie pasjonuje, ale przy okazji każdego mundialu zawsze widzi ten sam cykl. Oto pojawia się nowy Trener Wybawca i oto znowu wystarczy otworzyć lodówkę, żeby z jej wnętrza Stec, Pol, Olejniczak, Wołowski i jacyś inni, co to ich nazwisk nie pomnę, perorowali o tym, na czym polega „filozofia Benhakera” (oni to naprawdę nazywają „filozofią!”), że to jest ofensywno-defensywne rozstawienie 4-5-6, że Żuras na miejsce Janasa, a Dudas dośrodkowuje do Rogerasa, że Sranie pójdzie w Banię, że „dobrze nam poszło w eliminacjach”, a więc Tym Razem, TYM RAZEM, już nie będzie blamażu. I w ogóle kto wygra mecz? Polska! Kto? Polska, nie mówiąc już o tym, że o leo leo leo leee, ben hakeeeer, ben hakeeeer.
Chciałbym o kolejnym blamażu polskiej reprezentacji wiedzieć możliwie jak najmniej, ale niestety potem znowu wystarczy włączyć telewizor, wejść na portal czy otworzyć lodówkę, żeby z jej wnętrza od razu Michał Pol zaczął perorować „Zgadzam się, że Beenhakker nas oszukał. Ale czy możemy mieć do niego o to pretensje? Wmówił nam – a myśmy z radością uwierzyli…”
Kochani, tu trzeba wybrać jedno z dwojga. Albo będziecie dalej „z radością wierzyć” i dawać się oszukiwać kolejnemu Trenerowi Zbawcy, albo się skarżyć na to, że niektórzy traktują tych łatwowiernych z pewnym takim lekceważeniem. Błagam, po prostu wymyślcie sobie jakiś inny scenariusz monologów z wnętrza lodówki, kiedy już się pojawi następny Hudefak – Trener Zbawca. Niech to już nie będzie po raz fafnasty „Bo genialna filozofia Hudefaka polega na…” i „…zgoda, Hudefak nas oszukał, ale chcieliśmy mu uwierzyć”.
Ja niestety w eksperymencie z facetem zdolnym do lewitacji nie dojechałbym chyba nawet do trzeciej próby z wydaniem opinii

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz