Dziennikarze kontra blogerzy

Dzięki przedatowanej notce z bloga MRW (dzięki za życzenia!) dowiedziałem się z opóźnieniem o istnieniu sporu „dziennikarze versus blogerzy”. Dorzucę jednak swoje trzy grosze, sprowokowany słowami mego biednego kolegi z dogorywającego „Dziennika”, że „w polskiej blogosferze wyraźnie dominuje prawica”.
Uważam mianowicie, że ta teza to defekacja do blaszanego naczynia. Sam skacząc sobie po blogach nie kieruję się poglądami autora, tylko jego zdolnością do napisania czegoś ciekawego na temat odległy od polityki. W mojej blogorolce pojawiały się (i znikały, bo po jakimś czasie każdy blog się w końcu znudzi) blogi poświęcone statkom, fizyce, biologii, prawu, elektronice konsumenckiej, Azji, Londynowi, architekturze, filmom, sztuce współczesnej, muzyce i modzie ulicznej.
Otóż mimo braku szczególnego zainteresowania poglądami ich autorów i autorek, jestem pewien, że wypadkowa średnia wypada gdzieś między lewicą a centrum. Bo prawica może i dominuje w polskiej blogosferze jeśli chodzi o blogi typu „moje komentarze polityczne”, ale wśród ludzi na tyle się na czymś znających, że mają coś ciekawego do powiedzenia (o modzie, innych kulturach, technice cyfrowej etc.), prawica na pewno nie dominuje, powiedziałbym raczej, że ma status ekscentrycznej mnieszości.
Blogów typu „moje komentarze politycznie” serdecznie tymczasem nie znoszę, nawet gdy same poglądy mi odpowiadają. Politycznych analiz często mi się nie chce czytać nawet w gazetach – nie umiem sobie wyobrazić nudniejszego tekstu od „Analiza polityczna sytuacji w kraju – dyskutują ekspert Eryk Mistewicz, specjalista Marek Migalski, fachowiec Piotr Tymochowicz i redaktor Rafał Ziemkiewicz”.
Pewnie to jest zresztą właśnie ten sekret potężnych wpływów Michnika, którego nie umieją zrozumieć redaktorowie Krasowski z Michalskim: Michnik po prostu zawsze redagował swą gazetę tak, żeby było tam zawsze coś ciekawego do poczytania. Niby banał, ale przecież „Dziennik” włożył tyle absurdalnego wysiłku w kreowanie swoich anty-Żakowskich, anty-Michników i anty-Milewicz, a nikt tam nie pomyślał o anty-Wajraku.
Fenomen pozornej dominacji prawicy w polskiej blogosferze można więc moim zdaniem wytłumaczyć podobnie jak fenomen polskiej prawicowej publicystyki – gdy ktoś nie ma kompletnie nic do powiedzenia, to najchętniej wdaje się w rozważania o tym, jak polityczna poprawność zakazuje prostowania bananów i odbiera zasiłki kobietom, które nie chcą mówić tata i mama. To dotyczy w jednakowym stopniu kumpli Igora Janke z Psychiatryka24 co kumpli Igora Janke z „Rzeczpospolitej”.
Jest jakieś głębokie podobieństwo między Gniewomirem Demaskatorem Agregatów stojącym w kolejce na poczcie, żeby opłacić przelew bankowy, a Pawłem Lisickim produkującym zaangażowany komentarz o zakazie mówienia tata i mama. Obaj demonstrują tym skrajne cywilizacyjne zapóźnienie – jeden nie umie zrobić przelewu przez internet, drugi nie umie skorzystać z serwisów demaskujących legendy miejskie. Ot i cała polska prawica…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz