Freedom For Tibet 2008!


Ta cała olimpiada to już się w ogóle zaczęła? Niespecjalnie się tym interesuję, ale chciałbym się wstrzelić blogonotką wyrażającą moją sympatię dla Tybetu (a także, skoro jesteśmy przy tym, dla wszystkich mniejszości uciskanych w Chinach przez nacjonalizm grupy Han – a więc także m.in. Ujgurów i Mongołów). Po prostu dlatego, że chciałby dołożyć swoje trzy grosze do psucia chińskiemu totalitaryzmowi jego olimpijskiej pijarowej hucpy.
Blogonotka Konrada Godlewskiego o „kulawym paradygmacie” nie zasłużyłaby w normalnych warunkach na polemikę, ale akurat wyceniam je na owe trzy grosze. „Kulawy paradygmat” to określenie, które same w sobie jest głupawe – każdy paragydmat ma sens tylko na gruncie samego siebie, jest zaś błędny z punktu widzenia wszystkich innych paradygmatów. Jako współczesny Europejczyk wyznaję paradygmat praw człowieka, w pełni oczywiście świadom tego, że ten paradygmat może się wydawać „kulawy” np. entuzjastom zamordyzmu putinowskiego czy chińskiego, albo europejskim dziwolągom odrzucających go np. w imię jakichś wyznawanych politycznych ekstremizmów (komunizm, neonazizm, korwinizm, kaczyzm itd.). No trudno, ja mam swój paradygmat, a oni swój.
Nie uważam, żeby mój paradygmat prowadził mnie do błędnego oceniania sytuacji w Chinach. Konrad ironizuje, że ten paradygmat prowadzi do uwięzienia w stereotypowej oceny – „Chiny łamią prawa człowieka”. Nie widzę w tym jednak żadnego problemu, bo przecież Chiny łamią prawa człowieka.
Nie zgadzam się też z opisywaną przez Konrada różnicą w ocenie Rosji i Chin – ja oceniam je podobnie, choć oczywiście biorę poprawkę na to, że Chiny łamią prawa człowieka bezczelniej i na większą skalę. Nie zgadzam się też z sugerowaną przez Konrada różnicą między traktowaniem Chin a Rosji, że niby ów „kulawy paradygmat” utrudnia nam zrozumienie powodów, dla których znaczna część społeczeństwa China akceptuje zamordyzm (choć podobno łatwiej nam to zrozumieć w przypadku Rosji).
Nie ma różnicy, w obu wypadkach tłumaczenie jest przecież takie samo – bucom to, że ich państwo może ich w każdej chwili zgnoić po prostu rekompensuje chora duma z tego, że ich państwo jest tak potężne, że tak poza tym może też zgnoić Czeczeńców czy Ujgurów. Tu nie ma nic do rozumienia, to proste jak konstrukcja pałki elektrycznej do torturowania zakonnic.
Retoryczne pytanie Konrada o to, kto w takim razie wypełnia te wszystkie chińskie wnioski patentowe, też nie ma sensu – w Niemczech za Hitlera czy też w Rosji za Stalina też coś tam od czasu do czasu patentowano. W obozie koncentracyjnym też można projektować rakiety kosmiczne, ale co ma z tego wynikać? Kulawość paradygmatu potępiającego obozy koncentracyjne? Ale przecież ten paradygmat z definicji jest „kulawy” z punktu widzenia kogoś akceptującego obozy koncetracyjny. Jego problem. Buca.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz