Lolketman II

Dawno nie było cyklu „Psychiatryk Watch”, a tam się tyle dzieje, że łojejku. Przede wszystkim Salon opuścił mój ulubiony prawicowy BLOGER, a przecież on JUŻ założył nowy MASOWY ruch poprzez otwarcie KANAŁU IRC #czwartarzeczpospolita i będzie ROZDAWAŁ stanowiska w swoim MASOWYM ruchu. Nie ma już niestety Emisariusza IV RP, ale to nie znaczy, że nie ma z kogo polewać. Poza tym kolesiowcy od blog.media.pl się jakoś strasznie pokłócili i pozakładali nowe prawicowe platformy blogowe. Gdzieś w którymś z tych odprysków przepadł doradca Paliwoda. Do tego stopnia bez śladu, że nawet Krzysztof Leski się reaktywował.
Najfajniejsze jednak jak zwykle są lolketmany. Od jakichś dwóch tygodni w Psychiatryku grasuje nowy bloger o ksywce Ketman – oczywiście powodując poważne zaostrzenie psychoz pacjentów i personelu.
Oni tak długo sobie opowiadali te historyjki o „czołowym publicyście należącym do ścisłego kierownictwa”, że w końcu w nie uwierzyli i nie mogą się pogodzić z tym, że prawda okazała się tak banalna. To po prostu niemożliwe, żeby takiego „kształtującego linię członka kierownictwa” można było ot tak, wywalić. Stąd obsesyjne wypatrywanie powrotu Maleszki, że gdzieś w ukryciu nadal będzie on pisać artykuły o agregatach prądotwórczych pod pseudoniemm ELEM.
W tej sytuacji ktoś – jeśli dobrze rozumiem, niejaki Matka Kurka, ponoć polski informatyk pracujący w Niemczech i zarazem ubertroll z onetu – wpadł na genialny pomysł ośmieszenia tego towarzycha. I udało mu się to koncertowo, sam redaktor Igor Janke dał się wkręcić ogłaszając, że za samą ksywkę dożywotnio blokuje owemu blogerowi wstęp na umiłowaną przez psychiatrykowiczów Stronę Główną, czym oczywiście po raz kolejny skompromitował regulamin swojej platformy blogowej, pokazując bardzo wymownie, że wszelkie regulaminy zastępuje tam ostateczna instancja – KIJ, czyli Kaprys Igora Janke.
Skutkiem ubocznym tej afery była, jak to w Psychiatryku, seria spektakularych „odejść” – zawsze mnie u nich bawią te wszystkie minoderyjne „pożegnania z Salonem”, które i tak potem kończą się jakąś żenadą typu „podstawowego bloga prowadzę gdzie indziej, tutaj tylko przeklejam notki”.
Ale najfajniejsza była kompromitacja Kataryna. Bloger ów, przez niektórych uważany za kobietę, słynie wśród prawicowych publicystów jako wyjątkowo zręczny analityk polityki polskiej. Algorytm generowania jego analiz jest bardzo prosty: wyrywa sobie jakiś ciąg znaków, narzuca mu odczapistyczną interpretację i presto, oto mamy dowód na istnienie Układu, bo jak się wsłuchać taśmy Gudzowatego, to pijany Oleksy między chrząknięciem a stęknięciem wyraźnie powiedział „Układ istnieje”.
Tym razem Kataryn znalazł w wypowiedzi psychiatrykowego Ketmana przyznanie się do bycia Maleszką. Ma nim być mianowicie zdanie „Bronisław Wildstein, jeden z trzech kumpli, który się na mnie obłowił”.
Widzicie tutaj to przyznanie? Leniuch pewnie tak, ale ja widzę tylko zdanie, które specjalnie napisano tak, żeby zadziałało jak test Rorschacha. „My mamy obsesję? A kto nam ciągle tego Maleszkę pokazuje!” – zawołał chór pacjentów…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz