Now Playing (68)



Kolega z redakcji zrobił mi wyjście z szafy i ubiegł moją kolejną notkę plejlistową na swoim blogu. No dobra, więc wszyscy już wiedzą, że słucham teraz głównie „Sweet About Me”. Kolega trafnie to od razu podsumował jako kolejną próbę podczepienia się pod sukces Amy Winehouse. No trudno, nie byłbym postmodernistą, gdybym jednocześnie domagał się oryginalności.
To jasne, że wszystko w świecie muzyki pop musi być z czegoś zerżnięte. Sama Winehouse nie ukrywała swoich motownowych inspiracji. Ją zaś rżnąc należy niezwłocznie i jak najbardziej bezwstydnie, bo sama z kolei zarżnęła sobie zdrowie, a przy tym karierę. A że była jednym z najfajniejszych i najbardziej obiecujących muzycznych objawień następnych lat – po prostu cała nadzieja w jej naśladowczyniach. Albo cudownej wodzie z Lourdes.
W czasach postmodernizmu ostatnie, co zostało w muzyce, to ciekawy wokal. Trudno odbiorcę zaintrygować pomysłem na tekst czy aranżację, bo wszystko już było. Ale intrygujący głos – to wciąż działa, bo nie ma powodu nie działać, to będzie działało aż po kres cywilizacji, nawet gdy z ruin postapokaliptycznej Europy wyłoni się następna cywilizacja, uprawiająca muzykę pentatoniczną i głownie w rytmie 7/15. Wszystko będzie inne, ale ciekawy wokal dalej będzie intrygował. Oni też by więc docenili Gabrielle Cilmi.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz