Now Playing (74)


Muzycznie dalej siedzę w ponurych latach 80. Choć stałych bywalców bloga pewnie ten temat już nuży, ale znowu muszę przypomnieć kontekst, w jakim usłyszałem tę piosenkę – a była nim oczywiście apokaliptyczna Warszawa i namiętne zaczytywanie się w „Poczwarkach”, „Głowach Kasandry”, „Alejach potępienia” i tym podobnych wizjach na to, jak tę ponurą dekadę zakończymy.
Tekst piosenki „The Last Film” odebrałem więc oczywiście jako opowieść o Armagedonie – gdy twym jedynym narzędziem jest młotek, wszystko przypomina gwoździe. Do dzisiaj zresztą nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to opowieść, którą podmiot liryczny snuje na przykład kilkanaście lat po dniu zagłady. Opowiada o ostatnim filmie, jaki widział przed kataklizmem – kiedy jeszcze w ogóle pokazywano filmy.
Świat przedstawiony w tym ostatnim filmie podmiot liryczny wspomina z zafascynowany elegancją świata przed katastrofą („they wore suits and they wore ties”), ale i z pewną rezerwą wobec hipokryzji tamtego świata. To w końcu oni, nosząc te swoje garnitury i krawaty, swoimi kłamstwami wpakowali nas w te kłopoty…
Skonfrontowałem swoją interpretację z nejtiwem, który prowadzi stronę poświęconą grupie. Otóż dla nejtiwa jest to rzeczywiście piosenka o kimś, kto oglądał rzeczony film po raz ostatni w życiu, ale powodem nie jest apokalipsa, tylko zniesmaczenie tym, jak bardzo rzeczywistość filmu jest oderwana od rzeczywistości, w jakiej żyje podmiot liryczny.
Choć zespół nigdy nie zrobił wielkiej kariery, w sieci można znaleźć o niej trochę materiałów, między innymi esej, na swój sposób intrygujący, ale napisany strasznie chaotycznie i pełen zamulających dygresji. Podejrzewałem nawet, że pisał go kolega Braineater, ale szybki gugiel doprowadzł mnie do strony autora eseju, z zabójczym wyznaniem „my main passion is robot dancing, but I am also a hobbyist photographer”. Getujecie pikczera.
Piosenka nie dorobiła się teledysku, ale zespół wystąpił w programie Top of the Pops, odstawiając megakaszaniarski robot dance do plejbeku. Że ta dekada się nie skończyła końcem świata, to cud po prostu.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz