Prawicowa szuja

Listopadowy ranking od czapy poświęcony będzie prawicowej szui wszech czasów. To Roy Cohn, oskarżyciel w procesie Rosenbergów, główny prawnik komisji McCarthy’ego, skorumpowany adwokat rodzin mafijnych, wykorzystujący swoje wpływy w FBI do forsowania tezy o nieistnieniu zorganizowanej przestępczości, nieformalny doradca Nixona i Reagana, homofob organizujący homoseksualne orgie, jedna z pierwszych ofiar AIDS w świecie amerykańskiej polityki.
Cohn doczekał się licznych wcieleń ekranowych – i to one właśnie będą przedmiotem rankingu. Co do numero uno nie będzie żadnego sporu: to tour de force Ala Pacino w „Aniołach w Ameryce” w wersji HBO.


Sztuka Tony Kushnera pokazuje Roya Cohna w roku 1985, gdy Reagan był u szczytu potęgi – a Cohn może wszystko, bo jego kumple kontrolują kluczowe resorty. Ale właśnie u szczytu wpływów uderza wirus. Konającego w szpitalu Cohna już nikt się nie boi. Na łożu śmierci dostaje decyzję o wykluczeniu go z palestry. W majakach zwiduje mu się anioł – Ethel Rosenberg, niewinna ofiara, której śmierć stała się fundamentem jego kariery…

Nie byłbym sobą, gdybym pominął epizod 5×15 „Travelers” mojego ukochanego serialu. Jego akcja dzieje się w roku 1952. Roy Cohn jest w jakiś sposób wplątany w początkową fazę tworzenia spisku, który pół wieku później będzie usiłował rozbić agent Mulder – a swoich przeciwników pozbywa się w bardzo prosty sposób: każdego może oskarżyć o bycie komunistą…

Na koniec James Woods, który Cohna zagrał w biopiku wyprodukowanym również przez HBO. Oglądałem to już dość dawno temu, ale mam dobre wspomnienia – Woods jako bodaj jedyny aktor próbował jakoś wyjaśniać motywacje Cohna i wzbudzić w widzu współczucie do pełnego nienawiści do samego siebie homoseksualnego homofoba i aszkenazyjskiego antysemity. Nie mam skrinszota, ale jak wygląda James Woods każdy widzi – zamiast tego więc daję prawdziwego Cohna z prawdziwym McCarthym.
Nie kojarzę niestety kreacji Joe Pantoliano (ciekawe co za prawicowy buc ocenzurował ten dialog w polskim tłumaczeniu?) w serialu „Robert Kennedy i jego czasy”, więc ograniczam się do honorejbl menszyna. Ale Pants musiał być w tej roli świetny…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz