Kolejny sukces Microsoftu


Zła wiadomość dla wielbicieli ironicznych coverów – Microsoft wypuścił na rynek program, który temu gatunkowi muzycznemu zrobił to, co kiedyś Pagemaker zrobił ołowianym maszynom drukarskim. Nie potrzebujesz Richarda Cheese ani Senor Coconuta. Ba, nawet fińska humpaa nie jest taka śmieszna jak to, co produkuje program Microsoftu.
Ideę programu objaśnia reklamówka przygotowana przez sam Microsoft – zgodnie z korporacyjną tradycją, drętwa jak komediowa kreacja Johna Hodgmana. Chodzi o to, że śpiewasz do mikrofonu, a Songsmith automagicznie przygotowuje aranżację.
W teorii – świetny pomysł. W praktyce – te aranżacje są tak niewiarygodnie niedobre, jakby Microsoft do pracy nad programem zaprosił starannie wybraną grupę ludzi tak dalece pozbawionych wyczucia smaku, jak to jest biologicznie możliwe.

Gdzieś tu się czuje muzyczny gust Steve’a Ballmera. Ale on sam by nie wystarczył. Songsmith jest tak niedobry, jakby do współpracy Microsoft zaprosił debila, któr. proj. interf. użytk. dl. telef. komórk. mark. Nokia, freetardów od Linuksa a na koniec jeszcze projektanta plakatów dla Kina Świat.
Przed wypuszczeniem produktu na rynek nikt w Microsofcie nie przeprowadził elementarnego testu, od którego zabawę tym programem zaczęli internauci – albo co gorsza przeprowadził i zaakceptował rezultat. Either way it’s braindead.
Test polega po prostu na wrzuceniu do Songsmitha samej ścieżki wokalnej jakiegoś znanego przeboju i odsłuchanie aranżacji, jaką wymyślił ten program. Gwarantowane są wtedy dwa lole – najpierw gdy słyszymy pierwsze takty i rozpoznajemy sam styl muzyczny wybrany przez Songsmith. I drugi, kiedy już wchodzi wokal.
Najśmieszniejsze jest bowiem to, że Songsmith dobiera aranżacje poprawne z czysto matematycznego punktu widzenia. Dobrze wyczuwa rytm i harmonie. Brakuje tylko zrozumienia samej piosenki, w związku z tym wychodzi coś równie sensownego jak wyłączanie komputera przez kliknięcie na Start.


Polecam na początek trzy urocze pioseneczki – „Hotel California”, który Songsmith uznał za utwór discopolo, „White Wedding” Billy Idola jako hillbilly i gorącą latynoską salsę „Roxanne” grupy „Senhor Stingo y Los Carabineros”. Endżoj.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz