Spilles nå (80)


Żyjemy w czasach upadku wartości, kryzysu prawdziwych autorytetów i mediów goniących za prymitywną sensacją, zamiast wskazywać prostym ludziom słuszną drogę. Ma to wiele poważnych skutków, z których jednemu poświęcę tę blogonotkę.
Coraz częściej i w blogosferze i w prywatnych rozmowach spotykam się z pytaniem „no dobrze, a jak poznajesz nową muzę?”. Nie ma na to łatwej odpowiedzi. System automatycznych rekomendacji znany z iTunes Music Store czy last.fm, to przecież w gruncie rzeczy inżynier Mamoń 2.0 – jak powiesz tej głupiej maszynie, że lubisz Coldplay, no to zasugeruje Ci Radiohead, ale to jeszcze nie jest poznawanie nowej muzyki.
W czasach autorytetów to było proste – nową muzę puszczali nam Mann, Niedźwiecki i Kaczkowski. Wierzyliśmy im, że Się Znają i Mają Dobry Gust i tak staliśmy się dziwacznym rezerwatem fanów Marillion, Ricka Wakemana i redneck rocka.
W czasach pomo – nie wiadomo. Niniejszy odcinek cyklu „Now Playing” poświęcę dziwnej odmianie muzyki elektronicznej, którą odkryłem po prostu wpisując do wyszukiwarki iTunes słowa kluczowe typu „aliens” albo „zombies”. Tak zostałem fanem norweskiego space disco.
Wikipedia skupia się na tym, co pod tym określeniem rozumiano 30 lat temu, współczesnemu space disco poświęcając dosłownie jedno zdanie. To fatalny błąd, bo pomijając wszystkie inne argumenty: space disco to absolutnie gwarantowany floor filler jeśli chodzi o płeć piękną. „Laski na to lecą” to za mało powiedziane, kobiety na skoczne rytmy analogowych syntezatorów reagują jak myszka w kreskówce na zapach sera.
Pamiętam pierwszy kawałek z tego nurtu, który ściągnąłem – i to jemu poświęcona jest ta blogonotka. Tytuł: „Aliens In My Pocket”, wykonawca: „Rune Lindbæk & Lindstrøm”, rok 2005, składanka „Prima Norsk, Vol. 3 – The Space Disco Edition”. Nie ma tego niestety w jutubie, więc wyjątkowo odsyłam do iTMS.
A ilustruję – no cóż – zdjęciem przedstawiającym Rune Lindbaeka występującego w Walentynki warszawskim klubie Balsam w ramach nowego cyklu imprez Yacht Rock Disko (w tle spiritus movens cyklu, DJ Mac HD, którego ksywka nawiązuje tyleż do jego imienia, co do jego Macbooka Pro). Notka jest więc straszliwie nieaktualna, ale za dużo się w tym kraju dzieje, żeby bloger mógł należytą uwagę poświęcić muzyce…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz