Czerwona Agora


„Rękopis” to jak wiadomo w bardzo dużym skrócie opowieść o podróży niejakiego Alfonsa van Wordena z Andujar do oberży Venta de Cardenas. Wprawdzie skróciłem to w stylu „Władcy Pierścieni w jednym zdaniu” („pewien hobbit ma wrzucić pewien artefakt w pewną dziurkę”), ale akurat w tej blogonotce chcę się skupić tylko na jednym aspekcie: na Venta de Cardenas.
Jeszcze sto parędziesiąt lat temu – a na pewno w 1791 roku, kiedy z Venta de Cardenas do Andujar jechał hrabia Potocki – Venta de Cardenas była obowiązkowym postojem na tej trasie. Ze względu na to, że góry Sierra Morena zamieszkiwali głównie zbójcy, przemytnicy, dezerterzy i włóczędzy, podróż o własnych siłach uważano za szaleństwo.
Podróżni zwykle zatrzymywali się w Venta de Cardenas (lub w Andujar, jeśli jechali w drugą stronę) i czekali na dyliżans (la diligencia), żeby odbyć podróż pod strażą królewską. Oczekiwanie się im dłużyło, bo nigdy nie było wiadomo ile dni potrwa, dla zabicia czasu więc opowiadali sobie rozmaite historie.
A i to już była poprawa sytuacji, bo przedtem (tj. przed wybudowaniem drogi przez przełęcz Despenaperros w 1779 roku z tej samej z grubsza kasy, która poszła na projekt Olavideza) podróż tą drogą była tylko szaleństwem. Bez opcji dla normalsa.
Dziś Venta de Cardenas to już tylko zjazd numer 243 na A4, czyli Autovia de Andalucia. Żem zjechał, żem zjadł obiadek i ze zdumieniem żem odkrył, że miejscowy oberżysta oferuje podróżnym lokalne wino jako suwenir z przebycia tej wielce malowniczej drogi.
A wino się nazywa jak? Agora, czerwone wytrawne ze szczepu tempranillo (kto nie lubi, ten jest na niewłaściwym blogu). Sześć euro za flaszkę 50 cl.
W dobie fotoszopa zdjęcie półki sklepowej to żaden dowód, mimo to zamieszczam. Kto zna „Rękopis” ten już wie, że to ostateczny dowód na to, że za Agorą stoi masono-pogano-kabało-iluminacki spisek starszy niż samo Imperium Rzymskie…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz