Lolketman Kłopotowskiego



W prawicowych publicystach najśmieszniejszy jest dziecięcy entuzjazm, z jakim łykają legendy miejskie. Typowy postmodernistycznie ironiczny lewicowo liberalny relatywista moralny zwykle najpierw sprawdza, a potem pisze komentarz.
Prawicowiec nie sprawdza, bo po co? Gdy usłyszy wiadomość o tym, że Unia zabrania mówić „tata i mama”, albo „pan” i „pani”, to tak bardzo mu pasuje do przeżartych paranoją resztek umysłowości, że w te pędy biegnie napisać o tym komentarz do „Rzeczpospolitej” albo przynajmniej notkę do Psychiatryka24 (o ile akurat nie trwa „aktualizacja drupala”).
Towarzystwo z bloga Barta zdążyło to już nieźle przetestować, podrzucając prawicowcom rozmaite podpuchy, które tamci oczywiście łykali z tym samym beztroskim entuzjazmem, z jakim łykają kłamstwa Ziemkiewicza czy Zybertowicza. To oczywiście strata czasu, bo nawet gdyby Bart, Czescjacek i Eli Wurman całą noc usiłowali wymyślić Teh Ultimate Rightwing Troll, i tak prawdziwe prawicowe matołki wymyślą coś tysiąc razy zabawniejszego.
Najnowszy przykład: ekscytująca notka na psychiatryku niejakiego Abakusa o tym, jak to wybory z 2007 roku były zamachem stanu, za którym stał „Aaron Bucholtza alias L. Balcerowicz”, finansowany przez niemiecką Fundację Adenauera. Dowód na to jest właściwie jeden, ale za to potężny.
Rzeczona fundacja ogłosiła kampanię wspierającą udział w wyborach. W ramach tej kampanii ruszył serwis www.21pazdziernika.org.pl, skąd można było pobierać banery rzekomo wzywające do udziału w wyborach – a tak naprawdę to do głosowania na PO. „Link do strony www.21pazdziernika.org.pl – świadczy o tym, że brutalne "anty kaczystowskie" hasła były produkowane centralnie w biurach koalicji i rozpowszechniane na cały kraj.”

Straszliwie się tym podniecił znany prawicowy publicysta Gene Meshukopf alias K. Kłopotowski. Nie zwrócił uwagi na to, że ujawnianie tzw. „prawdziwych nazwisk” polityków to niechybny znak że mamy do czynienia albo z autentycznym prawicowym świrem albo z kimś, kto parodiuje dyskurs prawicowych świrów for teh lulz.
Podekscytowany Meshukopf ruszył do boju z zapalczywością nie mniejszą od tej, z jaką niegdyś Saul Fuchs (alias Paweł Lisicki) bronił odbieranego przez Unię prawa do mówienia „tata i mama”.
„Niesłychanie zbulwersował mnie dzisiejszy wpis w salonie (…) Jeśli tym nie zainteresuje się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, to nie wiem, czy mamy jeszcze samodzielne państwo (…) Czy historia na prawdę niczego nas nie nauczyła?”
Nas, żydomasonów, historia nauczyła przede wszystkim tego, że „naprawdę” pisze się łącznie, a internetowe legendy miejskie warto poddawać rudymentarnej weryfikacji. Która w tym przypadku polega na tym, że wchodzi się na stronę i odkrywa się, że nie jest to żadne centralne repozytorium propagandy Aarona Buchholtensteinvogela, jeno prosty skrypt pozwalający wykreować dowolne hasło wpisujące się we fleszową animację.
Ja wygenerowałem banery 2427-2429, zapraszam innych do zabawy. A już myślałem, że Gniewomir odkrywając tekst Maleszki o agregatach prądotwórczych wyznaczył ostateczny wzorzec lolketmana!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz