Rozłam w Tekstowisku

Marcin Jagodziński napisał kiedyś o etapie grajdołkowym polskiej blogosfery. Polscy blogerzy mają komiczną tendencję lgnięcia do platform społecznościowych. Tym samym zdają się na dyktatorską władzę administratorów takich serwisów, którzy arbitralnie decydują o tym, kogo banują, co kasują i jakich swoich ulubieńców promują na „stronie głównej”.
I stąd komizm. Każdy inteligentny człowiek przecież wie, jak to się skończy – awanturą z admininstratorami. W dodatku żałosną, bo każdy użytkownik grajdołka rejestrując konto kliknął na „zgadzam się”, więc nie ma nic do gadania. Sam oddał absolutną władzę administratorom, więc gdy teraz ogłasza Stanowcze Protesty, Kategoryczne Żądania i Wezwania Bojkotu, jest komicznie żałosny jak dziunie i ciacha z Naszej Klasy.
Zaczęło się oczywiście od Psychiatryka, który stworzył wzorzec, powielany potem przy okazji kolejnych rozłamów. Rozłamy są najkomiczniejsze, a że dowiaduję się o nich zwykle z dużym opóźnieniem, ciągle mam wrażenie, że najzabawniejsze mi przepada.
Tak było z Tekstowiskiem. Kiedy się dowiedziałem, że część blogerów opuściła Salon by stworzyć nową platformę „na zasadzie konfederacji”, było już po wszystkim. Pytałem nawet na swoim blogu co to znaczy „na zasadzie konfederacji”. Nigdy się nie dowiedziałem, a obecny rozpad Tekstowiska pokazuje, że nie wiedzieli tego też sami inicjatorzy – po prostu chcieli mieć własny grajdołek, w którym to oni będą Gniewomirami i to oni będą wycinać, promować i prześladować.
Ten rozpad został przynajmniej dokładnie opisany przez kronikarza Jotesza – więc kto się nie nachichrał na czas, może to jeszcze nadrobić. Żałuję, że swojego Jotesza nie miały inne rozłamy w Psychiatryku – ten, z którego najpierw skrajna prawica psychiatryczna założyła własny prawicowy grajdołek, a potem i ten grajdołek rozpadł się na Blogmedia i Niepoprawnych (dzielili się potem chyba dalej, bo gdzieś w jakimś bardzo ekstremalnym odprysku zniknął mój ULUBIENIEC, Emisariusz IV RP).
Żałości dopełniają liczne „cienie Azraela”, czyli sytuacje, w których ktoś demonstracyjnie ogłasza swoje odejście – a potem wraca z podkulonym ogonem. Najzabawniejszy tu jest niejaki Jacek Jarecki, który uczestniczył chyba w każdym z tych rozłamów (poprawcie mnie, jeśli jakiś przegapiłem), z każdą grupą następnie zdążył się pokłócić, aby w końcu przeklejać te same blogonotki między wszystkimi grajdołkami.
Po co im te międzygrajdołkowe przeklejanki? Nie mam pojęcia, ale ja prawdę mówiąc nie rozumiem samej przyjemności bycia we wspólnym grajdołku. Dla mnie cała radocha z blogowania polega na tym, że na swoim blogu jestem u siebie. Wolę mieć swój prywatny kociołek w piekle niż cały raj do spółki z jakimś kolesiem.
Rozłamowcy z Tekstowiska założyli własną platformę o nazwie Maddogowo. Zaszczycono mnie zaproszeniem, za które ponownie bardzo dziękuję, ale moja chata z kraja w zupełności mi wystarcza. Życzę powodzenia i liczę na Jotesza, że jak tamci się w końcu pokłócą, to też dokładnie opisze w kronice.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz