Z dziejów wolnej prasy


Mam w swojej blogrolce Marka Millera, który często pisze na temat kryzysu mediów. Parę dni temu pisząc o pomyśle wspierania prasy z pieniędzy publicznych stwierdził, że jest to według niego „największe zagrożenie dla prasy i tego co jest jej esencją – dziennikarstwa. Trudno bowiem będzie obiektywnie ocenić instytucję, której zawdzięcza się istnienie”
Zgaduję, że autorowi bliska jest wizja, w której za esencję dziennikarstwa uważa się coś w stylu filmu „Wszyscy ludzie prezydenta”. Oto Redford z Hoffmanem wykrywają jakąś Straszliwą Aferę i bezkompromisowo ją nagłaśniają na łamach swego niezależnego czasopisma.
Mi też się taka wizja bardzo podoba, ale pamiętam, że jest ona stosunkowo młoda. Dotyczy prasy drugiej połowy dwudziestego wieku w rozwiniętych krajach kapitalistycznych (bo już nie trzecioświatowych). Dziennikarstwo jako takie liczy sobie jednak ze trzy stulecia więcej, zadajmy więc przekorne pytanie: może to nie jest jego „esencja”, tylko właśnie chwilowa aberracja, po której wszystko wróci do normy?
Pierwsze gazety pojawiły się w XVII stuleciu i nie miały nic wspólnego z obiektywnością – wydawały je ośrodki polityczne jako narędzie propagandy. Samo słowo „gazeta” pochodzi od „La Gazette”, pisma które w 1631 zaczęli wydawać ludzie z otoczenia kardynała Richelieu.
Francja ewoluowała wtedy w stronę absolutyzmu, a władza absolutna potrzebowała oficjalnego środka przekazu wyjaśniającego poddanym, jak na dane sprawy zapatrują się Król Dobrodziej i Jego Szara Eminencja Xiondz Prymas (obaj nawet osobiście do „La Gazette” pisywali).
Nawiasem mówiąc, po kilkunastu ludzie „Gazety” wyrżnęli ludzi Frondy. Otake France walczylyśmy, jak mawiają wersalscy elektrycy.
Pierwszą polską gazetą był „Monitor”, założony w 1765 w podobnym celu przez króla Stasia. Wybitny prawicowy publicysta Krzysztof Koelher opublikował w 1995 świetną pracę pod tytułem „Bohomolszczyzna”, w której demaskował to, jak „Monitor” starał się obrzydzić Polakom sarmackie tradycje i kazał im ślepo przyjmować zachodnie wzorce.
A może inaczej to wygląda w ojczyźnie Redforda Hoffmana? Też nie. Pierwsze amerykańskie gazety zakładali, któż by inny, Ojcowie Założyciele. Za najstarszą uważa się „The New England Courant”, którą w 1721 założył James Franklin, starszy brat Pana Studolarówki.
Po zdobyciu niepodległości wśród Ojców Założycieli wybuchnęła wojna na górze i każda strona zakładała swoje lubczasopisma. Federaliści m.in. „Gazette of the United States” i „The Independent (he he) Journal”, demokrato-republikanie „National Gazette” i „National Intelligencer”.
O dziennikarstwie niezależnym można mówić dopiero od kiedy czytelnictwo stało się na tyle masowe, że wydawanie gazet stało się biznesem samym dla siebie. Czyli w USA od rywalizacji między Hearstem a Pulitzerem w ostatniej dekadzie XIX wieku, we Francji i Anglii może kapkę wcześniej, ale też bez przesady, polityczne koneksje „Le Figaro” czy „Timesa” to temat na obszerną notkę.
Jak wiadomo, globalny nakład prasy ciągle rośnie, ale dodatni bilans zawdzięczamy temu, że przyrost w krajach trzeciego świata (Afryka: +6,9%, Azja: +2,9%) pokrywa spadki w krajach rozwinietych (Ameryka Północna: -3,7%, Europa: -1,8%). Wolna prasa zaczyna być egzotyczną mniejszością, a normą staje się „The Daily Opressor” wydawany przez jakąś afrykańską czy azjatycką dyktaturę. Może taka właśnie jest esencja dziennikarstwa?
Nie wiem, ale się bardzo cieszę, że jakby co, mam w szufladzie dyplom magistra chemii.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz