Migalski w obronie krzyża

Moralnym obowiązkiem nieprzyjaciela PiS jest nagłaśnianie wypowiedzi Marka Migalskiego. Im więcej Migalskiego w mediach, tym mniejsza groźba reelekcji Kaczyńskiego.
Wybitny pisowski politolog poparł protest swojego prezydenta przeciwko wyrokowi ECHR proponując, by „poważnie rozważyć opuszczenie przez nasz kraj Rady Europy”. Bo lepiej z krzyżem w Azji niż bez krzyża w Europie. Poseł jest świadom tego, że taka propozycja grozi kompromitacją wizerunkową, ale „woli ją, niz katastrofę cywilizacyjną…”.
Zanim zajmiemy się tym, jak prawica rozumie wyrok ECHR, najpierw wyjaśnijmy, jak to wygląda naprawdę. Naprawdę wygląda to tak, że obecność krzyży w włoskich szkołach jest obowiązkowa i wynika z przepisów prawnych pochodzących z lat 20., które wprowadził jeszcze Mussolini.
EHCR uznał, że OBOWIĄZKOWE wieszanie krzyży w szkołach (ja wprawdzie z francuskiego jestem taki sobie, ale tak rozumiem słowo „obligatoire” w oryginalnym uzasadnieniu; w angielskim skrócie jest „compulsory”) łamie zapisy o wolności religijnej w europejskiej konwencji praw człowieka.
Być może czytają tego bloga osoby o poglądach prawicowych, więc na wszelki wypadek napiszę jeszcze raz, ale powoli: OBOWIĄZKOWE.
Przełożenie tego wyroku na polskie realia jest więc właściwie żadne. U nas takiego obowiązku PiS nie zdążył wprowadzić, więc nie potrzebujemy EHCR, żeby go unieważniać. Krzyże w polskich szkołach wiszą na tej samej prawnej podstawie, na jakiej wisi tam tablica czy zasłony w oknach – na mocy decyzji dyrekcji.
Decyzji dyrekcji do Strasburga zaskarżyć nie można, bo ECHR rozpatruje wyłącznie skargi przeciwko państwom członkowskim. Ewentualny wojujący ateista musiałby więc najpierw wyczerpać lokalną drogę prawną. Odmowną decyzję dyrekcji zaskarżyć w kuratorium, odmowną decyzję kuratorium do sądu administracyjnego i tak dalej.
Na mojego czuja ECHR go spławi, bo jest subtelna różnica między skargą na NAKAZ a skargą na BRAK ZAKAZU.
Ludzie inteligentni przeważnie rozumieją takie subtelne różnice, a teraz przejdźmy do tego, jak to rozumie polska prawica.
Sądząc po wypowiedziach Kaczyńskiego, Migalskiego i najrozmaitszych Eminencji i Ekscelencji, zrozumienie tej różnicy ich przerasta.
Przykład pierwszy z brzegu – przemówienie prezydenta w dzień niepodległości. „Nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży”.
Tyle prezydent z tego zrozumiał, że „nie wolno wieszać”. Zamiast poprawnie: „nie wolno zmuszać do wieszania”.
To jest jednak interesujące, że ci ludzie krzyczą „dyskryminacja!” od razu, kiedy tracą możliwość dyskryminowania innych.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz