Wesołych świąt!

Całe straszenie mitem „politycznej poprawności” w polskim dyskursie bierze się z nieudolnych przekładów z angielskiego – często robionych przez ludzi, których nieznajomość języka prowadzi do odkrycia „zakazu mówienia tata i mama”. Doskonałym przykładem są teksty straszące gwiazdkową poprawnością polityczną.
W „Pouulska Dzsfts Tajms” czytałem na przykład artykuł straszący, że w Anglii nie wolno już mówić „wesołych świąt”, trzeba mówić „wesołych wakacji”. Nie podam linka, bo na samą myśł o guglaniu „polska times” mi się robi słabo, nazwę se wymyślili gorszą od grupy „The The”.
Złe tłumaczenia zmuszają człowieka do wstecznego odgadywania, co pan tłumok miał na myśli – w tym wypadku najprawdopodobniej „happy holidays”. Ale „holidays” niekoniecznie musi oznaczać wakacje, to także po prostu „święto, dzień wolny od pracy” (ciekawe jak według prawicowego tłumoka należy przełożyć „Bank Holidays”? „Wakacje na brzegu”?).
Politycznie poprawne „Happy Holidays” to przecież dokładny, 1:1 odpowiednik naszego „wesołych świąt”. W języku polskim mainstreamowe pozdrowienie jest od razu „politycznie poprawne” – nie przesądza, czy chodzi o Kwanzę czy o Chanukę. U nas właśnie tradycjonalista musi sięgać po jakieś językowe wygibasy by podkreślić, że chodzi mu właśnie konkretnie o święto „narodzenia pańskiego” w sensie katolickim, tendance Lefebvre.
Nie wiem skąd to się bierze, bardzo możliwe, że z samego praźródła naszej narodowej tożsamości, jaką była I Rzeczpospolita. Skąd się bierze „polityczna poprawność”? Stąd, że sobie uświadamiamy, że jesteśmy różni i nie można nas siłą ujednorodnić, albo z powodu braku siły albo braku chęci.
Po ulicach Nowego Jorku, Paryża czy Londynu chodzą ludzie o różnych kolorach skóry, wyznających różne religie, czasem podkreślający swą etnoreligijną tożsamość dziwnym turbanem czy specjalną czapeczką. Często mają oni sobie za złe to, co robili sobie nawzajem ich przodkowie (albo nawet dzisiaj robią to ich pobratymcy).
I bywa nawet, że ulice Nowego Jorku czy Londynu spływają krwią z okazji jakichś zamieszek antykatolickich czy antymurzyńskich. Użyłem czasu teraźniejszego, bo to zbyt świeża historia na plusquamperfectum. No ale teraz tak ogólnie rzecz biorąc, się raczej teraz nie rżną.
Co za tym idzie, ogólne pozdrowienia adresowane do przechodniów z billboardu czy do pracowników przez kierownictwo, nie mogą odwoływać się do jednej religii – bo różne obchodzą w tym momencie różne święta, a nawet to samo święto w innym terminie.
My ten problem – z czasową rezygnacją w wzajemnego wyrzynania włącznie – przećwiczyliśmy gruntownie w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Może dlatego właśnie wcześniej o paręset lat zaczęliśmy używać poprawnego politycznie pozdrowienia? Wesołego czegokolwiek, drodzy czytelnicy.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz