Dunin o Michalskim, Michalski o Dunin

„Pierwszy raz zajęłam się Cezarym Michalskim w połowie lat 90., pisząc o „brulionie”. Wówczas prawie nikt jeszcze nie wiedział, kto zacz ten Michalski” – tak swoją obronę Michalskiego zaczyna Kinga Dunin.
Ja w połowie lat 90. już wiedziałem kto to, bo moja pogarda wobec polskich prawicowych publicystów bierze się z wnikliwej obserwacji prawicowych czasopism, przede wszystkim „Frondy”. W której, tak się składa, właśnie w połowie lat 90. Michalski pisał o Kindze Dunin.
Numer „wiosna/lato 1995” to cenny egzemplarz dla każdego kolekcjonera prawicowych kur(w)iozów. Wśród autorów publikujących w tym numerze jest generał Pinochet (fragment wspomnień), z innymi członkami junty ukazały się szalenie zakłamane wywiady.
Przeprowadza je m.in. Jan Wróbel. Pytanie: „czy można sobie wyobrazić modernizację Chile bez dyktatury?”, odpowiedź: „Myślę, że w Chile nie było klasycznej dyktatury…”.
Bezkompromisowy prawicowy poszukiwacz prawdy drąży dalej: „Ale niektóre gazety były kontrolowane?”, odpowiedź: „Oczywiście, i to było złe (…) Chodziło jednak tylko o niektóre komunistyczne pisma (…) w Chile zawsze była zachowana wolność słowa”.
Ekipę #ttdkn powinien zafascynować „ekskluzywny wywiad” z „czeskimi znanymi uzdrowicielami i jasnowidzami”. Pytania brzmią mniej więcej tak: „Czy chodzi o tę kombinację mentalnej energii z siłą pęknięć tektonicznych na Filipinach, która tamtejszym lekarzom naturalnym pomaga w leczeniu”?
„Tak, jest to właśnie ta kombinacja energii najwyższych supramentalnych struktur” – odpowiada jasnowidz i demaskuje to, jak za pomocą Kaszpirowskiego jakieś mroczne postkomunistyczne siły z Rosji opanowują supramelntalnie Polskę, Czechy a zaraz i Amerykę podbiją („obecność Kaszpirowskiego w tym kraju to wstęp do psychotronicznej wojny!”).
Autor o pseudonimie Robertas Mazurkas, dziwnie podobnym do kolesia uważanego na prawicy za dowcipnego, prezentuje autorski „Przegląd prasy skinowskiej”. Przyszły polityk PiS Konrad Szymański protestuje przeciwko wpisaniu do projektu konstytucji zakazu dyskryminacji mniejszości seksualnych – po czym powołując się na badania starego dobrego doktora Camerona wdaje się w typowe dla prawicowej publicystyki wątki fistingu i jedzenia kału.
A jednak to nie powyższe teksty uważam za najdebilniejszy punkt numeru. Niejaki Marcin Dominik Zdort w tekście „O podatek degresywny” pisze, że nawet podatek liniowy go nie zadowoli, bo powoduje on „wzrost obciążeń obywateli wobec państwa wraz ze wzrostem dochodów, choć znacznie mniej drastyczny, niż przy podatku progresywnym”.
Marcin Dominik Zdort zamiast liniowego proponuje więc podatek degresywny, w którym po przekroczeniu kolejnych progów obniżane będą stawki. Proponuje dolną stawkę 30%, a potem kolejne: 15, 5, i wreszcie 1%.
Ludzie, którzy matematykę znają choćby na poziomie wymaganym od absolwenta podstawówki, zapewne już rozumieją, gdzie autor zrobił błąd i dlaczego jego tekst mnie tak bardzo rozśmieszył. Prawicowcy pewnie nie zrozumieją. No trudno, niech znajdą jakiegoś cierpliwego lewaka, który im wyjaśni.
Na tle Zdorta, Wróbla, Mazurkasa i czeskich jasnowidzów faktycznie zamieszczony w tym numerze tekst Michalskiego „Gdzie nie ma prawdy” nie jest jeszcze rekordowo głupi (proszę – gdy mogę o nim napisać coś ciepłego, to napiszę).
Michalski zaczyna od przywołania swoich ulubionych filozofów: Ryszarda Legutki, Platona i Arystotelesa, by po typowym dla siebie rozwlekłym wstępie przejść do Kingi Dunin. Jako zwolenniczka political correctness (zdemaskowanej przez Michalskiego jako „marksistowska”), Dunin obiektywnie prowadzi nas do totalitaryzmu, twierdzi Michalski.
„Co z tego, że po zwycięstwie political correctness na poziomie konstytucji i kodeksu karnego Kinga Dunin nie będzie chciała skazywać księży, rodziców i prawicowych felietonistów?” – pyta Michalski – „Ona będzie musiała to robić, tak jak musiały to robić jej sowieckie, hiszpańskie albo berlińskie poprzedniczki. Taka będzie bowiem logika języka zawłaszczonego przez ideologię”.
Michalski niestety nie proponuje praktycznego sposobu na uwolnienie języka od ideologii, kończy swój esej powołując się na Wojciecha Cejrowskiego i jego maksymę „ciemnogród powinien się nauczyć właściwie czytać”.
Kinga Dunin apeluje o „odpieprzenie się od Michalskiego”. Droga pani Kingo, robiłem sobie z tych ludzi jaja w 1995, będę je sobie robić nadal w 2010. Nie dam się zastraszyć ani pani osobiście, ani pani „sowieckim i berlińskim poprzedniczkom”! Edelweisspiraten gegen Feminazisten!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz