Grupa Trzymająca Nieruchomość

Prezes Kaczyński znów zrobił prezent nieprzychylnym mu mediom rzucając kilka dziwnych uwag od czapy. Głupio byłoby odmawiać przyjęcia smakowitego podarku, więc i ja to skomentuję tym bardziej, że mam wrażenie, że inni komentatorzy pomijają aspekt, który dla analizy zachowania prezesa wydaje mi się mieć kluczowe znaczenie.
Kaczyńskiemu nie zależy na wygrywaniu wyborów. To tylko parlamentarna drobnica, różni Migalscy czy Poncyliusze, kierują się troską o reelekcję.
Ja tę troskę doskonale rozumiem. Gdybym sam na chwilę wyskoczył z czeluści średniej klasy średniej, żeby choć przez parę lat popławić się w luksusach wyższej średniej – też przerażałaby mnie wizja powrotu szczebelek niżej.
Nie pamiętam dosłownych słow prezydentowej Kwaśniewskiej pod koniec kadencji jej małżonka, ale w jakimś wywiadzie wspomniała o swej trosce o to, jak się teraz pomieścić na stu metrach (lub podobnej powierzchni – nie pamiętam konkretnej liczby). Poncyliusz z Migalskim stoją przed podobnym problemem, jak tu ułożyć sobie życie po wyborach, kiedy znów trzeba będzie pracować za normalną pensję (choćby zacną).
Takiego problemu nie mają politycy z bezpośredniego otoczenia Prezesa. Oni dadzą sobie radę nawet po całkowitym wypadnięciu PiS z parlamentu, bo należą do Grupy Trzymającej Nieruchomość, czyli środowiska spółki „Srebrna”.
Spółka powstała w 1995 roku finalizując własnościowe transformacje związane z uwłaszczania się działaczy Porozumienia Centrum na majątku publicznym. W procesie likwidacji majątku RSW działacze kontrolowanej przez PC fundacji w roku 1991 przejęli majątek „Expressu Wieczornego”, w skład którego wchodziły m.in. atrakcyjnie położone nieruchomości w centrum Warszawy.
Nie chodzi mi w tej chwili o ocenę samego uwłaszczenia – choć bywało, że Porozumienie Centrum podpisywało umowę ze swoim własnym politykiem, który pilnował interesu publicznego negocjując warunki finansowe ze swoim partyjnym Prezesem. Chodzi mi o stwierdzenie faktu, że w kierownictwie PiS mamy twarde jądro ludzi, których perspektywa pozostania poza parlamentem nie przeraża.
Nieruchomości pozwoliły im już przecież raz przetrwać okres pozaparlamentarny. Wydawali wtedy ultraniszowy tygodnik „Nowe Państwo”, w którym wierszówkę wyrabiali Cezary Michalski, Piotr Semka, Robert Mazurek, Jan Wróbel, Piotr Zaremba. W IV Rzeczpospolitej ci autorzy odnaleźli lepsze fuchy gdzie indziej, ale kto wie, jak chude czasy jeszcze nadejdą dla prawicowych publicystów?
Nic więc dziwnego, że stanie wiernie przy Prezesie to także kwestia pragmatycznej kalkulacji. W parlamencie się bywa, nieruchomość się ma. Spółka „Srebrna” zawsze będzie dysponować atrakcyjnymi etatami, bo jak nie zasiadanie w radzie to redagowanie biuletynu.
Wobec przyszłości PiS jestem więc skrajnym optymistą (w sensie – optymisty lewicowego). Prezes będzie obierać coraz bardziej szalony kierunek, a ludzie w jego otoczeniu będą mu potakiwać, bo wykluczenia z Grupy Trzymającej Nieruchomość będą się bali bardziej niż wypadnięcia z parlamentu.
Stronnictwo Demokratyczne pokazało przecież, że brak reprezentacji w parlemencie to drobiażdżek dla partii mającej atrakcyjnie położone nieruchomości. Pisowskim „liberałom” proponuję więc już teraz ćwiczenia z „mieszczenia się na stu metrach”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz