Wyrafinowana gra słowiańskich braci


Niniejsza notka będzie mogła służyć do testowania Adblocków przyszłości, opartych o sztuczną inteligencję i analizę semantyczną. Testerze z przyszłości, jeśli widzisz tu coś poza czarnym prostokątem – nie działa!
Notka powstaje bowiem w wyłącznej intencji namówienia czytelników bloga do kupienia gry komputerowej „Machinarium”. Gra jest świetna, a ponieważ twórcy wydali ją własnym sumptem, nie stoi za nią żadna machina pijarowo-promocyjna.
W znakomitym serwisie polygamia po wpisaniu „machinarium” do wyszukiwarki dostaniemy najpierw zapowiedzi „niesamowicie zapowiadającej się przygodówki”, potem #wstydliwewyznania, że autor nie grał, ale docenia soundtrack i ostatnie niusy o przymiarkach konsolowych.
Ale porządnej recenzji nie mieli. Albo mieli, ale nie da się do niej dotrzeć klikając na tag „machinarium”, więc tak czy siak, vo duyen i pijarowa poruta.
Gra jest tymczasem znakomita. Nadchodzą walentynki: to świetny prezent, jakim miła nerdessa może uradować swego przystojnego geeka. Lub odwrotnie. Recepta na idealną zimową randkę: kocyk, dwa kubki ze starotoruńskim grzanym i Macbook Air z „Machinarium”.
Gra jest dwusystemowa Win/Mac, na Maku wspiera instalację przez jedynie słuszny sposób „przeciągnij ten katalog do wybranej lokalizacji”. Zatem: nie wymaga fizycznej obecności nośnika w drajwie, idiotycznego acz niestety bardzo popularnego „zabezpieczenia antypirackiego”.
Polygamia słusznie zachwyca się soundtrackiem. Ośmielony tym, że Łukasz Kamiński nie zagląda na mojego bloga, zaryzykuję opisanie go jako minimal ambient.
Bardzo dopracowana jest też grafika. Po odsłonięciu każdej nowej planszy pierwsze minuty spędzamy po prostu kontemplując drobne detale i zabawne animacje. Grafika sprawia też, że od początku lubimy naszego bohatera, dzielnego i pomysłowego robota imieniem Josef (mętny hołd dla twórcy pojęcia „robot”).
Od strony fabularnej gra jest zabawną przygodówką. Luźno się kojarzy z klasykami typu „Beneath Steel Sky”, ale to ani plagiat ani nawiązanie. Na przykład dialogi nie toczą się tutaj w żadnym ludzkim języku, tylko monosylabami po „robociemu” (zawsze jednak z kontekstu i intonacji domyślamy się, że chodzi np. o „daj szluga”).
Gra bywa trudna ale zabawnie rozwiązano tu problem wbudowanych podpowiedzi. Klikając na dymek ze znakiem zapytania, dostaniemy ogólną ideę przejścia poziomu („trzeba się dostać do tej rury”). Jeśli to nie wystarczy, przechodząc minigrę przypominającą najstarsze ośmiobitówki, możemy odblokować komiks z łopatologicznym walkthrough danego poziomu.
„Machinarium” jest jak Bitelsi, spodoba się każdemu. Wielbicielowi gier z rozbudowaną fabułą i wielbicielowi prostych flaszowych łamigłówek, bo technicznie rzecz biorąc, tym są kolejne poziomy. Bez względu na to, jakie gry lubisz najbardziej – na pewno lubisz też „Machinarium”!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz