Dlaczego mój blog jest cool

W nowym piśmie „Książki. Magazynie do czytania” znalazł się mój skromny eseik o McLuhanie. Pod luźnym pretekstem książki Douglasa Couplanda „You Know Nothing of My Work!” próbuję zastosować pojęcia McLuhana do współczesnej portalozy.
W eseju stawiam sobie pytania: jeśli medium jest przekazem, to jak brzmi przekaz portali? I dlaczego brzmi on „majtki Dody”?
I jako dziennikarz, i jako odbiorca mediów, lepiej się czuję w mediach klasyfikowanych przez McLuhana jako „chłodne”. Stąd zresztą moja radość, że Agora wydaje coś tak bardzo cool (w sensie McLuhana), jak papierowy magazyn o papierowych książkach.
McLuhan definiuje media „chłodne” jako te, które zostawiają odbiorcy więcej pola do uzupełnienia informacji od mediów „gorących”. Typowe pary opozycji gorący/chłodny to: wykład/seminarium, film/telewizja, pismo obrazkowe/pismo fonetyczne.
Media „gorące” charakteryzuje zdolność do przekazania „dużej liczby konkretnych danych”. Na blogu mogę użyć metafory, której nie mogłem użyć w eseju do papierowego magazynu – czyli powiedzieć „wymagają większego bandwidtha”.
Lubię media o niskim bandwidthu. Prawie w ogóle nie oglądam telewizji. Gdy Bardzo Znany Polityk występuje u Tomasza Lisa – zakładam, że jeśli powie coś ciekawego, to tę esencję następnego dnia znajdę wydestylowaną w „chłodnym” medium papierowym. Wolę przeczytać ciąg literek niż oglądać to na żywo.
Odzwierciedla to wystrój mojego bloga. Jak to wielokrotnie tłumaczyłem, zielone literki czcionką monospace (nie musi być Courier, u mnie to jest Monaco) odwołują się do terminala VT100 i niewielkiej „liczby konkretnych danych”, jaką mogły udźwignąć ośmiobitowce.
Oczywiście, mój blog jest gorętszy do VT100, jest możliwość umieszczania tutaj kolorowej grafiki czy multimediów, ale celowo tego nie nadużywam. Bloga spokojnie da się czytać przez komórkę z niskim bandwidthem – np. wszystkie obrazki kadruję i kompresuję tak, żeby nie miały więcej niż 50 kB.
Portaloza to efekt „rozgrzewania internetu”, czyli zwiększania bandwidtha i pomysłów na zagospodarowanie go. Stąd niechęć ludzi takich jak ja wobec tego zjawiska (oraz towarzyszących mu technologii typu Flash). Z kimś, kto nie potrafi się wypowiedzieć w postaci ciągu literek, najczęściej w ogóle nie chce mi się gadać, dlatego np. nigdy nie oglądam portalowych materiałów wideo.
Czasem zdarza się, że ten sam mój tekst obiegnie trzy media o różnej temperaturze: bloga, gazetę papierową i portal. Ciekawie tutaj objawia się zasada „medium jest przekazem”, bo w każdym medium ten tekst gra trochę inaczej.
Bloga czyta kilkaset, najwyżej kilka tysięcy osób. Pod przeciętną notką jest kilkadziesiąt, czasem kilkaset komentarzy. Oznacza to wysoką interaktywność, zdecydowanie przekraczającą 10% użytkowników. A więc w sensie McLuhana – daleko posunięty chłód.
Gazetę czyta kilkaset tysięcy osób. Z nich z kolei promil promila jakoś reaguje na tekst. Gazeta jest więc medium nieco gorętszym, co objawia się choćby piękną czcionką i używaniem zdjęć cięższych o rzędy wielkości od takich, jakie widać na moim blogu.
Nie wiem, ile osób czyta komercyjne portale, ale zakładam, że jeśli mogą być dochodowe, to ruch musi być znacznie większy niż na amatorskim blogu. Interaktywność jest jednak niższa niż na blogu – tam rzadko dyskusja wyjdzie poza kilkanaście komentarzy.
To akurat świetnie wyjaśnia McLuhan: portal jest medium gorętszym od bloga, a nawet od papierowej gazety. „Duża liczba konkretnych danych” zabija interaktywność. To z kolei jednak oznacza, że do medium „gorącego” (takiego jak portal) tekst należy pisać inaczej niż na bloga czy do gazety, takie przenosiny z chłodu do gorąca rzadko kiedy wychodzą tekstowi na dobre.
Nie da się jednak ukryć, że w teoriach McLuhana najbardziej mi się podoba to, że dostarczają twardego, naukowego dowodu na to, że mój blog jest cool. I to po dwakroć!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz