Jeśli posłuchacie głupców

Zamieszki zastały mnie w Londynie, ale w ogóle ich nie widziałem, bo – wbrew apokaliptycznym relacjom polskich mediów – ścisłe centrum nie było w ogóle dotknięte. Tyle, że nocą ciągle było słychać syreny pędzących gdzieś karetek i wozów policyjnych.
Sierpniowy ranking od czapy poświęcę swojej osobistej plejliście z piosenkami, które nagle nabrały nowego kontekstu. Stare, było, ale jednak dorzucę swoje trzy penniesy, bo od tego są blogi.
Na The Clash powołują się teraz wszyscy, choć czasem wątpię, czy rozumieją teksty piosenek. „Do dzisiejszych wydarzeń bardziej pasują słowa innego utworu – London’s burning” – twierdzi Michał Sutowski. Ale przecież to jest piosenka o korku na A40, a refren brzmi „London’s burning with boredom now”. Hm. Hm hm hm hm.

Młoda lewico polska, pro-tip: piosenka, o którą wam chodzi, to „White Riot”. A ja jako stara lewica sięgnę po „Something About England”, przepiękny utwór z „Sandinisty” – płyty, na której zdeczka infantylna lewicowość z punkowych płyt zespołu przeszła w lewicowość piękną, dojrzałą i melancholijną. Do latynoskich rytmów, o czym pewnie nie wiedzą młotki od „covery Nouvelle Vague to profanacja”.
„Mówią, że imigranci kradną dekle z samochodów szacownych dżentelmenów” – pierwsze zdanie pięknie wprowadza nas w kontekst publicystyki z cyklu „to wszystko porażka multi-kulti”. Ciekawe, czy Warzecha zdaje sobie sprawę z tego, że retoryka brytyjskiej prawicy – którą tak entuzjastycznie małpuje – jest w jednakowym stopniu skierowana przeciwko imigrantom z Polski, co z Pakistanu?
Podmiot liryczny słyszy policyjne syreny i widzi błysk niebieskich świateł. Wie, że gdzieś się coś dzieje, ale nie wie co. Wszystkie bary wcześniej zamknięto, podmiot wychodzi więc na ulicę.
Wdaje się w dialog z bezdomnym, nocującym w cieniu estakady. Chce go prosić o wyjaśnienie kłopotów trapiących Anglię. Bezdomny odpowiada pytaniem, które ja też chętnie zadałbym wszystkim komentatorom: „naprawdę myślisz, że to coś nowego?”. I opowiada historię swojego życia, która podmiotowi lirycznemu pomaga zobaczyć taczeryzm w szerszym kontekście stulecia klasowego wyzysku.

Dziwne, że nikt nie powołał się na „Ghost Town” The Specials. Uwielbiam tę piosenkę, bo The Specials to żelazna pozycja w repertuarze lewicowego wannabe-didżeja: słuszne przesłanie ideowe w połączeniu z hipnotyzującym kołysaniem, wyciągającym na densflora nawet największych ponuraków.
Piosenka zainspirowana była zamieszkami z 1980 (tymi, które wyprorokowali The Clash), ale wyszła latem w 1981 – kiedy gruchęła jeszcze większa fala. Nazywano tę piosenkę „błyskawiczny muzycznym edytorialem”. Do obecnych zamieszek pasuje jednak równie dobrze – you really think it’s all new?

Mam tyle lat ile mam, a więc hasło „mob rules” będzie we mnie zawsze budziło automatyczne skojarzenie z płytą Black Sabbath. Zgoda, pewnie obiektywnie nie jest to szczytowe osiągnięcie grupy, ale ja byłem wtedy targetową demografią brzmienia „ciężkiego metalowego grzmotu”. Oraz grafiki fantasy w wydaniu braci Hildebrandt.
Jeśli czytają tego bloga jacyś londyńscy wyborcy – co nie jest takie niemożliwe, zważywszy na unijne multi-kulti – mam wam do przekazania jeden prosty rym z tej piosenki: „if you listen to fools, the mob rules”.
Wybraliście sobie, drodzy Anglicy, przygłupów z klasy wyższej na przywódców. Sir Alexander Boris de Pfeffel Johnson tak jak jego fumfle The Right Honourable David William Donald „Call me Dave” Cameron i The Right Honourable Nicholas William Peter „Nick, just Nick” Clegg, mieli kariery ustawione i kupione przez dzianych tatuśków.
Świetnie wypadają w telewizji, dlatego ich wybraliście – bo przywódcy Labour byli tacy szarzy, starzy i co gorsza nie odróżniali Fergie od Pippy. Na ich tle Boris, Dave i Nick byli młodziutcy i fajniutcy jakby śpiewali razem w bojsbendzie.
Zamieszki nie musiały być tak krwawe i trwać tak długo, gdyby sprawniej kierowano policją. Ale policja czekała na rozkazy. A Boris, Dave i Nick czekali, aż styliści wybiorą im fryzury adekwatne do wystąpienia przed kamerami z wyrazem pełnym zatroskania.

Na koniec, the right honourable (srsly, najdebilniejszy honorifik or what?) mention: „I Predict A Riot” Kaiser Chiefs. W tekście tej piosenki grupa przepowiada dzisiejsze zamieszki. Kiedy Boris Johnson był tylko prawicowym posłem i komentatorem „Daily Torygraph”, szydził z tej piosenki w bardzo głupim felietonie.
Jeśli Labour nie wykorzysta tych szyderstw przeciwko niemu w nadchodzących wyborach, następne zamieszki będą na Regent Street – i to będzie wina wyborców. If you listen to upper class twits and their loyal tabloid columnists, the mob rules.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz