O księdzu uciszonym przez hierarchów

Pisząc o „Tintinie” do „Gazety” wspomniałem jednym zdaniem o ewolucji poglądów politycznych Hergé od skrajnej prawicy do centrolewicy. Na blogu pozwolę sobie na dokładniejsze wyjaśniania.
Hergé należał do reksistów, czyli tych samych przemiłych misiaczków, o których pisałem w notce o Wojownikach Chrystusa Króla. Nazwa ruchu – Parti Rexiste – także pochodziła od hasła Christus Rex.
Ojciec Norbert Wallez, który założył w 1924 roku pismo „Le XXe Siècle”, także był reksistą. W „Gazecie” określiłem je po prostu jako „skrajnie prawicowe, konserwatywno-katolickie”, ale warto przyjrzeć się temu dokładniej.
Wallez był wściekłym antysemitą. W swoim gabinecie na ścianie zawiesił przedmiot osobistej dumy – portret Mussoliniego z autografem Duce. Był tak wielkim patriotą, że był gotów zdradzić swój kraj oraz tak gorliwym katolikiem, że gotów był wypowiedzieć posłuszeństwo Kościołowi.
To drugie ściągnęło na niego reprymendy przełożonych, którzy w końcu w 1933 zabronili mu się wypowiadać w mediach i wyrzucili na zesłanie do parafii dalekiej od Brukseli. W 1940 roku w okupowanej Belgii Wallez wrócił do uprawiania antysemickiej publicystyki, za co w 1947 został skazany na 4 lata więzienia. Opuścił je tuż przed śmiercią w 1952.
Nie miał tyle rozsądku, co przywódca reksistów, SS-Standartenführer Leon Degrelle. Ten przytomnie zdążył uciec do frankistowskiej Hiszpanii. Dożył tam w dobrobycie 1994 roku, na spędach katolickich konserwatystów dumnie demonstrując swoje Żelazne Krzyże i Krzyże Rycerskie z Liściami Dębowymi, które dostał osobiście od Adolfa.
Żeby zrozumieć politykę w „Tintinie”, trzeba sobie uświadomić, że ludzie tacy jak Degrelle czy Wallez byli dla jego twórcy autorytetami. Starszy od niego o 25 lat Wallez był dla Hergé wręcz mentorem. To on wyswatał go ze swoją sekretarką Germaine Kieckens i on pierwszy poznał się na talencie młodego rysownika.
Gdy ojciec Wallez postanowił zacząć wydawać wersję swojego prawicowego szmatławca dla młodzieży, powierzył kierowanie tym przedsięwzięciem właśnie 21-letniemu rysownikowi. Który był, rzecz jasna, w siódmym niebie i trzasnął dla Walleza trzy propagandowe serie: „Tintin w kraju Sowietów”, „Tintin w Kongo” i „Tintin w Ameryce”.
Szczególnie upiorna jest ta środkowa, jeśli się wie, jaką rolę tak naprawdę odegrał biały człowiek w Kongo. Hergé oczywiście wszystko to wymyślał nie ruszając się na krok z Brukseli, bo nie był jeszcze gwiazdą, którą byłoby stać na risercz.
Przełom związany z „Błękitnym lotosem” brał się z dwóch czynników. Po pierwsze, ta seria powstawała już po tym, jak ojciec Wallez dostał należnego kopenwdupena od władz kościelnych – i osłabł jego wpływ na młodego rysownika. A po drugie: po raz pierwszy Hergé zaczął kierować się riserczem, a nie szowinistycznymi stereotypami.
A jednak w październiku 1940 roku, pięć miesięcy po zajęciu Belgii przez Hitlera, wrócił do publikowania komiksów w ukradzionym przez okupanta „Le Soir”. Później usprawiedliwiał to „argumentem tramwajowym” – skoro tramwajarze mogli kontynuować pracę w kontrolowanym przez okupanta zbiorkomie, to dlaczego nie dziennikarze?
To jest fascynujący argument, z którym zasadniczo się nie zgadzam, choć jednocześnie zgadzam się z Hergé w metaforycznym opisie mediów. Bywalcy tego bloga wiedzą, że ja używam z kolei metafory hydraulika, ale sprowadza się do tego samego: jedni przepychają rury, inni stukają literki, jeszcze inni rysują. Ale metafora ma sens chyba jednak tylko dopóki mówimy o demokracji.
W gadzinowym „Le Soir” Hergé stworzył wybitne komiksy: „Kraba o złotych szczypcach”, „Tajemnicę jednorożca” i „Tajemniczą gwiazdę”. W tej ostatniej mamy obraz miasta sterroryzowanego strachem – niewątpliwą metaforę okupowanej Brukseli.
Czy świat byłby lepszym miejscem, gdyby te utwory nie powstały, a Hergé spędził okupację pracując jako hydraulik? Jak to ujął Lesław Maleszka, „to doskonałe pytanie”.
Po wojnie Hergé obawiał się, że wyląduje za kratkami razem z ojcem Wallezem i na serio rozważał emigrację do Argentyny. Wtedy jednak prokuratorzy tak jak dzisiaj bali się ośmieszenia w mediach. „Mam oskarżyć Tintina? I co, może jeszcze wystawić nakaz aresztowania Milusia?” – zażartował jeden z nich (cytaty i inne ciekawostki za: Tom McCarthy, „Tintin and the Secret of Literature”).
Raymond LeBlanc, działacz Resistance i założyciel wydawnictwa Le Lombard, złożył jednak w 1946 roku Hergému propozycję nie do odrzucenia: ja mam nieposzlakowaną biografię, pan ma talent, zróbmy razem bokudarżą. Tak powstało czasopismo „Tintin”, którego wpływ na dalszą historię gatunku (z naszym Thorgalem włącznie!) jest nie do przecenienia.
Styropian plus talent, to prawdziwa mieszanina piorunująca.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz