Amerykańscy związkowcy w Sing-Sing

W 1931 roku Guido Ferrari, właściciel brooklynskiej wytwórni odzieży, został zastrzelony wkrótce po tym, jak wdał się w spór ze związkiem zawodowym Amalgamated Clothing Workers. Policja zatrzymała podejrzanego, którym był słynny mafijny zabójca Lepke Buchalter, jeden z filarów grupy, którą brukowa prasa ochrzciła mianem „Murder, Inc.” – „Przedsiębiorstwa Morderstwo”.
Lepke natychmiast po zatrzymaniu zadzwonił do szefa związku, Sidneya Hillmana. Ten natychmiast się pojawił ze swoim prawnikiem, którym był Fiorello La Guardia. Buchalter wyszedł na wolność i nigdy nie udowodniono mu tego zabójstwa.
Podkreślam „tego”, bo Lepke w końcu został w 1944 roku stracony za inne zabójstwo, dość podobne w charakterze. W 1936 roku Buchalter wpakował piętnaście kul w Josepha Rosena, przedsiębiorcę transportowegoi, który woził towary z fabryk objętych pikietą. To podobno jedyny przypadek, w którym mafijnego bossa udało się skazać za zabicie konkretnej osoby.
Śmierć Ferrariego jest jednak szczególnie interesująca ze względu na rangę osób, które mogły być z nią związane. Sidney Hillman i Fiorello La Guardia to postacie, których bilans dla Ameryki jest zdecydowanie pozytywny i nie może tego zmienić jedna czy dwie mafijne egzekucje.
Kiedy wyraziłem podobną tezę w notce o Hoffie, spotkałem się z komentarzami, że nie można tak mówić, bo zbrodnia to zbrodnia i tak dalej. Moim zdaniem, to dziecinada.
Mówimy o amerykańskiej polityce, a tam senatorem czy gubernatorem po prostu nie zostawało się przeprowadzając staruszki przez jezdnię (użyłem czasu przeszłego, bo o historycznych partyjnych bossach różne rzeczy wiadomo już na pewno – a o dzisiejszych całą prawdę opowiedzą nam dopiero historycy w 2050).
Hillman był współzałożycielem centrali związkowej CIO i jednym z architektów rooseveltowskiego New Deal. Odegrał istotną rolę w przeforsowaniu wielu propracowniczych aktów prawnych, takich jak Fair Labor Standards Act czy National Labor Relations Act.
Zakładając hipotetycznie, że ma jakieś trupy na sumieniu, to ile istnień ludzkich ocalił choćby dzięki federalnym normom BHP, które dzięki sile jego organizacji udało się narzucić pracodawcom?
Trzeba też pamiętać, że mafijnymi egzekutorami posługiwały się obie strony konfliktu klasowego – pracownicy i pracodawcy. Czasami nawet literalnie tymi samymi; najskuteczniejszy sposób na obronę przed płatnym zabójcą jest przebicie oferty strony przeciwnej.
Poszukiwany listami gończymi za różne przestępstwa Buchalter w końcu sam oddał się w ręce FBI w 1939. Liczył na to, że odsiedzi kilkanaście lat za narkotyki (zarzut federalny), ale wykręci się od morderstwa (za które ścigała go nowojorska prokuratura).
Te nadzieje nie były całkiem bezpodstawne. Papiery dotyczące ekstradycji do stanu Nowy Jork musiały przejść przez Biały Dom, gdzie Buchalter miał wpływowych przyjaciół. Nacisk nowojorskiej prokuratury sprawił jednak, że w końcu doszło do wyroku skazującego.
Tuż przed egzekucją Buchalter chciał kupić czas, obiecując śledczym oskarżenie wpływowych osób. Decyzja zależała od gubernatora Thomasa Deweya (który w 1948 przegrał dosłownie o włos z Harrym Trumanem, choć uważano go za pewniaka – co doprowadziło Chicago Daily Tribune do słynnej wtopy spowodowanej wczesnym dedlajnem).
Według Gusa Russo, Buchalter miał zeznać w celi śmierci, że Hillman płacił mu 350 dolarów tygodniowo jako niejawnemu pracownikowi związku. Do tego dochodziła premia: 25 tysięcy za zabójstwo i tyle samo za sprowokowanie strajku (inflacyjny przelicznik: razy piętnaście).
Dewey był Republikaninem. Skoro nie opóźnił egzekucji Buchaltera to znaczy, że albo w ogóle nie było takich zeznań (krążą tu różne wersje), albo dla niego brzmiało to na tyle mało wiarygodnie, że nie skusiło go oskarżenie wpływowych przeciwników partyjnych.
Ja oczywiście jestem skłonny wszystkie wątpliwości interpretować na korzyść Hillmana – ale ta historia wydaje mi się kolejną fascynującą ilustracją tego, jak bardzo wszystko jest szare w amerykańskiej polityce. Tam po prostu nie ma i nigdy nie było jednoznacznego dobra i zła. Ale gdzie jest inaczej?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz