Socially awkward atheist

Ateizm

„Czas na kolejny głos w naszej debacie” – napisał mój ulubiony portal, zapraszając do dyskusji o Kościele. Skoro czekają na głos, to się ośmielę odezwać, chociaż nie jestem pewien, czy ateistom wolno. To znowu wygląda na debatę między zwolennikami Kościoła toruńskiego, falenickiego i otwockiego, czyli nostalgia za latami 90.
W Polsce nie wypracowaliśmy etykiety pozwalającej rozmawiać ludziom wierzącym z ludźmi niewierzącymi. Mój stosunek do Kościoła Katolickiego jest mniej więcej taki, jak na tym krążącym po sieci demotywatorze – nie mam nic przeciwko wierze jako takiej, robię się natomiast nerwowy i wrogo nastawiony, gdy jakakolwiek grupa wyznaniowa uzurpuje sobie władzę w sprawach świeckich.
Samą wiarę szanuję (nie należę do wyznawców wiary w nieistnienie Boga, po prostu w ogóle w mało co wierzę). Rozumiem, że wiara jest ważna dla ludzi wierzących. Dlatego jako ateistyczne wcielenie Socially Awkward Penguina, nigdy nie wiem, co mam powiedzieć, gdy spotykam na korytarzu księdza Lutra, duszpastarza środowisk żurnalistycznych.
Powiem mu „dzień dobry”, to się obrazi, bo do księży trzeba mówić jakoś specjalnie. W dodatku inaczej do tych ubranych tak a inaczej do ubranych siak. Odezwę się do niego, powiedzmy, „eminencjo”, to będzie jeszcze gorsza obsuwa, bo na jego stanowisku jest się „eskcelencją” (albo odwrotnie).
Przywołuję przykład księdza Lutra, bo on akurat polecił mi znakomitą metodę, którą chciałbym przy okazji rozpropagować. Ksiądz Luter radzi, by w tej sytuacji mówić mu po prostu „szczęść”, nie wnikając w to, kto lub co konkretnie ma szczęścić. Świetna porada, ale coś czuję, że nie z wszystkimi księżmi tak się da.
Tak się składa, że niedawno przeczytałem wywiad z biskupem Polakiem – choć chociaż jeszcze nie zeszła mi mi opuchlizna po facepalmach towarzyszących lekturze poprzedniego wywiadu z księdzem, tego o pedofilii w kościele jako problemie rozdmuchanym przez media.
W tej rozmowie dziennikarze pytają „o język, jakim powinni posługiwać się duchowni” i przywołują słowa ojca Rydzyka, porównującego KRRiT do Hitlera. Biskup na to odpowiada:
„Nie można się spierać językiem nieewangelicznym, obraźliwym czy nadmiernie emocjonalnym. Ale to dotyczy obu stron, bo tytułowanie ojca Rydzyka per pan również nie było stosowne”
I jak ja mam się na takie dictum odważyć odezwać do jakiegokolwiek księdza? Ze słów biskupa Polaka widać, że to są dla niego dwa zjawiska równie niestosowne – zwrocić się do księdza per „proszę pana”, chociaż przysługuje mu tytuł eminencyjnej ekscelencji III rangi, to jak porównać go do Hitlera.
Co będzie, jak odezwę się do jakiegoś księdza per „szczęść”, a ten poczuje się obrażony tak, jakbym go porównał do Hitlera, albo przynajmniej von Schiracha? Tego bym oczywiście nie chciał. Więc w praktyce będę po prostu unikał kontaktu wzrokowego na korytarzu.
To jest moim zdaniem kwestia dużo ważniejsza od debaty unde malum, która też przetoczyła się niedawno przez „Gazetę”. „Skąd zło, panie premierze?” – to są pytania nierozstrzygalne intersubiektywnie, więc lepiej będzie, jeśli zostawimy je licealistom i paprykarzom.
Skoro jednak wspólnie mieszkamy w tym kraju, musimy wypracować jakąś etykietę, pozwalającą nam się nawzajem porozumiewać. Nie po to, żeby się nawzajem przekonywać co do człowieczeństwa gastruli – wiadomo, że tutaj nikt nikogo nie przekona – ale wystarczy, że dwie osoby będą razem w jednym pomieszczeniu, a pojawi się potrzeba zadania pytań typu „co pan powie na otwarcie okna” albo „czy nie ma pan może ładowarki do Nokii”.
Z wypowiedzi biskupa Polaka widać przekonanie, że wszystkich, bez względu na wyznanie, obowiązują wewnętrzne normy komunikacyjne jego organizacji. Jeśli prosząc o ładowarkę pominiemy wszystkie wymagane dla danej szarży duchowej „in saecula saeculorum”, to już równie dobrze można zacząć rozmowę per hajhitla.
Właśnie z powodu takiej postawy Kościół w Polsce zamyka się w swojej skorupce jak ostryga i nie jest w stanie podjąć debaty z tymi, którzy ośmielają się być poza nim. Spalić na stosie już nas nieboracy nie mogą, innych pomysłów na interakcje na razie nie mają.
Oczywiście, poza tymi drobnymi momentami social awkwardness, to tak naprawdę nie jest mój problem. To Kościołowi wszystkie wskaźniki lecą lotem nurkowym. Postawa biskupa Polaka po prostu to przyśpieszy – fajn baj mi.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz