Dobry Miller to Miller Lite

Już pisałem o swojej ocenie udostępnienia polskiego terytorium CIA na torturowanie rzekomych terrorystów. Tym razem zirytowało mnie co innego – skłonność do formuły „a gdyby to na twój dom napadli” w publicystycznych reakcjach.
Fantazje o tym, jak to jeden publicysta z drugim w razie napaści zachowa się jak połączenie Czakanorisa, Dżekiczana i Stiwenasigala w jednym, dobrze obśmiał kiedyś Radkowiecki. Teraz już każdy komentarz będzie albo plagiatem Radkowieckiego, albo będzie głupi.
To zdumiewające, że to w ogóle trzeba tłumaczyć, że służby specjalne nie powinny się zachowywać jak zwykły obywatel. W końcu sama nazwa służb specjalnych sugeruje, że powinny mieć w sobie coś specjalnego.
Podejrzewam, że u nas to jest ciągle skutek spoglądania na politykę obronną przez pryzmat wierszy o tym, jak to przyjdą nocą i kolbami załomocą. Te wiersze dowodzą jednego: że kraje tak traktujące swoją obronność rozlatują się w razie ataku wroga jak domek z kart pstryknięty palcem.
Istotą dobrze prowadzonej polityki obronnej jest wypracowanie procedur, za sprawą których w razie zagrożenia nie reagujemy paniką i chaotycznymi decyzjami – jak zwykły człowiek na napaść – tylko wyciągamy kopertę przewidzianą akurat na, dajmy na to, chemiczny atak na województwo podlaskie. Wojny wygrywają te kraje, które mają dobre procedury.
Przypadkowy człowiek w sytuacji zagrożenia siebie i swoich najbliższych, jeśli nie daj Boże będzie miał broń palną – zareaguje prawdopodobnie serią przypadkowych strzałow w przypadkowe cele. Żołnierza od przypadkowego człowieka odróżnia to, że swojej broni używa on zgodnie z procedurą, czyli zgodnie z RoE („Rules of Engagemenent”).
Żołnierz też człowiek, też może wpaść w panikę i też może puścić przypadkową serię w przypadkowych ludzi. Tylko że wtedy będzie miał na głowie prokuratora za złamanie procedur i postępowanie niezgodne z RoE.
To samo dotyczy dowódcy tego żołnierza, i dowódcy tego dowódcy, i tak aż do samej góry, aż do premiera, prezydenta i ministra obrony. Różnie się tylko nazywają instytucje, które można mieć na głowie za złamanie procedur – czasem jest to prokuratura wojskowa, czasem cywilna, czasem Trybunał Stanu, a czasem trybunał w Hadze.
Umiem to sobie psychologicznie wyobrazić, że kiedy przywódcy polskiego państwa spotkali się z żądaniem pomocy ze strony amerykańskiego sojusznika, zgłupieli i zapomnieli o procedurach. Tylko że tak jak odpowiedzialności za przestrzeganie RoE oczekuję od szeregowca, tak samo oczekuję jej od premiera (który przysięga wierność „postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej”).
Chcę więc, żeby – znowu zgodnie z przepisami – zajęły się tym odpowiednie instytucje. I żeby to zrobiły jak najszybciej, bo przeciąganie tego w nieskończoność sprawi, że – zgodnie z ratyfikowanymi przez Polskę umowami – zajmie się tym w końcu Międzynarodowy Trybunał Karny. A to dopiero będzie wstyd.
Premier Miller broni się słowami „dobry terrorysta, to martwy terrorysta”, świadomie lub nie parafrazując amerykańskiego generała Sheridana, który podczas pacyfikowania buntu Czejenów zmienił Rules of Engagement, przewidujące oszczędzanie kobiet i dzieci. Uznał, że to za bardzo spowalnia operację i polecił swojemu podwładnemu, pułkownikowi Custerowi zabijanie wszystkich jak leci.
27 listopada 1868 oddział Custera zaatakował wioskę Czejenów. Ich wódz Moke-tav-a-to wyszedł na spotkanie kawalerii ze swoją żoną, chcąc ogłosić kapitulację. Mógł sobie gadać do kul. Oboje zginęli wraz ze 103 Czejenami, wśród których było tylko 11 wojowników.
To przy tej okazji Sheridan powiedział „jedyni dobrzy Indianie, jakich widziałem, byli martwi”. Słowa zapamiętał porucznik Nordstrom, który je przekazał dalej, aż w końcu zrobił się z tego aforyzm zasłyszany przez Millera.
Aforyzm nawet dziwnie pasuje do tej sytuacji. Po pierwsze – są poważne powody by przypuszczać, że CIA torturowało jednak nie tylko terrorystów, także przypadkowo zgarnięte ofiary, których główną zbrodnią było niewłaściwe pochodzenie etniczne.
Po drugie, zmiana ROE nie wyszła na dobre Custerowi. Swoim okrucieństwem zjednoczył przeciw sobie okolicznych Indian i doprowadził siebie i swój oddział do zagłady pod Little Bighorn.
Lider SLD znalazł sobie świetny wzór do naśladowania.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz