Biedni znajdą bogatych, i.

„Ludzi zamożnych trzeba rozliczać z tego, czy uczciwie płacą podatki” – napisała w „Gazecie” Dominika Wielowieyska i bardzo cieszy mnie ta deklaracja. Powtarzam to od bardzo dawna, że patriotyzm to według mnie przede wszystkim uczciwe płacenie podatków, a nie robienie cyrkowych widowisk „światło i dźwięk” na rocznicę kolejnej masakry.
Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach, chciałbym więc wiedzieć, jak Dominika w tym kontekście rozumie słowo „uczciwy”. Czy na przykład polski biznesmen, który dla „optymalizacji” podatków zarejestrował działalność na Kajmanach, sam się rozlicza na Cyprze a wszystkie faktury idą przez założoną na szwagra spółkę na wyspach Bahama, jest dla Dominiki „uczciwy”?
Ja takiego człowieka nazywam „szują”, ale znam publicystów – i Dominika też zna, bo to nasi wspólni znajomi – dla których to jest „kreatywna jednostka, twórczo wykorzystująca legalne narzędzia”.
Ba, fakt istnienia takich jednostek notorycznie wysuwany jest jako argument w dyskusjach o kształtowaniu systemu podatkowego w Polsce. „Nie ma sensu podnosić, skoro biznesmeni uciekną na Kajmany” – na Charytatywnym Balu Dziennikarzy wystarczy rzucić zdechłym kotem, żeby trafić w kogoś, kto coś takiego kiedyś napisał.
I co mamy robić z tymi „uciekającymi na Kajmany”? Piętnować i w miarę możliwości, karać – czy może bronić ich jako „liderów biznesu, którzy tworzą miejsca pracy”? Mam z Dominiką wspólnych znajomych, którzy wybierają drugą opcję.
Dominikę zirytowały słowa Piotra Dudy o biednych, którzy „znajdą bogatych”. „Niestety, przewodniczący nie sprecyzował” – pisze Dominika, więc robi to za niego. „ Znajdą ich i…? Wyciągną im szynkę z lodówki? Zabiorą samochód?” – ironizuje i kończy dobitnym „Wiemy natomiast, co działo się w czasie rewolucji bolszewickiej”.
Piękne reductio ad Leninum, czyli polska odmiana prawa Godwina. No dobrze, rozwińmy to. Skąd się wzięła rewolucja bolszewicka? Zgodzimy się chyba, że jedną z jej kluczowych przyczyn była polaryzacja społeczna w przedrewolucyjnej Rosji, w której mniejszości żyło się coraz lepiej – a większości coraz gorzej.
Polaryzację społeczną w carskiej Rosji można szacować na podstawie analiz ówczesnego Ministerstwa Finansów. Paul R. Gregory w „Russian National Income 1885-1913” podaje, że w 1905 roku Rosja miała 1% zarabiających 1000 rubli rocznie, co stanowiło 15% zarejestrowanych dochodów. W 1910 odpowiednie liczby to 1,5% i 17%.
Rewolucja bolszewicka miała ten paradoksalny skutek, że poprawiła los biednych – ale nie w Rosji. Dla kapitalistów na całym świecie los ich rosyjskich kolegów podziałał jak sole trzeźwiące. Przestali się opierać przed takimi postępowymi reformami, jak ośmiogodzinny dzień pracy, powszechne prawo wyborcze czy prawo działalności w związkach zawodowych.
Zniknął ZSRR – zniknął strach przed komunizmem. W USA w tej chwili nierówności społeczne wróciły do poziomu sprzed 120 lat. Górny procent zgarnia teraz 18% dochodów (w złotej erze kapitalizmu – 6-8 procent).
W Polsce według Eurostatu górny centyl zgarnia cywilizowane 4,8%. Nierówności społeczne w Polsce maleją od wejścia do Unii, wbrew ogólnounijnej tendecji wzrostowej. Szkoda, że ani Duda ani Wielowieyska się do tego nie odnoszą.
Współczynnik Giniego spadł u nas z 36% w 2005 do 31% w 2010, czyli praktycznie do średniej unijnej (nowszych danych jeszcze nie ma, teraz już możemy być poniżej). Tylko że zanim powiemy, że u nas nie ma problemu – zastanówmy się, ilu najbogatszych Polaków Eurostat liczy jako Polaków, a ilu jako Cypryjczyków, Kajmańczyków, Bahamańczyków czy zgoła Konstantynopolitaneczki.
Żyjemy w kraju, w którym panuje atmosfera społecznego przyzwolenia na podatkowe szwindle. Prezesi się nimi chwalą w wywiadach publicystom, którzy z kolei nie ukrywają swojego przekrętu na KRUS. Uczciwe płacenie podatków nie jest u nas nazywane patriotyzmem, tylko frajerstwem.
Gdyby w Polsce na coś kandydowała Elizabeth Warren, wreszcie po raz pierwszy od 23 lat nie głosowałbym na „mniejsze zło”. Jej słowa – „nikt w tym kraju nie stał się bogaty wyłącznie dzięki sobie” – wydają mi się mądre i ważne tak w USA, jak w Polsce.
Najbogatsi Polacy powinni zacząć spłacać wobec społeczeństwa dług za to, że pozwoliło im stać się najbogatszymi Polakami. Tak rozumiem słowa Dudy. Jak ich do tego skłonić – to już tylko kwestia techniczna.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz