Feminine Mystique

To będzie krótka notka, w której wyrażam niesmak zaproszeniem do debaty na temat in vitro, którą ogłosił tygodnik „Polityka”. A właściwie jednym akapitem, który znalazł się w zaproszeniu. Brzmi on:
„Czy jednak oznacza to również, że o refundację zabiegu in vitro będzie się mogła np. starać 39-letnia wiceprezes dużej korporacji, która całe swoje dotychczasowe życie poświęciła zarabianiu pieniędzy, rozwojowi zawodowemu i inwestowaniu w siebie, a potem nagle zapragnęła zostać matką?”
Drogi autorze zaproszenia: nigdy nie komentuj decyzji reprodukcyjnych obcej kobiety. Nic o nich nie wiesz. Postępujesz jak profesor Mikołejko, z wyżyn swojego balkonu oceniający, czy ktoś jest dobrą matką.
Równie dobrze mogło być inaczej. Równie dobrze mogło być tak, że przez „całe swoje dotychczasowe życie” ta kobieta starała się zajść w ciążę, ale z powodu okoliczności wiadomych tylko jej, to nie było możliwe, więc rozpacz kompensowała sobie pracohilizmem.
Decyzje reprodukcyjne i jej prawdziwe przyczyny to temat, na który wyjątkowo rzadko jesteśmy stuprocentowo szczerzy, nawet przed przyjaciółmi. Dlaczego tak naprawdę jakaś kobieta nie ma (lub ma) dzieci, tego nie muszą wiedzieć nawet osoby z jej najbliższego otoczenia. Nawet jej partner nie musi być we wszystko wtajemniczony.
Trzeba się po prostu pogodzić z tym, że ta decyzja jest tajemnicą kobiety i ten fakt uszanować. Za swoje prawo do tajemnicy kobieta przecież płaci cenę tego, że wszystkie dobre i złe strony każdej decyzji (mieć dziecko, nie mieć dziecka), w większym stopniu będą jej problemem niż jej partnera, niezależnie od tego, jak bardzo ten partner będzie chciał kompensować asymetrię biologiczną protezami kulturowymi.
Ponieważ nic nie wiemy o tym, dlaczego jakaś kobieta decyduje się na in vitro akurat w wieku 39 lat – nie nam to oceniać. Powinniśmy się dyskretnie szadafakapnąć, nie formułować ocen i pogodzić się z tym, że to jej słodka tajemnica.
I nie odmawiać jej finansowania „z naszych podatków”, bo jeśli rzeczywiście „całe swoje dotychczasowe życie poświęciła zarabianiu pieniędzy”, to albo zapłaciła od tych pieniędzy spore podatki (ergo: STFU), albo wykorzystywała jakieś luki prawne (ergo: zająć się tymi lukami, a nie wtrynianiem kinola w jej decyzje reprodukcyjne).

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz