Route 66 nie istnieje

Za chwilę premiera mojej, ahem, nowej książki. Jak się nietrudno domyślić po tytule, to sequel „Ameryka nie istnieje”, poświęcony tym razem nieistnieniu legendarnej Route 66.
Ledwie się pochwaliłem na Facebooku, spotkałem się z głosami protestu, że jak to tak, przecież ktoś przejechał fragment oznakowany jako „Historical Route 66”. Owszem, są takie fragmenty, ale nie da się już nimi przejechać od Chicago do Los Angeles.
Problem zaczyna się już w Chicago, gdzie Jackson Boulevard – wschodni koniec drogi – jest teraz ulicą jednokierunkową. Pechowo biegnącą akurat nie w tę mańkę.
Jak już wyjedziemy z Chicago, natrafimy na fragment drogi zamknięty w roku 1998 ze względu na osunięcia ziemi spowodowane przez szkody górnicze. W ogóle amerykańskie katastrofy budowlane w drogownictwie mają taki rozmach, że wszystko potrafię wybaczyć polskim drogowcom.

Chain of Rocks Bridge

W książce o nieistnieniu Ameryki odwoływałem się do mniej lub bardziej naciąganych postmodernistycznych metafor. Książka o Route 66 jest bardziej przyziemna, bo bardziej podróżnicza i nieistnienie tej drogi opisuję po prostu na podstawie próby przejechania jej, możliwie jak najbliżej oryginalnego przebiegu.
W przypadku mostu Chain of Rocks na Missisipi oznaczało to na przykład podjechanie do znaku „zakaz wjazdu” od obu stron, wschodniej i zachodniej. Sam most jest zamknięty dla samochodów od 1970, w tej chwili służy wyłącznie turystyce pieszej i rowerowej.
Most ten występuje w dwóch filmach, ważnych dla mojego pokolenia. Po pierwsze, w finale „Ucieczki z Nowego Jorku” występuje jako fikcyjny „69th Street Bridge”, którymi bohaterowie pędzą przez pole minowe, wśród prawdziwych eksplozji odpalanych przez początkującego filmowego pirotechnika, Jamesa Camerona.
Postapokaliptyczny Nowy Jork w tym filmie grało St Louis, wyjątkowo mocno trzepnięte przez recesję i urban decay. To z kolei pokazano w filmie „National Lampoon’s Vacation”, w którym Clark Griswold zabłądził w St Louis. Też mi się nigdy nie udaje tamtędy przejechać bez przygód.

Route 66

A to jeszcze trywialniejszy przykład nieistnienia Route 66. Niepotrzebna droga dla władz stanowych stanowi tylko obciążenie – trzeba ją ciągle utrzymywać, albo po prostu zamknąć i na przykład skuć do gołej ziemi.
W Nowym Meksyku jest piękny fragment skuty do ziemi, ale nadal przejezdny. Gratka dla entuzjastów lajtowego offroadu (bo o ile nie ma deszczu – a w Nowym Meksyku praktycznie nigdy nie ma deszczu – spokojnie się przejedzie byle Foresterem).
Skuty do ziemi odcinek z Illinois, załączony na powyższym obrazku, to jednak już raczej gratka dla quadów. Zdjęcie akurat zrobiłem w miejscu, do którego stosunkowo łatwo było podjechać, ale są fragmenty totalnie zapuszczone w krzaczorach.

Muuuuuuuu

Niektóre fragmenty dawnej Route 66 sprywatyzowano. Na zdjęciu powyżej widać przebieg drogi za ogrodzeniem farmy w Oklahomie, między Depew a Stroud. Właściciel nie skuł drogi do gołej ziemi, bo cały czas pełni rolę w jego prywatnej infrastrukturze – to miejsce składowania paszy i rozwożenia bydła.
Znudzone, zmoknięte krówki spoglądały na mnie zza ogrodzenia, gdy robiłem zdjęcia. Jeśli będę kiedyś robił trzeci duży reporterski projekt w Ameryce, muszę koniecznie znowu znaleźć się twarzą w twarz ze znudzoną krową, bardzo mi się podoba ta świecka tradycja.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz