Kampanię czas zacząć

Dawno nie gadaliśmy tu o polityce. Mieliśmy też w Polsce chwilę wytchnienia od permantnej kampanii wyborczej. To se ne vrati.

Już mniej niż rok do eurowyborów w maju 2014. Jesienią będą samorządowe, a w 2015 – powtórka z combo prezydencko-parlamentarnego.

Wyniki eurowyborów można już przewidzieć. Platforma dostanie straszny łomot, bo udało jej się już zrazić wszystkich jak leci – kierowców i pasażerów, celebrytów i nauczycieli, kler i antyklerykałów.

Nic takiego przez ten rok się nie wydarzy, żeby to się miało zmienić. Pozostaje tylko pytanie, kto to lepiej wykorzysta, a precyzując: czy przez ten rok bardziej żałośnie się wygłupi Leszek Miller czy Jarosław Kaczyński.

Walka będzie wyrównana, więc trudno o prognozę. Swoje pieniądze bym stawiał jednak na dalsze pasmo kompromitacji Millera (zapomnieć przemówienie na 1 maja! i to nawet nie jakieś konkrety, tylko beztreściowe frazesy, które można było spokojnie zastąpić innymi beztreściowymi frazesami! dżizas haploid krajst!).

Zatem – eurowybory przyniosą nadspodziewanie dobry wynik PiS, zły wynik PO oraz tradycyjne trzecie miejsce dla SLD. A Palikot? Już widać, że jak Lepper czy Tymiński, okazał się gwiazdą jednego przeboju. Eurowybory będą ostatecznym pstryczkiem w ten domek z kart.

Po eurowyborach w Platformie zacznie się szukanie winnego porażki i otwarta już fronda przeciwko Tuskowi. Atmosfera będzie zła, a pogorszą ją jesienne samorządowe, najprawdopodobniej zakończone kolejnym łomotem.

Ten drugi będzie dla Platformy bardziej bolesny, bo o ile stawka eurowyborów to tylko cztery lata opływania w luksusie dla garstki szczęsliwców, walka o samorządy to walka o terytorialne struktury partyjne. Tu już nie chodzi o konsumpcję muli na koszt podatnika, tu chodzi o władzę.

I tak skonfliktowana i prawdopodobnie organizacyjnie pęknięta Platforma wejdzie w rok 2015 – rok wyborów prezydenckich i parlamentarnych. O ile dobrze liczę (zapraszam do korekty obywatelskiej), najpierw będą prezydenckie (maj lub czerwiec), potem parlamentarne (wrzesień lub październik).

O ile nie wydarzy się jakiś cud polityczny, też można już zaryzykować przewidzenie ich wyników. Prezydent Komorowski został prezydentem Komorowskim dzięki negatywnemu elektoratowi Kaczyńskiego, który w drugiej turze przeciw Kaczyńskiemu poparłby nawet Cthulhu.

Ja bym to zrobił nawet z entuzjazmem, bo po dwóch dekadach głosowania na „mniejsze zło”, ucieszyłbym się z odmiany. Jeśli jednak Kaczyński nie wystartuje, tylko wystawi kogoś innego (choćby słynnego Uniwersalnego Kandydata Technicznego) – ja na przykład zostanę w domu. Coś mi mówi, że nie tylko ja.

Możemy więc mieć powtórkę wyborów z 2005 (na które zresztą też nie poszedłem). Najpierw wygrana kandydata PiS w wyborach prezydenckich (realna, o ile to nie będzie Kaczyński), potem wygrana PiS w wyborach parlamentarnych.

A potem? Znowu to samo. Słaba koalicja, która od początku będzie trzeszczeć w szwach. To może być jakiś porozłamowy (post)PO-PiS, albo odtworzenie „przystawek”, wszystko jedno.

Po wygranej PiS będzie przecież musiał w sprawie Smoleńska wreszcie albo załatwić sprawę, albo zejść z nocniczka. Tak czy siak, to się skończy awanturą. Służby specjalne zaczną inwigilować się nawzajem. Ministrowie znów będą wymachiwać dyktafonami i wołać, że to gwoździe. Prokuratorzy znowu będą się bawić w LARP Pacmana.

Wątpię, czy wytrzymają tak pełną kadencję. Kaczyński jest jak Palikot – umie tylko przegrywać. Jeśli przypadkiem mu za dobrze pójdzie, nie wie co z tym zrobić i prowokuje katastrofę.

Co na to ja jako wyborca? Ja jako wyborca za chwilę zaliczę ćwierć wieku patrzenia na to, jak ciągle ci sami Tusk, Kaczyński, Komorowski, Macierewicz, Pawlak i Miller przesiadają się z krzesełka na krzesełko.

Już każdy każdemu w tym kontredansie zdążył być śmiertelnym wrogiem i wiernym sojusznikiem. Ale realnie zmieniło się od Okrągłego Stołu tylko tyle, że są o ćwierć wieku starsi.

W poprzednich wyborach PO dostała mój głos jako premię za autostrady. W tej kadencji nie zasłużyli na premię i to się raczej nie zmieni do 2015. Ale nie zasłużył też nikt inny.

Nastawiam się więc na obserwowanie areny politycznej z loży szyderców. Może do 2018 pojawi się jakaś sensowna lewica, a jak nie, to nie zawracajcie mi głowy tylko dosypujcie popcornu.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz