Sukces lewicowego think tanku

Lewicowy think tank moich marzeń jeszcze nie istnieje, a już jakby zadziałał. Gdyby w reakcji na moją notkę ktoś – na przykład zylioner o lewicowej wrażliwości – zadzwonił spytać, kogo bym widział w takiej organizacji, wymieniłbym dwóch dziennikarzy: Adama Leszczyńskiego i Edwina Bendyka.

Tak się składa, że obaj od lat propagują tezy profesora Janusza Hryniewicza – socjologa, który twierdzi, że folwark jako model życia gospodarczego przetrwał w Polsce od czasów feudalnych do XXI wieku. Obaj przeprowadzili z Hryniewiczem wywiady dla czołowych mediów, obaj też tę teorię rozwijają we własnych publikacjach.

Gospodarka folwarczna przynosiła kolosalne dochody właścicielowi majątku kosztem skrajnego wyzysku siły roboczej. Właściciel nie czuł się zmotywowany do inwestycji, bo i tak stopę zysku z pospolitej eksploatacji pracowników miał tak ogromną, że nie potrzebna mu już była żadna maszyna parowa czy droga żelazna do zwiększenia zysku.

Efektem był niski stan infrastruktury na ziemiach polskich i skrajne kontrasty społeczne. Ziemianie żyli w luksusie, ale za bramami ich rezydencji zaczynała się polna droga, nieprzejezdna przez znaczną część roku. Ich pracownicy z kolei nie mieli możliwości ani zachęty do inwestowania we własny rozwój.

Hryniewicz twierdzi, że ten model przetrwał zmiany ustrojowe. Utrzymał się w II Rzeczpospolitej i w PRL, bo doskonale pasował do zamordyzmu. Trwa też w 3RP, w której gospodarcze motto to „każdego fachowca można zastąpić skończoną liczbą bezpłatnych stażystów”.

Teza Hryniewicza wydaje mi się pasować do dzisiejszej rzeczywistości gospodarczej. Inwestycje rosną powoli, udział płac w finansach firmy spada, rośnie sprzedaż ferrari.

Najciekawsze, że ponieważ to kwestia kulturowa, nie ma łatwej drogi wyjścia. Nie wystarczy, że ktoś założy własną firmę i powie – okej, u mnie nie będzie folwarku. Będę inwestować w swoich pracowników i godziwie ich wynagradzać.

To byłoby dokładnie tak samo bez sensu, jak robienie inkubatora startupów technologicznych w Kongresówce koło roku 1870. Przedsiębiorstwo jest zależne od otoczenia.

Tymczasem folwarcznego stylu oczekują pracownicy od pracodawcy – mogą narzekać na szefa, ale w gruncie rzeczy cenią sobie swoje prawo do pozostawania w świecie wyuczonej bezradności. Model folwarczny to w końcu także model, w którym czekasz, aż pracodawca zorganizuje ci warsztat pracy od początku do końca.

Nie wydaje ci poleceń typu „obdzwoń spedytorów i porównaj oferty”, tylko daje ci listę numerów, pod które masz dzwonić i pytań, które masz zadawać. Ta wyuczona bezradność też ma swoje zalety.

Folwarcznego podejścia oczekuje też wielu szefów. Z wielu powodów – czują się zagrożeni w obecności zbyt doświadczonego i samodzielnego podwładnego. A może inaczej nie potrafią zarządzać. A może takie mają wytyczne z samej góry. Wszystko jedno.

Nie można też oczekiwać, że inny styl przekaże szkoła, bo co się dzieje w szkole? To samo. Doświadczony nauczyciel często słyszy, że jest dla szkoły obciążeniem, bo trzeba mu płacić więcej niż nowicjuszowi. I dla niego optymalną strategią też będzie „jedenaste – nie wychylać się”.

Do zmiany tego stanu rzeczy potrzebujemy strategicznego rozwoju kapitału ludzkiego. Instytucjonalnego wzmacniania podmiotowości pracownika. Nie załatwi tego jedna firma ani jedna organizacja, potrzebne jest szersze porozumienie.

O modelu folwarcznym mówił prezes Kaczyński, powołując się na tekst Adama Leszczyńskiego. To oczywiście jeszcze nie jest idealny scenariusz, w którym podchwyciłaby to lewicowa partia działająca w porozumieniu z ruchem związkowym – ale dobre i to.

Think tank przecież swoje idee podrzuca każdemu. Lewicowy dziennikarz też może zadzwonić do FOR i poprosić o ich stanowisko w dowolnej sprawie. Nie usłyszy od nich „z socjalistami nie rozmawiamy”.

Cieszę się więc, że lewicowy think tank jeszcze nie istnieje, a już odniósł pierwszy sukces. Prezes Kaczyński wprawdzie dzisiaj plepla o tym, jutro będzie pleplać o tamtym, bo spójnością wypowiedzi to on nigdy nie grzeszył.

Ale może i tezy Hryniewicza przebiją się do innych polityków. I kiedyś, kiedyś, będziemy mieli szansę zagłosować na partię, która z obalenia systemu folwarcznego uczyni główny punkt programowy.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz