Je suis Charlie (la suite)

Masakra w Charlie Hebdo spowodowała, że przypomniałem sobie, jak bardzo zawsze lubiłem frankofońskie komiksy. Stąd styczniowy ranking od czapy.
Partia polowan
Wzorem superdoskonałości w tej materii zawsze było dla mnie „Partie de Chasse” duetu Enki Bilal / Pierre Christin (1983). Polski tytuł „Polowanie” nie do końca oddaje dubl antandr oryginału – w tym wypadku akurat pasowałoby też pozornie błędne tłumaczenie „Partia polowań”.

Komiks jest graficzną metaforą partii komunistycznej. Na początku lat 80. w zamkniętym ośrodku wypoczynkowym spotykają się na polowaniu działacze komunistyczni. Bohaterowie są fikcyjni, ale każdy z nich symbolizuje jakąś prawdziwą biografię ówczesnych komunistów.

Czewczenko, „stary bolszewik”, symbolizuje kogoś, kto przetrwał wszystkie czystki i ciągle siedzi w Politbiurze, trochę jak Susłow (1902-1982). Gospodarz polowania, Tadeusz Boczek to polski komunista, odsunięty na boczny tor.

Günther Schütz, reprezentant NRD, to chłodny technokrata, dla którego komunizm to tylko kwestia sprawnego zarządzania. Wasyl Stojanow (Bułgaria) to partyzant, kiedyś o mało co nie stracony za titoizm – i tak dalej.

Nagle na polowaniu ginie ktoś ktoś typowany na nowego numer jeden. Kto go zastąpi? Śmierć wywołuje u bohaterów autorefleksję – jak to u Bilala, rzeczywistość miesza się ze snem. Życiowy dorobek bohaterów okazuje się bezsensownym polowaniem na przypadkowe ofiary.

Po 1990 kolejne wydania (w tym polskie) uzupełniano o epilog, pokazujący koniec „partii polowań”.
Kurczak
Poulet aux prunes” („Kurczak ze śliwkami”) Marjane Satrapi (2004) to jeden z powodów, dla których tak bardzo mnie śmieszą hiperpoprawni lewicowcy, którzy potępiają „Charlie Hebdo” za obrażanie uczuć muzułmanów. Wyobrażają sobie, że muzułmanie we Francji to tylko zastraszeni biedni imigranci wykładający chemię w supermarkecie.

No jednak nie. To także na przykład Satrapi, która nie wypiera się swoich korzeni. W jej komiksach często rozmawia się o Bogu czy cytuje poezję Omara Chajjama. Jednym z bohaterów „Kurczaka” jest demoniczny anioł Azrael.

Infantylna wizja islamu jako czegoś w rodzaju rozkapryszonego dziecka, któremu wszystko trzeba wybaczać, bo jak nie dostanie zabawki to zrobi bałagan w swoim pokoju, płynie z orientalizmu rzekomych postępowców.

„Kurczak ze śliwkami” nie jest komiksem politycznym, ale jest opowieścią o depresji, w której Iran pogrążył się po zamachu stanu z 1953 roku. Anglo-amerykański wywiad pomógł wtedy obalić demokratycznego, świeckiego i liberalnego premiera Mossadegha, zamieniając Iran w groteskową dyktaturę szacha Reza Pahlaviego.

Nadzieje wielu zwyczajnych ludzi na normalne życie zostały wtedy podeptane. Tak jak w naszych czasach w Syrii i w Iraku.

Zachód ma za sobą kilkadziesiąt lat zdradzania sił prodemokratycznych w świecie islamu, bo ważniejsze są zawsze interesy British Petroleum albo Halliburtona. To tu jest źródło problemu, a nie karykatury Proroka…
Mgla na moscie
Gdy zdjąłem z półki swój egzemplarz „Brouillard au pont de Tolbiac” („Mgła na moście Tolbiac”), znalazłem swoją zakładkę sprzed ćwierć wieku: bilet ZTM „dwukrotnego kasowania” na sumę 2 x 3000 złotych. Dwukrotnie skasowany, ówczesnym „dziurkowym systemem”.

Kupiłem ten komiks na pamiątkę po studenckiej wyprawie do Paryża. Spaliśmy pokotem na podłodze w mieszkaniu pewnego Araba, który nocą zmywał naczynia w restauracji, umowa była więc taka, że gdy rano wraca z pracy – my mamy zniknąć na cały dzień. Pasowało nam, bo płaciliśmy za ten nocleg ulubioną studencką cenę. Rien de rien.

Pamiątkowa wartość bierze się z tego, że akcja komiksu działa się w dzielnicy, w której mieszkaliśmy – dzielnicy trzynastej (Les Gobelins). „Mgła” to adaptacja powieści kryminalnej Leo Maleta (1956), który wymyślił prywatnego detektywa Nestora Burmy, byłego (?) anarchistę o melancholijno-cynicznym poczuciu humoru, który w każdym tomie prowadzi śledztwo w innej dzielnicy.

Trzynasta 60 lat temu była zdominowana przez repatriantów (to lepsze słowo niż „imigranci”) z Algerii. Dziś raczej z Indochin, tak czy siak, to dzielnica bardzo multi-kulti.

Tyle że we Francji człon „kulti” jest traktowany bardzo serio. We Francji bestsellerami są komiksy o Iranie, Wybrzeżu Kości Słoniowej czy Polsce.

Amerykanie nie potrafią opowiadać o innych kulturach, potrafią najwyżej opowiadać o „Amerykaninie w innej kulturze” (w Paryżu, w Tokio, w Manili). Dlatego z kolei wszystko na co ich stać, to głupkowata tabuizacja. Niech żyje Francja!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz