Wellman kontra Piekara

Jest taki blogasek nienawisc.pl, który – mimo obciachowej nazwy – obserwuję zazwyczaj życzliwie (choćby już za samą ekscentryczność decyzji o założeniu bloga w 2017). Swoją misję autor opisuje tak:

Co cię wkurza? Na co się nie zgadzasz? To jest miejsce, w którym możesz o tym powiedzieć.

Otóż drogi autorze, wkurza mnie i budzi moją niezgodę mylenie prawa cywilnego z prawem karnym. To się nagminnie zdarza ludziom skądinąd rozsądnym i prawdopodobnie wynika z luki w edukacji: nikt szkolnej dziatwy nie uczy, jakie sprawy załatwia się w jakiej instytucji.

Większość tekstów typu „zobaczcie jaki niesprawiedliwy jest ten wyrok sądu” bierze się właśnie z braku takiego przedmiotu szkolnego. Sądząc po najnowszej notce, przydałoby się to też autorowi rzeczonego blogaska.

Poświęcił ją temu, że pisarz fantasy Jacek Piekara poskarżył się na Twitterze, że musi zapłacić „prawie pół miliona złotych” za swoją chamską odzywkę pod adresem Doroty Wellman. I zderza to z wyrokami na dwudziestoparolatków, którzy za znęcanie się nad trójmiejskim nastolatkiem dostali tylko od 4 do 6 lat więzienia.

Jego zdaniem – to za mało. I buduje z tego tezę, że sąd był surowszy dla Piekary, bo Wellman to celebrytka, a ofiarą Gdańszczan był bezdomny.

Po pierwsze – nie jestem przekonany, że 5 lat więzienia to mało. Moim zdaniem, raczej dużo.

Ile autor bloga chciałby im za to dać? 10 lat? To ile by im dał za spowodowanie trwałego uszkodzenia na zdrowiu, 20? To ile w takim razie za zabójstwo?

Każdy wyrok jest zbyt łagodny. Zwłaszcza z perspektywy anonimowego blogera albo tabloidowego dziennikarza. Sędzia w procesie karnym nie może jej przyjmować – powinien wziąć pod uwagę wiele okoliczności, których zazwyczaj nie poznajemy w tabloidowych relacjach, bo są nudne.

Sędzia w procesie cywilnym robi jeszcze co innego. Od początku do końca jego podstawowym zadaniem jest doprowadzenie obu stron do ugody, jeśli ta tylko jest możliwa (Art. 10 KPC).

Tutaj była możliwa: Dorocie Wellman chodziło o to, żeby Jacek Piekara usunął obraźliwego tweeta i przeprosił za niego. Mógł to zrobić całkowicie za darmo.

Nie przyjął ugody, infantylnie tłumacząc się, że nie mieszka tam, gdzie jest zameldowany, więc nie czyta przychodzącej na ten adres korespondencji. Dla sądu to nie jest (i nie powinno być) argumentem.

Nie chcielibyśmy żyć w kraju, w którym można uzyskać immunitet po prostu poprzez nieodbieranie poleconych. Autor blogaska nienawisc.pl też by tego nie chciał.

Skoro Piekara nie przeprosił za friko na Twitterze, sąd nakazał mu przeprosiny w mediach. Nie wiem, czy będą kosztować aż pół bańki.

Prawicowcem przeważnie się zostaje z powodu problemów z matematyką (to widać np. po ich niezrozumieniu podatku progresywnego). Może Piekara wynegocjuje to sobie taniej, może załatwi całkiem za darmo.

Jego problem. Trzeba było jednak odbierać te polecone.

A na ile wyceniacie te wszystkie chamskie odzywki pod adresem Pawłowicz czy Kaczyńskiego – pyta autor blogaska. I tu właśnie demonstruje niezrozumienie prawa cywilnego.

Prawo cywilne służy rozstrzygania sporów między osobami fizycznymi i prawnymi. „Firma A zaszkodziła firmie B”, „pan X zaszkodził panu Y”, „Firma A zaszkodziła panu Y”.

Nie ma tu jakiegoś jednolitego taryfikatora, w każdym przypadku pan Y lub firma B musi to sobie sama wycenić. Czasem zadośćuczynienie może być darmowe (przeprosiny na Twitterze), czasem finansowe.

Co najważniejsze: wszystko zależy od tego, czy pan Y lub firma B w ogóle zechcą pójść do sądu. Wszyscy, którzy obrażają Pawłowicz czy Kaczyńskiego w podobny sposób, narażają się na podobny wyrok. Nie będę ich jakoś przesadnie żałować (zwłaszcza, jeśli sami siebie wkopią żałosnym manewrem na „nieodbieranie poleconych”).

Tyle prawo cywilne. Prawo karne dla odróżnienia z kolei zajmuje się czynami, których zabrania państwo bez względu na opinię panów X i Y oraz firm A i B.

Można sobie wyobrazić państwo, które ma tylko prawo karne, albo tylko prawo cywilne. To pierwsze byłoby dystopią totalitarną, to drugie libertariańską.

Ale przede wszystkim trzeba je odróżniać i serio uważam, że dzieciom się to powinno tłumaczyć w podstawówce. Potem można by to rozszerzyć o prawo pracy, prawo administracyjne, prawo rodzinne, prawo konstytucyjne…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz