Hop hop, jest tam kto?

Witam ucienikierów z ruin bloksa – proszę się zapisywać na kartki z UNRRA. Na razie nie przewiduję komentarzy bez rejestracji.

Przenosiny z natury rzeczy oznaczają ogólną amnestię dla zabanowanych. Nie zamierzam tego zwalczać, ale proponuję tego nie nadużywać.

Tak jak to wielokrotnie pisałem pod starym adresem, zależy mi na dyskusji przebiegającej według schematu argument/kotrargument. Personalne przytyki proszę sobie zachować na inne fora.

Blogować zacząłem latem 2006. Przez ten czas świat przeszedł kawał drogi – a ja razem z nim.

Podsumowując te 13 lat powiedziałbym, że w moim osobistym życiu właściwie wszystko wypadło znacznie lepiej, niż tego oczekiwałem. Inna sprawa, że z natury jestem pesymistą, więc niewiele to oznacza.

A jak jest z wami? Nie chodzi mi oczywiście o jakieś intymne zwierzenia, po prostu o określenie swojej pozycji między „totalna katastrofa” a „500% planu”.

Mnie w tym wszystkim trochę zaskoczyło tempo upadku prasy papierowej (choć jeszcze w czasach śp. blipa wylansowałem takiego hasztaga). Choć z drugiej strony, nawet gdybym sobie przesłał przez Infundybułę Chronosynklastyczną dokładny harmonogram, to nie wiem, co bym z nim zrobił.

W 2006 jeszcze trwała złota era mediów. Co chwila w Warszawie ktoś uruchamiał jakiś nowy projekt i szukał do niego autorów i redaktorów.

Odrzucałem wszystkie zaproszenia, w tym te najpiękniejsze, „proszę samemu określić ile pan chce zarabiać”. No więc miałbym rok albo dwa bonanzy, a potem sru.

Największym zaskoczeniem dla „mnie z 2006” byłaby wiadomość, że większość tych lat (2011-2019) spędzę jako działacz związkowy. Ten z 2006 by się nakrył nogami ze śmiechu. To mi zresztą podsuwa pomysł na notkę, podsumowującą te doświadczenia.

Rozczarował mnie natomiast ni mniej ni więcej, tylko Cały Świat. W 2006 byłem optymistą co do Ogólnego Kierunku W Jakim Idą Sprawy.

Wyznawałem wtedy chyba światopogląd, który dzisiaj ironicznie nazywam cyberoptymizmem. Miałem mnóstwo zastrzeżeń co do korporacji internetowych (ogólnie nie ufam korporacjom), ale chyba wierzyłem w, sou tu spik, emancypacyjny potencjał technologii. Teraz nie wierzę już nawet w to.

Zresztą naprawdę mam wrażenie, że postęp techniczny nawet już nie to, że poszedł w złym kierunku – tylko że się zatrzymał. Widzę to choćby porównując sukcesję kolejnych laptopów, na których pisałem te blogonotki.

Pierwsze pisałem na Powerbooku G4. Procesor, naturalnie jednordzeniowy, miał zawrotny 1 GHz. Na codzień pracował praktycznie bezgłośnie, ale jak zaczynałem grać w Dooma, wentylator pracował jakby to wszystko miało odfrunąć.

Kolejne laptopy przynosiły nowe ficzery, więc zmian dokonywałem z radością. MagSafe! Podświetlana klawiatura! Dwa razy szybszy procesor! HDMI!

Od pewnego czasu kolejne modele są już tylko coraz gorsze. Zmiany w szybkości są niezauważalne (jeśli w ogóle są), za nagle pojawia się nowe gniazdko, do którego trzeba będzie dokupić nowy komplet przejściówek (śmiejącysięmeksykanin.mp4).

I to nie jest tylko kwestia Apple. Po prostu laptopy i smartfony przestały przyśpieszać. Prawo Moore’a już nie działa.

Rozczarowuje mnie też globalna sytuacja polityczna. Wejście Polski do Unii uważałem za najwspanialsze wydarzenie polityczne mojego życia, lepsze nawet od upadku komunizmu.

Generalnie uważałem, że euroatlantycki wzorzec społeczno-gospodarczy jest Najlepszy Na Świecie (TM) i nikt dobrowolnie by nie wybrał dyktatury. Jako taki więc po prostu zatriumfuje w miarę rozwoju wspomnianego potencjału emancypacyjnego.

Nadal uważam, że jest NNŚ. Ale teraz się martwię jego kruchością i bezbronnością wobec przebiegłych dyktatur.

A jak u was? Czy szeroko rozumiany Ogólny Bieg Rzeczy z okresu 2006-2019 Was raczej rozczarował czy tu też 500% planu?

No i: jak wam się podoba w nowym miejscu?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

182 Comments

  1. Witam Gospodarza, już się ustawiam.

    @Zresztą naprawdę mam wrażenie, że postęp techniczny nawet już nie to, że poszedł w złym kierunku – tylko że się zatrzymał.
    Komputery trochę przyspieszyły, ale od dość dawna nie ma to większego znaczenia dla zadań typu edycja blogaska. Duża zmiana w tym zakresie polegała ostatnio raczej na tym, że zamiast ważącego 4kg laptopa można tego blogaska pisać na smartfonie. No ale w pewnym sensie zgoda, neoliberalizm spowodował, że przyjęło się, iż kierunki postępu technicznego powinni wyznaczać bogaci ludzie „sukcesu”. Więc w ramach realizacji „ambitnych” celów wysyłamy sobie w kosmos nowiutkie samochody, co z perspektywy szarego zjadacza chleba nie tyle, że nie daje żadnych korzyści, co wręcz może być postrzegane jako regres.

  2. No to może zaczniemy nie tyle od erraty, co od zgłoszenia buga – coś jest nie tak z konfiguracją, bo jak człowiek wchodzi na portal przez ‚wdyskursie.pl’ to przycisk ‚zaloguj’ wysyła na drzewo. Przy ‚ekskursje.pl’ działa.
    Dwa – próbuje dodać komentarz – 250 słów. Blog twierdzi, że mam być bardziej zwięzły. W ilu słowach trzeba się zmieścić?

  3. Kwestia logowania w obu domenach wydaje się rozwiązana 🙂
    Co z limitem wielkości komentarzy?

  4. Odmeldowuję się powtórnie. Długo kazałeś na siebie czekać ;-).
    Najpierw korekta obywatelska – argument/kotrargument. Jako miłośnik kotów przyjąłbym kot-argument (u mnie w domu kot siedzący na kolanach jest jokerem zwalniającym z obowiązków domowych).
    Co do ogólnego postępu – wiara w nieskończony rozwój jest generalnie sprzeczna z prawami fizyki (a nawet głębiej – arytmetyki), więc naturalne jest, że rozwój wygląda w naturze raczej jak krzywa logistyczna niż eksponencjalna. Gdy zaczynałeś pisać bloga właśnie kończył się wykładniczy wzrost mocy obliczeniowej pojedynczego CPU – zanim skończyło się prawo Moore’a doszliśmy do granicy częstości zegara i do granicy mocy dostarczanej do CPU. Parę lat później skończyło się prawo Moore’a – już od jakiegoś czasu nie podwajamy liczby tranzystorów na tej samej powierzchni co 18 miesięcy. Na horyzoncie widnieje już kres rozwoju technologii krzemowej – ścieżki o grubości 5nm.
    Najlepiej to widać w działce, w której cały czas siedzę jedną nogą – czyli w HPC. Przez wiele lat moc energetyczna komputerów nie była wielkim problemem. Teraz jest głównym problemem. Od kilku lat, moja nieoficjalna definicja superkomputera, opiera się na pobieranej mocy – superkomputer to taki komputer, który pobiera powyżej 1 MW. W tej chwili widać już, że tzw. komputery exascale będą pożerały gargantuiczne ilości prądu – rzędu 50-100 MW.
    Tradycyjny model rozwoju IT się kończy, wszelkie koncepcje „osobliwości” nie biorą tego pod uwagę. Na pewno są jeszcze duże rezerwy – ale krzywa wykładnicza już się skończyła.

    P.S. Warto by było pod starym adresem dać notkę z odsyłaczem na nowy. Chyba nie wszyscy czytelnicy z bloksa wiedzą gdzie szukać.

  5. U mnie najpierw było gorzej niż się spodziewałem, potem przez jakiś czas dużo lepiej, potem dużo gorzej, teraz troszkę lepiej.

  6. Wiedziałem, że będzie zielone na czarnym, wiedziałem ;P
    ps. a co do nowych laptopów – owszem zmiany w szybkości są niezauważalne – ale czas pracy na baterii zwiększył się trzykrotnie 🙂

  7. Osobiście mam żonę i dzieci, co zasadniczo było w planie; zawodowo się przekwalifikowałem zupełnie i finansowo wychodzę na tym znacznie lepiej niż oczekiwałem; ale też miałem marzenia/rojenia o zdziałaniu czegoś poetycko i przekładowo, a z tym słabo (ale ciągle marzę/roję).

    Co do świata to jezu, weś, 13 lat temu jeszcze jechaliśmy, mam wrażenie, na optymistycznych oparach Końca Historii, a teraz katastrofa ekologiczna, neofaszyzm i neofeudalizm.

  8. Dzień dobry, nie mam nic konkretnego do powiedzenia, ale jako że to nowy lokal i jestem w nim pierwszy raz, chciałbym się przywitać (to jest ten moment, kiedy gospodarzowi w nowej chacie daje się roślinkę do postawienia parapecie).

  9. Dzień dobry,
    obiecuję nie nadużywać amnestii.

    Jednocześnie zgłaszam syntax error w linkach do polityki prywatności oraz archiwum. #korektaobywatelska

  10. Rejestracja przez email nie zadziałała w moim przypadku, musiałem wejść przez autentykację Facebooka, czego normalnie nigdy nie robię, bo SPOF. Próbowałem się zarejestrować mailem, ale nigdy nie dostałem maila potwierdzającego.

    Apple w ostatnich latach faktycznie się trochę zagubiło, moim zdaniem to wina oddania zbyt wielu decyzji projektowych w ręce faceta, który z zasady funkcję podporządkowuje formie. Kto go prosił o cieńsze klawiatury, na przykład? Gdyby nie to, że jestem tak uwiązany do ekosystemu, to spokojnie pod względem samego sprzętu w pewnych działkach, takich jak laptopy czy telefony, znalazłbym ciekawsze opcje.

    Staram się nie wyobrażać sobie za bardzo przyszłości, bo za łatwo mi przychodzi wygenerowanie dołujących, czarnych scenariuszy. Gdyby ktoś mi w 2006 powiedział, że będę tu gdzie teraz, osobiście, to byłbym… zaskoczony, ale nie jakoś bardzo. Natomiast stanem świata podobnie jak Ty jestem zaskoczony bardzo, negatywnie. Może faktycznie nadchodzi Nowe Średniowiecze, jak roili to sobie kiedyś polscy szajbicowi fantaści.

  11. Cieszę sie, że udało się przenieść. Czy mamy jakąś zrzutkę zrobić na tą zmianę? Co do wyglądu – to bardzo mi się podoba lekkie odświeżenie schematu 🙂

  12. Nowy poczatek, to moze odlurkuje sie pierwszy raz od ~10 lat. Witam gospodarza, anonimowy los, lat 25 (jak wyglada przekroj wiekowy komentujacych?).

    Te 13 lat to dla mnie ponad polowa zycia, wiec opowiadanie co sie u mnie zmienilo, to troche opowiesc o dorastaniu w czasach tuz przed, w trakcie i po kryzysie + clusterfuck, ktory dzieje sie teraz. Osobiscie znalazlem sie praktycznie tam, gdzie planowalem, moze w niektorych kwestiach wyszlo nawet lepiej. Za to swiat… Ciekawi mnie troche krotka pamiec starszego pokolenia, np ja dobrze pamietam w 2006r wicepremiera Giertycha i premiera Marcinkiewicza, co chyba dla wielu zostalo juz wymazane z historii?

    W 2006 roku mialem 12 lat i uwazalem, ze: podatek liniowy ma sens (placa procentowo tyle samo, a bogatsi nawet wiecej!); demokracja i kapitalizm zapanuja wkrotce na calym swiecie; Michnik co jakis czas wypuszczal 6stronnicowe eseje kumpli opozycjonistow z Rosji, ktorzy mieli zaraz obalic Putina; PKB bedzie roslo w nieskonczonosc, a zmiany klimatyczne to problem, ale w sumie zaraz sie ogarnie. Ja mam na swoje wytlumaczenie dziecieca naiwnosc, a reszta swiata?

  13. Maybe it’s just me. Ale to bezosobowe sformułowanie „Prośba o…”, które jest coraz częściej spotykana w komunikacji pisemnej, powoduje, że osobę, która tak pisze, chętnie zamknąłbym w ciemnym pokoju z pająkami.

  14. Dzień dobry 🙂
    Mnie zaskoczyło tempo #upadku prasy papierowej. Kiedy w 2007 wymyśliłem sobie hasełko „biurka mniej – wolności więcej” to myślałem, że z pisania i fotografowania da się fajnie wyżyć i wtedy się dało nawet ambitne projekty robić dla gazet za ich pieniądze. Dzisiaj to już se ne vrati. Tak wiem, obiecałem szanownemu Gospodarzowi na fb, że kiedyś zrobie nawet tabelkę pokazującą jak cierpi portfel freelancera, zrobię, zrobię, zro…
    Drugim zaskoczeniem było jednak przez tych kilkanaście lat obserwowanie postępującego tempa zidiocenia gatunku ludzkiego. Kiedy byłem na stypendium w USA w 2009/2010 i opowiadali mi o antyszczepionkowcach, to myślałem że to lokalna specyfika, i że „u nas to się nie przyjmie”. A tymczasem Ziemba, płaskostopoziemcy, trotyle typu dynamit i inne cuda triumfują. Nie sądziłem, że tylu ludzi nosi głowę tylko dla ozdoby

  15. „A jak u was? Czy szeroko rozumiany Ogólny Bieg Rzeczy z okresu 2006-2019 Was raczej rozczarował czy tu też 500% planu?”

    2006-19 zdefiniowało mnie. W 2006 wysiadłem na Centralnym i rozpocząłem Pracę w Mediach. Duży przeskok w porównaniu z pisaniem o dziurach w jezdni w lokalnych mediach. Trwała Złota Era i załapałem się na jej ostatki, kiedy stary redaktor wołał “młody, cho no, popracujemy nad twoimi wypocinami. Co mi tu, Cie choroba, piszesz, że >>rozchodziło się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki<<? Znasz jakieś przysłowie z ciepłymi bułeczkami? Nie? To , Cie choroba, nie pisz tak do jasnej ciasnej”. Tak było, mimo że dwa open spejsy dalej Dorota Kania nawalała w klawiaturę. Potem przyszły technologie i Wielka Technologiczna Obietnica zmiany, wolności i utopii, gdzie zawsze świeci słońce, a wszyscy noszą śnieżnobiałe tuniki. Że Facebook upodmiatawia pragnące demokracji społeczeństwa. Że internet w kieszeni, i wszystko możesz. Potem technosceptycyzm zapukał. Carr, Morozov. W międzyczasie pierdolnięcie 2008 i wielkie ołokryzysowe “mamy was w dupie” elit. Potem już te wszystkie trendy, które trwają do dziś.

    Osobiście wyszedłem nieźle na tym wszystkim, bo do życia ustawiam się tak jak moja żona do zdjęć, boczkiem by było szczuplej, więc mniej mną targa. Ale ogólnie, bardzo rozczarowująca dla mnie jest Polska, którą w tym czasie przestałem lubić. Mam wrażenie że w ciągu tych 10+ lat zwiększyło się osobiste chamstwo i ogólne “maniewdupie” drugiego człowieka. Kolejki, które są standardem w dyskontach, kożuchy ludzkie w miejscach, w których w innych krajach formują się kolejki. Ludzie wysiadający na wyścigi z samolotu, nawet za cenę złamania miednicy sąsiadowi. Głośne napierniczanie przez telefon w komunikacji miejskiej. Dzicz i husaria na A2 pomiędzy Warszawą a Strykowem.

  16. Kwestie techniczne: kiedy mam stronkę otwartą na panoramicznym ekranie, akapity są krótkie, za to rozwlekłe. Nie mam z tym problemu, po prostu sobie zwężam taba na pół ekranu i byłoby gites, gdyby nie to, że wtedy coś mi prawa belka najeżdża na tekst, jakby tam było literalnie 0 px marginesu. Oglądam przez Chrome’a.

    Osobiście jestem na kursie i na ścieżce. Mam przedziwny powód do optymizmu, jakim jest oglądanie polityki w USA i Wielkiej Brytanii (Oddaaaaaa, odaaaaa!). Lecą przez to w klopa wszystkie argumenty „w normalnym, cywilizowanym, zachodnim kraju”. Nie jestem pewien, gdzie jeszcze na mapie nie czyha na nas rozczarowanie i reality check, co daje jakąś taką cienką jak folia nadzieję: „Cokolwiek spieprzy nasz kwiat rycerstwa, inni tego nie wykorzystają, bo takich samych jebaków mają u siebie za sterami.” Plus/minus. Wielkie zwycięstwa i wielkie klęski chyba będą grzecznie siedzieć po obu stronach dzwonu Gaussa, co jest jakąś tam pociechą. Takie, powiedzmy, minimum socjalne.

    Ani kompy, ani telefony komórkowe już raczej nie poszaleją, przynajmniej ja się przesiadam na nowe telefony z mehnięciem i głównie mnie już pamięć karty wewnętrznej interesuje, bardziej niż ilość rdzeni, bo niczego ciężkiego już nie ma, co by nie działało na tym, co jest. Przez jakiś czas wydawało mi się, że skokiem mogą być te fancy giętkie ekrany, które będzie można poskładać jak chusteczkę i do kieszonki schować, ale tam chyba póki co w prototypach szału nie ma. Za to strasznie sobie chwalę pada reMarkable, bo można do niego importować ebooki i notatki na marginesach robić pisaczkiem. Dostałem od żony na 40-te urodziny i do dzisiaj nad tym mlaskam.

    Mam minorowe nastroje co do muzyki. Jesteśmy chyba na finiszu karier, które wybuchły i rozrosły się w epoce analogowej, w czasach, gdzie zyski były ze sprzedaży płyt i kaset. Poumierało już niewąsko muzyków, Mick Jagger miał na dniach operację serca, Rob Halford po scenie już popyla z laseczką i się o perkusję musi opierać. Rammstein się pewnie tyle co pożegna ostatnim albumem, Phil Collins wraca chyba na moment, żeby sobie jeszcze domonetyzować, Fish się mozoli ze swoim „Wellschmertzem”, w międzyczasie ląduje w szpitalu. Los ultimos podrigos paru generacji muzyków, a w pustkę po nich wejdą chyba straszliwe generyki.

    Co do literatury to nie mam złego nastroju. Tego, co już napisano, starczy mi na lektury na resztę życia. Gdyby od jutra zaczęły działać tylko biblioteki, a domy wydawnicze poszły w hodowlę ogórków – pewnie bym ucierpiał mniej niż mi się wydawało lat temu dziesięć.

    Nie wierzę w AI i zaawansowaną automatyzację w ciągu najbliższych 20 lat. Od dekady pracuję dla korpo IT, widzę to wszystko od środka. Nie ma bola. Gdyby to się udało, miałbym reakcję jak Azeem na widok Robin Hooda Costnera, patrzącego przez lunetę na jeźdźców i próbujących ich dźgnąć mieczem: „Jak tacy barbarzyńcy mogli zdobyć Jeruzalem?”

    Napawa mnie za to postęp w naukach empirycznych. Za mojego życia odkryto fale grawitacyjne, Bozon Higgsa, był udany projekt Rosetta, teleskop Webba wygląda na to, że w końcu się weźmie z zrilisuje. Jest promyczek nadziei na zdiagnozowanie przyczyn Alzheimera. Tam gdzie nie trzeba w zyski dla akcjonariuszy, tam chyba jako tako idzie (też z opóźnieniami i przekroczeniami, ale jednak).

    Aaa, „Witcher 3” był super. Muzyka rewelacyjna. Trzymam kciuki za Stefana, żeby zdał z tym Netflixem.

  17. Największa zmiana z ostatnich lat to skracająca się uwaga (attention span) ludzi i mediów. Cykl wiadomości napędzany przez portale i fejsa jest tak krótki, że ludzie nie pamiętają już co się działo 3 dni wcześniej, nie można przeprowadzić sensownej dyskusji o niczym co trwa dłużej niż kilka dni (prawie wszystko trwa dłużej niż kilka dni).
    Politycy przestali tworzyć wizje i proponoawć systemowe rozwiązania. Mam wrażenie, że zespoili się ze swoimi doradcami PR i jest tylko 500+, krowa+, Emeryt+ lub anty-PiS, Nie ma rozmowy o systemowej reformie czegokolwiek.
    Ale jestem optymistą. Będzie lepiej. Tylko nie wiem kiedy, jak i czy na pewno.
    A no i mnie jest dużo lepiej niż13 lat temu (ale jestem jeszcze przed czterdziestką)

  18. Jestem! Na starym bloksie jako mig_watch, tu jako ja, bo się mnie nie chciało kombinować.

  19. U mnie mogę lata 2006-2019 podsumować tak:
    – poglądy skręciły mocno w lewo z radosnego liberalizmu gospodarczego. Głównie dzięki WO, kilku poleconym tutaj lekturom, ale największy udział w tym miały polskie i zagraniczne korporacje doprowadzając do kryzysu 2008, oraz wypychając moje pokolenie na umowy śmieciowe. (zmiana poglądów na plus; wielkie rozczarowanie systemem społecznym na minus)
    – co do Internetu mam takie przemyślenie, że jego pojawienie się było czymś w rodzaju skoku w historii, albo zmiany paradygmatu. Wywołało to ripple effect, wpłynęło na wiele dziedzin życia (choćby taksówkarze vs Uber), ale z czasem efekt wpływu i przyspieszenia zniknie. W ogóle widzę analogię do XIX wieku i rozprzestrzenienia się kolei w USA. Sears czy inne firmy z katalogami wysyłkowymi mogły operować dzięki kolei żelaznej, monopolizując sprzedaż po skrajnie niskich cenach. Zupełnie jak Amazon. Podejrzewam, że czytając historię Searsa można dość dobrze przewidzieć kolejne lata rozwoju takich gigantów. (wypłaszczenie tempa rozwoju digitalu – na minus, ale czego innego się było spodziewać?)
    – rezygnacja z auta na rzecz komunikacji publicznej (na plus; na minus zapisuję to, że straciłem wiele lat na ekscytację budową autostrad, ludzie i tak nie potrafią jeździć zgodnie z przepisami)

  20. A, było pytanie. Noęc katastrofy nie ma, ale do -set procent normy też daleko. Dobrze, że też mam niewielkie wymagania i oczekiwania.

  21. Co do muzyki mam podobne odczucia – ostatnią płytą, jaka mnie zachwyciła w całości, było polecane przez Szanownego Gospodarza „The Defamation of Strickland Banks” w roku 2010. To, co się teraz muzycznie robi, to jest jakaś muzyka do wind i supermarketów.

  22. „tym, że zamiast ważącego 4kg laptopa można tego blogaska pisać na smartfonie”

    Bardzo teoretycznie, bo wszak i tak jest od dawna pewien ergonomiczny limit rozmiaru klawiatury, poniżej którego schodzenie robi się już niewygodne (i były zresztą jeszcze przed smartfonami urządzenia typu Psion czy Palm).

  23. „czas pracy na baterii zwiększył się trzykrotnie” – chyba na pececie, na maku to osiągnęło pewien peak w prapoczątkach blogaska. Zresztą i tak nie potrzebuję więcej niż „można na cały dzień pójść bez zasilacza”.

  24. Też się delurkuję via FB, bo nie jestem w stanie stworzyć konta. Przychodzi link z resetem hasła, ale po kliknięciu kończy się komunikatem:
    Odnośnik do resetowania hasła wydaje się być niesprawny. Proszę zawnioskować o nowy odnośnik poniżej.

    Próbowałem różnych urządzeń i przeglądarek i ciągle to samo. Może to wina poczty na wp?

    Co do meritum to jest lepiej niż się spodziewałem w 2006 jako student humanistycznego kierunku, ale mam ponure wrażenie że ten kraj dąży bardziej w kierunku jakichś południowoamerykańskich niż skandynawskich proporcji rozwarstwienia społecznego co raczej nie wróży dobrze na przyszłość.

  25. O, dzięki za tę w sumie oczywistą wskazówkę. Faktycznie siedział w spamie. Dawno mi się to już nie zdarzyło.

  26. Aaa i mamy wątkowanie komentarzy na blogu! W jedną chwilę przeskoczyliśmy z 1993 do 199…6? Przyszłość jest teraz!!1

  27. I nawet literki zostały zielone na czarnym.
    Tylko chyba zmiękłeś, bo jakieś takie mniej żrące w oczy.

  28. Dzień dobry!

    Na starym blogu skomentowałem raptem kilka razy, ale bardzo się cieszę że nie umarł razem z bloksem.

    „A jak u was? Czy szeroko rozumiany Ogólny Bieg Rzeczy z okresu 2006-2019 Was raczej rozczarował czy tu też 500% planu?”

    U mnie 500%. W 2011 podjąłem decyzję zmiany technologii i nauczyłem się robić apki na ajfony, a potem pchany boomem, white privilege, szczęściem i trochę własną pracą dojechałem na poziomy co do których myślałem że nigdy nie dojadę; bycie szefem, SUVy, mieszkania, te sprawy.

    Najbardziej in minus – z racji zawodu i branży mam niezły wgląd w to co się wyrabia w technologiach marketingowych / dozorowych i jestem przerażony – w filmach jeszcze niedawno funkcjonował wyśmiewany mem typa co się wypisał z systemu i żyje w przyczepie w lesie z hełmem z folii aluminiowej na głowie, przedstawiony jako wariat. Ci ludzie mieli rację, a teraz jest za późno.

  29. Zaskakująco poprzedni komentarz poszedł pod nickiem a nie nazwiskiem z FB, więc WordPress musiał powiązać konta przez adres mailowy, uf!

    Jak tak, to dodam jeszcze że też pamiętam wyraźnie ten techoptymizm przełomu 90/00, pierwsze społecznościówki (Arctic Monkeys wypromowało się samo! Wszyscy na MySpace!) itp, ale jak to pierwsze zaczadzenie mijało to logiczna konstatacja mogła być tylko jedna: ludzie nie są w swojej masie zbyt bystrzy, więc kiedy technologia się dostatecznie upowszechni, to będzie kolejnym narzędziem dla głupków do szerzenia głupoty. Puf! Mija naście lat i mamy antyszczepów, płaskoziemców, patostreamerów, vlogerów, influencerów i na deser brunatne bojówki szerzące swój syf bez żadnej kontroli bo #wolnośćwinternecie. Ohydek Szalej zawsze triumfuje, więc o ile się nie pozabijamy to pewnie skończy się jakimś instytucjonalnym kagańcem na internety, Chińczycy na pewno mają temat przebadany. 😉

  30. Postęp technologiczny objawia się między innymi w coraz lepszych bateriach. No. mój niezły (reklamowany jako gamingowy) laptop potrafi wytrzymać bez ładowania ponad 3 godziny, smartfon o wydajności highendowego komputera sprzed kilku lat, wytrzymuje nawet do 2-3 dni. Pamiętam że pierwsze Samsungi Galaxy rozładowywaly się po kilku godzinach. Ogromny postęp i duże perspektywy.

    Generalnie jednak skończyły się już nieco możliwości dalszego postępu. Kiedyś była duża różnica między między komputerem za 2 a za 15 tysięcy. A dziś? Jeśli ktoś nie ma wygórowanych oczekiwań czy naprawdę potrzebuje laptopa droższego niż 3-4 tysiące? Czy jest różnica między telefonem za tysiąc a 4 tysiące złotych? Czy naprawdę musimy oglądać film w wyższej rozdzielczości niż full HD?

  31. Przy czym z muzyką jest trochę gorzej niż z literaturą. Podejrzewam, że łatwiej się osłuchać z tym, co już jest klasyką, przez jakąś dekadę i potem odczuwać braki w zaopatrzeniu.

  32. Bardzo się cieszę, że ten blog przetrwał. Wygląda na to, że nie przetrwały komentarze pod archiwalnymi notkami, to wielka szkoda.

    Gdybym przesunął początek tego przedziału trochę bliżej roku 2000, to z pewnością przeszedłem w tym czasie drogę od takiego, powiedzmy, w miarę przyzwoitego liberała, do pełnokrwistego lewaka o mniej więcej 90% zbieżności poglądów z programem Partii Razem. Piszę o tym, bo ogromną rolę w tym procesie odegrał ten blog i jego autor oraz śledzenie blogów i aktywności BLIPowej tak zwanego TTDKN, dawno, dawno temu.

    Gdybym w okolicy 2006 roku napisał książkę SF byłaby optymistyczna, byłoby w niej dużo prostoty, technologii i wiary w przyszłość ludzkości. Jak sądzę mogłaby to być opowieść o podboju. Gdybym zaczął pisać taką książkę dziś, byłby to straszliwie ponury zapis upadku homo sapiens na kolana. Nie wiem tylko, który z możliwych powodów tego upadku wybrałbym na oś fabuły.

  33. @ – z racji zawodu i branży mam niezły wgląd w to co się wyrabia w technologiach marketingowych / dozorowych i jestem przerażony

    Rozwinąłbyś to proszę? Zainteresowało mnie to, może innych także!

  34. Zaiste, szkoda że bez komci.

    A co do świata, to jeszcze dekadę temu miałem jakieś nadzieje na to, że technologia pozwoli nam uniknąć najgorszych efektów globalnej katastrofy klimatycznej.

    Dzisiaj w życiu osobistym wszystko układa mi się super, ale cywilizacja technologiczna idzie na kurs kolizyjny z bramami piekła i jeszcze dodaje gazu. Więc tego, niefajnie.

  35. Mnie zaskoczył mój osobisty dobrobyt, którego się w ogóle nie spodziewałem. Fakt, że on się wydarzył przy okazji emigracji, ale zaskoczenie, że będę robił wczasy kilka razy do roku jest. Zaskakuje mnie pozytywnie rozwój infrastruktury publicznej: drogi, szkoły, baseny, szpitale wyglądają często lepiej niż w DE.

    Rozczarowała mnie Polska. W 2003 na eurowizję wysłaliśmy zespół Ich Troje z optymistyczną wizją Keine Grenzen integrującego się świata. W ogóle pamiętam, że Polska chciała się wtedy podobać światu, pokazać swoją najlepszą twarz. Dziś w 2019 u szczytu potęgi Kaczyńskiego, fejk niusach o uchodźcach, szczujni na LGBT, lasy, przyrodę i co tam jeszcze, odnoszę wrażenie, że coś poszło zupełnie nie tak.

    Największe rozczarowanie to oczywiście globalne ocieplenie. Przegraliśmy ziemię i jej koniec będę chyba oglądał jeszcze za mojego życia.

  36. Zgłaszam małego babola, link do ustawienia hasła (dla nowego konta lub odzyskiwania) w niektórych klientach pocztowych przez doklejenie „>” na końcu jest nierozpoznawany przez silnik (w niektórych klientach pocztowych) i bez usunięcia tego większe-od z urla nie da się ustawić/zmienić hasła.

  37. Dzień dobry,
    O sobie myślę, że jakieś 120% normy, tylko że okazało się, że liga w której gram (świat dookoła) jest niższa niż by sie ktoś spodziewał. Chyba wolałbym dobrze stać, niż tak sobie siedzieć, czy używając metafory Renaty Przemyk, musieć martwić się o miejsce, a nie łudzić się, że pociąg jedzie w dobrą stronę.
    Ukłony i gratuluję domeny.

  38. Mój świat się zbyt szybko zmienia, bym nawet był teraz tak na żywo powiedzieć co było w 2006. Widzę różnicę między czasami, gdy wgrywało się gry z magnetofonu na ZX Spectrum a teraźniejszością, gdy muszę czekać po 2-3 godziny zanim załaduje mi się z netu gra co będę w nią grać razem ze wszystkimi updejtami, werjami, modami i zo tam jeszcze w pakydżu za 49.99 juro było. Po czym grafika naprawdę lepsza niż za czasów ZX Spectrum (1986 pierwszy kontakt?), ale wszystko takie liniowe się zrobiło, jak myślenie pana od IT. I to martwi, smuci nawet. Czy jest lepiej? Na pewno jest inaczej, radocha z gier jest ciągle taka sama, czy to się gra w Doom czy jak się grało w Bruce Lee na ZetIksie. Technologia się dalej rozwija, przynajmniej na moim podwórku, samochody elektryczne are tejking ower. Co z tego wyniknie, nie wie jeszcze nikt, ale wszyscy żyją myślą że im dostarczę Active Noise Cancellation, Sound Bubbles, In Car Communication i takie inne święte grale. Hehehe, jeszcze się bardzo zdziwią!

  39. Generalnie świat stale schodzi na psy: młodzież już nie zna na pamięć eposów tylko sobie pergaminy jakoweś czytają, rzemiosło cechowe podupadło i nikt już tak nie umie tak powozić dyliżansem jak onegdaj.

  40. U mnie to było tak, że był 2005 i byłem zmęczony Polską. Żona chciała studiować w Berlinie a ja zawsze byłem germanofilem, więc powiedziałem — ok, jedziemy. No i w pierwszej robocie tu, w ramach prokrasty odkryłem Twojego bloga szukając bodajże po zapomnianych wioskach w Kotlinie Kłodzkiej 😉

    No i bum. Co jeszcze, nie wiem…

  41. Czy jest możliwość edycji własnych komentarzy? Tak jestem podekscytowany wynurzeniem sie z otchłani lurkowania, że narobiłem błędów jak dysleksyk jaki.

  42. Zaczynając od końca – bardzo się podoba. Ze spraw technicznych – rejestracja przez maila bezproblemowa, od strony komcionauty wygląda to lepiej niż na bloxie.

    A co do % normy…powiedziałbym że 150% ale z tego ponad połowa wyrobiła się poza planowaną ścieżką kariery. A ta planowana…najbliższe dwa lata pokażą jakie będą owoce reformy Gowina, ale nastroje są bardziej pesymistycznie niż kiedyś. Ale przestaje mnie to ruszać, podobnie jak jeden z przedpiśców – globalne ocieplenie nas zabije za kilka dekad, więc czym są nasze swary głupie.

    A ze spraw drobniejszych – właśnie przez złącza przeszła mi ochota na MacBooka. Gdyby nowy Air miał choć jedno normalne USB i HDMI bym się poważnie zastanowił ale w obecnej formie, odpada.

  43. Zastanawiałem się, jak się zarejestrować. Przez napad nostalgii zdecydowałem się na pozostanie przy nicku z bloksa. To chyba ostatnie miejsce, w którym jeszcze go używam… Nowe miejsce ogólnie w porząsiu, choć bardzo żałuję, że jest Prawdziwa Poważna Polityka Prywatności, a nie jej wariant ufologiczno-spiskowy.

    No, a co do pytania, to powiedziałbym, że znakomicie, bo:
    a) żyję (w 2007 miałem dużo czasu na odświeżanie komci, bo trochę umierałem),
    b) mam przychody MMC+,
    c) kopnąłem depresję w zad i nawet doktorat zaraz obronię.

    Ale jednocześnie nigdy wcześniej nie odczuwałem takiego niepokoju związanego z nadciągającą, coraz bardziej nieuchronnie, rzeczywistością post-apoklimatyczną.

  44. Witam w nowej rzeczywistości.
    Na razie lekka dezorientacja, ale jest ładniej.
    13 lat minęło: przebijam wszystkich. Pod wpływem WO kupiłem Dacię Logan (ktoś pamięta, jak WO zachwalał?) rocznik 2006 (sic). No cóż, może nie tak całkiem pod wpływem, powiedzmy, że sytuacja, ale jak kupowałem, to płakałem ze śmiechu.

  45. Sorry, że długo, ale jednak pytanie było o podsumowanie 13 lat bycia-w-świecie.

    Bez przesadnie intymnych zwierzeń, słowa „totalna katastrofa” oddają moją sytuację dość dobrze. Szydercy zapewne mogliby napisać „no widać”, i w sumie słusznie – nawet historia moich wizyt na tym blogu przez tę ponad dekadę da się opisać tak samo, jak cała postawa wobec internetu (zarówno mediów 1.0, jak i oglądania „znajomych” na Fejsie), czyli: stopniowa droga od zachwytu możliwościami, poczucia wiary w budowanie jakiejś nowej społeczności wysokich kompetencji i wspólnych zainteresowań dzięki dostępności takiej masy twórczości, itd., ogólnie wielkiego optymizmu, aż do dziś – czyli kompletnie zgorzkniałej rezygnacji, gdzie wszystko poza leżeniem w łóżku i grami wideo jest tylko kolejnym przypomnieniem przywilejów i możliwości, które mają inni. To okno na świat w ogóle, jak się okazuje, nie było mi przydatne.

    W 2006 r. zabierałem się do zdania matury z czołowymi wynikami, po czym przejścia na etap studiów gdzie, byłem pewien, z powodu poziomu, ogólnych priorytetów tychże instytucji (wow, nagradzają cię za bycie mądrym, ale to będzie fajne!) i otaczających mnie ludzi bez wątpienia przejdę w końcu do klasy średniej. Na uniwersytecie jednak różnica społeczna była ogromna i z perspektywy czasu to wręcz zabawne, że przez tak wiele lat jeszcze wydawała mi się w sumie nieznacząca i jak najbardziej do przeskoczenia. Po studiach naprawdę niepostrzeżenie dla siebie powróciłem do dokładnie takiego życia, jak byłoby bez nich. Lepiej było zrobić jakiś kurs na koparkę, albo i bez niego pojechać na Zachód na zmywak i tyle. Wtedy nawet na rzeczy typu pisanie/nagrywanie/czytanie bym miał ostatecznie więcej czasu. Jeśli jakimś cudem jest jakiś 16-letni czytelnik tego bloga, to może mu się ta perspektywa przyda.

    Jeśli chodzi o to, co moim zdaniem poszło nie tak z mediami i ze światem w ogóle, to oczywiście nie wystarczyłaby książka, by to streścić. Odnośnie komentarzy wyżej, powiem tak: średni mi pasuje wyrażenie „upadek prasy papierowej”, bo zdaje się sugerować, że jest jakaś prasa niepapierowa, która z kolei nie upadła. Pisanie i czytanie, bez względu na materiał podłoża, stało się niszową rozrywką, która jest nadal uprawianym przez pewne grupy hobby – jak np. ręczne tworzenie biżuterii – i czasem nawet ktoś takiemu twórcy rzuci do puszki piątaka, ale ogólnie fakt napisania czegokolwiek wywołuje minimalne kręgi w oceanie życia społecznego. W 2006 r. mogło być np. skandalem to, że Gross szkalował Polaków – oczywiście większość dyskutantów nie czytała tej książki, ale jednak o niej słyszała. Dziś wydaje się to zabawne, wyobrazić, by debata publiczna rozgorzała w skutek tego, że socjolog coś napisał. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że życie np. Jonathana Franzena nie ma już sensu, ale myślę, że on sam by się zgodził, iż jest go mniej więcej tyle samo, co gdyby był kultowym wytwórcą biżuterii z drewna. Internetowym celebrytą młodego pokolenia był w 2006 roku Kominek – który, co by nie mówić, po prostu pisał. Nie kręcił, nie grał w League of Legends, pisał – i ludziom podobał się jego język i jego argumenty i tylko za to wchodzili na jego bloga. Cóż za abstrakcyjny dawny czas. W pierwszej dekadzie XXI wieku mogłem też osobiście powiedzieć, iż różni ludzie rozpoznają moje teksty i że mają z nich przyjemność – obie te rzeczy wydają mi się dziś niewiarygodne, jak wymyślone wspomnienie ze snu, przecież to się nie zdarza. Nie wiem, kiedy dokładnie ostatni raz w życiu byłem jeszcze tak naiwny, że zachęcałem jakiegoś znajomego do przeczytania mojego tekstu. Kiedyś był ten ostatni raz, gdy zachęcałem do kupna jakiegoś pisma; a potem ostatni raz, gdy zachęcałem choćby do kliknięcia w internecie na darmowej stronie i przeczytania na komórce w metrze. Jest to już traktowane przez większość ludzi jak czołganie się po opiłkach szklanych. Nie mogą podjąć aż takiego wysiłku, jak czytanie. I ja to rozumiem, bo i ja czytam coraz mniej.

    Co do prasy papierowej… Właściwie na papierze upadek mediów był relatywnie mniej drastyczny, niż w internecie. W obu nastąpiły wiadome zmiany, ale to w internecie dosłownie wszystko wygląda zupełnie inaczej. Gdyby ktoś mi powiedział w 2006 roku, że choć zostaną i nadal będą nawet powstawać blogi o wszystkim, pełne nieskończonej wręcz treści o rzeczach, na których autor się nieco zna – także blogi mądre, także naukowe, także literackie… itd., że ogólnie dobrego czytania będzie gdzieś tam mnóstwo, ale 99% aktywności medialnej ludzkości będzie poświęcone na strony niemal już czysto obrazkowe i właściwie zazwyczaj beztreściowe… gdyby ktoś mi w 2006 roku pokazał, jak w 2019 r. wygląda interfejs Facebooka… no nie uwierzyłbym, nie dałbym wiary, kompletna antyutopia. (Zaznaczmy, że Facebook, Instagram, Snapchat itp. nie są przecież nawet dobre w prezentowaniu obrazków – tylko pewien ich typ jest faktycznie łatwy i atrakcyjny do odbioru, a cała reszta jest prezentowana beznadziejnie, nie da się powiększyć, zgodnie z kształtem ustawić na ekranie itd… Dominujące obecnie media nie są obiektywnie dobre w kompletnie niczym, i to jest dla mnie bardziej niesamowite niż sam fakt, że nie są tekstowe). Na pewno w 2006 roku brałem pod uwagę myśl, że w epoce internetu np. „Gazeta Wrocławska” obniży wielokrotnie nakład, może zniknie z druku. Ale nie dałbym wtedy wiary w tak koszmarną wizję powolnego dogorywania, że jej fanpejdż na Facebooku będzie mi się pojawiał na „ścianie” tylko z materiałami, które, cóż, są jedynymi „opłacającymi się” w 2019 roku, i takie same jak wszędzie: coś tam o uchodźcach… LGBT… kościele… seksie… aborcji… zobacz memy… To nawet nie jest tak, że przestali zupełnie pisać o Wrocławiu, ale newsy lokalne dostaną przecież 5 reakcji, a te o gwałceniu przez uchodźców 5000.

    Co miesiąc wydaję, na przykład, bolesne 14 euro na nowy numer magazynu „Edge” – niedługo padnie, ale obecnie zachowuje jakiś sens istnienia jako typowy magazyn, czyli dzieło, które ma wartość i jako tekst, i jako forma jego zaprezentowania. To drugie jest być może ważniejsze. To nie tak, że klienci nie doceniają ich tekstów. Ale by za nie nie zapłacili, gdyby mieli je czytać online. W dziale „listy” pismo zachęca zawsze, by wejść na ich Fejsa i uczestniczyć w dyskusjach z innych uytkownikami. Oczywiście, na ich Fejsie żadnych dyskusji nie ma. „Reakcji” do ich postów (ich, czyli najlepszego i jednego z najpopularniejszych pism o grach video, bardzo popularnej rozrywce!) jest od zera do pięciu. Dosłownie więcej osób wysyła już do nich klasyczne, XX-wieczne, stronicowe e-maile ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem, niż pisze cokolwiek na Fejsie. Wiedzą przecież, że e-mail, druk, to jest miejsce na zaprezentowanie głębszej opinii na kilka akapitów. Internet – nie.

    Dyskusja o „ACTA2” i histeria na jej punkcie rzuciła światło na zjawisko, które moim zdaniem jest jednym z motywów przewodnich naszej epoki. Mianowicie, zazwyczaj nie wierzy się w wartość ducha. Wartość to może mieć fizyczny przedmiot. Jak ukradniesz komuś telewizor, to większość ludzi to potępi. Ale jeśli ukradniesz mu twórczość intelektualną, większość będzie protestować (symbolicznie, na Fejsie, ale zawsze) przeciwko karaniu cię. Nie ma uczucia, że to w ogóle istnieje. Ja też trochę tak mam, i długo by mówić, czemu. Ale widzę, że tak to działa, i że niektórzy ludzie dużo na tym tracą. Zapłacanie 10 zł za kawę, 20 zł za piwo, to nie jest coś dziwnego dla dużej grupy osób. Ale zapłacanie 10 zł za pismo do czytania – to nagle większy wydatek. A już zapłacanie 10 zł za prawo do czytania czegoś na ekranie, bez w ogóle żadnego fizycznego obiektu – to już całkowicie wydaje się jak rzecz nie do zmieszczenia w budżecie. Czytanie ogólnie wydaje się zbyt statyczne w porównaniu do gier wideo, w których cały czas coś się robi rękami.

    Macbooki, mam wrażenie, też stoją u zbiegu ww. trendów. Laptopy w dzisiejszym świecie nie są w istocie rzeczą, która się najbardziej opłaca robić. Niektórzy nadal je kupują, by zaspokoić potrzeby typu Pudelek, Onet itp., mam wrażenie, że „z rozpędu”. Ale coraz więcej osób uważa, że wystarczy do tego komórka czy tablet. Spotykam coraz więcej osób, które siadają w domu i siedzą do nocy z komórką i tyle; nie używają komputera, choć by mogły. Do pasywnego odbioru obrazów czy do napisania kilku słów komentarza wygodniejszy jest sam ekran, niż cały osprzęt z klawiaturą. Netflix, YouTube itd. są już elementami systemów operacyjnych samych telewizorów, nawet gdy ktoś nie podłączy konsoli. W przypadku komórek, prawo Moore’a też zwolniło, ale twórcy postawili na inne rzeczy, by jakiś typ progresu był: zupełnie zmieniły się choćby ekrany. Co do laptopów, to myślę, że Apple zastanawia się nadal, czego ludzie mogą jeszcze od nich chcieć. Windows ma bogaty rynek gier. MacBook, wydaje się, szykuje się do wejścia bardziej w rolę jeszcze droższego sprzętu, dla ludzi, którzy albo tego specyficznie naprawdę potrzebują w pracy, albo nie przeszkadza im zapłacić za udawanie, że tak jest.

  46. W 2006 miałem 20 lat (wiem, bo specjalnie wcześniej odebrałem dowód osobisty, by w 2004 zagłosować na tak), i jak to bywa w tym wieku, przechodziłem przemiany psychofizjologicznointelektualne. Ten blogasek sprawił, że w końcu na dobre stałem się lewakiem, a od dwóch lat karmninowo-alizarynowym działaczem. W 2006 zarzekałem się, że głosowanie w wyborach samorządowych nie ma sensu, w 2018 sam w nich wystartowałem. Gospodarza kojarzyłem jako dziecię siecię z Usenetu, chyba nawet wygrałem kiedyś z Lesliem w organizowanym przez WO konkursie wiedzy o Lemie na jakimś konwencie, i ciekawe było obserwowane jego wynurzeń politycznych. Przeszedłem drogę od studenta, po freelancera do… no dobra, freelancera z lepszym kompem i większym doświadczeniem.

    A propo kompów. W 2006 kupiłem pierwszy *mój* komputer za zarobione pieniądze, desktop z monitorem CRT, który sam metrem przewoziłem z Tarchomina na Mokotów. Co dwa, trzy lata wymieniałem go na nowsze laptopy, z których pierwszy się rozpadł, drugi działa tylko szwankuje mu bateria i chłodzenie, trzeciego używam do dziś i dzięki dyskowi SSD mogę z niego korzystać przez parę lat. Teoretycznie mają lepsze osiągi, ale co z tego, skoro ich podstawową funkcją jest word+adobe reader…

  47. Ludzie jednak czytają (może owszem, nie Polacy) ale to czytanie przybiera różne formy. Naprawdę nie spłycałbym wszystkiego do Facebooka, ludzie czytają dziś inaczej – choćby Wikipedię. Dziś do pracy sprawdzałem, ile linii tramwajowych jest w polskich miastach, wystarczy kliknięcie, by przejść do tej informacji. A że przy okazji dowiedziałem się czegoś nowego o Wrocławiu, gdzie nigdy nie byłem?

  48. Witam. Bilans? Osobisty sukcesik, świat wcale nie jest taki zły, natomiast Polska jest jaka jest – znaczy mamy co chcemy, niestety.

  49. Miałem napisać, że bez powrotu Janka blog nie będzie kompletny, ale nie zdążyłem (i fajnie).

    U mnie lepiej niż myślałem, ale mogłoby być dużo lepiej, gdybym się nie obijał.

  50. Dodam, że już w 2006 roku zastanawiałem się, co przyjdzie pierwsze – przystanek metra pod domem, czy mojej uprawnienie do jazdy metrem za darmo.
    I po tylu latach, gdy prace nad II linia metra idą pełna parą, dalej nie wiem.

  51. Mam wrażenie, że obecny zielony jest trochę bardziej intensywny niż na starym blogasku – wolałem te bardziej przytłumione kolory.

    Część napisów jest na biało i mocno kontrastuje z zieloną częścią – może da się ostylować tak, żeby biały z zielonym się tak nie gryzły?

    Czytnik RSS automatycznie przepiął się do nowego blogaska – fajnie. Komentarze automatycznie się nie przepięły, ale da się je wyszukać, więc dobrze.

    Wątek poboczny, bo nie wiem, gdzie indziej mogę takie pytanie zadać. Powtarzam sobie „Echopraksję” Petera Wattsa, tym razem w wersji do słuchania, i w podziękowaniach wymieniona została Krystyna Ch. I naszła mnie ciekawość, czy to nie udzielająca się tu czasami krystyna_ch? Właściwie to ta wiedza jest mi potrzebna do niczego i nie zdziwię się jeśli pytanie zostanie zignorowane lub wyleci. Tak tylko się dziwię, czy świat (bogatej północy) jest aż tak mały?

  52. Witam gospodarza na nowym miejscu i dziękuję za okolicznościowe zdjęcie stareńkiego bana, obiecuję poprawę.

  53. Fajna czcionka, fajne wątkowane komcie, klasyczny wygląd.

    A w życiu… konto na gazecie okazało się mniej tymczasowe niż blox.

  54. to uwiązanie do ekosystemu na telefonie to są płatne appki? bo tak w sumie jak zrobiłem weryfikację przy skoku z iphona 3gs na androida to mało co wymagało ponownego zakupu i wydania paru złotych. a teraz w sumie jestem ios i android, niezależny.

  55. Ojej, nie wiem od czego zacząć i na jakim poziomie opisywać, bo Gospodarz też trochę temat poruszał… ale generalnie:

    Twój “marketingowy“ profil zawiera praktycznie wszystkie twoje interakcje z siecią – wszystkie strony, wszystkie wyszukiwania, wszystkie zakupy, z dowolnej przeglądarki, z dowolnego urządzenia. Jeżeli masz telefon z Androidem, google wie (więc i wszyscy jego klienci, czyli wszyscy) wiedzą gdzie jesteś i gdzie byłeś od kiedy tylko włączyłeś telefon. Używasz google maps na czym innym? To samo. Zawartość twoich maili? Konwersacji na Messengerze? Też. Podłączyłeś telewizor do sieci? Więc śledzi co oglądasz. Nie tylko filmy, też debaty polityczne, zwracając uwagę którym kandydatom poświęcasz więcej uwagi. Zrobiłeś sobie badanie genetyczne pt „poznaj swoich przodków?” – gratulacje, Twój profil powiększył się o uwarunkowania genetyczne. Twój rodzic wyszukał czegoś na temat chorób dziedzicznych? To też jest dodane. Każde urządzenie Cię śledzi. Za wyświetlaczami z reklamami są kamery które śledzą na co i jak długo patrzysz. Przy czym się uśmiechasz. Wszyscy zbierają tyle danych ile tylko mogą, nawet jeśli nie są im potrzebne. A zbierają je poprzez narzędzia dostarczane przez… np google i facebooka i tak dalej

    https://www.independent.co.uk/news/world/americas/google-location-data-privacy-android-sundar-pichai-a8490636.html

    https://www.nytimes.com/2018/07/05/business/media/tv-viewer-tracking.html

    https://globalnews.ca/news/4934004/air-canada-app-records-mobile-screen/

    https://www.telegraph.co.uk/technology/2018/09/20/google-admits-hundreds-companies-read-gmail-inbox/

    https://www.thesun.co.uk/tech/3537504/pizza-advert-caught-stealthily-tracking-passers-using-creepy-facial-recognition-technology/

    A do czego to prowadzi…

    https://www.wired.co.uk/article/china-social-credit-system-explained

  56. @WO
    Po pierwsze, dziękuję za możliwość amnestii, mogę dzięki niej wyjść z przymusowego lurkowania (mam nadzieję, że roztropniej będę korzystał z komentowania.
    Po drugie, jak u mnie – mam samopoczucie, jak to, które wyszło w którymś z badań socjologicznych Polaków i Polek – u mnie osobiście całkiem nieźle, ale uważam, że świat i Polska idzie w bardzo złym kierunku.
    Po trzecie – postęp, mam wrażenie, że poczucie upadku, braku postępu dotyczy mocniej krajów zachodnich (i Polski tak awansem), marazm i pesymizm kulturowy byłby tu jakoś skorelowany z poczuciem tracenia pierwszego miejsca w wyścigu.

  57. Say whaaat?

    Baterie są trochę wydajniejsze, trochę tańsze, ale urządzenia są coraz bardziej energożerne – więc różnic nie ma. Smartfony wreszcie nie rozładowują się w 8 godzin nie dlatego że baterie są lepsze, tylko dlatego że telefony są większe – więc i baterie urosły.

    Skokowej zmiany jakości baterii nie było od dawna – tylko małe ulepszenia.

  58. [i]„A jak u was? Czy szeroko rozumiany Ogólny Bieg Rzeczy z okresu 2006-2019 Was raczej rozczarował czy tu też 500% planu?”[/i]
    No więc to jest dziwne. Z jednej strony moja specjalizacja w branży zdycha, bo digitalizacja. Ale z drugiej odnalazłem całkiem nową branżę, gdzie dotychczasowe moje umiejętności żyją. Mało tego, to jeszcze tam są umowy o pracę i sporo wyższe zarobki. Do tego dochodzi wiek. W sensie nie jestem jedynym dinozaurem. Więc tam umarło, ale tu wciąż żyje i nie zanosi się na śmierć.
    No tylko ja pochodzę z generacji, która weszła w rynek w 90′, kiedy wszystkie drzwi były pootwierane. Więc udało mi się zdobyć doświadczenie nie robiąc niepłatnych staży.
    Z drugiej strony nextgeny mają 50/50. Z jednej strony od czasu 500+ pojawiły się umowy o pracę jako standard na rynku pracowników niewykwalifikowanych. Ale z drugiej strony dzieje się to, czego się spodziewaliśmy i o czym pisano. Te prace, które są naprawdę nieźle płatne, czyli MMC i wyżej, to wyłącznie dla specjalistów i to po uczelniach. Automatyzacja zaczyna dopadać niewykwalifikowanych. Więc trzeba cisnąć wnuki na studia. Ja mieszkam w stolicy, więc jestem pewnie kompletnie niereprezentatywny w stosunku do większości.

    @Apple
    Prawie całe moje życie zawodowe pracowałem na macach (tak od 1993?) i generalnie w domu mam i nie narzekam. Ostatnio pracowałem na windzie i to jednak było przeżycie. Niby wszystko działa, ale pracowało się tak jakby z 5-8 lat wcześniej. Głównie chodzi pewnie o UXowatość. Jeszcze od czasów iPhone pierwszego wrzucałem telefony, tablety, macbooki rodzicom i generalnie rodzinie, która nie była biegła w komputerach. Głównie osobom starszym. Mogli bez kłopotu sobie sami uruchomić sprzęt. Poustawiać w settingsach. Teraz te wszystkie ficzery cloudowe i internetowe powodują, że ponownie zostałem w rodzinie tym od komputerów. Trzeba pomagać przy podstawowych ustawieniach diwajsów. Jak w czasach jakiegoś XP czy Visty. Więc urządzenia Appla odjechały nie tyle cenowo, ile cywilizacyjnie. Ktoś, kto nie urodził się z komórką w ręku i nie poznał żony w internecie stał się wykluczonym. Chyba, że ma rodzinny support.

    Fajnie, że wróciłeś i podziękowania wszystkim, którzy wsparli swoim skillem i czasem powrót bloga.
    Nie wiem jak to z formatowaniem tekstu, więc testowo wpisałem po staremu.

  59. Dzięki! Zamiast kliknięcia w link zadziałało skopiowanie i wklejenie w przeglądarkę, jakby ktoś miał ten sam problem.

  60. Teraz to bardziej kwestia przenoszenia danych, konfiguracji wszystkiego pode mnie i resztę rodziny – a właśnie, co z Family Sharing? – różnych workflow, które mam już obcykane, ba, które mam już tak mocno wryte w mózg, że musiałbym się bardzo mocno napocić, żeby sobie skonfigurować wszystko na nowo. Na Maku mam rzeczy, które instalowałem lub konfigurowałem sobie ze 12 lat temu i działają do dzisiaj, zapomniałem już dawno, jak to zrobiłem, typu skróty klawiaturowe do pisania w trzech językach naraz itp.

    Jak sobie pomyślę, że miałbym to wszystko od nowa robić, to już wolę wydać te paręset euro rocznie podatku Apple. Tym bardziej, że to nie jest tak, że Apple jako całość ekosystemu działa gorzej – wręcz przeciwnie. Po prostu wszystko jest droższe, a sam sprzęt już nie budzi takiego ślinotoku jak te 10-15 lat temu.

  61. Mam 26 lat więc zmiany były kosmiczne. Od ubierającego się na bazarze dzieciaka z ultrakonserwatywnej wiochy dotarłem do poziomu tego sarkastycznego lewicowego liberała, który żyje w podobnym stylu jak klasa średnia na zachodzie. Oczywiście na starcie miałem łatwiej niż większość moich rówieśników co pokazuje jakie dziadostwo panowało jeszcze w ówczesnej Polsce. Generalnie podpisuje się pod tezą o rozczarowaniu wynikającym z nowych technologii, internet miał być czymś w stylu Cyberpunka. Czyli zakładasz sprzęt od wirtualnej rzeczywistości i jako Elvis w symulacji Weimaru idziesz wspólnie z kumplem z Mombasy na koncert U2. Skończyło się tym, że korzystamy z internetu by utrzymywać kontakt z ciotką i czytać głupoty pisane przez jakiegoś Zbyszka z Ostrołęki. Kultura została sprowadzona do kijowych memów, kolesi w rajtuzach, Kardashianów i mdłych beatów. Myślałem też, że w przyszłości Ukraina i Turcja już dawno będą w Unii, powstanie baza na księżycu i generalnie będzie full of joy and happiness. Ostatecznie jednak sprawy nie poszły aż tak źle, zwłaszcza w Polsce wyraźnie poprawił się poziom życia i następuje liberalizacja, w końcu mamy już parady równości w Koszalinie i medyczną trawkę 🙂

  62. No i nie zapominajmy o klasycznych monopolistycznych zagraniach typu zamknięte wewnętrzne sieci komunikacji (iMessage); embrace & extend standardów (specjalny Bluetooth do AirPodów); no i standardach całkiem zamkniętych takich jak AirPlay do rodzinnego AppleTV. To w sumie pierwsze z brzegu rzeczy, jakie mi przychodzą do głowy w odpowiedzi na pytanie „a co gdybym se kupił telefon z Androidem”.

  63. „Po studiach naprawdę niepostrzeżenie dla siebie powróciłem do dokładnie takiego życia, jak byłoby bez nich” – prosze wybaczyć wścibskość i ewentualnie po prostu odmówić odpowiedzi, ale jak to w ogóle jest możliwe? Przecież nawet najbardziej wujowe studia otwierają możliwości jakiejś pracy biurowej, a więc chociaż wejścia do niższej średniej?

  64. Strzelę sobie w stopę. A co. Jeszcze będziemy przeklinali wątkowanie. RRSy będą wariować. Sam kokpit nie linkuje wporst do wątku tylko od razu do komentarzy. I generalnie weź teraz śledź czy jakaś wypowiedź Ci nei umknęła, bo pojawiła się w wątku sprzed 3 dni i 10 godzin.
    Chyba, że jest jakiś myk.
    Zrobię kopię na koniec komentów, bo zaraz zgubię ten wątek. 🙂

  65. tymczasowekontonagazecie
    10 kwietnia 2019 o 19:45
    „… fajne wątkowane komcie…”
    Odpowiedziałem:
    „Strzelę sobie w stopę. A co. Jeszcze będziemy przeklinali wątkowanie. RRSy będą wariować. Sam kokpit nie linkuje wprost do wątku tylko od razu do komentarzy. I generalnie weź teraz śledź czy jakaś wypowiedź Ci nei umknęła, bo pojawiła się w wątku sprzed 3 dni i 10 godzin.
    Chyba, że jest jakiś myk.
    Zrobię kopię na koniec komentów, bo zaraz zgubię ten wątek. ”

    Pytanie do Gospodarza lub Admina.
    Czy te wątki da się jakoś sensownie śledzić bez przeszukiwania całej koment-przestrzeni? Czy może starać się niewątkować?

  66. Fakt, to samo pomyślałem. Ideałem byłaby możliwość wyłączalnego wątkowania.
    Ale jest na dole przynajmniej lista ostatnich komentarzy.

  67. Życia do oceniania brak – w sensie, mam tak wysoki numer nad początku peselu, że nikt tutaj nie uwierzy – ale przynajmniej można skorygować obywatelsko:
    1) ucienikierów -> uciekinierów
    2) na codzień -> na co dzień

    I z tej radości, że jest gdzie korygować – i nie tylko – spieszę wznieść zdrowie Gospodarza mozelskim Rieslingiem. Przynajmniej tyle dobrego w świecie.

  68. Dzięki za przekierowanie na bloxie, bo bym jako niefejsbukowy błąkał się po internecie w poszukiwaniach.

    Jako, zdaje się, równolatek gospodarza, muszę przyznać, że ostatnie 13 lat było pod wieloma względami do przodu. Prywatnie jest super, zawodowo zrobiłem woltę, rzuciłem robotę, wróciłem na studia przerwane 20-parę lat wcześniej, właśnie piszę magisterkę, myślę o doktoracie, pracuję 4 dni w tygodniu w nowym zawodzie za coraz większe pieniądze (istotnie większe niż przed woltą) i bez stresu. Generalnie życie smakuje coraz lepiej.

    Z rzeczy mniej super to do roboty mam daleko (1h komunikacją lub 45 minut samochodem w jedną stronę), a jakoś pracodawcy w branży są przyzwyczajeni do 5 dni roboczych i nie są w stanie zrozumieć, że ja lubię mieć 3 dni wolnego, więc dojeżdżam. Robota jest bardzo ok, ale marnuję czas na dojazdy co mnie martwi.

    Z rzeczy „do tyłu” to niestety zacząłem nienawidzić Polaków en masse, co mi przeszkadza w życiu i poważnie myślę o emigracji. W dodatku leśnicy zdewastowali mi Trójmiejski Park Krajobrazowy, więc w Polsce nawet chodzenie po lesie jest smutne.

    Komputerowo od 4 lat mam Sufrace Pro 4 jako komputer podręczny (niepodręcznego mam PCeta w podobnym wieku z dużym monitorem 4K) i nic więcej nie potrzebuję. Niestety musiałem się rozstać z telefonem z Windows 10 Mobile i przesiadłem się na Androida. Szajs, ale i tak lepszy od śmiesznego iOSa z UI sprzed 10 lat. Na szczęście Note 9 daje ostatecznie radę.

    Jak na razie 250%. 500 będzie po powiedzeniu Wolakom na do widzenia serdecznego „jebał was pies” (hehe, sam jestem ciekaw co mi z planów emigracyjnych wyjdzie).

  69. Ale przecież RSS na komcie zawsze był. Ja przynajmniej w swoim feederze miałem. Więc nie wiem o co kaman. Teraz tylko w feederze pojawiają się komcie chronologicznie, nie uwzględniając wątków. Więc jest sieczka.

  70. O ile dobrze pamiętam, był RSS na komcie osobny pod każdym wpisem, a teraz jest jeden na cały blog. Co mnie się bardzo. Ale może właśnie Tobie chodziło o taki, jak był na bloxie…

  71. Witam gospodarza. Dla mnie lata 90 – 00 uplynely pod haslem umow smieciowych. Tych nie placonych skladek ZUS se ne vrati. Upadek komputera, bajtka, top secret, secret service, chip… Moj pierwszy laptop kupiony w karen notebook na raty kosztował 10 000 zł – dzis za to mozna kupic pięć. Potem zaczał sie boom IT, pięciocyfrowe zarobki i czasy gdzie człowiek moze zmienic robote jak mu co dwa lata nie dadzą nowego lapka. Pomimo, ze jestem programistą przestalem patrzec na flaki w srodku bo swoja prace moge wykonac na dowolnym rzęchu a obliczenia zawsze robilo sie zdalnie.
    Upadek prasy papierowej, płyt i przewidzialem. Dalej przewiduje upadek taxi, telewizji, książki papierowej i prasy. Niczego z tych rzeczy nie żałuję. Lubie czasem potrzymać papier ale najczesciej kupuje książke papierową w celach kolekcjonerskich, klade na polke i czytam ebooka bo wygodniej. Przewiduję, że dziennikarstwo sledzcze zastąpią NGO-sy, ktore utrzymywac sie beda ze skladek i dotacji. Do tego przewiduje kolejne zwyciestwa pis, wyjscie polski z uni ale do tego czasu zamierzam juz tu nie mieszkać.

    To czego nie przewidziałem to zwyciestwo pis, upadek windowsa mobile, i tego ze sieci neuronowe ktorych uzywalismy w polowie lat 90-tych na porzadku dziennym dziennikarze zaczna nazywać AI a inwestorzy uwierza, ze to rzeczywiscie sztuczna inteligencja. Nie moge sie nadziwic, ze ktos zamiast analizowac empirycznie problem i wyciagac jakies wnioski zadowala sie sprawnoscia 70% i nie interesuje go na czym problem polega.

  72. 13 lat? Mixed bag. Moglo byc zdecydowanie gorzej. Tu i teraz jestem w calkiem dobrym stanie. Jednak nie moge sie pozbyc narastajacej obawy, ze gdzies pomiedzy tym fajnym teraz i pojsciem do piachu, swiat czeka kolejna rewolucja, ktora gruntownie przeryje porzadek globalny. I ze zamiast dokonczyc zabawe w zycie pielac przydomowy ogrodek, skoncze w namiocie pod overpasem z dobytkiem w wozku z supermarketu. Czyli stan posiadania(+), ale optymizm (-).

  73. Znając Tomka, to by nie miał wiele przeciw;) No może by wolał jasny pokój z pająkami.

  74. Dzień dobry wieczór.

    Bez zbędnych kurtuazji nie mogę nie zauważyć, że prowadzone jako piętnastolatek dyskusje z autorem, a i resztą osób na sf-f w zauważalnym stopniu wpłynęły na to, kim jestem dziś (a kontakty z usenetu zdeterminował to co robię zawodowo). Występowałem bardzo okazjonalnie na poprzednim blogu jako agnus^3, ale zmiana konta to okazja też do upgrade’u tożsamości.

    Tak widzę, że gros komcionautów to wygrywi tych ostatnich 13 lat. No ja też, i z grubsza osobiście, i zawodowo. Żyję jako wyższa klasa średnia, mam na wszystko, czego mi nie może załatwić państwo, to na tym etapie życia mogę realizować prywatnie. Tylko cholera wie, ile to jeszcze potrwa, bo mój zawód jest na linii frontu bycia automatyzowanym przez sztuczną inteligencję. Z zauważalnymi sukcesami.

    Z rzeczy, które mnie samego najbardziej zaskoczyły, to to że będę chciał być elected official, a jeszcze bardziej — że mi się to uda. Gorąco dementuję, że to ma związek z ryzykiem wyparcia przez automatyzację.

  75. Dzień dobry. Fajnie że jest nowe miejsce dla bloga. Nie jestem od początku, trafiłem tu przez blog o piłce skopanej. Na sytuację zawodową i osobistą nie mogę narzekać. Już raz zmieniłem pracodawcę, z krajowego folwarku przeszedłem do zagranicznej firmy, równocześnie pozostając w branży. Dzięki temu miejscu jestem bardziej świadomy jaki wpływ na taki obrót spraw miał m.in mój kapitał kulturowy.
    Co do sytuacji na świecie, przeraża mnie to do czego prowadzi niczym nieskrępowana chciwość, napędzana powszechną deregulacją wszystkiego.

  76. @wo
    „W 2006 byłem optymistą co do Ogólnego Kierunku W Jakim Idą Sprawy.”

    Hmmm to znaczy było nas więcej. Ja miałem (mam) plany 10-letnie. Jak kończy się 10-latka to myślę sobie, co będzie za 10 lat. Do tej pory się sprawdzało (żona, dziecko, domek z trawnikiem). No może nie do końca (patrz: kredyt).
    Dla mnie dość przełomowy był 2008 bo z racji kredytu postanowiłem się zainteresować dlaczego się stało to czego żadna z neo-con teorii ekonomicznych nie przewidziała. Im więcej się tym interesowałem tym bardziej zmieniał mi się światopogląd.

    „Rozczarowuje mnie też globalna sytuacja polityczna.”

    Mnie ona przeraża. Zaczyna to wyglądać na początek ustroju znanego z Hunger Games. Generalnie można wydzielić kilka modeli ustrojowych z czego tylko jeden daje jakąś reprezentację wybieralną:

    1. Model Zachodni
    Można zmienić władze w wyniku wyborów.

    2. Model Chiński
    Rządzi światła elita a reszta się nie wtrąca. Nie można jej zmienić w wyniku wyborów bo sama się wybiera.

    3. Model Islamski
    Semi-feudalizm religijny – wymiana faraona/króla/ajatollacha tylko w wyniku śmierci poprzednika.

    4. Rosyjski
    Są wybory ale i tak wiemy kto wygra.

  77. TraquilityBase here. Odlurkowuję się, żeby z okazji przeprowadzki pozdrowić Szanownego Gospodarza i Zacne Komcionautki/Zacnych Komcionautów. Blog czytam od niemal samego początku – było super na wejściu, gdy odkryłam, że mam kilka zaległych notek do nadrobienia. Przez tych kilkanaście lat tutaj tylko utwierdzałam się w moich już raczej ukształtowanych poglądach i cieszy mnie, że to miejsce nie zniknęło.
    Po tych kilkunastu latach najbardziej chyba mam wtf? jeśli chodzi o tempo dewastacji środowiska i ogólny brak ogarnięcia się świata w tej kwestii. A jeśli tej sprawy nie ogarniemy, to wszystko inne nie będzie miało znaczenia. Pamiętam świat bez wszechobecnego plastikowego badziewia i jest mi dogłębnie smutno, gdy teraz czytam doniesienia o wielorybach umierających z głodu, z żołądkami pełnymi plastikowych śmieci. Nie taki „Świat w roku 2000” rysowałam na plastyce w podstawówce.

  78. To ja z okazji premiery nowej odsłony aż się odlurkuję (dzień dobry), niestety w celu małostkowego marudzenia: czcionka jakaś taka za gruba i za jasna, komentarze też mało czytelne, chyba przez te wyboldowane nagłówki. Może te narzekania stąd, że w życiu spotkał mnie los odmienny od większości komentujących powyżej: miast wysokopłatnej posady w jednej z tych wszystkich zagranicznych firm IT – niepewny los prekariusza balansującego na granicy niższej klasy średniej.
    Tak czy siak pozdrawiam Gospodarza oraz Czytelników i dziękuję za kontynuację blogaska. Mimo prawoskrętnych skłonności czytam od lat i cieszę się, że będę mógł czytać dalej.

  79. Cieszę się że blog dalej istnieje. Nie czytam od początku, ale chyba dostatecznie długo (bodajże od 2010 roku).
    W 2006 roku byłem na 3 roku studiów – finanse/bankowość. Rynek był rozbujany, w Polsce trwała hossa, wielu z nas (w tym ja) wierzyło że zostaniemy big-shotami w bankach, że Niewidzialna Ręka nas wypchnie do góry. 2 lata później, na koniec studiów, trzeba było brać jakąkolwiek robotę na umowę-zlecenie.

    Mimo wszystko, dobrze się ułożyło. Trafiłem los na loterii i w swoim Momencie Bez Powrotu zacząłem pracę w IT. Dzięki kapkultowi ze studiów udało się odnaleźć w pierwszej i drugiej pracy, potem poszło z górki. Dziś mogę powiedzieć, że trochę naokoło i z przeszkodami, ale zawodowo udało się zrealizować plany w 150%.

    W 2006 roku, jak wspominałem, byłem nasączony neoliberololo, przez ten czas od tego czasu wykonała się zupełna wolta w lewo, w czym duży udział miał wo.blox.pl. Dziękuję i kłaniam się!

  80. Oh, you know nothing WO. Do jakiejś pracy biurowej to drzwi otwiera matura, studia humanistyczne są już raczej przeszkodą.

  81. Kolejny delurk (mam nadzieje ze brak polskich liter moze zostac usprawiedliwony pisaniem z pracowego komputera za granica?) Podobnie jak wielu powyzszych lurkers jestem wieloletnim obserwatorem. Pamietam jako jedna z pierwszych przeczytanych notke o niemym filmie Aelita. W 2006 roku 24 lata i pierwsza magisterka. Z sukcesow to zdecydowanie rodzina i mozliwosc pracy w nauce, niewielu ma szanse robic ‚eksperymenty’ w ramach codziennych obowiazkow (sprawdzic czy nie czlonek podkomisji…) . Z rozczarowan – jak bardzo niemerytoryczne sciezki decyduja nawet w teoretycznie merytorycznych karierach (w nauce takie miniaturowe 1% vs 99%).

  82. Kłaniam się Gospodarzowi i Szanownym Komcionautom,
    O Gospodarzu przypomniał mi On sam książką o Lemie, ķojarzyłem WO jako ‚pana od technologii’ z wyborczej, ale blog to odkrycie niedawne, a jakże radosne.
    Rok 2006 to drugi rok studiów, dziś prowadzę zajęcia dla tegoż roku. Generalnie życie się nieźle poukładało, choć z dzisiejszą wiedzą wybrałbym inaczej.
    Refleksja technologiczna na przykładzie pendrajwa – gdy kupiłem w tym 2006 swój pierwszy model- 128 MB za ok. 100 zł, był to dla mnie powiew nowoczesności i olbrzymie ułatwienie w funkcjonowaniu w kole naukowym. Pojemności sprzętu rosły, a ceny generalnie malały i mam teraz ileś takich promocyjno-pokonferencyjnych, rzędu 4-8 GB. A gdy studentom zaproponowałem, że jakieś tam materiały mogą sobie na owo ustrojstwo przerzucić (komputer do celów excelowo-dydaktycznych bez internetu) odpowiedział mi gromki śmiech. Pendrajw stał się 3,5-calową dyskietką XXI wieku. Za to aparat do atomowej spektroskopii emisyjnej, wyposażony w ekran z zielonym luminoforem wzbudził ostatnio ze studentek autentyczny zachwyt- magia retrofuturystycznego wyglądu. Ciekaw jestem ile lat trzeba, nim się temat świeży, jak figa ucukruje…, tj. kiedy obmierzły staroć staje się modnym vintage.
    Świat za to niepokoi- ja z 2006 nie uwierzyłby w Trumpa i ze zdziwieniem słuchał o Brexicie i Ukrainie. No i jeszcze zmiany klimatyczne, o których się mówi a niewiele robi, żeby cokolwiek zmienić.
    Archiwum bloga niezmiennie cieszy, pozwolę sobie odkrywać.

  83. Stare komentarze można zawsze podglądać przez Wayback Machine w razie potrzeby (przynajmniej póki WM istnieje).

  84. Tak, to ta sama Krystyna Ch. (która zresztą w zeszłym roku sama zadebiutowała książkowo).

  85. „Skończyło się tym, że korzystamy z internetu by utrzymywać kontakt z ciotką i czytać głupoty pisane przez jakiegoś Zbyszka z Ostrołęki”

    Hm, tylko ja częściej rozmawiam przez internet ze znajomymi z Argentyny i Paragwaju niż z ciotką?

  86. Melduje się kolejny wieloletni lurker i życzy co najmniej kolejnych 13 lat pod nową domeną!

    Odpowiadając na wezwanie gospodarza, dołączam do chóru wątpiących w lepsze jutro. Trzynaście lat temu miałem nadzieję że będzie w miarę OK, a rzeczywistość okazała się dla mnie i osób w mojej grupie wiekowej i zawodowo-społecznej (tj. dzisiejsi okołotrzydziestolatkowie z dużych miast, pracujący okołoinformatycznie) nader łaskawa; natomiast trudno wykrzesać w sobie jakąś pozytywną wizję przyszłości. Może znów będzie lepiej niż się zdawało? Na pocieszenie tylko tyle, że jeśli dalej chwała świata przemijać będzie w obecnym tempie, to przynajmniej nie żal go będzie żegnać.

    Samolubnie cieszę się że znów mam w ulubionych bloga na wpisy z którego będę czekał. Dziękuję, P. WO.

  87. >upadek windowsa mobile

    Żal trochę, jeden telefon z windows 8 miałem i byłem bardzo zadowolony. Nawet szukam jakiejś nakładki na androida, żeby mi trochę przypominał win10.

  88. Wiesz, bardziej piłem do tych wszystkich fejsów itp. które zamykają cię w bańce krewnych i znajomych z pracy. Oczywiście internet wciąż daje ci ogromne możliwości żebyś gadał z ludźmi z drugiego końca świata i poznał inne systemy wartości. Tylko jeśli monopolistyczne korpo idzie w parze z leniwą ludzka naturą to po prostu źle wróży. No i to wygląda dużo mniej cool niż w mojej nastoletniej wizji.

  89. Launcher 10. Tymczasem używam microsoftowego launchera, ale będę musiał tego spróbować, bo tęsknię na kafelkami.

  90. Chyba kompletnie widzimy rzeczywistość (którą opisujemy) inaczej.
    Z punktu widzenia dyskutanta w wątku jest użyteczne zgromadzenie wypowiedzi pod jednym… wątkiem. Rozumiem to.
    Lecz ten blog zawiera tyle treści i offtopów, że aby przeczytać wszystkie komentarze MUSISZ przeczytać od początku je wszystkie.
    Co z tym robi czytnik RSS? No więc, te których używałem pokazywały mi zawsze i teraz też, komentarze nieprzeczytane jako unread. Ułożone chronologicznie i liniowo. Czyli, jeśli chciałem być na bieżąco w dyskusji, to wystarczyło przeczytać wszystkie unread i voila. Każdy z komentujących cytował wypowiedź, do której się odnosił. Było jasne, kto komu odpowiada i na co. I czytnik rss się tu sprawdzał.
    Przeglądarka.
    Teraz nie będzie musiał, bo jest wątek. Ale przy tej liczbie komentarzy wątków, będziemy musieli przejrzeć raz jeszcze wszystko, aż upewnimy się, że przeczytaliśmy wszystkie nowe komentarze.
    Czytniuk RSS.
    Teraz komentarze unread są wciąż umiejscowione chronologicznie i liniowo. To wynika z idei prostoty użytkowania czytnika rss. Czytasz w czytniku komentarz, którego autor nie cytował wypowiedzi z przed 2 dni, bo jest w wątku. I nie wiesz o czym on pisze, bo nie zawiera cytatu z wypowiedzi, do której się odnosi.
    Czy napisałem w miarę jasno?
    Może są jakieś inne cudowne czytniki rss, które uwzględniają w jakiś sprytny sposób wątki?

  91. Ponieważ wątkowanie przy tylu komentarzach ma cechy fejsbukowego walla czy ktoś ma jakiś czytnik lub inne nieznane mi narzędzie, które pokazuje nowe komentarze w wątkach, które się utworzyły kilka dni wcześniej. Taki wątek znika jak dyskusja na fejsie. Nawigowanie i szukanie nowych wypowiedzi jest… czasochłonne. Znane mi czytniki RSS są chronologiczne i liniowe. Czyli pokazują po kolei komenty (super), ale komcionauci czują sie już zwolnieni z cytowania (niesuper) i przez to znane mi czytniki rss tracą rację bytu.

  92. AirPlay2 zostanie „otwarty”. Telewizory innych producentów oraz inne sprzęty mają go obsługiwać.

  93. W 2006 r. byłem rok przed maturą i byłem zatwardziałym korwinistą. W 2019 r. jestem szczęśliwym ojcem i mężem lewitującym w kierunku lewicowo-liberalnym. Zmiana poglądów wynikała w dużej mierze z czytania Szanownego Gospodarza. Zawodowo obrałem ścieżkę, o której nigdy wcześniej bym nie pomyślał.

    Ostatnio widziałem gdzieś mema z tekstem „If you are more fortunate than others, it is better to build a longer table than a taller fence”. W 2006 roku bym to wyśmiał. Dzisiaj uważam, że to jedyne wyjście.

    Jedyne co mnie przeraża to przyszłość jaka czeka moje córki. Zepsuliśmy sobie ten świat i tę planetę.

  94. Dzień dobry.

    No właśnie, całkiem dobry. Mógłbym sobie wyobrazić lepszy, ale wyczekiwanie go byłoby (nawet przy moim optymizmie) wręcz naiwnością. Zgadzam się, że dziś perspektywy nie wyglądają tak wspaniale jak trzynaście lat temu, ale uważam, że trafia się sporo mikrookazji, które można wykorzystać bez uszczerbku dla bliźnich, ku pożytkowi własnemu, a może nawet szerszemu.

    Choć partyjnie lewica wciąż jest bezsilna, a rodacy wciąż wierzą, że to dzięki prawicy spłynie na nich dobrobyt (bieżąca kadencja nieco wzmacnia tę wiarę) i szczęście (NFW), to uważam, że zmieniło się po lewej stronie na lepsze.

    Ukłony dla VonTrompki.

  95. Jako fan muzyki raczej niszowej (i o trochę krótszej metryczce) narzekać na nasze czasy nie mogę. Zespołów, które tworzą naprawdę świetną, niezależną muzykę jest na pęczki; było pewnie zawsze, ale w 2006 słyszała o nich najbliższa rodzina, pięciu znajomych i dwunastu ludzi w knajpie, w której dostali gig. Dzisiaj na bandcampie jestem w stanie znaleźć takie zespoły bez większego problemu.

  96. Już pierwszy AirPlay jest „otwarty” w tym sensie, że jest dostępny na opłacie licencyjnej dla Apple, mam wspierający go amplituner Marantza. Ale 1) to kosztuje 2) działa oczywiście gorzej niż AirPlay do AppleTV (wolniej się łączy, częściej się zrywa) 3) jestem pewien, że gdyby jakiś prawdziwy konkurent chciał to implementować, opłata licencyjna miałaby zaporową wysokość.

  97. „Firma Samsung poinformowała, że nowe modele telewizorów Samsung Smart TV, które wejdą do oferty na wiosnę 2019 r. będą miały funkcję obsługi iTunes Movies & TV Shows oraz Apple AirPlay 2. Z kolei wprowadzenie tych rozwiązań do telewizorów Samsung Smart TV z 2018 r. będzie możliwe dzięki aktualizacji oprogramowania.”

  98. Jeszcze nigdy tak nie było,żeby jakoś nie było. Ta szwejkowska filozofia pomagała mi nie wpaść w totalną deprechę w połowie lat osiemdziesiątych. Dla kogoś, kto wtedy wchodził w życie, dzisiejsi pesymiści to jak ówcześni tryskający energią optymiści. Czyli luzik. Jutro będzie lepiej. Kupić piwko albo popcorn i jak Szwejk z zadowoloną miną, brać to co dają.
    No tak, łatwo mi mówić bo osiągnąłem z dużą górką, to co założyłem, a i przyszłość mam jakoś tam zabezpieczoną.Nawet niespecjalnie zależy mi na nowych cudeńkach techniki, bo to co jest dostępne w zasadzie mi wystarcza. Ba, nawet wolę swoją prawie trzydziestoletnią Vitarę, niż nafaszerowaną elektroniką nową bryczkę. Młodzi mogą, a właściwie to powinni myśleć inaczej, ale Szwejka i tak warto czytać.

  99. Szybki gugiel pokazuje, że to wciąż prywatna kooperacja między Apple i Samsungiem, a nie program otwarty dla wszystkich. Poza tym prawdziwy konkurent w tym przypadku oznaczałby Google albo MS, które mogłyby to zaimplementować na poziomie systemu operacyjnego, a nie jednego dostawcę jednej kategorii urządzeń. Będę się więc upierał, że AirPlay 2 nie zasługuje na miano otwartego protokołu.

  100. Nie zgadzam się. W wielu biurowych brak ptaszka w checkboxie „wykształcenie wyższe jest?” powoduje, że odpadasz w przedbiegach w procesie rekrutacji, choćbyś umiał stepować stojąc na głowie. I nie ma to nic wspólnego z rzeczywistymi umiejętnościami potrzebnymi na stanowisku. W masie firm, nie tylko korpów, jest zasada, wg której zatrudniamy tylko z wyższym i koniec. I z maturą to można se pocieciować na recepcji.

  101. Głównie lurkerem z długim czytelniczym stażem będąc, w natłoku zajęć nie zdążyłem się wpisać w kombatanckim wątku „Now that it’s all over”. Lata zleciały jak z bicza strzelił i cieszę się, że powstała ta strona. Mam nadzieję, że dobrzy ludzie podeślą paczki z komentarzami, bo stanowiły ogromną wartość dodaną dla tego miejsca (#rapiery ftw).

    W 2006 roku dla mnie future was „great wide open”. Akurat kończyłem jedne studia, akurat byłem w awangardzie robiących internetową rewolucję: web 2.0, wolna kultura, być może przyłożyłem rękę do pauperyzacji zawodów związanych z przetwarzaniem wiedzy (a może pomogłem innym w wiedzy uzyskaniu, idk). Studia ekonomiczne już mnie wyleczyły z neoliberalizmu, wiary w telewizyjnych „ekonomicznych” kaznodziei, turbokapitalizmu strategicznych firm konsultingowych itp. przyjemności, ale ważny punkt bez powrotu dopiero miał nadejść.

    Przez te 13 lat: z jednej strony zawodowo wylądowałem znacznie poniżej wysokich ambicji i możliwości, z drugiej strony wiele się nauczyłem a do tego jakoś udało mi się nie zaprzestać gromadzić tego słynnego kapitału kulturowego i zrobiłem masę rzeczy, których nie mogłem się spodziewać. Przyszłość osobiste wygląda w miarę optymistycznie, może czas tylko zebrać się na odwagę i wykonać w życiu serię dużych skrętów.

    Co do stanu świata: wygląda on bardzo nieciekawie i jedyną nadzieję można wiązać z rosnącą świadomością ludzi. Niestety, jako jednostki i społeczeństwa wyraźnie nie nadążamy za przyspieszeniem technicznym i społecznym: brak nam adekwatnych metod weryfikacji prawdy, organizowania się i delegowania, w tym delegowania kompetencji (kiepską wiarę w autorytety zastąpiła jeszcze gorsza wiara w własny geniusz, dzięki której co drugi Polak i nie tylko Polak jest Wielkim Lekarzem, Ekonomistą, Strategiem i Trenerem). Wiedzę i umiejętność zbyt często zastępuje usilne chcenie.

    A ponadto zgadzam się, Szwejka zawsze czytać warto.

  102. 1. Nie twierdziłem, że już jest otwarty, poza tym użyłem cudzysłowu.
    2. Oprócz Samsunga jeszcze jeszcze Sony i LG. Kolejne firmy dołączą bo Apple idzie w streaming i chce być obecny na innych platformach.

  103. Jako wieloletni lurker, datujący się gdzieś od roku około 2008, idąc za trendem powszechnym delurkuję się (zgodnie z autoobietnicami niekoniecznie tylko na chwilę).
    Na tle komentujących wcześniej kolegów, u mnie zakrętów życiowych było niewiele. Z zaskoczeń prywatnych największe to fakt, że po 40-tce mogę nadal programować i ktoś chce mi za to płacić. W 2006 powoli już odchodziłem w management, potem zaszedłem tam średnio-wysoko, i w ostatniej chwili przed wskoczeniem na szczebel zarządu, kilka lat temu postanowiłem z tej ścieżki zawrócić. Wsłuchałem się w siebie, i zobaczyłem iż najbardziej lubię programować, a poza tym im wyżej tym zimniej i bardziej samotnie. Tu również zasługa tego bloga, że oprócz standardowego zawrócenia mnie z pozycji liberalnych na lewicowe, dokonał również przemian w kierunku większego wsłuchiwania się w siebie i swoje potrzeby. A może to wiek zrobił swoje?
    W kwestii świata stałem się ostatnio pesymistą na tyle silnym, że niestety rzutuje to na moje samopoczucie (co próbuję zwalczyć). Klimat, zmiany społeczne, niszcząca technologia, przykręcający śrubę kapitalizm, rozpad więzi społecznych. I sam nie wiem w sumie, czy bardziej martwi mnie Polska, czy cały świat. W zależności od chwilowego bilansu albo znowu zaczynają kiełkować we mnie myśli o emigracji albo nie. Pocieszam się tym, że jeszcze kilka lat i myśl o emigracji wywietrzeje zupełnie (pomijając oczywiście jakiś kataklizm lokalny, no ale wtedy to bardziej ucieczka niż emigracja).
    Wielkie ukłony dla Gospodarza! Zastanawiam się tylko, czy to wiek czy inne czynniki spowodowały u Niego stopniową zmianę retoryki. Z pierwszych lat bloga pamiętam Go jako dość nieprzyjemnego i opryskliwego wobec komentujących. Ostatnio tego zdecydowanie mniej.

  104. Bardzo się cieszę, że blog dalej działa. Rejestracja przebiegła sprawnie.

    Co do ogólnego biegu rzeczy, to kierunek rozwoju świata ostatnio jest tak zły, że się odechciewa wszystkiego.

    Czy jest już/będzie w ogóle dostępna jakaś forma dobrowolnych datków na działalność bloga?

  105. 1. Bardzo się cieszę, że blog działa.
    2. Lepiej, czy gorzej… Trudne pytanie. Zapewne utrata wielu złudzeń i pojawienie się nowych trosk, ale jednak przecież jakoś „do przodu”.
    3. Pytanie: Ford w „Świcie robotów” wspomina krzywą „S” rozwoju technologi (tj. trudne początki, dynamiczny wzrost, nasycenie i brak perspektyw), ale nie mogłem znaleźć skąd to bierze. Może kwestia audiobooka i przypisów 🙂 Czy ktoś może polecić jakaś literaturę?

  106. To mój drugi delurk od 2007 (ale nie pamiętałem już nawet nazwy konta na bloxie :P). Jako wierny czytelnik chciałbym na wstępie podziękować za rezurekcję na nowej platformie.

    Co do meritum: w 2006 właśnie rozpoczynałem karierę w IT i moja pierwsza pensja była wyższa niż ostatnia mojej pracującej w edukacji Mamy. To był pierwszy impuls, żeby zacząć się zastanawiać, co jest nie tak w tym kraju. Portale społecznościowe wtedy jeszcze raczkowały, a ja kupowałem co tydzień Politykę. Teraz portale nas zjadają, Polityki nie kupuję, ale za to w niej działam (oczywiście w partii propsowanej przez Gospodarza). Powiem tak, ten blogasek nawrócił wiele zbłąkanych duszyczek ;-).

  107. ” wspomina krzywą „S” rozwoju technologi (tj. trudne początki, dynamiczny wzrost, nasycenie i brak perspektyw), ale nie mogłem znaleźć skąd to bierze.” – na stówkę z „Dylematu innowatora” Claytona Christensena (wyszło po polsku).

  108. Bardzo dziękuję za propozycję datków, chwilowo korzystam z promocji „domena za złotówkę”, więc mi głupio.

  109. W 2006 tyrałam w korpo za minimalną, w pracy zmianowej, na słuchawkach.
    Dziś cisnę kampanię do PE.
    Więc osobiście dużo pozytywnych zmian, czego nie mogę powiedzieć o świecie.

  110. @WO @Junoxe
    Niewątpliwie jest problem przeglądania 50 ekranów komentarzy, żeby stwierdzić czy gdzieś, ktoś nie odpowiedział ciekawie i nie rozkręca się ciekawa dyskusja w jakimś wątku a na tym między innymi polegała wyjątkowość tego bloga. Wątkowanie komentarzy bez rozbudowanych mechanizmów powiadamiania (tak jak to jest na Facebooku, co i tak rozwiązuje część problemów) i to w dodatku na blogu gdzie są tak ciekawe, krzyżujące się dyskusje i długie wypowiedzi, wydaje się więcej szkodzić niż pomagać.

  111. „Wątkowanie komentarzy bez rozbudowanych mechanizmów powiadamiania” jednak jest „lista najnowszych”, to częściowo rozwiązuje…

  112. „Dziś cisnę kampanię do PE” Wszelako azaliż jednakowoż kiedy będzie 5% (ja oczywiście głosuję niezależnie od, ale…)

  113. Nie widzę w tym nic wścibskiego, tylko nie bardzo wiem, co dokładnie znaczy w tym kontekście pytanie „jak to w ogóle jest możliwe?”, który element był niejasny. Jak jest możliwe nie mieć pracy biurowej? No HR/właściciel uznaje że cię nie zatrudnia, I guess. Dość normalne. Trudno dyskutować z tak ogólnym zdaniem jak „studia otwierają możliwości”, w jakiejś różnej od zera mierze jakieś możliwości na pewno są otwierane, ale studia które nie dają deficytowego w danym momencie na rynku twardego skilla (spawanie, IT, medycyna, whatever) niczego też nie dają w tym aspekcie.

    Dla tej wypowiedzi, nie wiem tak czy siak, czy „jakaś praca biurowa” wiele by zresztą zmieniała. Może tak, może nie, powiedzmy że nie mam ekspertyzy. Można by pewnie mieć jakąś pracę biurową i nadal nie rozwijać się i nie mieć kapitału ani finansowego, ani społecznego, żeby mieć jakieś możliwości robienia czegoś nowego ze swoim dniem i życiem. I zresztą nie mieć nawet na życie, ale to drugorzędne w tym kontekście. Morał w tym przypadku był chyba tylko taki, że można wejść do „nieswojej” grupy poprzez studia (które w Polsce mają bardzo łatwy do „oszukania” system, wystarczy napisać test, który sprawdza ktoś, kto cię nie zna, według klucza – najmniej życiowy mechanizm w całym życiu człowieka), ale to może w praktyce zmieniać tylko tyle, że przez 5 lat ci ludzie będą zmuszeni cię spotykać, po czym przestaną mieć ten przymus i tyle.

  114. No tak, tylko że to po prostu krzywa logistyczna. Że procesy populacyjne wysycają się wg rozkładu logistycznego to wiadomo od pierwszej połowy XIX wieku…

    Mniej oczywiste są przejścia fazowe. W S-krzywych tak naprawdę nie chodzi o ich kształt a postulat że chodzą parami i nachodzą na siebie.

    Christensen to wziął z Richarda Fostera, Innovation: The Attacker’s Advantage. O tej książce mówi się że uczyniła Christensena sławnym. Jednak tam jest tylko machanie rękami. Christensen wykonał jednak paraanalizę, case study jak to mówią, rynku dysków twardych i firmy Seagate. Oczywiście to też takie machanie rękami tyle że z wykresami https://www.newyorker.com/magazine/2014/06/23/the-disruption-machine Obaj nie cytują teorii porządnie.

  115. No ale ja właśnie też mówię o fejsie i ludziach poznanych w międzynarodowych grupach fejsowych.

  116. „W 2006 tyrałam w korpo za minimalną, w pracy zmianowej, na słuchawkach.
    Dziś cisnę kampanię do PE” – za średnią z największych przedsiębiorstw, w zarządzie 🙂

    Jeszcze więcej pozytywnych zmian (zwł. %), powodzenia!

  117. W 2006 wiedziałem, co będę robił teraz (z grubsza). Nie wiem czy takim realistą czy plan za mało/bardzo ambitny – pozdro dla dominujących tu 150%-owców.

    Co do świata w ogóle, oceniając 13 lat, to tak naprawdę ch. zrobiło się dopiero od ok. 5 temu, może przemijające.

  118. Używam feedly do czytania, więc nawet nie patrzyłem po adresie. Po prostu moją uwagę zwróciła zawartość nowego wpisu na blogu WO, więc w wyszukiwarce feedly poszukałem też komentarzy i się znalazły.

    Wątkowanie komentarzy jest fajne, ale przez to ludzie zatracają nawyk cytowania postów, do których się odnoszą, przez co kanał rss komentarzy jest mniej czytelny.

  119. W 2006 roku nigdy pewnie bym nie przypuszczał, że będę działać w partii politycznej (i to jeszcze w miarę aktywnie). Miałem mocno nieokreślone poglądy polityczne i szczytem moich marzeń było wtedy zrobienie magisterki i zdobycie jakiejś pracy.

    Od tamtego czasy przeszedłem przez programistyczny odpowiednik Biedronki i typowy Januszex, w którym właściciel zamykał komputery w pomieszczeniu z zamkiem szyfrowym. Samo to musiało ze mnie zrobić lewaka.

  120. Dobry wieczór. Odlurkuję się po 13 latach czytania (pamiętam notkę o autostradzie Bolimów-Wiskitki, to jakoś mocno na początku było chyba).

    W przeciwieństwie do innych czytających moje poglądy nie uległy zmianie pomimo ciągłej diety lewicowych idei z tego bloga. Należę do jednej z grup które nie są tu (per analogia do poprzedniej platformy) mile widziani więc nic więcej w tym temacie chwilowo.

    Natomiast na pytanie o ocenę ostatnich 13 lat, jedyne co mi przychodzi do glowy, to jako w miarę świeży #po40, to zauważam że z biegiem czasu coraz bardziej wątpię w siebie, w swoje umiejętności i pewność kierunku w jakim podążam. Trend jest tyleż dziwniejszy że odwrotnie koreluje z postępem zajmowanych przeze mnie stanowisk w różnych korporacyjnych strukturach. Jakby tak dalej pociągnąć tę kreskę trendu to wyjdzie jak u Douglasa Adamsa, że najbardziej właściwa osoba do kierowania to powinna być ta która najmniej tego chce. Czy jakoś tak.

    Na koniec gratuluję zmiany platformy oraz oprawy graficznej, którą oceniam bardzo wysoko. Jest czytelnie i elegancko. Podobnie jak Gospodarz biadolę nad postępem w świecie cyfrowym, gdzie często każdy kolejny upgrejd służy mniej więcej tylko podniesieniu stopnia ogólnej k*rwicy a tymczasem tutaj wyszło i lepiej, i chyba bardziej funkcjonalnie – szacun!

  121. IT. To w sumie bardzo ciekawe, bo „elastyczne godziny pracy”, „work-life balance”, „możliwa zdalna praca” i inne pierdu pierdu, a jak dojdzie co do czego, to trzeba być dostępnym przez 5 dni w tygodniu.

    Zdalnie pracować nie lubię. Tym bardziej, że robię w projekcie B+R, gdzie konsultacje na bieżąco oraz twórcze gadanie o pierdołach są bardzo istotne i nie do zrobienia przez kabel.

  122. Niestety wybór nazwa.pl dla domeny i hostingu zemści się w przyszłości. Najgorszy wybór z możliwych.

  123. Dobry wieczór.
    Miło, że jest nowe miejsce.
    Co do bilansu, trudno mi to wyliczyć w procentach. Z jednej strony, dwa razy w tym czasie próbowałem wyskoczyć z ginącej gałęzi przemysłu i dwa razy nie wyszło. Z drugiej – szczęśliwie w domu raczej wszyscy zdrowi. Do tego całkiem niedawno, niespodziewanie dla mnie, wyszło na to, że mogę wołać pengo za to, co naprawdę kocham robić. (Na razie jakieś ekstremalne fistaszki w porównaniu z tym, co wołam w gin.gał.przem., ale i tak jest to miłe). Tak że bilans, nazwijmy: nie narzekam.

  124. @wo
    „W 2006 byłem optymistą co do Ogólnego Kierunku W Jakim Idą Sprawy.”

    W 2006 sięgnęły po mnie macki korpo. Byłem na IV roku studiów. Zrobili ogólnopolski, morderczy, 4-etapowy magiel rekrutacyjny rozciągnięty na 1,5 miesiąca. Kandydatom, którzy doszli do ostatniego etapu korpo zafundowało hotel w Wawie + przejazd InterCity. Student patrzy i nie wierzy! Ostatni etap trwał 6 godzin. Najpierw case study – lądujecie w pokoju z 7 innymi kandydatami, wchodzicie w wylosowane role i macie rozwiązać skomplikowany problem (osiągając swój cel indywidualny i cel zespołu). W rogach sali siedzi 3 menedżerów z notatnikami, obserwują przebieg negocjacji, nie wpływają na rozwój wypadków. Następne zadanie – zamykają cię samego w salce konferencyjnej i rzucają 2-kilogramowy stos papierów na biurko. Mówią, że wracają za 15 minut. Masz w tym czasie przygotować z tego prezentację trwającą dokładnie 30 minut i rozpocząć ją z marszu po ich powrocie. Na koniec ponad godzinna rozmowa po angielsku z wybranym menedżerem.
    Gdy tydzień później zadzwonili z propozycją to myślałem, że jakiegoś boga za nogi złapałem. Dawali praktykantom 3.300 PLN na rękę, anno domini 2006. Zarobiłem więcej niż moi rodzice prawie razem wzięci.
    Rok później zadzwonili znowu, a potem dostałem pełny etat. Kończyłem studia z wiedzą, że mam robotę w prestiżowym korpo z pensją nieosiągalną dla wielu ludzi (nawet dzisiaj). Ergo, w 2006 też byłem optymistą co do Ogólnego Kierunku W Jakim Idą Sprawy.
    Nie będę tu dalej opisywał przebiegu kolejnych szczebelków – taka trampolina zrobiła swoje. Jadę więc sobie w coraz głębszych koleinach, ale ilość pieniędzy niekoniecznie równoważy braku czasu i ciągłe zmęczenie. Nie chcę narzekać – nasuwa mi się jedynie spostrzeżenie, że to niesamowite, jak bardzo różni się pod tym względem moje życie w porównaniu do życia moich rodziców i mojego dzieciństwa. Wydawało mi się, że dorośli mieli na wszystko był czas. Bez spiny, towarzyszyła temu jakaś leniwa radość.

  125. Witam na nowej platformie, tu wreszcie mogę być cmos bez podwojenia.

    Zmiany od 2006? Wyemigrowałem sporo przed 2006, stąd zmiany nie są aż takie duże, i trochę mniejsze niż planowane, ale generalnie do przodu.
    Gorzej ze światem – tu jestem pesymistą, żyjemy w okresie schyłkowym i dobrze to już było. Nie bardzo wierzę żeby rozwój wydarzeń odbił jeszcze znacząco w dobrym kierunku, może mnie aż tak to nie dotknie (jestem nieco starszy od gospodarza), ale syna już na pewno.

  126. Dzięki. Właśnie miałem takie wrażenie, że intuicyjnie to pasuje do znanej mi historii techniki i rozwoju technologii, ale że zapewne, zwłaszcza w książce tak nakierowanej tematycznie, będzie to raczej machanie rękami… Cóż, Christensen w czytniku, więc coraz bliżej do sprawdzenia.

  127. @Junoxe
    „komcionauci czują sie już zwolnieni z cytowania”
    Może to jest cały sztos, coby przenieść stare zwyczaje na nowe czasy. Gdyby tylko kilku głównych komcionautów stosowało dalej ten format stałoby się to prawdopodobnie powszechną praktyką.
    Niemniej, smutnym jest, że trzeba poniekąd walczyć z technologią.

  128. Po pierwsze primo, pozwolę sobie przywitać się z PT Gospodarzem i PT Komcionautami na nowych włościach.

    Po drugie secundo,
    @xbaenq
    na moje oko Boczek nie ma się scrollować, wydaje się, że nie ma tam przewidzianych (na ten moment?) więcej treści, niż widać).

    Ale dołożę jeszcze swoje 0,3 — adres do kontaktu wydaje się ciut za szeroki jak na możliwości Boczka (na ekranie 13.3” ucina mi TLD, choć oczywiście nietrudno się domyślić, jaka jest).

  129. Pozwolę sobie też podsumować ostatnie 13 Ogólnego Biegu Rzeczy.
    Zmieniło mi się przede wszystkim osobiście, bo przeszedłem drogę od późnego studenta do cokolwiek dojrzałego człowieka, męża, ojca, domo- i (a jakże) kredyto-posiadacza. Od humanisty / tłumacza do szeroko pojętego IT. I te zmiany Osobistego Biegu na pewno wpływają na to, jak widzę Ogólny Bieg.

    Też przeszedłem od perspektywy „wszystko idzie w z grubsza dobrym kierunku” do „co to się porobiło”.
    Jako mimo wszystko optymista, chcę wierzyć, że że dojdą do głosu w skończonym czasie ludzie, którzy poprawią ten obecny kurs. Niemniej, zastanawiam się ciągle, czy starczy nam czasu (ekologicznie), żeby się ogarnąć.
    Jako realista zakładam, że świat da się poprawić na przestrzeni kilku pokoleń, i staram się w synu zaszczepić podobne założenia.
    Podobnie jak niektórzy z przedpiśców cieszę się postępem nauki, czy też w ogóle w dziedzinach, gdzie „incentywy” nie zbiegają się z „wartością dla akcjonariuszy”. Z kolei na moim podwórku około-startupowym widzę wiele przypadków, gdzie powstają firmy zyskujące na wartości nie dlatego, że rozwiązują faktyczne problemy, a raczej dlatego, że jest szum wokół jakiegoś tematu, albo można coś potencjalnie wygodniej/łatwiej/skuteczniej reklamować.
    Na osłodę — widzę też firmy/startupy, które jednak skupiają się na prawdziwych, nierozwiązanych (lub niedostatecznie opanowanych) problemach — choćby w gałęzi „medtech”.
    I częściowo á propos tego, uderzyła mnie ostatnio cudza myśl o tym, że warto skupiać się nie tyle na nowinkach i najnowszej błyszczącej Rzeczy, co na tym, co zmienia się wolno/wcale (https://fs.blog/2018/11/staying-the-same/). A mam mocne wrażenie, że przez ostatnie 13, być może w związku z kurczącym się attention spanem, o którym wspominali Przedpiścy, nauczyliśmy się jako gatunek myśleć głównie w kategoriach nowości, nowinek, newsów, update’ów, nowych wersji, zmian i aktualności.

    PS Inna ciekawa myśl z bloga Farnam Street — „czy za 5 lat będziesz pamiętać to, co właśnie czytasz? Jeśli nie, to może nie jest warte Twojego czasu?”
    I jak widać, to co czytamy tutaj, rezonuje przynajmniej z częścią z nas dłużej niż 5 lat.

  130. Generalnie w tej oazie jednak pewnego oldschoolu taka formuła jak cytowanie mogłaby pozostać. Co to kogo kosztuje? Młodzi się ciesz, bo już nie muszą mozolnie cytować (co za harówa) tylko se klikną odpowiedz i po sprawie. A że będzie syf i brak ciągłości? Co to kogo. Ważne by był one-click. Niby rozmowa ważna, intelektualne przeżycie, „czego to ja się u wo nie dowiedziałem” czy „ten blog zmienił moje życie”, ale kiedy trzeba przypilnować, aby się dyskusja w komciach nie rozlazła to nagle ważniejsze, żeby przenieść stare zwyczaje na nowe czasy. Że se po analogowemu pomarudzę.

  131. No, wątki już mamy, więc teraz trzeba koniecznie dodać rąsia w górę/rąsia w dół, eleganckie, z lemowska nazwane, ranki użytkowników i… i…. i…. WPISUJCIE MIASTA!!!1111!1!

  132. No i ten właśnie aspekt RSSowy spowodował, że cały pesymizm bijący z notki (z którym tak na co dzień niestety nie umiem się nie zgadzać :|) u mnie musiał wziąć wolne na jeden wieczór.
    Dziś da się zrobić tak, żeby blogasek przeniesiony na inny silnik i pod nowy adres nadal karmił tego samego feeda co przedtem, tak że mój czytnik w ogóle nie zauważył, że coś się zmieniło???
    To ja przepraszam, ale jednak pewien postęp uczyniliśmy. I to całkiem istotny, bo czyniący życie przeciętnego blogoczytacza wyraźnie prostszym (ergo: lepszym). 🙂
    Kudosy dla ogarniaczy technicznych przeprowadzki.

  133. Gdybym miał robić swój rant na temat upadku internetu wyczerpująco długi (byłby dłuuugi), to o „plusowaniu” też bym wspomniał. Jako przykład, jak sam w sobie działa ten wszechobecny dziś mechanizm, mogą służyć strony, gdzie „plusowania” nie było, a potem je wprowadzono – najczęściej fora internetowe (też osobny temat – podobnie jak blogi, fora kwitły te kilkanaście lat temu i dawały mi nadzieję, że tak będzie zawsze. Np. moje ulubione kapele miały niezwykle tętniące życiem fora, gdzie można było dowiedzieć się wszystkiego oraz też pogadać; a z których dyskusje dziś przeszły… nigdzie. Nie mam pojęcia, gdzie można z kimś pogadać o tych kapelach. Same fora czasami nawet nadal istnieją, nikt nie pisze).

    To było strasznie bolesne widzieć na żywo, jak ten jeden niby przecież przydatny system spowodował tak kompletne przeszktałcenie treści. Właściwie to nieco kojarzy mi się z mechanizmem opisanym tutaj właśnie w nowej notce, odnośnie finansowania instytucji „wolnorynkowo”. Ludzie szybko polubili „plusy” i zaczęli dość bezrefleksyjnie robić tylko to, co najtańszym kosztem przyniesie im najwięcej „plusów”. Zazwyczaj okazuje się, że kilka metod jest znacznie efektywniejszych, niż inne, chociaż z reguły są to metody mało odkrywcze ani przydatne. Teoretycznie można by się spodziewać, że to nie będzie oznaczało pisania strasznych głupot, leniwego odwoływania się do wiecznie tych samych popularnych na danym forum poglądów, czy tesktów czysto obraźliwych i agresywnych, zwłaszcza jeśli nie pisali ich aż tak dużo wcześniej. Mówię przecież tutaj o forach internetowych, gdzie ani nie zmienili się w tym czasie za bardzo użytkownicy, ani „plusów” nie wystawiają losowe osoby „z zewnątrz”. A jednak! Ten system miał szokujący dla mnie wpływ na kształt internetu. Myślę, że trzeba by całych książek, by wytłumaczyć, czemu ten mechanizm daje zazwyczaj aż tak koszmarny efekt.

  134. Ej, zaraz… zwykłe utrzymanie starej domeny? – dopiero teraz zajrzałem w bebechy czytnika.
    Znowu przesadziłem z optymizmem. :/
    Ale zgrabnie zrobione nonetheless.

  135. Fajne to nowe miejsce! Ktoś już wyżej wspominał o wręczaniu roślinki,zamiast niej podtrzmam swoją wcześniejszą deklarację o dorzucaniu się do nowego lokalu.

    Od 2006 roku zmieniło się u mnie wszystko. Jest lepiej, ale bez szału (sam zapracowałem na to „bez szału” więc nie narzekam).
    Obawy co do przyszłości nam podobne jak przedpiścy. Jestem młodym (he, he) rodzicem, zacząłem właśnie rozumieć o co chodzi w tym patrzeniu na świat z przerażeniem.
    Najbardziej żal oczywiście komentarzy, długo odkładałem archiwizację starego bloga, za długo. Może ktoś się tak nie lenił jak ja? Chętnie prześlę dobrą butelkę czy cokolwiek…

  136. Mam zarchiwizowane wszystkie wpisy włącznie z komentarzami aż 2019/03/27 09:21:20, skompresowane zajmują ~75 MB. Nie trzeba butelki, odezwij się na kmitko (małpa) list.pl, bo nie sądzę, że gospodarz będzie tolerował bezpośrednie linki.

    W życiu może nie ma 500% normy, ale większość rzeczy zmieniła się na plus. Na świecie – cóż, też jestem eks-cyberoptymistą.

    No i: wątkowanie ssie na maksa.

  137. Niewykluczone, że wyłączę – ale chcę mu dać szansę. Przypuszczam, że dyskusje na 100+ komentarzy będą się zdarzać rzadko. A przy takich na 20-30 to chyba fajnie się sprawdza?

  138. Zdecydowanie bez wątków i z cytowaniem było wygodniej. Najnowsze komentarze trochę pomagają, ale i tak trzeba jeździć tam i z powrotem.

  139. Być może to zależy od tego „workflow”. Na starym blogu miałem tak, że trzymałem otwarte okno z notką i co jakiś czas odświeżałem. Przeglądarka zapamiętywała, w którym miejscu strony jestem, wszystkie nowe wpisy pojawiały się poniżej, więc wystarczyło przescrollować w dół. Teraz po odświeżeniu użytkownik nigdy nie wie, w którym miejscu pojawi się nowy komentarz – poniżej? Powyżej? W dodatku lista najnowszych komentarzy siłą rzeczy jest ograniczona do kilku ostatnich pozycji, więc jeśli nie zaglądasz często, to nie jest specjalnie pomocna (na blogu pojawiło się 50 nowych komentarzy, pokażemy ci pięć ostatnich, zgaduj gdzie jest reszta). Chyba po prostu będę musiał przesiąść się na jakiś czytnik RSS.

  140. Popieram wyłączenie wątków. Oprócz problemów ze śledzeniem nowych komentarzy jest też problem z miejscem na ekranie: kolejne odpowiedzi coraz węższe paski po prawej stronie ekranu. Trudno będzie czytać odpowiedź awala na jakiś ciekawy offtopic.

  141. Dzień dobry, tu czytelnik znany wcześniej jako Darek/Przyzwoitość.
    „Personalne przytyki proszę sobie zachować na inne fora.”
    ależ nic w pewnych sytuacjach nie zastąpi krytyki ad personam! Widziałem ostatnio wypowiedź obecnej ministry edukacji sprzed 10 lat, gdzie to mówiła rzeczy typu „nie robi się reformy na kolanie, Finlandia 7 lat swoją przygotowywała” albo „najważniejsze, żeby reformę należy obudowywać pieniędzmi”.

    no i proszę Państwa o pomoc, bo zupełnie mi wyleciało z pamięci: co to była TRANSFUNDYMBUŁA?

    ps. na bloksie akapity były jakieś dłuższe.

  142. W 2006 nie czytywałem tego bloxa, dołączyłem później.
    Podsumowanie ostatnich lat – zaczynałem od ZX Spectrum w latach 80-tych, potem cały czas w IT, aż do górnego 1% dochodowego. Tak, wiem – to wyjątek nie reguła. Więc zawodowo w bardzo dobrym kierunku. Co do poglądów, to tutejszy blog tu namieszał mi w głowie i nakierował poglądy. Ale gdy przychodzi do płacenia podatków – to zdecydowanie staram się jak najmniejsze. Aparat państwowy stara się maksymalizować wpływy podatkowe, a ja minimalizować – każdy ma swoją rolę do odegrania.

  143. No i zapomniałem o najważniejszym – wątki. Proszę/jestem za wyłączeniem i pozostawieniem jednego głównego nurtu wypowiedzi. Łatwo śledzić, widać co przybyło korzystając z „narzędzia” F5. Aż tak bardzo dyskusja się nie rozwidla aby pożytek z wątków był większy niż chaos przez nie spowodowany.

    Nie widzę też żadnej podpowiedzi jak korzystać z linków. Lada moment wróci aval, bo ten blog bez avala to już nie będzie to. I zacznie komentować z podawaniem źródeł – linki muszą być.

  144. „co to była TRANSFUNDYMBUŁA?”

    Infundybuła Chronosynklastyczna występuje w kilku utworach Kurta Vonneguta (w przekładzie Lecha Jęczmyka):

    Traveling between Earth and Mars, his ship—carrying Rumfoord and his dog, Kazak—entered a phenomenon known as a chrono-synclastic infundibulum, which is defined in the novel as „those places … where all the different kinds of truths fit together (…) When he entered the chrono-synclastic infundibulum, Rumfoord became aware of the past and future. Throughout the novel, he predicts events; unless he is deliberately lying, the predictions come true. It is in this state that Rumfoord established the „Church of God the Utterly Indifferent”

  145. Cóż, dzień dobry. Nie zdążyłem zrzucić bloxowej wersji z komciami, sądziłem że powisi do końca kwietnia.
    W 2006 byłem stary i niczego pozytywnego się nie spodziewałem. Teraz jestem jeszcze starszy i tym bardziej się nie spodziewam.

  146. Cześć wszystkim. Nowa miejscówka, widzę, wciąż słabo oświetlona, ale to dobrze, klimat jest wtedy lepszy. Zróbcie miejsce na stole, to wezmę sobie piwo.

    @drogi.drogi
    „Wątek poboczny, bo nie wiem, gdzie indziej mogę takie pytanie zadać. Powtarzam sobie „Echopraksję” Petera Wattsa, tym razem w wersji do słuchania, i w podziękowaniach wymieniona została Krystyna Ch. I naszła mnie ciekawość, czy to nie udzielająca się tu czasami krystyna_ch?”

    To ja. Swego czasu trochę mailowaliśmy z Wattsem, napisałam mu wtedy, że „Blindsight” zainspirował mnie do zmiany dziedziny i zajęcia się modelowaniem języka (naprawdę tak było i strasznie mi teraz głupio, bo to był rok 2007 i tak bardzo nie miałam wtedy o niczym pojęcia, że nawet nie miałam pojęcia, jak bardzo nie mam pojęcia). Trochę pogadaliśmy o lingwistyce i neurokognitywistyce, a potem przesłał mi „State of Grace” do zbetowania (tytuł „Echopraxia” został nadany później na prośbę wydawcy). Mam wrażenie, że pomogłam mu dokładnie w niczym, ale Watts i tak postanowił wymienić mnie w podziękowaniach. No i tak.

  147. Dziendobry,

    Na wstępie pochwalę nowe lokum (o ile poprzedni blog wyglądał jakby faktycznie był zaprojektowany w najntinsach, o tyle ten widać współczesność. Jest ładnie, ale po prostu stylizowany na retro.

    Strona całkiem całkiem otwiera się na różnych urządzeniach, systemach, przekątnych, ładnie skaluje. Słowem bardzo fajnie.
    Wątkowanie – myślałem że tego pragnę, ale po zapoznaniu sie jak to wyglądało izważywszy na fakt że pod notkami często jest 100+ komentarzy chyba jednak płaska struktura sprawdza się lepiej.

    Więcej opcji edycji komentarz mogłoby być pomocne/ użyteczne (wyklikanie pogróbienia, kursywej, cytatu iyp) ale bez tego też jest spoko. 🙂

  148. Jako lurker bardzo cieszę się z nowej zakładki. Podtrzymuję deklarację o chęci opłacania abonamentu. Cieszę się z zakończenia eksperymentu z wątkowaniem, wątki sprawdzały się chyba tylko w usenecie.

    Odpowiadając na pytanie z notki: Cały Świat, a w szczególności Polska to wielkie rozczarowanie. Aneksja Krymu to dla mnie moment przejścia z wiary w stabilną przyszłość do przekonania, że wszystko może się rozsypać w strasznie krótkim czasie. Po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać, jak szybko mogę się spakować, gdyby u nas zaczęły się jakieś konflikty. Polskie wybory w 2015 dodatkowo mnie zdołowały, byłem przekonany, że nawet gdyby Kaczyński nie zdobył większości, to mógłby spokojnie zwerbować jedną trzecią Platformy albo Leszka Millera, jeśli ten wszedłby do sejmu. Najbliższe wybory w mojej opinii to będzie starcie ugrupowania które uważa, że Unia jest od dawania kasy i nie rozumie o co chodzi w tej całej demokracji; z partią jawnie autorytarną i eurosceptyczną. W czasach siedemsetpięćdziesięciodniowej IV RP opozycja jednak wydawała się bardziej europejska.

    W prywatnym życiu, przez te wydarzenia, zupełnie zmieniłem swoje podejście. Wcześniej zakładałem, że chcę mieszkać w Polsce, a ostatnio coraz częściej myślałem o emigracji. Kiedy pojawiła się sensowna opcja, pozwalająca zachować poziom życia klasy średniej, bardzo chętnie z niej skorzystałem. Jeszcze kilka lat temu traktowałbym taki wyjazd, jako coś na rok-dwa, żeby mieć fajny wpis w CV, a teraz myślę jak zintegrować się tu na dłużej. W obu tegorocznych wyborach będę głosować w ambasadzie, ale w 2023/24 chciałbym przygotowywać się do uzyskania obywatelstwa.

  149. @ spowolnienie postępu technologicznego w technologiach konsumenckich

    Wydaje mi się że kazdy segment urządzeń należy rozpatrywac osobno. Zacznijmy powiedzmy od smartfonów

    Rozróżnijmy 2 rzeczy- jakość topowych urządzeń w danym roku oraz „efekt skapytwania” – jakość technologii w urządzeniach budżetowych.

    Wydaje mi się że o ile w tym1 postęp spowolnił o tyle już za 150-200$ idzie kupić b przyzwoite urządzenia.

    Telefony stały się już urządzeniami niemal kompletnymi i bezjakiejś disruptive technology typu baterie z nanorurek mające wieloktonie większą pojemność to ograniczny postęp chyba niewiele ma już tu do wniesienia

    Zwracam uwagę że zatrzymana w kanadzie vice prezes huwawei jako główny telefon używała iphone 7 plus.

    O ile w latach 90 i wczesnych ’00 każdy wzrost pojemności pamięci, taktowań procesorów oraz wydajnosci kart graficznych był od razu wykorzystywany przez programistów. A teraz – po co kumu 521 gb na dane w telefonie? Albo 12 GB operacyjnej, skoro na kompie tyle nie potrzebuje. Postęp spowolnił bo z jednej strony jest technoloogicznie trudniejszy (no jednak te 7 nm to mało jest), a z drugiej strony nie ma aż takiego popytu na wzrost wydajności.

    Coraz mniej ludzi potrzebuje w ogóle w kompuiterze procesor wysoko napięciowy (a to odprowadzanie ciepła ma być w najbliższej przyszłości największym wyzwaniem).

  150. Dzień dobry,

    Nowe miejsce, nowy nick, żeby nie ciągnęły się skojarzenia z poprzednich wcieleń. 2009 był jakieś tysiąc lat temu (#TTDKN, anyone?), nie ma co mieszać person, zamiast tego zróbmy restart do Anonimowego Łosia z internetów.

    „A jak u was? Czy szeroko rozumiany Ogólny Bieg Rzeczy z okresu 2006-2019 Was raczej rozczarował czy tu też 500% planu?”
    Ogólnie bardzo in plus. Świetna żona, cudowne dziecko, porządna pensja, niezła praca, ładny dom w dużym mieście. Życiowe ambicje z gatunku „cetralna fantazja” raczej niezrealizowane, ale żywot MMC pędzony we względnym dostatku i spokoju, co – patrząc po innych 30- i 40-latkach – wcale nie jest udziałem większości, wprost przeciwnie. Mam ogród i bibliotekę, koty, realizuję jakieś hobby, a że nie napisałem powieści o współczesnych trzydziestolatkach, jak pewien pisarz ze Szczecina, ani nie powstał komiks na bazie mojego scenariusza, no cóż, bywa. Może jeszcze kiedyś się uda.

    Kłaniam i dziękuję gospodarzowi, że na rozdrożu „Continue playing? YES / NO” jednak wrzucił żeton i zdecydował się konytnuować.

  151. @terrypratchett
    „Nowe miejsce, nowy nick, żeby nie ciągnęły się skojarzenia z poprzednich wcieleń.”

    Hmmmmm… Jako człowiek z natury podejrzliwy…

    „Życiowe ambicje z gatunku „cetralna fantazja” raczej niezrealizowane, ”

    Ja do dzisiaj nie wiem, co to znaczy! Jako nastolatek miałem marzenie (nie formułowałem go wtedy takimi słowami), żeby żyć jak klasa średnia na zachodzie, a nie jak inteligencja na wschodzie. Czy to była centralna fantazja? Bo tak poza tym czy to osiągnę jako poeta czy jako hydraulik, było już drugorzędne.

  152. U mnie bez szału, prywatnie to zależy z której strony spojrzeć, po 20 latach oszczędzania nowe mieszkanie w małym mieście (głównie za sprawą emigracji na parę lat do dużego miasta i pracy w korporacji przy utrzymaniu w ryzach inflacji stylu życia). Zdrowie jak w kwietniu-pletniu, głównie za sprawą choroby przewlekłej, ale jakoś się trzyma w ryzach. Ciężko ocenić ile procent normy, bo staram się praktykować podejście minimalistyczne, życie z chorobą przewlekłą stawia mocno do pionu pod względem oczekiwań.

    Rozczarowanie internetem, jak kiedyś byłem pierwszy który miał konto na nowych serwisach (Facebook, Twitter itd.), byłem w awangardzie, to dziś raczej z tyłu. Pierwszy smartfon dopiero od roku (kwestia bezpieczeństwa i ogólnie mniejszego zła wybrała iPhone’a SE). Smutek z powodu upadku słowa pisanego w internecie (znamienny przykład to kampania reklamowa „Misja Orange” z Gonciarzem, Kominkiem i dwiema blogerkami lifestylowymi, czyli 3 x blog vs 1 x video, dziś nie do powtórzenia).

    Rozczarowanie efektem sieci, choć przewidywalnym, gdzie większość wyznacza trendy. Pewnie zawsze tak było, ale internet ma w tym aspekcie niesamowitą moc powiększania tego zjawiska. Co powoduje, że coraz rzadziej do internetu zaglądam i coraz bardziej utylitarnie. Zostało dosłownie parę miejsc które mnie trzymają.

    Frustruje mnie moje „oderwanie” od większości społeczeństwa, szczególnie w takich sprawach jak prywatność, ochrona środowiska, ograniczenie konsumpcji czy alternatywy dla kapitalizmu. Nawet już przestałem podejmować takie tematy na forum. Efekt wolnorynkowy sprawił, że prawie wszyscy nadawcy zostali zmuszeni do schlebiania gustom przysłowiowego Seby czy Marioli. Nie chcę wyjść na starego pryka ale wydaje mi się, że kiedyś bardziej ambitne treści miały szansę/przebijały się do mainstreamu, co dawało choć cień nadziei na zmianę myślenia ludzi, dziś nawet nie ma tego. Inna sprawa, czy ludzie po pracy na dwóch etatach mają jeszcze na to siłę poza odmóżdżaniem się coraz bardziej click-baitowymi treściami.

    Upadek czytelnictwa jest szczególnie dla mnie bolesny i tu widać jak mocno polaryzuje się społeczeństwo. Idziemy coraz bardziej w wykres, gdzie 1% czyta bardzo dużo książek, a 99% nie czyta ich w ogóle, co moim zdaniem bardzo źle wróży. Tu też „zasługi” ma kapitalizm i rozwój internetu (konsumpcja mediów jest zatrważająca https://edition.cnn.com/2016/06/30/health/americans-screen-time-nielsen/index.html). Przeraża mnie osobiście gdy kadra zarządzająca deklaruje brak czasu i ochoty na czytanie książek a jednocześnie omawia najnowsze serialowe epizody na Netflixie, dyskusje na Facebooku czy ostatnią sesyjkę w WoW-a. Może to znak czasu, nie wiem. Wiem jedno, że naukowcy (http://lubimyczytac.pl/autor/58539/manfred-spitzer) są zgodni, to nie skończy się dobrze.

    Od 25 lat jestem związany z IT i prawdę mówiąc coraz mniej jestem z tego dumny. Bo w jakiś swój, pojedynczej mrówki w całym mrowisku branży IT, sposób przyczyniłem się do tego gdzie jesteśmy teraz. Fakt, że w 1993 nie miałem tej świadomości jaką mam teraz i czasy były zupełnie inne, ale z dzisiejszą wiedzą nie wiem czy bym się zdecydował na tę samą ścieżkę kariery. My ludzie z IT w pewien sposób „zniszczyliśmy” wiele ludzkich marzeń o stabilnym rozwoju wybierając pogoń za kasą, brakiem zadawania pytań i rozwojem w imię rozwoju bez oglądania się na koszty społeczne. Oddaliśmy to wszystko w ręce kapitału. Widzę dużo podobieństw porównując obecny okres z okresem gdy kolej i telegraf zmieniały świat.

    Jeśli chodzi o komputery, to sprzętowo jest tak, że nie widzę dalszego realnego rozwoju, poza wymyślaniem sztucznych potrzeb przez działy marketingu. Piszę ten komentarz na kupionym za 300 zł netbooku z lombardu i ten netbook wystarczy mi na następne kilka lat do tego celu. Fakt 32 GB SSD spowodowało, że Windowsa zastąpiłem Ubuntu (używam wyłącznie Linuksów od 2004), ale rozwój tego ostatniego pod względem typowego użytkownika jest na takim poziomie, że do internetu i prac biurowych jest jak najbardziej alternatywą dla innych systemów.

    Dziękuję Gospodarzowi za książkę „Internet – czas się bać”. Jestem jednych z tych którzy kupili ją z powodu czytania bloga. Miałem nawet dwie, papier i e-book, papier w celu pożyczania i ewangelizowania. Niestety, nikt nie był zainteresowany lekturą więc sprzedałem, mam nadzieję, że choć nabywa ją przeczyta. Od tego czasu coraz więcej tego typu lektur czytam.

    Jeśli chodzi o świat i Polskę, to świadome i radykalne odcięcie się od newsów powoduje, że docierają do mnie niereprezentatywne skrawki informacji od pary lat. I dobrze mi z tym, choć mam świadomość, że to postawa anty-obywatelska i anty-społeczna. W sprawach mi bliskich staram się coś robić, typu przywrócenie projektu https://mnmlista.pl/informacje z internetowego niebytu, choć nie robię sobie wielkich nadziei. Martwi mnie dług ekologiczny który zaczynamy spłacać i tu jestem pesymistą.

  153. Zapomniałem dodać, że innowację w postaci czytnika e-booków (niekoniecznie w wydaniu Kindle’a Amazonu) uważam za krok naprzód. Szczególnie z rynkiem e-booków który panuje w Polsce, a który poniekąd był wymuszony przez okoliczności.

  154. @WO
    Strasznie się cieszę, że zdecydowałeś się kontynuować bloga. Jako nastoletni linuksiarz czytywałem Cię na usenetach, dekadę później zatruwałem współlo życie entuzjastycznymi „ej, jaka super dyskusja w komciach u WO!” i zajebiście, że mogę to robić kolejną dekadę później.
    Teraz mam 36 lat i układa mi się dużo, dużo lepiej niż wtedy. Moja osobista przyszłość okazała się niegłupia, szykuję się do emigracji i zamążpójścia w kraju, gdzie to możliwe. Martwi mnie klimat i polityka, więc korzystam z życia i pomagam innym, póki mogę.
    W ogóle nie napisałbym tego komentarza, gdyby nie Twój felieton o Blade Runnerze w Obcasach. Zachwyciła mnie swoboda, z jaką wskazujesz paralele z współczesnym światem, i przepotwornie ubawiły reakcje komentariatu – pod tekstami Waloch i innych dziennikarek wskazujących problemy rasizmu/seksizmu/zmiany klimatu roi się od „wypad z tym feminazistycznym szitem”, Ty dostajesz [zasłużone] kudosy. Robisz cholernie dobrą robotę, mam nadzieję, że tamtym czytelnikom zostanie coś w głowach i zaczną czytać ze zrozumieniem także artykuły pisane przez kobiety.

  155. @WO
    Bez obaw, plonka chyba nie było. A nawet jeśli, to gdzieś powinienem jeszcze mieć kartę „You get out of plonk” W każdym razie na pewno nie prawicowy komentator. 🙂

    Co do centralnej fantazji, to wydawało mi się że to w tych kręgach poznałem to określenie. Na ile rozumiem, jeśli kolega czescjacek uważa się za poetę, który tylko chwilowo od dekady zarabia na życie przyziemnym zawodem, to to jest właśnie centralna fantazja. Ale, jak to śpiewał Leonard Cohen – „but I may be wrong”.

  156. Z okazji nowych cribsów gospodarza odlurkowuję się. Wyrazy zachwytu z okazji nowego designu bloga, przekazuję na ręce gospodarza.

    Odpowiadając na podstawowe pytanie. Od 2006 roku, zmieniło się praktycznie wszystko, więc może nie 500% ale 400%. Jako jeden z licznych przedstawicieli IT w tym gronie, w 2006 dopiero tak naprawdę zaczynałem, pierwszy pełny rok w zawodzie. Po nie dokończonych studiach, w tym temacie. Pełen optymizmu co do przyszłości, świat zapier.. do przodu, na świecie szczyty hossy, etc…. . Zawodowo i życiowo, z roku na rok jest praktycznie co raz lepiej, żyje na poziomie zachodniej MC, oglądam sobie świat, jeżdżę na koncerty po Europie, jak mam na to ochotę, więc nie ma na co narzekać. Oczywiście zawsze może być lepiej.

    Na wiele lat, przeszła mi chęć do emigracji. Generalnie byłem bardzo optymistycznie nastawiony do świata, i przyszłości pomimo rządów lepperów i reszty oszołomshow. Przez wiele lat to się nie zmieniało, aż do czasów kryzysu uchodźczego, podczas którego zobaczyłem, że moja generalna zła opinia o suwerenie się sprawdza.
    Natomiast nie spodziewałem się tego, co później nastąpi. To przekroczyło nawet moje wyobrażenia, jak szybko i jak źle może się to potoczyć. Pod koniec 2016, wydawało mi się, że właśnie oglądamy jak Titanic uderza w górę lodową. Teraz będzie tylko z górki w dół. Niestety nadal jestem zdania, że załapałem się na końcówkę dobrych czasów.

    Przez ostatnie 10 lat zwiedziłem każdą stolicę Europy, i wiele innych miejsc i muszę przyznać, że z perspektywy dopiero się docenia zmiany w Polsce. To mogłoby być naprawdę fajne miejsce do życia. Sam dochodzę do 40 na karku, więc jeśli się człowiek przyjrzy tempie zmian od 89, to mogłoby być fajnym miejscem.
    Niestety nie będzie takim miejscem, nikt nie będzie chciał nas ratować, bo nie ma w tym żadnego interesu. A sami udowadniamy, że nie warto się wysilać.

    Co do rozwoju technologii. To zawsze byłem i będę jej wielkim fanem, z racji zawodu i zainteresowań w tym kierunku. Rozwój sprzętu się nie tyle zatrzymał, co zmienił kierunek, z procesorów i mocy przerobowej, na mobilność i czas działania.
    Sam używam Dellowego odpowiednika Surface’a i jak dla mnie jest on najlepszym sprzętem jaki do tego pory miałem.
    Niestety internet, po jakiego całkowitym umasowieniu, wyciągnął z ludzi wszystko to co najgorsze. Czego wg mnie można było się spodziewać. Korzystam z niego od czasów BBS i Usenetu. Patrząc na mechanizmy Google i FB, można było się spodziewać, że ktoś z nich zrobi narzędzie do złego. Ale jednak mnie zaskoczyła szybkość, skuteczność i masowość tej propagandy.
    Kiedyś periodyki w stylu Bubla były tylko w niektórych kioskach, teraz każdy de… może sobie dowolnie szczekać w internecie. Chociaż i to zaczyna się zmieniać, ale wg mnie jak już weszło na dość stromą ścieżkę w dół, to nie da się tego zatrzymać.

    Z powodów wyżej wymienionych, jednak mam w najbliżej przyszłości, mam zamiar zostawić ten kraj priwislański. Patrząc z daleka na to, jak ogień rewolucji ludycznej będzie go trawił. Zostało jeszcze 10-15 na zarobienie pieniędzy, tam gdzie to ma sens. A potem zobaczyć co dalej. Ponieważ patrząc na analizy klimatu, sam nie wiem która część świata będzie miała sens do zamieszkania.

  157. @sfinks
    „jak ogień rewolucji ludycznej będzie go trawił. ”

    Bardzo dziękuję za odpowiedź, małostkowo (ale w gruncie rzeczy w dobrych intencjach) zwrócę tylko uwagę na to, że „ludyczny” to znaczy „rozrywkowy, związany z rozrywką”. Związek z „ludem” jest żaden (prawdopodobnie miała być „rewolucja populistyczna”?). Podobnym błędem jest kojarzenie kwietyzmu z kwiatami.

  158. @wo
    Dziękuję za korektę obywatelską, miałem na myśli zarówno populizm, jak i pewnego rodzaju neoluddyzm.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz