Sukces Verhofstadta

Jest jedna niewątpliwie dobra wiadomość związana z ostatnimi eurowyborami: słaby rezultat odniosły ugrupowania antyunijne. U nas nie przekroczyły progu, we Francji czy Włoszech poszło im lepiej, ale tam też szału nie ma.

We Francji wprawdzie wygrali narodowcy, ale jeszcze kilka takich sukcesów, a poniosą sumaryczną klęskę. Wzięli 23 mandaty z na 79 miejsc, tracąc 1. Taki sukces, zgodzimy się chyba, bioder raczej nie urywa.

Dwa najsilniejsze ugrupowania prounijne, centroprawica (EPP) i centrolewica (PASD) wprawdzie już nie mają razem większości, więc nie wystarczy ich porozumienie, żeby przepchnąć ustawę.

Ale to tylko oznacza większą rolę (ALDE) i zielonych. Jeśli o mnie chodzi, to spoczko.

Przy całej rozpaczy, jaką budzi stan polskiej sceny politycznej zauważmy, że mimo wszystko lepiej tak, niż odwrotnie. Nie chcielibyśmy, żeby w Polsce wybory wygrała opozycja, Razem przekroczyło próg… ale Unia stanęła na krawędzi rozpadu.

A przecież było takie zagrożenie. W Polsce tego nie śledziliśmy bardzo uważnie – przynajmniej mój bąbelek się nie interesował – ale Steve Bannon przecież objechał Europę ze swoją misją powtórzenia sukcesu Trumpa i Brexitu.

Na papierze jego plany wyglądały groźnie: w prawie każdym kraju Unii mieliśmy (mamy) jakąś silną, prawicową antyunijną partię. Gdyby stworzyły paneuropejską międzynarodówkę, mogliby na przykład stać się najsilniejszą grupą w parlamencie europejskim – a to byłby koniec Unii.

To się nie wydarzyło. PiS odrzucił ofertę współpracy (odnotujmy to jednak na plus). To nie była dla PiS łatwa decyzja, bo ich sytuacja w europarlamencie wygląda teraz słabo. W poprzedniej kadencji tworzyli grupę z torysami. Nie wiadomo co dalej.

Paradoksalnie, europosłowie SLD mają teraz większe szanse na załapanie się na jakieś wpływowe stanowisko, bo stoi za nimi potęga PASD.

To, że w europarlamencie o wszystkim decydują liderzy największych ugrupowań, czasami przytaczane jest jako argument, że w Unii nie ma demokracji. To nieprawda.

Deficyt demokracji w Unii rzeczywiście jest problemem, ale bierze się z czego innego. Unia ciągle nie może się stać federacją, nie może mieć własnej konstytucji – więc technicznie ciągle działa na podstawie umów między suwerennymi państwami.

Ogólnoeuropejskiego suwerena ciągle nie ma, bo eurosceptycy blokują takie inicjatywy. Wynikający z tego deficyt obracają zaś w argument przeciwko Unii.

Mam nadzieję, że kiedyś dożyję Stanów Zjednoczonych Europy. W tej federacji prawdopodobnie jednak nadal będzie rządzić konsensus dużych bloków.

Taki system, w którym co wybory – to nowy rząd, nazywano kiedyś systemem westminsterskim, bo 200 lat temu występował tylko w jednym kraju. Dziś nazywamy go parlamentarno-gabinetowym (w Polsce mamy jego wariant hybrydowy – bo dochodzą elementy systemu prezydenckiego).

Są jednak inne wariantów demokracji. W Szwajcarii mają system konwentowy, zwany też czasem dyrektoriatowym lub komitetowym. Te nazwy pochodzą z wielkiej rewolucji francuskiej, gdy go po raz pierwszy zastosowano.

W tym systemie rząd działa na zasadzie przypominającej sejmową komisję. Reprezentowane są w niej wszystkie duże partie – i jeśli kiedyś doczekamy federacji, zapewne tak będzie formowany jej rząd (trochę już tak jest, ale Komisja Europejska nie jest rządem suwerennego państwa).

System konwentowy może irytować obywateli, bo nowe wybory nie oznaczają w nim zasadniczego zwrotu. Szwajcarią „od zawsze” rządzą te same partie i właściwie nie wiadomo, po co w ogóle głosować.

Westminsterski i prezydencki z kole generują sztuczne przełomy – głosy się rozkładają 51:49, i nagle budzimy się w innym kraju. To zwiększa role ugrupowań skrajnych, które próbują przyciągać centrum na swoje pozycje.

Z politologicznego punktu widzenia tym właśnie jesteśmy, drodzy blogobywalcy. Knujemy, jak by tu obóz Antypisu uczynić bardziej lewicowym, niż jest w rzeczywistości. Po drugiej stronie spektrum to samo Pisowi próbują zrobić narodowcy.

W systemie konwentowym my byśmy siedzieli na swoim marginesie, narodowcy na swoim, a rządziłby PO-PiS. Byłoby to może i frustrujące, ale czasem lepiej być sfrustrowanym jak Szwajcar niż wesołym jak Polak.

Tak naprawdę więc te wybory wygrali Juncker, Verhofstadt i Timmermans. No nie mówcie już, że nie macie z tego choć odrobiny radochy?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

25 Comments

  1. Bannon jest alkoholikiem, który nie stał ani za sukcesem Farage’a, ani Trumpa, ani nie miał szansy nic stworzyć w UE. Jadę z komórki, więc bez linkacza, ale Włosi wypowiedzieli mu najem siedziby pod tę antyunijną konspirę, bo przedstawił sfałszowany list poświadczający. Bannon się skończył na Breitbarcie.

  2. @WO
    „Tak naprawdę więc te wybory wygrali Juncker, Verhofstadt i Timmermans. No nie mówcie już, że nie macie z tego choć odrobiny radochy?”

    Owszem, dobrą wiadomością jest to, że w eurowyborach praktycznie wszędzie poza Polską pojawił się silny polityczny „suweren europejski” – transnarodowy elektorat identyfikujący się z Unią jako realnym punktem odniesienia dla spraw takich jak kryzys klimatyczny czy regulacja amerykańskich IT korpów. Pojawiła się też świeża europejska przestrzeń symboliczna, np. „klimatyczna Greta” jest bohaterką murali w różnych krajach Unii. Zobaczyliśmy nawet zalążki owego europejskiego „New York Timesa”, o którym tyle tu dyskutowaliśmy: polityczne „taśmy prawdy” w Austrii odpaliły przed wyborami niemieckie (a nie austriackie) gazety. Obserwując te zdarzenia, ale też zwyczajnie rozmawiając z młodymi ludźmi z różnych zakątków UE, widzą (korygując swój dawniejszy sceptycyzm), że to jest rzeczywiście chyba moment porównywalny do tego, kiedy Amerykanie po wojnie secesyjnej zaczęli mówić „United States is” zamiast „United States are”. Ta wzrastająca identyfikacja europejska zresztą wcale nie wyklucza kontynuowania identyfikacji wg kluczy narodowych czy lokalnych, raczej można mówić o przykrajaniu oczekiwań wobec wspólnot narodowych do spraw, jakie one faktycznie są w stanie unieść.

    Na planie ściśle politycznym przekłada się to na zauważalny wyciek władzy ze stolic narodowych ku transeuropejskim centralom partyjnym. W aktualnym rozdaniu to mniej owe narodowe stolice, a bardziej unijne „Nowogrodzkie” (czyli elity decyzyjne głównych bloków politycznych w PE) zabierają się za rozdzielanie kluczowych unijnych stanowisk (choć oczywiście elity obu rodzajów przenikają się personalnie). Co do wymienionych przez Ciebie dżentelmenów, ich stopień zadowolenia z tegoż rozdania jest zapewne dość różny. Junckera trudno zaliczyć do wygranych: politycznie wyglądał znacznie silniej jako punktujący powyżej swojej ligi premier Luksemburga niż jako słaby szef Komisji. Verhofstadt swatany teraz z Macronem to będzie opera mydlana w stylu „Biedroń dzwoni do Zandberga (tak, by się nie dodzwonić)”. Timmermans parł ku zawiązaniu w PE koalicji lewicowo-liberalno-ekologicznej (czyli ku tzw. wariantowi świateł ulicznych: czerwono-żółto-zielonemu). Opcji tej zabraknie jednak mandatów, aby stanowić samodzielną siłę. Osłabiła ją m.in. porażka socjaldemokratów w Niemczech, skutkująca wczorajszym ustąpieniem szefowej SPD Andrei Nahles, charyzmatycznej polityczki lewicy, jak to ujęła pewna moja niemiecka znajoma: „Angeli Merkel w spódnicy”. Faktycznie największym wygranym wyborów są Zieloni, którzy będą rozdawać karty zarówno przy nominacjach jak i przy kierunkach politycznej aktywności Unii. A person to watch: MEP Sven Giegold, czołowy orędownik tych polityk Zielonych, które wykraczają poza ich klasyczny ekologiczny repertuar – Varoufakis będzie oglądał zza linii bocznej boiska żonglowanie swoimi koncepcjami w jego wykonaniu.

    A więc owszem, dzieje się. Wieje wiatr historii – za miedzą, bo u nas, jak to u nas: „a w sadzie cicho, cicho”…

  3. @tymczasowe
    Nie lubię takiego alkoshamingu, no bo raz, że „a z kolegi taki znowu abstynent?”, a dwa, że przecież alkoholik też (a nawet zwłaszcza) może namieszać w polityce. Że Bannon wreszcie poległ, to dobra wiadomość, ale Breitbart był ongi groźną siłą, oby nigdy nie wrócił.

  4. Też jestem raczej zadowolony z wyborów. Skrajna prawica jest w stagnacji,a w wielu krajach widać, że słabną vide złoty świt. Za to siły liberalne i lewicowe nabrały wiatru w żagle,a demografia napawa optymizmem na jutro. Podejrzewam, że w przyszłości będziemy postrzegali obecne czasy jako zbiór wyjątkowo niekorzystnych okoliczności. Kryzys, nieumiejętność korzystania z nowego wynalazku jakim jest internet i wzrost znaczenia pokolenia, które wychowało się na walce z mityczną poprawnością polityczną. Biorąc pod uwagę, że wśród młodych wyborców (no może nie w Polsce) dominują raczej całkiem inne postawy, to Salvini i spółka będą tylko tracić siły.

  5. A tylko u nas w Polsce młodzi głosują na Konfederację, która i tak progu nie przekracza bo dwie wielkie partie się rozsiadły wygodnie. No cóż. Chyba wzorem gospodarza się pocieszę, że w skali europejskiej jakoś to wygląda, żeby nie popaść w zwątpienie.

  6. @”słaby rezultat odniosły ugrupowania antyunijne. U nas nie przekroczyły progu…” – zależy kogo zaliczamy do tej kategorii, I guess. W mojej interpretacji największe ugrupowanie antyunijne zdobyło 45% głosów i 26 (+1) mandatów. I to nie licząc pozostałych ugrupowań antyunijnych, które fartownie zmieściły się pod progiem.

  7. @Mortimer29 to rzeczywiście bardzo dziwne. Nawet we Włoszech, młodzi wolą bardziej lewicowy ruch 5 gwiazd od ligii. Albo nasza młodzież popiera konfederację bo kojarzy się z czymś nowym albo większość ma gdzieś politykę i ci nerdowaci tak pompują wyniki tego ugrupowania.

  8. @mbojko
    „W mojej interpretacji ”

    Nie mam nic przeciwko innej intepretacji niż moja, ale jakieś odniesienie do argumentu w blogonotce w komentarzu o blogonotce, zamiast gołosłownego „a ja mam inną”?, czy proszę o tak wiele?

    Atakując PiS per „chcą zrobić polexit” gdy oni akurat wyraźnie zmienili pozycje to może być równie przeciwskuteczne dla opozycji, jak nieco wcześniej nie zauważenie tego, że oni są już „partią 500+”, a nie „partią smoleńską”. Opozycja w ten sposób atakuje miejsce, w którym PiS był kiedyś – i cios pada w próżnię.

  9. Argumentu za tym, że PiS jest partią antyunijną? Tzn. pomijając retorykę, rutynowo zrównującą unijne traktaty z hitlerowską okupacją, i to od początku kadencji (nie licząc tego, co było przed początkiem kadencji)? W wykonaniu państwowej telewizji i wysokich urzędników państwowych, wliczając prezydenta, premierów, marszałków obu izb parlamentu, ministrów, a nawet samego Prezesa Polski?

    A względem „oni akurat wyraźnie zmienili pozycje”, to Patryk Jaki również wyraźnie zmienił pozycję na użytek kampanii o fotel prezydenta Warszawy. Do momentu zamknęcia urn był nieledwie cyklistą wspierającym prawa LGBT.

    Jeżeli po blisko czterech latach Dobrej Zmiany nie uważasz PiS za partię antyunijną, to – bez obrazy – jesteś, wbrew imydżowi, jaki próbujesz prodżektować, glass-half-full guy.

  10. @wo re Bannon

    W żadnym razie nie podejrzewaj mnie o abstynencję. Ale Bannon nosi już jedną koszulę na drugą. To nie są drinki po robocie albo brandy, jak knuje z kumplami, nawet codziennie. To jest pełen profesjonalizm, Champions League. Na tym poziomie nie ma wiele czasu i energii na inne zajęcia.

  11. @mbojko
    „Jeżeli po blisko czterech latach Dobrej Zmiany nie uważasz PiS za partię antyunijną, to – bez obrazy – jesteś, wbrew imydżowi, jaki próbujesz prodżektować, glass-half-full guy.”

    Dobra Zmiana też się zmienia i właśnie to zrobiła (tak, Jaki też się rebranduje). Teraz mówią, że ich celem jest to, żeby Polacy żyli tak dobrze jak Szwedzi, a poza tym załatwią z Unii po ileś tam na tucznika.

    To jest glass-is-totally-empty, bo z takim PiS opozycja znowu sobie nie poradzi. Czym przebijesz ten ich zwrot prounijny – wypominaniem im, że do niedawna mówili co innego? To będzie takie przekonujące w wydaniu mecenasa Giertycha…

  12. „Nie lubię takiego alkoshamingu, no bo raz, że „a z kolegi taki znowu abstynent?””

    O, czyli mnie wolno, doskonale.

  13. @nankin77 [To dziwne, że młodzi w PL głosują na Konfederację]

    Przecież to w ogóle nie jest dziwne. Konfederacja i w ogóle narodowa prawica jest jedyną opcją, która ma dla młodych jakąś ofertę tożsamościową i przedstawia ją w języku i oprawie estetycznej, które są im znane ze szkolnych programów nauczania, kościołów i YT czyli najważniejszych instytucji kulturalnych niewielkomiejskiej Polski. Tym młodym (głównie mężczyznom), którzy głosują na K (jeśli w ogóle), wszyscy po wielokroć pokazali, że mają ich głęboko w biodrach: politycy, szkoła, rynek pracy.

    A istnienie w Polsce grupy libertariańskich wyznawców Korwina też chyba nie powinno nikogo wprowadzać w osłupienie. Geneza tej grupy nawet na tym blogasku była chyba parokrotnie dyskutowana.

  14. @”To jest glass-is-totally-empty, bo z takim PiS opozycja znowu sobie nie poradzi” – ale po co ma sobie radzić, skoro PiS jest prounijny? Twoja wizja, że nie uda się odsunąć od władzy partii prounijnej, naprawdę nie wygląda na „glass-is-totally-empty”, chyba że sam jesteś antyunijny.

    Dla ustalenia układu odniesienia, bo może wkradło się tu jakieś nieporozumienie – nie jestem strategosem żadnej partii politycznej ani żadnej koalicji, moje komentarze nie powinny być odczytywane jako „następną ogólnokrajową kampanię wyborczą przeprowadzę wedle tego oto planu: (…)”. Jeżeli sprawiałem takie wrażenie, to najmocniej przepraszam. Moje komentarze są pisane z pozycji zupełnie szeregowego żuczka, którego wpływ na rzeczywistość polityczną ogranicza się do postawienia krzyżyka w tej lub tamtej kratce raz na parę lat.

  15. @retinger zgadzam się z wytłumaczeniem popularności Konfederacji, ale nie przemawia do mnie ta retoryka w stylu „biedny, smutny skin”. Akurat żyjemy w takich absurdalnych czasach, że pan od wszystkie klasy po dwa razy wyjeżdża sobie do Szwecji i zarabia dużo lepiej od kogoś komu chciało się iść na studia. Ot takie gamonie bez kapitału kulturowego, ale z kasą na gadżety z żołnierzami wyklętymi.

  16. Korekta europejska:
    1) „Ale to tylko oznacza większą rolę (ALDE) i zielonych.” – przed nawiasem brakuje słowa, podejrzewam liberałów
    2) „Są jednak inne wariantów demokracji”

  17. @Nankin77

    Jeśli te badania, które pokazują, że ok. 30 proc. młodych mężczyzn popiera K są choć trochę miarodajne, to nie mówimy wyłącznie o skinach ze swastyką wytatuowaną na czole. Już Twój pogardliwy stosunek do tych ludzi pokazuje, że pieniędzmi ze Szwecji nie są w stanie zrekompensować swoich braków w kapitale symbolicznym. Oni doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego poszukują wzorców, które pozwolą im wytworzyć jakiś pozytywny wizerunek samych siebie. A że sami regularnie doświadczają pogardy jako gamonie, nieuki i prostaki, to ich tożsamość również zbudowana jest na okazywaniu pogardy innym – wykształciuchom, uchodźcom, kobietom itd.

  18. Libertarianizm przyciągający młodych to nie jest polska specjalność. W anglojęzycznych Internetach jest tego sporo. W Polsce posuwa się to dalej, bo poglądy Konfederacji i innych efemeryd Korwina są bardziej ekstremalną wersją tego, co uchodzi za mainstream. Nie tylko w kwestiach gospodarczych, ale też mizoginii, rasizmu i reszty. A w szkołach absolutnie nie uczy się niczego, co pomogłoby to kwestionować. Mój nauczyciel Podstaw Przedsiębiorczości w Liceum Korwina głęboko podziwiał.

  19. @mbojko
    „Twoja wizja, że nie uda się odsunąć od władzy partii prounijnej, naprawdę nie wygląda na „glass-is-totally-empty”, chyba że sam jesteś antyunijny.”

    To nie jest jedyna oś podziału (Giertych jest teraz prounijny, a ja dalej jestem antygiertychowy).

    „Moje komentarze są pisane z pozycji zupełnie szeregowego żuczka, ”

    Jasne, ale jak żuczek żuczkowi, mówię koledze, że ignorowanie tych rebrandingów nie ma sensu. Należy z nich szydzić – czy ja nie szydzę z Giertycha? – ale są faktem. Giertych jest już w obozie liberalnym, a PiS prounijnym.

  20. @wo, mbojko

    A ja się zgadzam w pełni z kolegą mbojko. Sorry, ale wg mnie nie ma żadnego rebrandingu – niby z jakiego brandu na jaki? PiS nigdy deklaratywnie nie był antyunijny, ani nie deklarował Polexitu. Niemniej to, co w publicystyce pojawia się często jako pojęcie „wyprowadzania UE z Polski” ma miejsce od paru lat, bez specjalnych zwrotów.

    W Polsce wciąż mamy te circa 90% deklarujących poparcie dla UE, i dlatego mainstreamowa partia nie będzie otwarcie anty-UE. Przypominam, że PiS deklaratywnie jest również partią najbardziej pro-demokratyczną, pro-wolnościową i najbardziej szanuje Konstytucję ze wszystkich poprzedników.

    Niestety, poparcie w Polsce dla UE jest tyleż duże, co bardzo powierzchowne. Może się to mozolnie będzie zmieniać, ale niestety jestem pesymistą, widząc rosnącą popularność nacjonalizmu w Polsce, zwłaszcza wśród młodych. Z tego też powodu PiS nie dołączy, oczywiście, do frakcji otwarcie antyunijnych w Europarlamencie, ale etykietki będą miały aż takie znaczenie? Ważniejsze będzie, jak będą głosować. Mieliśmy próbkę podczas niegdysiejszego wysłuchania premier Szydło w Europarlamencie, w sprawie łamania praworządności – głosy poparcia dla Szydło szły wyłącznie od polityków skrajnie antyunijnych, także wszystkim ich wystąpieniom Szydło biła brawo.

  21. @wo

    Jeszcze w kwestii rebrandingu – Giertych IMHO nie jest najlepszym przykładem, bo jego przemiana jest bardziej personalna, niż ideowa (nie eksponuje specjalnie poglądów ideowych, „dokopuje Kaczyńskiemu”, a nie głosi niczego w rodzaju „większe prawa dla gejów, mniejsze dla Kościoła”), lepszym jest Misiek Kamiński. On mówi dziś „tak, popierałem Pinocheta, bo byłem młody i głupi, za co przepraszam i dziś już nie popieram”. Podobnie w paru innych sprawach, m.in. dotyczących religii. I to jest rebranding, to ja rozumiem (a już zwłaszcza jak się tak schudło!).

    Tymczasem PiS nigdzie żadnej zmiany stosunku do UE nie zadeklarował (chyba że mówimy o Waszczykowskim i deklaracji, że od teraz trzeba znacznie ograniczyć zaufanie), tylko zawsze walczył ze Wschódazją…

  22. @rambler
    „Tymczasem PiS nigdzie żadnej zmiany stosunku do UE nie zadeklarował (chyba że mówimy o Waszczykowskim ”

    Ej, ja się tak nie bawię. Podałem wyżej konkretne przyklady takich zmian. Będę wycinać dalsze polemiki na zasadzie „ja żadnej nie zauważyłem”. Jak się komuś nie chce zakwestionować tego, co ja napisałem – to mi się nie chce tego hostingować.

  23. @wo
    „Podałem wyżej konkretne przyklady takich zmian”

    Ale gdzie? Tu? –> „Teraz mówią, że ich celem jest to, żeby Polacy żyli tak dobrze jak Szwedzi, a poza tym załatwią z Unii po ileś tam na tucznika.”

    Sęk w tym, że, piszesz „teraz mówią”, jakby wcześniej mówili co innego. Przecież zawsze zaprzeczali, że chcą Polexitu, zawsze chcieli unijnej kasy (wręcz szli linią krytyki, że PO załatwia za mało), zawsze gadali o wyrównywaniu poziomu życia Polaków (np. przez różne reparacje od Niemców), zawsze protestowali przeciwko „Unii dwóch prędkości” itd.

  24. @rambler
    „Sęk w tym, że, piszesz „teraz mówią”, jakby wcześniej mówili co innego.”

    Bo to więcej, niż zwykła zmiana akcentów. W eurowyborach PiS jako najważniejszy mesedż przedstawił dofinans na tucznika. Opozycja zamiast użyć swej najważniejszej superbroni, argumentu „my lepiej załawiamy hajs z Unii”, poszła w szydzenie z rozdawnictwa, tym samym przedstawiając siebie jako mniej unijną (bo rozdawnictwo jest unijne).

    Za ten rebranding PiS zapłacił odpadnięciem skrzydła otwarcie antyunijnego (i utratę kilku procent), ale chyba jednak było warto.

  25. Na wsi jest jeszcze problem typu „rolnik szuka żony”.
    Owszem UE dała na asfaltowe drogi, chodniki, wodociągi, syn kupił ciągnik za pół miliona ale co z tego skoro siedzi sam i nie mam wnuków bo Unia wyssała kobiety ze wsi do wielkich miast. Pół biedy jeszcze do Warszawy czy Krakowa, ale do Londynu…

Dodaj komentarz