Guy N. Kaczynski

Jarosław Kaczyński – to mu trzeba przyznać – jest mistrzem w wymyślaniu opowieści grozy. W 2005 wygrał wybory dzięki opowieści o wielkim, strasznym Układzie, przed którym tylko PiS może nas obronić. W 2015 wymyślił horror o uchodźcach, których chmary zaraz zaleją Europę, i znów tylko PiS może ich powstrzymać.

W elektoracie PiS najbardziej mnie zdumiewa krótka pamięć. Bajki Kaczyńskiego okazują się być czymś na poziomie zabójczych krabów Guya N. Smitha, ale cztery lata później wymyśli coś nowego… i elektorat znów się boi.

Kolejnym straszydłem jest oczywiście ideologia LGBT, która będzie nam seksualizować dzieci. Z nasłuchów prawicowego internetu widzę, że elektorat
PiS szczerze w to wierzy. Ich lęki nie są udawane.

Tak samo wierzyli w Układ przez wielkie U. Sekundujący Kaczyńskiemu publicyści i pisarze tworzyli dzieła eseistyczne i quasi-literackie, odwołujące się do wizji potężnej, tajnej struktury, penetrującej cały kraj i decydującej o tym, kto wygra przetarg a kto dostanie pracę.

Przypomnę głupkowatą sztukę „Norymberga” literata Tomczyka. Albo powieść Sumlińskiego o dziennikarzu, który już-już miał jakieś dowody na niebezpieczne związki Komorowskiego, ale niestety nie może ich podać.

PiS obiecywał, że gdy obejmie władzę, zdemaskuje Układ. I co? I nico.
Przechwycili prokuraturę, przechwycili policję, przechwycili parlament. Gdzie te demaskacje?

O Układzie zapomnieli już nawet wyborcy PiS. Nie szkodzi, prezes wymyślił im kolejne straszydło: UCHODŹCY!

Pamiętacie czym żył internet 5 lat temu? Niejaki „Bulonis Kamil” opisywał na fejsie, jak był świadkiem przemilczanego przez media ataku uchodźców na przejście graniczne między Włochami i Austrią.

Media, zamiast naprawdę przemilczeć, nagłaśniały tę bzdurę, chociaż nie trzymała się kupy na najprostszym poziomie. W ogóle nie ma takiego przejścia, na którym Bulonis Kamil rzekomo widział te sceny (a w dodatku prawdziwe, realnie istniejące alpejskie przełęcze graniczne mają zazwyczaj kamery online).

Wielu wyborców PiS w 2015 rzeczywiście naprawdę bało się hordy uchodźców, która zniszczy Europę. Być może jakieś niedobitki do dzisiaj wierzą w strefy szariatu w Berlinie, Sztokholmie i Paryżu. Reżimowa propaganda nagłaśniała to do przewyrzygu.

Problem uchodźców wygasł, Europa się nie zawaliła. Stref szariatu w zachodnich miastach jak nie było tak nadal nie ma.

A więc teraz mamy „ideologię LGBT”. I ja naprawdę wierzę, że ten typowy wyborca PiS – człowiek, który nie zna języków i nie podróżuje – dał się nabrać na kolejne straszydło prezesa.

Ubocznym skutkiem horrorów Kaczyńskiego jednak jest nienawiść – już najzupełniej realna. I prowadząca do równie realnych aktów ulicznej przemocy.
Jeśli istnieje Bóg (w co prywatnie wątpię), Kaczyński odpowie za to w piekle.
My niestety musimy odpokutować jego horrory w realu.

Bo za to wszystko zapłaci Polska jako kraj. Rasizm i islamofobia, rozpętane w 2015 i homofobia, rozpętana obecnie przekładają się na stopniowe wykluczanie nas z cywilizacji zachodniej.

W swej nieskończonej naiwności wyborcy PiS wyobrażają sobie, że skoro Trump to prawica, podejdzie z wyrozumiałością do ekscesów Kaczyńskiego. To równie głupie jak przekonanie Seby w województwie londyńskim, że kiedy brytyjska prawica mówi o imigrantach, to nie chodzi o Sebę.

Inżynierowie, informatycy i przedsiębiorcy, którzy mieliby pomóc premierowi Morawieckiemu w jego mokrych snach o elektromobilności, nie przyjadą do rasistowskiej i homofobicznej Polski. Oni po prostu wolą klimaty kalifornijskie od białostockich.

To się przełoży na gospodarkę. Ale także (jak to już zauważyli PT komcionauci pod poprzednią notkę) na politykę obronną.

Maluczko, a ciapaty gej z US Army pójdzie ze swoim chłopakiem na dyskotekę w ramach R&R. I tam go pobiją. I Trump zażąda wyjaśnień od „the very talented prime minister of Poland”.

I ten udzieli wyjaśnień w najlepszym stylu pisowskiej dyplomacji. Wkurzona Ameryka wycofa się ze współpracy wojskowej.

Nie wiem, czym Kaczyński będzie straszyć za 4 lata. Krabami? Klaunami? Atakiem Zabójczych Pomidorów?

Ale wiem, że jego elektorat znów da się nabrać. Jak ktoś nie zna języków i nie podróżuje, uwierzy nawet w strefy szariatu w Sztokholmie.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

159 Comments

  1. Na pewno się powtórzę, ale Kaczyński trafia, bo ma na co. Rasizm, postkomunistyczny układ, homofobię, ksenofobię, i przede wszystkim spinający to wszystko zgrabną klamrą katolicyzm, zwyczajnie dominują w tym kraju.

    Wśród całej drabinki społecznej, jak najbardziej wykształconych i kulturalnych też. Bardzo mi trafiło w empirię, co napisałeś o tym, jak nas wyjaniepawlali tzw. „otwarci katolicy” z katechezami i aborcją. Znam z życia.

    Widzę to w dewirtu, widzę to w mediach społecznościowych i wśród „liberalnych progresistów (twardych)”.

    To nie są bandyci i gangsterka z Białegostoku, tylko mili, sympatyczni, fajni ludzie, z którymi jak najbardziej można się przerzucić żarcikiem, przenikliwym bonmocikiem.

    I ni stąd, ni zowąd, w najlpeszej towarzyskiej komitywie nagle się okaże, że disują Ikeę, bo Tomasz cytował Biblię. Albo sami Afrykańczycy to jednak nie za bardzo potrafią sobie poradzić. No, była kolonizacja, to było niefajne, no ale popatrz. Przecież samych ich zostawić, to zepsują.

  2. Pisałem o tym u siebie na blogasku ale nie będę robił nachalnej autoreklamy więc skracając:
    Nie jestem zwolennikiem ideologii czym gorzej tym lepiej ale moim zdaniem to szczucie to szansa dla lewicy. Szansa, żeby podgryźć centrolewicowy elektorat Platformie bo Schetyna w tym temacie ani wiarygodny ani się wychyla. W tym samym czasie SLD, Razem, Wiosna jedzie do Białegostoku i zaczyna kampanię. Jeśli nie spartolą frekwencji jutro to mogą na temacie popłynąć (zwłaszcza jak PiS będzie dalej jątrzył).

  3. Niestety, jest część społeczeństwa, z którą trzeba po prostu inaczej rozmawiać. Nie w obcym języku, bez odwołań do Wielkiego Świata. Tudzież te odwołania polsko-centrycznie masować. Wściekanie się, że suweren jest tępy jak kilo gwoździ może przynieść tymczasową ulgę, ale wyniku wyborów nie zmieni.

    Walka z fejk niusami jest nieskuteczna. To po prostu próba sił dwóch narracji. Wygrywa lepiej opowiedziana historia. Spójna, działająca na wyobraźnie. Tak jak z książkami – nie ma złych, są tylko dobrze lub źle napisane.

  4. „Wściekanie się, że suweren jest tępy jak kilo gwoździ może przynieść tymczasową ulgę, ale wyniku wyborów nie zmieni.” Głaskanie ich też nic nie zmieni. Główny problem z polskim społeczeństwem jest taki, że kuźwa większość ludzi nie chodzi na wybory. O tym kto rządzi w Polsce decyduje kto lepiej zmobilizuje swoich emerytów i rencistów.

  5. @”Jarosław Kaczyński – to mu trzeba przyznać – jest mistrzem w wymyślaniu opowieści grozy.” – Bo ja wiem, czy trzeba (mu to przyznać)? Przecież on tych opowieści nie wymyśla. Ani homofobii nie wynalazł, ani ksenofobii, ani Układu vel Spisku. Jeżeli jest czegoś mistrzem, to marketingu tychże: sięga po jakąś fobię ze stosu Prawicowej Wiedzy o Świecie, odkurza dmuchnięciem, studiuje chwilę i dekretuje: „dobra, to teraz śmiertelnie zagrażają nam zboczeńcy” (lub ekooszołomy, lub bezbożnicy, lub nawet komuniści – skoro młodzież urodzona pięć-dziesięć lat po końcu PRL-u skanduje „raz sierpem, raz młotem”, to znaczy, że rynek jest).

    Oczywiście sprzedać rzecz to JEST sztuka (każdy by chciał wypuścić produkt, który całkowicie zdominuje rynek, ale jakoś kurna nie każdemu to się udaje), tylko że to jest inna sztuka.

  6. Z tym że strachy Kaczyńskiego okazują się prawdziwe. Układ to sytuacja gdy naczelnik każe wykupić bank, by jego prezes aportował radośnie machając ogonem z propozycją kredytu na 1,5 miliarda.
    W Warszawie miejscami spotyka się więcej Ukraińców niż Polaków, Polską rządzą kryptogeje – świecki i sukienkowi

  7. @Nankin77
    „Główny problem z polskim społeczeństwem jest taki, że kuźwa większość ludzi nie chodzi na wybory.”

    Myślę, że największym koszmarem Kaczyńskiego byłoby wprowadzenie głosowania przez Internet. Ja do tego dołożyłbym nagrodę jak za wypełnienie PITu w konkretnym mieście (np. losowanie samochodu). PIS miałby przerąbane na całej linii.

  8. @Nankin77 i @Jason Sheep

    Koledzy widzę optymiści. Ja bym się obawiał że przy wprowadzonym przymusie głosowania w najlepszym razie PIS miałby wieczne 80% a w najgorszym 50% miałaby jakaś Konfederacja czy inna aktualna inkarnacja faszystów. Skąd pomysł że ci co nie chodzą zagłosowaliby na cokolwiek cywilizowanego? Moim zdaniem jest to założenie bezpodstawne

    @Kaczyński jako spin doctor

    Szczerze wątpię że to on wymyśla czego w tym roku jego elektorat ma się bać. To jakieś Bielany i Brudzińskie robią. On się co najwyżej łaskawie zgadza

  9. @embercadero to są anegdotyczne obserwacje i całkiem prawdopodobne, że się mylę, ale mam wrażenie, że polityka jest uncool dla tych bardziej liberalnych, czyli młodych i klasy średniej. To po prostu domena wujków Staszków, którzy niespecjalnie się od siebie różnią i dyskutują o tym kto z kim pił wódkę i był agentem.

  10. Elektorat jest tak glupi, ze gdyby kaczor straszyl ufo to tez by uwierzyli. Jakas postepujaca deewolucja ludzkosci musi byc faktem. Polecam brytyjski serial „years and years”, ktory niedawno jeszcze mial straszyc a dzis juz jest rzeczywistoscia.

  11. @wo

    Kaczyński niczego sam nie wymyśla. Prawicowy Guy N. Smith mieszka w USA i większość bzdur Prezesa jest importowana właśnie stamtąd (oprócz postkomunistycznego Układu – tam akurat są inne odpowiedniki tego straszaka: Bilderbergi, Jaszczury i New World Order). Nasza prawica chłonie te wszystkie Fox Newsy i Breitbarty jak gąbka (nie bezpośrednio oczywiście, ale czytają te wszystkie „Do Rzeczy”, gdzie tłumaczone są rewelacje ze Stanów – ze względu na nieznajomość języka politycy PiS nie będą przecież oglądać Fox News w oryginale) i podaje dalej. Zabawkowa demonologia (Harry Porter, Hello Kitty itd.), feminazistki, incele, kreacjonizm, płaska ziemia, chemtrails czy negacja globalnego ocieplenia też przecież zostały wymyślone za oceanem. Dotyczy to nawet kościoła – jeszcze 30 lat temu polski kościół nie miał nic wspólnego z amerykańskimi Zielonoświątkowcami, a dziś jego twarzą jest m.in. ‚charyzmatyczny’ uzdrowiciel Bashobora i teleewangelista Natanek. Importowaliśmy z Ameryki zarówno doktryny polityczne (neoliberalizm) jak i kulturę masową, ale tak samo było np. z ruchem antyszczepionkowym. Siła oddziaływania tych trendów z importu jest tak wielka, że przejmują je nie tylko politycy, ale również kościół i media, co w naturalny sposób przekłada się na społeczeństwo – dlatego często mam wrażenie, jakby Polska leżała nie w środku Europy, a gdzieś pomiędzy Gwatemalą a Hondurasem. Pisałeś tu niedawno o dziwacznym zjawisku, jakim były poszukiwania rzekome ukrytych (nagranych od tyłu) ‚satanistycznych’ przekazów w piosenkach Electric Light Orchestra. Przecież to samo w identycznej formie pojawiło się nieco później u nas! Gdyby powymyślano te bzdury nie w Stanach a – dajmy na to – w Brazylii czy w Indiach, pies z kulawą nogą by u nas o tym nie usłyszał.

    Jeśli chcesz wiedzieć, o czym Kaczyński będzie bredził za parę lat, oglądaj Breitbart News. Ale pewnie będzie to standardowy zestaw, czyli lewactwo, feministki, geje i uchodźcy w różnych proporcjach.

    @naturalucka

    „Rasizm, postkomunistyczny układ, homofobię, ksenofobię, i przede wszystkim spinający to wszystko zgrabną klamrą katolicyzm, zwyczajnie dominują w tym kraju. Wśród całej drabinki społecznej, jak najbardziej wykształconych i kulturalnych też”

    Ha! Znam to od dwudziestu lat. Pod poprzednim wątkiem pisałem o moim kontakcie ze śmietanką Unii Wolności dwie dekady temu (przedsiębiorcy z UMC), od której usłyszałem rzyg na nędzę Trzeciego Świata. Był to zasadniczo hejt na biedę („w izraelskich osiedlach w Strefie Gazy rosną ładne trawniki, a te brudasy nie mają nawet wody do prania!”). O dobrodziejstwach apartheidu też się nasłuchałem. Po czymś takim żadne wybroczyny „naszych” elit mnie nie zdziwią – biedotę srającą na wydmach za 500+ przyjąłem już na spokojnie.

  12. …jeszcze jedno:

    „Inżynierowie, informatycy i przedsiębiorcy (…) nie przyjadą do rasistowskiej i homofobicznej Polski. Oni po prostu wolą klimaty kalifornijskie od białostockich”

    Ale – zachowując wszystkie proporcje – to samo masz w Stanach. Informatyk z Indii w żadnym wypadku nie pojedzie na rasistowskie zadupie w Louisianie, ale do przyjaznej Kalifornii jak najbardziej. Tak samo jak inżynier gej nie będzie się pchał z partnerem do Białego Stoku, ale już praca w biurowcu w centrum Warszawy – czemu nie?

  13. „Wielu wyborców PiS w 2015 rzeczywiście naprawdę bało się hordy uchodźców, która zniszczy Europę. Być może jakieś niedobitki do dzisiaj wierzą w strefy szariatu w Berlinie, Sztokholmie i Paryżu. Reżimowa propaganda nagłaśniała to do przewyrzygu.”

    No przecież dalej wierzy: parę tygodni temu zmieniałem w Vorsprungu opony, żeby się nie rozleciały podczas wakacji w, o zgrozo, Szwecji i wdałem się w miłą pogawędkę z Panem Mechanikiem: ten, dowiedziawszy się o moich planach wakacyjnych, wybełkotał zdjęty autentycznym przerażeniem: „Panie, no co Pan, zwariował? z rodziną do Szwecji? przeca tam muzlimy!…”

    Te straszaki z poprzednich wyborów nie zostają wymieniane na nowe, PiS dokłada raczej kolejne cegiełki do budowanej narracji o narodowo-katolickiej Polsce jako o oblężonej twierdzy. I to działa. Idę o zakład, że po LGBT kolejnym straszydłem będą ekoterroryści.

  14. Straszaki prawicy to tylko odbicie tego, co sami zamierzają zrobić po dojściu do władzy. Ot zwykłe mierzenie innych własną miarą. Mamy więc budowany układ, katolickie strefy szariatu czy seksualizację dzieci przez kler.

    @Ukraińcy
    to nie uchodźcy, tylko migranci zarobkowi. Nie przypływają do nas w łodziach po socjal – czym bardziej leniwi, tym szybciej machając wiosłami.

    @monday
    Zachowując proporcje, to po co informatyk ma się zastanawiać, które miasto w peryferyjnym kraju słynącym z nienawistnego bicia ludzi wybrać, skoro może wybrać dowolny inny kraj w UE czy na świecie. Zresztą on przeniesie się tam, gdzie będą atrakcyjne korpooferty.

  15. @wo
    „Bo za to wszystko zapłaci Polska jako kraj. Rasizm i islamofobia, rozpętane w 2015 i homofobia, rozpętana obecnie przekładają się na stopniowe wykluczanie nas z cywilizacji zachodniej.”

    Na szczęście nigdy na dobre nie byliśmy częścią tej cywilizacji więc nie ma nad czym rozpaczać. Mamy tylko za sobą 30-letni okres gwałtownego odbicia się od dna przez co niektórym się wydawało że nabraliśmy wystarczającego escape velocity żeby z tego mułu uciec.

    Nie mam na to dowodów niestety, ale jestem przekonany że to co odwala Europa Środkowo-Wschodnia okresie ostatnich lat tylko służy tym wszystkim którzy mówili żeby tych dzikusów do stołu nie dopraszać. Objawi się to w perspektywie kolejnych dekad bardzo wyraźnym podziałem w Unii i gdzie indziej. Nie będziemy częścią najważniejszych gremiów decyzyjnych, czyli wymieszania elit na liniach rodzinno-polityczno-biznesowych. OK, ich strata jak rozumiem, sami potrafimy lepiej.

  16. Paradoksalnie, szczucie na osoby LGBT może obrócić się przeciwko PiS-owi i mam nadzieję że tak się stanie.
    Straszak „Układu” był dość skuteczny z kilku powodów. Raz że eksploatował tradycyjną niechęć klas niższych do wyższej. Dwa, było to częściowo zakorzenione w wydarzeniach przełomu tysiącleci – głośne przestępstwa których nie dało się szybko wyjaśnić z różnych powodów – najczęściej nieudolności policji, np. sprawa Papały. Na to nakładały się afery które można było medialnie eksploatować wyrywając zdania z kontekstu (choćby „grupa trzymająca władzę” i słynny SMS z afery Rywina). Trzy wreszcie, była mocna podbudowa popkulturowa (w końcu różne wersję Układu zaludniały polskie seriale i filmy od lat dziewięćdziesiątych a seryjnym motywem – choćby w Ekstradycji – było to że Układ to macki dawnego KGB i GRU. I to niestey działało także w wariancie POPiS-u – przecież to PO wraz z PiS rozwiązała WSI właśnie dlatego że zapanowało przekonanie że to matecznik Układu.

    W przypadku uchodźców wystarczyło wykorzystać pokłady polskiego rasizmu. Plus islamofobii podsyconej zamachami, do których faktycznie dochodziło. Znów – to się dawało opakować medialnie a i przeciętny telewidz przecież sporo amerykańskich filmów gdzie zamachowcem – fanatykiem był ktoś wyglądający na Araba.

    Teraz hejt na osoby LGBT jest trudniejszy o tyle że to już nie są osoby z jakimi przeciętny wyborca PiS ma nikłe szanse się zetknąć. To są ludzie żyjący tuż obok – nawet jeśli się ukrywają, bliscy albo wiedzą albo się domyślają – tak jak na wsiach często gęsto „wszyscy wiedzą” o tym że ksiądz ma partnerkę i dzieci. Nic z tym nie robią – owszem można powiedzieć że nurzają się w hipokryzji, ale nie hejtują otwarcie, nie piszą listów do kurii, nie . Z drugiej strony, nawet w serialach serwowanych przez telewizję publiczną pojawiają się wątki homoseksualne, w jednej z telenowel jest nawet para gejowska z dzieckiem. Oczywiście nie jest tak lekko, są tysiące osób które przeżyły dramaty rodzinne bo rodzice ich wyrzucili z domu, są samobójstwa i zbrodnie z nienawiści – ale to też są rzeczy które są zauważalne, to nie jest problem tylko z wiadomości w telewizji

  17. „Być może jakieś niedobitki do dzisiaj wierzą w strefy szariatu w Berlinie, Sztokholmie i Paryżu.”

    Mam wrażenie, że niedoszacowujesz z uwagi na perspektywę ze swojej banieczki. Ja te opowieści słyszę nadal w 2019 roku. Zgadzam się raczej z Pawłem Gładkim powyżej – dokładane są kolejne cegiełki. I jest akcent na aktualnie modną (dziś LGBT), ale tamte wciąż funkcjonują, gotowe do odświeżenia w dogodnym momencie.

  18. Zestaw tematów jest stały i ten sam od lat, różni się tylko chwilowy akcent i wzmożenie. Wszystkim straszyli już w latach 90., czy ktoś pamięta jeszcze warszawskiego „gejbombera”, który pomógł im wygrać wybory w 2005? Układ i imigranci (zwłaszcza islamscy) to też tematy, które pamiętam z retoryki pisemek typu „Najwyższy Czas” z tamtego okresu.

    „Mamy tylko za sobą 30-letni okres gwałtownego odbicia się od dna przez co niektórym się wydawało że nabraliśmy wystarczającego escape velocity żeby z tego mułu uciec.”

    Niektórzy z nas faktycznie nabrali prędkości ucieczki, na poziomie osobistym – ponad 2 miliony ludzi wyjechało przecież po 2004. Niestety odbicie się od dna w górę oznacza też zepchnięcie dna jeszcze bardziej w dół. Być może gdyby wszyscy ci ludzie zostali w kraju i głosowali, nie byłoby takiego syfu, jak jest. A być może i tak by był. Duch czasów/za dużo lat minęło od wojny.

  19. @mbojko
    „Przecież on tych opowieści nie wymyśla.”

    Dlatego porównuję go do Guya N. Smitha – raczej zręczny recyklator niż twórca nowych prądów.

    @jason sheep
    „Myślę, że największym koszmarem Kaczyńskiego byłoby wprowadzenie głosowania przez Internet.”

    Moim też. TO JEST GŁUPI POMYSŁ. Poza wszystkim innym, czas już pogrzebać mit „wysoka frekwencja nie sprzyja PiSowi”.

    @dude yamaha
    „Na szczęście nigdy na dobre nie byliśmy częścią tej cywilizacji”

    Z wyżyn różnych książek, które czytałem na ten temat pozwolę to sobie skwitować eseistycznym „PIEPRZENIE”. Byliśmy i jesteśmy. Trzeba więcej niż Kaczyńskiego, żeby nas z niej wyrwać.

  20. @wo
    „Rasizm i islamofobia, rozpętane w 2015 i homofobia, rozpętana obecnie przekładają się na stopniowe wykluczanie nas z cywilizacji zachodniej.”

    Tak jak wielu przedmówców uważam, że homofobia wcale nie została rozpętana teraz. Mała anegdotka: z racji miłości do ciężkich brzmień noszę długie włosy (bardzo ubolewam, że w tym bąbelku to się kojarzy głównie z korwinistami). W czasach nastoletnich, czyli na przełomie najntisów i lat zerowych, regularnie na warszawskich ulicach słyszałem wyzwiska z tego powodu, raz nawet dostałem w zęby. Mniej więcej, w połowie lat zerowych, mentalność warszawskich dresiarzy zaczęła się zmieniać, przestali zwracać uwagę na męskie fryzury i wyzwiska się skończyły. 2 lata temu spacerowałem z dziewczyną późnym wieczorem w Ełku, gdzie zostałem przez lokalnych dresiarzy nazwany pedałem z powodu włosów. Pomijając komizm całej sytuacji (oni byli w gronie stuprocentowo męskim), poczułem się tak, jakby ktoś mnie cofnął w czasie o 15 lat.

    To, co się działo tydzień temu w Białymstoku, jest w zasadzie powtórką warszawskiej parady z 2005 roku. Wtedy też były pobicia, były kamienie i jajka. Był też poseł Wierzejski, który zapowiadał delegalizację organizacji lesbijsko-gejowskich. Nie sądzę, żeby Kaczyński był w stanie sprawić, że tolerancyjna część Polski stanie się mniej tolerancyjna. Może co najwyżej opóźnić cywilizowanie się tej mniej tolerancyjnej części, na takiej samej zasadzie, jak JP2 opóźnił ateizację Polski.

  21. @WO
    „@dude yamaha
    „Na szczęście nigdy na dobre nie byliśmy częścią tej cywilizacji”
    Z wyżyn różnych książek, które czytałem na ten temat pozwolę to sobie skwitować eseistycznym „PIEPRZENIE”. Byliśmy i jesteśmy”

    Poproszę o tytuły/autorów tych książek.

  22. @Pavel Konter amen, ja mam podobne doświadczenia, jak miałem długie włosy, a później irokeza z 10 lat temu. Pedały leciały na prawo i lewo, kilka razy trzeba było spier… Najgorzej mieli goci i emo, bo jednak dużo mocniej przekraczali granicę między tym co powszechnie uważa się męskie i damskie. Najstrasniejsze, że w nakręcaniu negatywnych emocji przeciwko tym ostatnim w dużym stopniu była dopowiedzialna klasa średnia i często liberalni dziennikarze vide obrazek w wysokich obcasach, gdzie był tekst, że nawet geje mówią na emo pedały. Podobnie z hipsterami, naprawdę mniej ludzi by ucierpiało gdybyśmy bardziej uważali na słowa.

  23. @wo
    „Byliśmy i jesteśmy [w cywilizacji zachodniej]. Trzeba więcej niż Kaczyńskiego, żeby nas z niej wyrwać”

    Przecież to nie tylko on, kaczyńskich była cała plejada: Lepper, Giertych, Gowin, Niesiołowski, Krzaklewski, Olszewski, HGW, Miller, nie wspominając już o kukizach i korwinach… Od 1989 roku uzbierało by się trochę nazwisk, również po „naszej” stronie. Owszem, większość z nich była *formalnie* prozachodnia (np. Miller wprowadzał Polskę do Unii), ale to był zachód wyimaginowany; oni albo wyobrażali sobie Zachód WYŁĄCZNIE jako Stany Zjednoczone (i to raczej te reaganowskie, z głębokiego południa czy wręcz westernów), albo próbowali zbudować Katolickie Państwo Narodu Polskiego (II RP bis). Tak, jesteśmy na zachodzie, ale tym sprzed 80 lat, nie tym z XXI wieku. Większość naszych Kaczyńskich różniła się tym, że jedni chcieli Matki Boskiej, drudzy – Wolnego Rynku. Macierewicz też werbalnie jest niesamowicie prozachodni, ale…

    Często słyszę głosy, zwłaszcza wśród młodzieży, że ten zachód to wcale nie taki super, skoro po ulicach pałętają się ciapate, muslimy i pedały, w dodatku kościoły pustoszeją a Biała Rasa jest zagrożona, zachód zdradził swoje wartości i to już nie jest ten Prawdziwy Zachód, więc może powinniśmy walić tę całą Unię i iść własną drogą, ewentualnie w sojuszu z Trumpem lub Putinem, ale w żadnym wypadku w eurokołchozie. Wartości zachodnie to trochę co innego niż się wydaje w Bolandzie. Niestety – mentalnie leżymy bliżej Białorusi niż Niemiec.

  24. „mentalnie leżymy bliżej Białorusi niż Niemiec.” Raczej prawda, mamy wiele niepokojąco podobnych zjawisk jak np. ten nasz szał na wyklętych i powstanie Warszawskie przypomina bardziej kult wojny ojczyźnianej w poradziecji. Nasi ciamajdowcy podczas 11 listopada wyglądają jakby przyjechali z Chabarowska, mamy seksizm podobny jak Rosyjski co było widać podczas mundialu. Do tego pisowscy politycy bratają się z kibolami jak Putin czy Janukowycz. Z drugiej strony może należymy do zachodu, ale co najwyżej jak południe Stanów. Tu i tam było zagłębie rolnicze, które ominęło większość modernizacyjnych trendów, są dworki (po amerykańsku Antebellum), była masowa migracja i oba regiony rozwijają się głównie dzięki bogatszym rejonom, czyli inwestorom szukającym taniej siły roboczej. Do tego cudze pieniądze tworzą naszą infrastrukturę (fundusze unijne, a w Stanach new south). Było nie było do Niemiec nam baaaaaardzo daleko.

  25. @wkochano
    „ponad 2 miliony ludzi wyjechało przecież po 2004. Niestety odbicie się od dna w górę oznacza też zepchnięcie dna jeszcze bardziej w dół. Być może gdyby wszyscy ci ludzie zostali w kraju i głosowali, nie byłoby takiego syfu, jak jest”

    Byłoby tak samo. Spójrz, na kogo ta nasza „wyklęta” emigracja głosuje w wyborach (polecam przestudiować wyniki z Norwegii, Szwecji, Holandii, Danii, Irlandii etc.). Posłuchaj, co mówi Seba w UK. Ogólnie rządzi albo Korwin, albo PiS, albo narodowcy.
    Myślałem, że mit pt. „cywilizowani wyjechali” już dawno upadł.

  26. @monday.night.fever
    Można gdybać na obie strony. Może po prostu kilka/kilkanaście lat po wyemigrowaniu tylko tym, co się nie zintegrowali chce się głosować? A ci wszyscy bardziej rozsądni ludzie głosują w wyborach, ale lokalnych, bo mają już w nosie Polskę. Sam jako emigrant od lat 8 jestem powoli coraz bliżej takiej postawy.

  27. @mnf
    Nonono, wypraszam sobie. W maju w eurowyborach szwajcarscy Polacy głosowali tak: Koalicja Europejska 46.8%, Wiosna 18.9%, PiS 15.5%, Konfederacja 10.7%. I ludzie stali godzinę w kolejce żeby głosować (BTDT)

  28. @szary

    „Nie jestem zwolennikiem ideologii czym gorzej tym lepiej ale moim zdaniem to szczucie to szansa dla lewicy. Szansa, żeby podgryźć centrolewicowy elektorat Platformie bo Schetyna w tym temacie ani wiarygodny ani się wychyla. W tym samym czasie SLD, Razem, Wiosna jedzie do Białegostoku i zaczyna kampanię. Jeśli nie spartolą frekwencji jutro to mogą na temacie popłynąć (zwłaszcza jak PiS będzie dalej jątrzył).”

    Schetyna idzie do wyborów z planem takim jaki miał Jagiełło w bitwie pod Grunwaldem. Najpierw wypuści się lekką jazdę (lewicę), która poszarpie się z PiSem w niebezpiecznych wądołach spraw obyczajowych. Później z pieśnią na ustach „Centroporawica Dziewica, Bogiem Sławienia Partyja!” ruszą ciężkozbrojne szeregi PO, walczące o praworządność i kompromis aborcyjny. Szalę zwycięstwa przechylą hordy PSL, atakujące z prawej flanki niczym Litwini wściekli za doznane od Zakonu PC upokorzenia.

    Niestety, Kaczyński ma inny plan. Na feudalną armię opozycji rzuci, niczym hiszpański Gran Capitán w bitwie pod Cerignolą, arkebuźników precyzyjnie celujących w okręgi wyborcze z najwyższym realnym progiem. Armata d’Hondta zdecymuje opozycyjne zastępy.

    Słabością PiS, która jest jakiś cieniem szansy opozycji, jest nie całkiem jeszcze dopracowana kalibracja jego artylerii. Armaty i arkebuzy są nieustannie przestawiane pomiędzy „trybem mobilizacyjnym” (dla hardcorowego wyborcy) a „trybem uspakajającym” (dla wyborcy centrowego oraz dla przyklejonych do władzy biznesowych lobbies). Hardocrowy PiS wierzy w zamach smoleński, centrowy – milcząco uznaje przeciwne ustalenia; hardcorowy nie wpuszcza nic a nic imigrantów, centrowo-lobbingowy: bez rozgłosu wpuścił do pracy milion Ukraińców i już zaprasza kolejne nacje. Również w sprawie osób LGBT, hardcorowe werbalne nie powinny wychodzić poza „cywilizowane” granice akceptowalne dla centrowego elektoratu i aparatu partii.

    Słabość tej dwutrybowej strategii wynika z konieczności ścisłej scentralizowanej kontroli przechodzenia partii między oboma trybami. Kaczyński chce mieć uruchamianych i wygaszanych w miarę potrzeby harcowników (jak Pawłowicz, Tarczyński) oraz uspokajaczy (jak Gowin), względnie uzdolnionych dwutrybowców jak Kurski, Jaki, Czarnecki czy Morawiecki, w lot pojmujących kiedy jaką zastosować retorykę. Do natury partii autorytarnej należy jednak wyodrębnianie się w niej ośrodków, które swoją wewnątrzpartyjną pozycję budują na radykalizmie i nie poddają się łatwo centralnemu sterowaniu. Takim groźnym ośrodkiem był, obecnie zneutralizowany, Macierewicz. Jest nim nadal Ziobro. Oraz, co dało o sobie znać w Białymstoku, bywa że stają się nim politycy lokalni. W komentarzach medialnych do wydarzeń białostockich skupiono się na fizycznych atakach. Jednak to nie one były dla Kaczyńskiego największym zmartwieniem, lecz niesubordynacja lokalnych struktur, która pozwoliła na szkodliwy z punktu widzenia partii wylew agresji. Przypomnijmy, legalny Marsz Równości został przez PiSowskiego wojewodę skontrowany nie tylko przez „piknik rodzinny” (próbę symbolicznego „oznakowania terytorium” mieszczącą się w partyjnej strategii), ale również przez towarzyszący mu nielegalny „przemarsz” czyli blokadę ulicy na trasie Marszu, przy biernej postawie policji ukierunkowanej na izolację grupki manifestantów LGBT a nie na ich ochronę – co z kolei umożliwiło wybuchy ulicznej agresji. Te działania lokalnych struktur PiS i podległych im służb stanowiły przykład autorytarnego „tryumfu woli” – lekceważenia procedur i wartości demokratycznego państwa – i jako takie należą do już ustabilizowanych narzędzi PiSowskiego repertuaru. Jednak na stosowanie takich „ostrych” narzędzi monopol ma centrala (np. rozbijając TK, organizując „posiedzenie Sejmu” w Sali Kolumnowej itd.), struktury lokalne nie powinny ich samowolnie nadużywać. Dojrzałe autorytaryzmy eliminują takie szkodliwe samowole drastycznymi nieraz interwencjami we własnych szeregach. Jakaś forma zakulisowej Nocy Długich Noży zapewne odbędzie się również w PiSie wobec działaczy odpowiedzialnych za to, że – inaczej niż w przypadku lubelskiego Marszu Równości – minister spraw wewnętrznych nie mógł (kłamliwie, ale w znośnych granicach) skwitować wydarzanie uwagą o „chuliganerii z obu stron”. Winne temu były właśnie nadgorliwe lokalne struktury, które pozwoliły aby „słuszna” mobilizacja ludu przeciw wskazanemu wrogowi przerodziła się w „niesłuszny” lincz.

    Jeżeli tego typu incydenty się powtórzą, może uda się opozycji przetrwać PiSowskie salwy i minimalnie wygrać wybory. Jeżeli jednak PiS zachowa spójność strategii i kontrolę przekazu – nic z tego. A po kolejnych czterech latach tematy do straszenia elektoratu nie będą już obmyślane przez Kaczyńskiego, lecz przez Putina (lub jego następcę). Mój typ to narastające napięcia na rynku pracy, gdzie nagle Ukraińcy okażą się już nie tyle niezbędną siłą roboczą, co nieproszonymi gastarbeiterami, którzy niech lepiej wracają „do siebie” (choćby już od dawna byli „u siebie” w Polsce). Putin znajdzie sposób aby stanąć w ich obronie np. wydając im rosyjskie paszporty (co właśnie zrobił dla mieszkańców separatystycznych „republik” donieckiej i ługańskiej).

    @WO
    „Maluczko, a ciapaty gej z US Army pójdzie ze swoim chłopakiem na dyskotekę w ramach R&R. I tam go pobiją.”

    Amerykanie są militarnie obecni również w krajach bardziej homofobicznych niż Polska np. w Afganistanie. Jednak nie traktują tych krajów jako sojuszników, a jako teatry wojny, gdzie można się dogadywać z innymi mocarstwami (Rosją, Chinami) co do stref wpływów. Jeżeli chcemy się uchronić przed spadkiem do tej kategorii, pierwszą rzeczą po (ech…) wygranych przez opozycję wyborach powinna być rozbudowa Muzeum Konopnickiej w Suwałkach za jakieś śmieszne powiedzmy 10 milionów (tj. połowę tego co wydano na wystawianie papieskich monideł [1] w Muzeum Archidiecezjalnym w Białymstoku). Myślę o porządnej wystawie pokazującej życie pisarki wraz z aspektem jej relacji z Marią Dulębianką, oraz niedużym prestiżowym centrum kongresowym, gdzie zapraszane będą czołowe nazwiska badań genderowych z Europy i USA. Przesmyk suwalski obronimy jedynie jako miejsce znanych na świecie „Suwalki Seminars”, na pewno nie jako obszar występów kibiców Jagiellonii. Jeżeli nie wykorzystamy podrzucanych nam na talerzu atutów w postaci posiadania Konopnickiej jako „Polish Emily Dickinson” oraz Kazimierza Puławskiego jako queerowego bohatera American War of Independence [2] (what are the oddds!) to właściwie możemy się z góry zapisać do Wspólnoty Niepodległych Państw.

    [1] http://archiwummuzeumbialystok.blogspot.com/
    [2] https://www.bbc.com/news/world-us-canada-47842307

  29. @szary

    „Nie jestem zwolennikiem ideologii czym gorzej tym lepiej ale moim zdaniem to szczucie to szansa dla lewicy. Szansa, żeby podgryźć centrolewicowy elektorat Platformie bo Schetyna w tym temacie ani wiarygodny ani się wychyla. W tym samym czasie SLD, Razem, Wiosna jedzie do Białegostoku i zaczyna kampanię. Jeśli nie spartolą frekwencji jutro to mogą na temacie popłynąć (zwłaszcza jak PiS będzie dalej jątrzył).”

    Schetyna idzie do wyborów z planem takim jaki miał Jagiełło w bitwie pod Grunwaldem. Najpierw wypuści się lekką jazdę (lewicę), która poszarpie się z PiSem w niebezpiecznych wądołach spraw obyczajowych. Później z pieśnią na ustach „Centroporawica Dziewica, Bogiem Sławienia Jedyna!” ruszą ciężkozbrojne szeregi PO, walczące o praworządność i kompromis aborcyjny. Szalę zwycięstwa przechylą hordy PSL, atakujące z prawej flanki niczym Litwini wściekli za doznane od Zakonu PC upokorzenia.

    Niestety, Kaczyński ma inny plan. Na feudalną armię opozycji rzuci, niczym hiszpański Gran Capitán w bitwie pod Cerignolą, arkebuźników precyzyjnie celujących w okręgi wyborcze z najwyższym realnym progiem. Armata d’Hondta zdecymuje opozycyjne zastępy.

    Słabością PiS, która jest jakiś cieniem szansy opozycji, jest nie całkiem jeszcze dopracowana kalibracja jego artylerii. Armaty i arkebuzy są nieustannie przestawiane pomiędzy „trybem mobilizacyjnym” (dla hardcorowego wyborcy) a „trybem uspakajającym” (dla wyborcy centrowego oraz dla przyklejonych do władzy biznesowych lobbies). Hardocrowy PiS wierzy w zamach smoleński, centrowy – milcząco uznaje przeciwne ustalenia; hardcorowy nie wpuszcza nic a nic imigrantów, centrowo-lobbingowy: bez rozgłosu wpuścił do pracy milion Ukraińców i już zaprasza kolejne nacje. Również w sprawie osób LGBT, hardcorowe werbalne nie powinny wychodzić poza „cywilizowane” granice akceptowalne dla centrowego elektoratu i aparatu partii.

    Słabość tej dwutrybowej strategii wynika z konieczności ścisłej scentralizowanej kontroli przechodzenia partii między oboma trybami. Kaczyński chce mieć uruchamianych i wygaszanych w miarę potrzeby harcowników (jak Pawłowicz, Tarczyński) oraz uspokajaczy (jak Gowin), względnie uzdolnionych dwutrybowców jak Kurski, Jaki, Czarnecki czy Morawiecki, w lot pojmujących kiedy jaką zastosować retorykę. Do natury partii autorytarnej należy jednak wyodrębnianie się w niej ośrodków, które swoją wewnątrzpartyjną pozycję budują na radykalizmie i nie poddają się łatwo centralnemu sterowaniu. Takim groźnym ośrodkiem był, obecnie zneutralizowany, Macierewicz. Jest nim nadal Ziobro. Oraz, co dało o sobie znać w Białymstoku, bywa że stają się nim politycy lokalni. W komentarzach medialnych do wydarzeń białostockich skupiono się na fizycznych atakach. Jednak to nie one były dla Kaczyńskiego największym zmartwieniem, lecz niesubordynacja lokalnych struktur, która pozwoliła na szkodliwy z punktu widzenia partii wylew agresji. Przypomnijmy, legalny Marsz Równości został przez PiSowskiego wojewodę skontrowany nie tylko przez „piknik rodzinny” (próbę symbolicznego „oznakowania terytorium” mieszczącą się w partyjnej strategii), ale również przez towarzyszący mu nielegalny „przemarsz” czyli blokadę ulicy na trasie Marszu, przy biernej postawie policji ukierunkowanej na izolację grupki manifestantów LGBT a nie na ich ochronę – co z kolei umożliwiło wybuchy ulicznej agresji. Te działania lokalnych struktur PiS i podległych im służb stanowiły przykład autorytarnego „tryumfu woli” – lekceważenia procedur i wartości demokratycznego państwa – i jako takie należą do już ustabilizowanych narzędzi PiSowskiego repertuaru. Jednak na stosowanie takich „ostrych” narzędzi monopol ma centrala (np. rozbijając TK, organizując „posiedzenie Sejmu” w Sali Kolumnowej itd.), struktury lokalne nie powinny ich samowolnie nadużywać. Dojrzałe autorytaryzmy eliminują takie szkodliwe samowole drastycznymi nieraz interwencjami we własnych szeregach. Jakaś forma zakulisowej Nocy Długich Noży zapewne odbędzie się również w PiSie wobec działaczy odpowiedzialnych za to, że – inaczej niż w przypadku lubelskiego Marszu Równości – minister spraw wewnętrznych nie mógł (kłamliwie, ale w znośnych granicach) skwitować wydarzanie uwagą o „chuliganerii z obu stron”. Winne temu były właśnie nadgorliwe lokalne struktury, które pozwoliły aby „słuszna” mobilizacja ludu przeciw wskazanemu wrogowi przerodziła się w „niesłuszny” lincz.

    Jeżeli tego typu incydenty się powtórzą, może uda się opozycji przetrwać PiSowskie salwy i minimalnie wygrać wybory. Jeżeli jednak PiS zachowa spójność strategii i kontrolę przekazu – nic z tego. A po kolejnych czterech latach tematy do straszenia elektoratu nie będą już obmyślane przez Kaczyńskiego, lecz przez Putina (lub jego następcę). Mój typ to narastające napięcia na rynku pracy, gdzie nagle Ukraińcy okażą się już nie tyle niezbędną siłą roboczą, co nieproszonymi gastarbeiterami, którzy niech lepiej wracają „do siebie” (choćby już od dawna byli „u siebie” w Polsce). Putin znajdzie sposób aby stanąć w ich obronie np. wydając im rosyjskie paszporty (co właśnie zrobił dla mieszkańców separatystycznych „republik” donieckiej i ługańskiej).

    @WO
    „Maluczko, a ciapaty gej z US Army pójdzie ze swoim chłopakiem na dyskotekę w ramach R&R. I tam go pobiją.”

    Amerykanie są militarnie obecni również w krajach bardziej homofobicznych niż Polska np. w Afganistanie. Jednak nie traktują tych krajów jako sojuszników, a jako teatry wojny, gdzie można się dogadywać z innymi mocarstwami (Rosją, Chinami) co do stref wpływów. Jeżeli chcemy się uchronić przed spadkiem do tej kategorii, pierwszą rzeczą po (ech…) wygranych przez opozycję wyborach powinna być rozbudowa Muzeum Konopnickiej w Suwałkach za jakieś śmieszne powiedzmy 10 milionów (tj. połowę tego co wydano na wystawianie papieskich monideł [1] w Muzeum Archidiecezjalnym w Białymstoku). Myślę o porządnej wystawie pokazującej życie pisarki wraz z aspektem jej relacji z Marią Dulębianką, oraz niedużym prestiżowym centrum kongresowym, gdzie zapraszane będą czołowe nazwiska badań genderowych z Europy i USA. Przesmyk suwalski obronimy jedynie jako miejsce znanych na świecie „Suwalki Seminars”, na pewno nie jako obszar występów kibiców Jagiellonii. Jeżeli nie wykorzystamy podrzucanych nam na talerzu atutów w postaci posiadania Konopnickiej jako „Polish Emily Dickinson” oraz Kazimierza Puławskiego jako queerowego bohatera American War of Independence [2] (what are the oddds!) to właściwie możemy się z góry zapisać do Wspólnoty Niepodległych Państw.

    [1] [archiwummuzeumbialystok.blogspot.com]
    [2] [www.bbc.com/news/world-us-canada-47842307]

  30. @wo

    „Byliśmy i jesteśmy”

    No, na peryferii. W dzielnicy cudów. Gdzie alfabet z Zachodu, a kontusze, czapraki, buńczuki i kołczany – niekoniecznie. A sposób myślenia – trochę stąd, a trochę stąd.

    Osobiste wspomnienie: kiedy po raz pierwszy pojechałem pracować do Syrii, po pierwszych kilku akcjach (ówcześnie ze strony funkcjonariuszy baasistowskiego reżimu) typu „Absolutnie nie, ale trochę jednak może tak. Porozmawiajmy. Jaka jest pańska propozycja?” dotarło do mnie: ach, przecież ja nigdzie daleko nie wyjechałem! (Dla porównania, pierwsze wyjazdy do Norwegii czy Holandii zapamiętałem jako przemierzenie dużo większej odległości kulturowej). FWIW.

  31. @awal
    „Dojrzałe autorytaryzmy eliminują takie szkodliwe samowole drastycznymi nieraz interwencjami we własnych szeregach. Jakaś forma zakulisowej Nocy Długich Noży zapewne odbędzie się również w PiSie”

    Czyli nie jesteśmy dojrzałym autorytaryzmem. Nie wątpię, że Kaczyński o tym marzy (raczej o Berezie niż NDN), ale się na to nie zdecyduje z prostego powodu: jest zakładnikiem Rydzyka. „Noc” oznaczałaby zerwanie taktycznego sojuszu i rozbicie prawicy. Ojciec Dyrektor już usunięcie swojego człowieka z MON przyjął z wściekłością, którą ułagodzić mogły tylko ogromne transfery finansowe na jego „dzieła”. Nie wiemy, co Rydzyk zrobiłby w sytuacji brutalnej rozprawy z ekstremistami, więc Kaczyński woli nie ryzykować (żeby raz na zawsze osuszyć to bagno, Kaczyński musiałby m.in. odebrać mu koncesje, a kibiców powsadzać do więzień).

    SA można było zniszczyć dlatego, że III Rzesza była bezwzględnym reżimem totalitarnym. Nasz autorytaryzm w krótkich majteczkach to co najwyżej Salazar.

  32. @mnf

    „SA można było zniszczyć dlatego, że III Rzesza była bezwzględnym reżimem totalitarnym.”

    Ona się dopiero tym reżimem stawała, każdy kolejny krok przekraczał granice wyobrażalne do chwili jego wykonania. W Polsce może dojść np. do miękkiej dekapitacji niepodporządkowanych władzy środowisk kościelnych (oraz innych) za pomocą komisji anty-pedofilskiej.

  33. @awal
    OK, ale takie działania byłyby związane z ryzykiem wojny domowej na prawicy. Ja, na jego miejscu, bym nie ryzykował.

  34. @powszechny pesymizm
    Widzę, że wielu komentujących jest przekonanych, że wszystko stracone i nadciąga Długa Noc. Ale przecież wszystko może upaść, nawet Związek Radziecki a co dopiero Putin.

    @awal i Przesmyk Suwalsko-Konopnicki
    Very nice trolling, sir.

  35. @mnf
    On na swoim miejscu się nie zawaha. „Miękka” dekapitacja nie będzie wywoływać rozruchów. Ktoś komuś pokaże prawdziwe lub sfabrykowane materiały. Ktoś uda się na emeryturę lub skorzysta z atrakcyjnej oferty wyjazdu.

    Kochani, to już ten etap. Czytajcie Evansa np. rozdział o tym jak spacyfikowano dowództwo armii (Blomberg–Fritsch affair)

  36. @Awal Biały
    „Armaty i arkebuzy są nieustannie przestawiane pomiędzy „trybem mobilizacyjnym” (dla hardcorowego wyborcy) a „trybem uspakajającym” ”
    – Ależ można to pogodzić, jak przed chwilą zgrabną wypowiedzią w radiu: jesteśmy przeciwni przemocy i chuligaństwu, ale też przeciw afirmacji homoseksualizmu i przeciw seksualizacji dzieci.. Wyborca nijako-centrowy słucha i jest zadowolony. Naziołek słucha i w gruncie rzeczy też jest zadowolony – ego mu posmyrano, że dzieci broni (nawet bijąc czternastolatkę). Odpowiedni przekaz zachęcający został nadany, choć nie otwartym tekstem. (Znowu kłania się importowane know-how). A to, że ktoś dostanie czwarte już zawiasy, to mu wisi i powiewa.

    @Nankin77
    ” oba regiony rozwijają się głównie dzięki bogatszym rejonom”
    – Że niby w Polsce też? Kurcze. Ostatnio jak sprawdzałem, to „Polska B” była płatnikiem netto do worka z forsą a „Polska A” beneficjentem. Oczywiście to było dawno i pewnie wszystko się zupełnie zmieniło, prawda? Zresztą, grunt żeby wbić szpilę nam, chamom z dziczy. To na pewno pomoże.

  37. @sheik.yerbouti
    „Ale przecież wszystko może upaść, nawet Związek Radziecki a co dopiero Putin.”

    Putin ma zwyczaj zapobiegać swojemu upadkowi przez zagraniczne inwazje. Jego nawet najbardziej liberalni oponenci nie odcinają się od retoryki imperialnej np. Nawalny poprał Putina w sprawie aneksji Krymu.

    „Przesmyk Suwalsko-Konopnicki”

    Izrael cały jest takim przesmykiem i dlatego:
    [mfa.gov.il/MFA/IsraelExperience/Pages/Gay_Israel.aspx]

  38. @Bardzozly yyy co kuźwa? Przecież ja ogólnie o Polsce pisałem. Po tym twoim popisie, mam dziwne wrażenie, że coś źle zrozumiałeś z tą twoją mapką.

  39. @Bardzozly
    „Jesteśmy przeciwni przemocy i chuligaństwu, ale też przeciw afirmacji homoseksualizmu i przeciw seksualizacji dzieci.. Wyborca nijako-centrowy słucha i jest zadowolony”

    Nie jeżeli jednak widzi drastyczną przemoc. Powyższe jest też przekazem do lokalnego aparatu: przy okazji marszy LGBT ma nie być kopania tych ludzi, ich wyszydzenie zostawcie fachowcom z centrali (telewizji Kurskiego). Takie strategie jednak czasem się wymykają spod kontroli. Czytajcie Evansa np. rozdział o tym jak Noc Kryształowa była planowa jako „oddolne rozruchy, opanowane przez służby”, zachodnia prasa jednak nie kupiła tego spinu, i zaczęła traktować Hitlera jako barbarzyńcę (a nie jako podziwianego „silnego człowieka”).

  40. @awal
    „Nawet najbardziej liberalni oponenci”
    Ilu jest niby tych _żyjacych_ oponentów? Nawalny jest najbardziej znany i popularny, reszty wręcz nie widać.
    „Putin ma zwyczaj zapobiegać swojemu upadkowi przez zagraniczne inwazje.”
    Niby na kogo ma napaść? Krym był etnicznie i tożsamościowo rosyjski/radziecki, wschodnia Ukraina Niespecjalnie lubi zachodnią i jej antyrosyjską nowà tożsamość. Kto niby teraz tęsknie patrzy w stronę Rosji? Jakiś region w Polsce? W całej unii może ewentualnie posowieccy bezpaństwowcy na Łotwie.

  41. „Jesteśmy przeciwni przemocy i chuligaństwu, ale też przeciw afirmacji homoseksualizmu i przeciw seksualizacji dzieci.. Wyborca nijako-centrowy słucha i jest zadowolony” AAAA Oddam Podlasie za darmo, dorzucę jeszcze komplet płyt disco polo 😀

  42. @sheik.yerbouti
    „Niby na kogo ma napaść?”

    Jest wiele możliwych scenariuszy, jak nas odciąć od Zachodu i przywrócić do „bliskiej zagranicy” np. wywołać jakiś militarny standoff przy okazji polskiego przekopu Mierzei Wiślanej (gdyż okaże się, że on narusza jakieś rosyjskie aktywa, choćby przygraniczną ekologię/ łowiska/ potencjał obronny Kaliningradu). Potem liczyć, że nasi się przeliczą z siłą poparcia Zachodu (bez wątpienia odnotowano na Kremlu kolejne przelicytowania Kaczyńskiego w odniesieniu do stanowisk w UE/ NATO), spokojnie poczekać aż Polacy zostaną przez Zachód zostawieni na lodzie (nikt nie wyśle komandosów dla odbicia naszego zaaresztowanego kutra) a następnie wspaniałomyślnie zaproponować „rozwiązanie konfliktu” w jakimś „formacie normańskim” w którym staniemy się oficjalnie przedmiotem przetargu.

    Życie dostarczy pretekst, nasze rosnące odizolowanie w strukturach Zachodu ośmieli rosyjskie działanie.

  43. @Bardzozly

    „Ostatnio jak sprawdzałem, to „Polska B” była płatnikiem netto do worka z forsą a „Polska A” beneficjentem. ”

    Chętnie bym obejrzał takie dane prawdę powiedziawszy.

  44. @Dude Yamaha trzy produkty eksportowe Podlasia, disco polo, Jagiellonia i matołki od mapek. Nie ma się czym interesować, jak znam życie to mapę robioną w paincie widział na jakimś dziwnym profilu na Fejsie i tak ją źle zrozumiał. Zupełnie jak z tą niby korelacją między przestępczością, a religijnością w Polsce,ofkorz na korzyść wschodu. Zależność tak naprawdę wynika z tego, że na wschód od Wisły jest mniej miast ergo mniejsza przestępczość. Tam gdzie są miasta, jak Białystok czy nawet Zamość jest podobnie pod tym względem jak na zachodzie.

  45. Bardzo mnie śmieszy, że ktoś tutaj pisze, że:
    [i]Wśród całej drabinki społecznej, jak najbardziej wykształconych i kulturalnych też.[/i]
    Przecież jest bardzo silna korelacja między tolerancją a wykształceniem, dochodami i mieszkaniem w dużym mieście. Zobaczcie sobie badanie CBOS z kwietnia, te opublikowane dopiero teraz. Swoją drogą bardzo mnie męczy ta ludomania. Ludzie z małych miejscowości i o niższych dochodach na plus wyróżniają się jeśli chodzi o szczodrość, tylko tylę.

    Widzę, że wiele osób popełnia tutaj błąd pt. [i]Młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków miejskich[/i]. Te grupy są w dużej mierze rozłączne. Grupa 18-24 prawie nie głosuje a jak to robi, to raczej na skrajne opcje.

    @Polska A i Polska B
    No to raczej niemożliwe, żeby Polska B płaciła na Polskę A. Przecież są mechanizmy redystrybucji dochodów gmin, powiatów i województw, czyli tzw. Janosikowe. No, chyba że chodzi o to, że lokalne ośrodki (np. Rzeszów) zgarniają fundusze z okolicy. Tego się nigdy nie pozbędziemy, tak działają duże miasta. 5km ścieżek rowerowych w Rzeszowie ma większy efekt niż 5km ścieżek rowerowych w Cisnej.

  46. @WO
    „@dude yamaha
    „Na szczęście nigdy na dobre nie byliśmy częścią tej cywilizacji”
    Z wyżyn różnych książek, które czytałem na ten temat pozwolę to sobie skwitować eseistycznym „PIEPRZENIE”. Byliśmy i jesteśmy”

    @invinoveritas says: 28 lipca 2019 o 11:09
    @WO
    „Poproszę o tytuły/autorów tych książek.”

    =====
    @dude yamaha
    Może jedni należą, może inni nie, ale jeśli nie, to co w tym szczęśliwego?

    Mnie jednak bardziej ciekawi, kogo WO kwalifikuje tak domyślnie do „my”.

  47. „„Poproszę o tytuły/autorów tych książek.”

    IMO Index Librorum Prohibitorum, a właściwie liczba polskich nazwisk w nim się znajdująca świadczą, że byliśmy i jesteśmy częścią tej cywilizacji.

  48. @lsbk

    „Bardzo mnie śmieszy, że ktoś tutaj pisze, że:
    >>Wśród całej drabinki społecznej, jak najbardziej wykształconych i kulturalnych też.<<
    Przecież jest bardzo silna korelacja między tolerancją a wykształceniem, dochodami i mieszkaniem w dużym mieście"

    To że istnieje korelacja jest oczywiste, ale popatrz na kontekst tej wypowiedzi. @naturalucka napisał, co następuje: "Kaczyński trafia, bo ma na co. Rasizm, postkomunistyczny układ, homofobię, ksenofobię, i przede wszystkim spinający to wszystko zgrabną klamrą katolicyzm, zwyczajnie dominują w tym kraju. Wśród całej drabinki społecznej, jak najbardziej wykształconych i kulturalnych też".

    Ja się pod tym podpisuję rękami i nogami, bo zgadza się to z moimi wcześniejszymi obserwacjami co do naszych "elit". Oczywiście takie zjawiska jak rasizm i ksenofobia występują również wśród wykształconych i kulturalnych; wśród tych na górze drabinki w mniejszym stopniu, ale to u nich są najbardziej oburzające. Kiedy schlany wujek Mietek klnie, miesza z błotem i wysyła do gazu "czarnuchów" na urodzinach w Wąchocku – no to trudno, prosty chłop, ale kiedy członek Unii Wolności na imprezie dla UMC przy drogim koniaczku usprawiedliwia apartheid (w kulturalnych słowach naturalnie, bez przekleństw), to już jest skandal, bo członek elit ma znacznie większą siłę wpływu niż jakiś bezrobotny pijak ze wsi. Problem nie w skali rasizmu, antysemityzmu, homofobii, ksenofobii, klerykalizmu, pogardy dla biednych itp., tylko w tym, że zarażona tym była duża część twórców III RP (chociaż większości z tych rzeczy nigdy by nie wypowiedzieli publicznie). Te wszystkie zjawiska zostały później oczywiście zwulgaryzowane przez różnych podżegaczy, ale podskórnie istniały od początku właśnie wśród tych "kulturalnych i wykształconych".

    Skoro oni nie mówili różnych rzeczy publicznie (w mediach), bo nawet w latach '90 niektórych rzeczy nie wypadało, to w czym problem? W tym, że wypowiadając się publicznie, nie byli do końca autentyczni. Hejt na "roszczeniową chołotę" czy "brudasów z Trzeciego Świata" pozostawiali dla siebie, ale ten sposób myślenia przejawiał się w ich decyzjach politycznych, naturalnie uzasadnianych w inny sposób (oczywiście NIE WSZYSCY tak myśleli, nie chcę uogólniać). I tak ludzie pozbawieni empatii zbudowali Polskę, która oducza empatii – i w międzyczasie wyrosło nam pokolenie Sebixów, którzy postulują np. komercjalizację służby zdrowia, a jak kogoś nie stać na leczenie to niech zdycha (choć pewnie wyleczy go Niewidzialna Ręka Rynku albo dobroczynność Kulczyka).

    Teraz już nie trzeba udawać: mamy już innych polityków, którzy głośno mówią to, o czym ówcześni tylko szeptali po kątach. Tzw. Biurowa Klasa Średnia też niespecjalnie przejmuje się politpoprawnością i choć na co dzień może hejtować "złodziei z PiS", to pod niektórymi ksenofobicznymi wypowiedziami posłanki Pawłowicz podpisuje się obiema rękami. Trudno jest zwalczać szowinizm, skoro jest on zakorzeniony NAWET wśród dobrze zarabiających, wielkomiejskich wykształciuchów, a kiedy robią to (ówczesne) elity III RP, to są w tym niezbyt wiarygodne.

  49. @lsbk
    „Zobaczcie sobie badanie CBOS z kwietnia, te opublikowane dopiero teraz. Swoją drogą bardzo mnie męczy ta ludomania.”

    Mnie też, ale czy mógłbym prosić o link do tych badań? Brzmi ciekawie.

    „Index Librorum Prohibitorum, a właściwie liczba polskich nazwisk w nim się znajdująca świadczą, że byliśmy i jesteśmy częścią tej cywilizacji.”

    W sensie to poniżej? Ja tam widzę kilka zaledwie, raczej zdecydowany margines.

    http://www.cvm.qc.ca/gconti/905/BABEL/Index%20Librorum%20Prohibitorum-1948.htm

  50. „W sensie to poniżej?”
    nie mówiłem, że stanowiliśmy centrum tej cywilizacji, tylko że w niej byliśmy, a nazwisk jest na bardzo wyraźny margines

  51. @duxripae
    „nie mówiłem, że stanowiliśmy centrum tej cywilizacji, tylko że w niej byliśmy, a nazwisk jest na bardzo wyraźny margines”

    Z tym że byliśmy na marginesie to się zgodzę.

  52. Swoją drogą, chciałbym przeprosić wszystkich porządnych komentujących z Podlasia i jakiekolwiek Polski, którzy mogli się poczuć urażeni. Uważam, że problem homofobii to typowo ogólnopolski problem, które jest co najwyżej mniej lub bardziej intensywny, co w dużym stopniu zależy od polityków PiS jak było w Białymstoku.

  53. @invinoveritas
    „Poproszę o tytuły/autorów tych książek.”

    Parafrazując Lema – nie muszę niczego uzasadniać, gdyż mam tu tę oto lufę lazerną.

    A jedną z nich sobie czytam właśnie teraz. Tam jest mapa występowania egzemplarzy „De Revolutionibus” w roku 1620 i wyraźnie widać wschodnią granicę cywilizacji zachodniej, mniej więcej na linii Królewiec – Kraków.

  54. Pragnę przypomnieć, że wątek LGBT był obecny w kampanii 2015.
    Gdy jeszcze rządziła PO, ale prezydent już był ten obecny, sejm uchwalił ustawę o uzgadnianiu płci. Za późno i w ogóle, ale uchwalił.
    Prezydent zawetował pod jakimś pretekstem, a Prezes w tym czasie na wiecu głosił „Polacy nie akceptują takich dziwolągów”.

  55. @wo
    „wyraźnie widać wschodnią granicę cywilizacji zachodniej, mniej więcej na linii Królewiec – Kraków.”

    Tyle że zdaje się po zachodniej stronie tej linii to się wtedy łapało tak z 1/5 ówczesnej Rzeczypospolitej.

  56. @Pavel Konter
    Mialem podobne doswiadcznia z dlugimi wlosami. Nadal sie to zdarza ale duzo rzadziej. Miejscowe zule kiedys skinheadzi, dresy dzis zolnieze wykleci czy co tam obecnie jest modne skupiaja sie raczej na cudzoziemcach. Inna sprawa, ze nie jestem takim kozakiem by wiebierac sie jeszcze na wieczorne spacery. Pomimo szacunku da ekologii w Polsce poruszam sie wszedzie samochodem a nie zbiorkomem bo życie mi miłe. Spacery to sobie urzadzam w Czechach na wakacjach albo na zachodzie w delegacji.

  57. Hej, lewicowe ludki o wysokim mniemaniu o sobie, tak psioczycie na tych złych, „wschodnich” Polaków, a ja mam do Was pytanie: ilu z Was przestrzega przepisów drogowych? Wszystkich, czyli ograniczeń prędkości, nakazu zatrzymywania się na zielonej strzałce, niewyprzedzania, gdzie nie wolno, nieparkowania, gdzie nie wolno itp., itd.

    Ale tak szczerze. Nie będę hejtował, chciałbym wiedzieć. Jak kilka osób odpowie, to napiszę dlaczego chciałbym wiedzieć.

    Ja przestrzegam. Wszystkich. A Wy?

  58. @bartol
    No np. ja. W zeszłym roku jesienią jak jechałem z Krakowa do Katowic DK86 – przepisowo – to ludzie byli tak zdesperowani że nawet TIR mnie wyprzedził. Tylko co z tego niby wynika?

  59. @Polska – Zachód

    Załączona mapka (rozprzestrzenianie się wynalazku druku) dobrze ilustruje, gdzie było europejskie centrum a gdzie peryferie w XV wieku.

    [upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/59/Printing_towns_incunabula.svg]

    Druk, nowa technologia kluczowa dla wymiany idei, dotarła do nas w ciągu pierwszych dekad po swoim powstaniu w Nadrenii, tj. w tym samym czasie co do Skandynawii, Portugalii i Anglii – innych ówczesnych peryferii. Dotarłszy, nie spowodowała jednak takiego wybuchu aktywności wydawniczej jak w północnych Włoszech czy w Holandii. Wynalazek się przyjął, ale zakorzenił płytko. Wspomniane „De Revolutionibus” były pół wieku później drukowane nie w Polsce, lecz w Norymbergii, bo tam istniało środowisko naukowe, które wymogło na Koperniku publikację. W tej historii notabene również nie obeszło się bez geja – Jerzego Retyka, osiadłego potem w Krakowie gdzie zbudował unikalne obserwatorium – po jego śmierci zniszczone przez krakowskich studentów jako wytwór heretycki.

    Tak mniej więcej należy patrzeć na nasze stosunki z Zachodem – one były bliskie, lecz płytkie. W warunkach gospodarki feudalno-pańszczyźnianej obejmowały bezpośrednio niewielką część społeczeństwa: elity szlacheckie, nie miały zakorzenienia w zbyt słabych miastach i w poddańczej, niepiśmiennej warstwie ludowej. Dlatego być może zniesienie pańszczyzny przez zaborców i XIX-wieczne migracje zarobkowe chłopów przybliżyły nas do Zachodu bardziej niż szlacheckie Oświecenie, czy wcześniej Reformacja. Ta ostatnia miała inny charakter dla mieszczaństwa holenderskiego, czy szwajcarskiego – dla którego stanowiła ideologię klasowej emancypacji, a inny dla polskiego chłopa, dla którego sprowadzała się do potencjalnej zamiany księdza na pastora jako reprezentanta klasowego ucisku.

    Polskich Żydów – szeroką grupę społeczną przez wieki utrzymującą bliskie kontakty z Zachodem (pomyślcie przez chwilę o karierze Róży Luksemburg z Zamościa) utraciliśmy w Zagładzie i obecnie wymazujemy ze wspólnotowej pamięci jako niezgodną z katolicką sztancą. Polską diasporę inteligencką przypudrowujemy na swojskich lokalsów – doświadczenie emigranckie Mickiewicza, Norwida, Gombrowicza, Miłosza, przecież bliskie milionom Polaków, stanowi margines naszego imaginarium. Nawet najbardziej „prawomyślne” historyczne kontakty polskich hierarchów katolickich z Rzymem przykrajamy do sielskiej narodowej narracji: Wojtyła nie był w niej uczestnikiem Vaticanum Secundum, lecz na rowerze jeździł po Plantach. To nie jest mądra strategia. Polska żydowska, Polska LGBT, Polska lewicowa muszą się stać pełnoprawnymi, oficjalnymi częściami wspólnotowego samo-obrazu jako Polski – „części Zachodu”. Bez tego będziemy mieć Polskę narodowo-katolicką – buforowy kraj pogrążony w majaczeniach o Koronie Trzech Mórz.

  60. „ilu z Was przestrzega przepisów drogowych?”

    Antyludzkich nie przestrzegam.

  61. @bartol
    „ilu z Was przestrzega przepisów drogowych?”

    Panie, mnie w Szwecji wyprzedzają.

  62. @dude yamaha
    „Tyle że zdaje się po zachodniej stronie tej linii to się wtedy łapało tak z 1/5 ówczesnej Rzeczypospolitej”

    Terytorialnie tak, populacyjnie już nie. To był zalążek przyszłego nieszczęścia, podobnie zresztą jak np. w Hiszpanii, w której Oświecenie ograniczyło się do kilku ulic Madrytu, a próby hrabiego Olavideza krzewienia nowoczesności w górach Sierra Morena skończyły się… no wszyscy wiemy jak.

  63. @awal
    „Wspomniane „De Revolutionibus” były pół wieku później drukowane nie w Polsce, lecz w Norymbergii, bo tam istniało środowisko naukowe, które wymogło na Koperniku publikację”

    Tylko że to samo środowisko powodowało, że tamtejsi autorzy niechętnie wchodzili w takie spekulacje, choć i przed Kopernikiem wielu miało wątpliwości co do systemu geocentrycznego. Wygląda na to, że „De Revolutionibus” wymagało kilku składników: (a) autora starannie wykształconego na najlepszych uczelniach (UJ się wtedy załapywał), (b) autora niezależnego od reguł gry zachodnich uniwersytetów, spokojnie sobie dywagującego na peryferyjnej katedrze, (c) z kontaktami w świecie, żeby jednak wbrew jego woli, opublikować jego dzieło.

    Jak wiadomo, Zachód jednak wcale nie zareagował per „o ja cie kręcę, jakie to genialne”, tylko potępieniem przez Lutra, Kalwina i papieża. Polska tutaj akurat odegrała rolę względnie bezpiecznego azylu wolnomyślicielstwa.

  64. @wo: „Wspomniane «De Revolutionibus» (…) per «o ja cie kręcę…»”

    Jeśli to pun intended, to szacun!

  65. @WO

    „Polska tutaj akurat odegrała rolę względnie bezpiecznego azylu wolnomyślicielstwa.”

    Azylu bezmyślicielstwa raczej niestety. Kopernik, kiedy już skrupulatnie odrobił interesującą jego zwierzchników „pańszczyznę” w postaci reformy administracyjnej i gospodarczej biskupstwa warmińskiego (w skarbie znów pojawiła się kasa), mógł sobie robić swoje obserwacje gwiazdek, które literalnie nikogo z jego otoczenia nie obchodziły.

    Tak, odegraliśmy tego typu pożyteczną rolę, podobnie jak Rosja odegrała rolę jako peryferyjne środowisko w którym Mendelejew, oczytany w mniej udanych próbach zachodnich naukowców, mógł – nie mając nic lepszego do roboty – wymyślić swoją tablicę [1].

    Nie deprecjonuję tych osiągnięć genialnych samotników, jednak naszą ambicją powinny być włączone w zachodni obieg silne środowiska naukowe. Jak wiesz okazjonalnie miewaliśmy takowe i ta Księga Szkocka to jest jakiś proof of concept i promyk nadziei.

    [1] https://www.economist.com/science-and-technology/2019/02/28/the-periodic-table-is-150-years-old-this-week

  66. @Czy Polska jest na Zachodzie?/ Gdzie zaczyna się Zachód?

    Oczami wyobraźni widzę Zachodnich Niemców zastanawiających się czy Wschodnie Niemcy są częścią Zachodu, Francuzów zastanawiających się czy barbarzyńscy Germanie (z Austrią rządzoną przez populistów na czele) to wciąż Zachód i Wielką Brytanią widzącą w Brukseli kolejne wcielenie dyktatury, która zwykle szalała po dzikim kontynencie.

    W tym sensie, „czy jesteśmy na Zachodzie” zależy bardziej od fantazji (niż od obiektywnych wskaźników typu rok pierwszego wydania Rozprawy o Metodzie Kartezjusza), a to co robi nasza prawica i podchwytuje general publik (nie to, żeby wcześniej nie miał takich wizji), to quasi-rosyjska ideologia/soft-putinizm, w której Polska to _wyjątkowy_ kraj ze specjalną misją – wiecznie niedoceniony przez Zachód (nikt nie podziekował za Wiedeń i Bitwę Warszawską 1920 3D), zazdroszczący Zachodowi technologii/dobrobytu/instytucji, ale widzący jak przez takie dziwolągi jak Prawa Człowieka chyli sie ku Upadkowi.

  67. … i żeby promyki nadziei nam nie przesłoniły ogólnego obrazu, dwa doniesienia ze świata pracowniczego w Polsce. Syn milionera pomiata pracownikami tak [1], a syn miliardera tak [2] (smakowite porównanie stylistyki wyzysku). Dlatego właśnie myślę, że nasz nieuregulowany w cywilizowany sposób konflikt pracy z kapitałem pozwoli populistom w następnej kampanii żerować na pracowniczej krzywdzie – „rodzimych” pracowników napuści się na „obcych”, a synowie milionerów/miliarderów przyklasną, wymsknąwszy się ludowej złości (czytajcie Evansa).

    [1] http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,25033719,poszedl-do-lekarza-podajac-sie-za-swojego-szefa-milionera.html#S.main_topic-K.C-B.4-L.1.duzy

    [2] https://msp.money.pl/wiadomosci/nie-ma-wyplat-sa-faktury-do-oplacenia-tak-skonczyla-sie-praca-w-firmie-syna-miliardera-6352903715518593a.html

  68. … i żeby promyki nadziei nam nie przesłoniły ogólnego obrazu, dwa doniesienia ze świata pracowniczego w Polsce. Syn milionera pomiata pracownikami tak [1], a syn miliardera tak [2] (smakowite porównanie stylistyki wyzysku). Dlatego właśnie myślę, że nasz nieuregulowany w cywilizowany sposób konflikt pracy z kapitałem pozwoli populistom w następnej kampanii żerować na pracowniczej krzywdzie – „rodzimych” pracowników napuści się na „obcych”, a synowie milionerów/miliarderów przyklasną, wymsknąwszy się ludowej złości (czytajcie Evansa).

    [1] [poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,25033719,poszedl-do-lekarza-podajac-sie-za-swojego-szefa-milionera.html#S.main_topic-K.C-B.4-L.1.duzy]

    [2] [msp.money.pl/wiadomosci/nie-ma-wyplat-sa-faktury-do-oplacenia-tak-skonczyla-sie-praca-w-firmie-syna-miliardera-6352903715518593a.html]

  69. @hrodvitnir

    „Jakas postepujaca deewolucja ludzkosci musi byc faktem.”

    A nie uważasz, że bardziej prawdopodobne jest, że zawsze tak było (z drobnymi przechyłami w jedną czy drugą), ale teraz widzimy to jako wybitny odchył, bo a) każdy może się w końcu wypowiedzieć i b) u władzy są enablerzy takich zachowań?

    @Pavel Konter

    „homofobia wcale nie została rozpętana teraz”

    Ależ została – wskaźniki homofobiczne w Polsce od dawna ciągle spadają, momentami dość drastycznie. Dla porównania: w 1990 r. odsetek ludzi, który nie chciał mieć sąsiada homoseksualisty wynosił 71%, natomiast w 2017 było ich już tylko 30%. Nie można pomijać tej zmiany przy listowaniu anegdot twierdzących coś przeciwnego, bo przykładowe współczesne ataki homofobiczne dzieją się nie dzięki temu, że społeczeństwo nam się homofobizuje, tylko wbrew temu, że się dehomofobizuje. Wot dość klasyczny reakcyjny backlash.

  70. „Polską diasporę inteligencką przypudrowujemy na swojskich lokalsów – doświadczenie emigranckie Mickiewicza, Norwida, Gombrowicza, Miłosza, przecież bliskie milionom Polaków, stanowi margines naszego imaginarium.”

    Swoją drogą Ricardo Piglia uważał Gombrowicza za najważniejszego pisarza argentyńskiego po Borgesie.

  71. A, i jeszcze jedna ciekawostka statystyczna (również z European Values Study): tolerancja dla odmienności w Polsce ogólnie spada – głównie ze względu na tolerancję dla homoseksualistów, ale nie tylko – rośnie też tolerancja dla Żydów i ogólnie ludzi innej rasy, przez co nawet wielki spadek tolerancji dla imigrantów i muzułmanów nie przebił pozostałych wzrostów łącznie.

  72. *tolerancja ogólnie rośnie oczywiście miało być, no żeż. Kajam się.

  73. @Awal
    „msp.money.pl/wiadomosci/nie-ma-wyplat-sa-faktury-do-oplacenia-tak-skonczyla-sie-praca-w-firmie-syna-miliardera-6352903715518593a.html”

    To się nie łapie pod nie złożenie wniosku o upadłość w terminie? Bo tak to się trochę czyta.

  74. @Dude Yamaha

    „tak z 1/5 ówczesnej Rzeczypospolitej”

    Rzut oka na mapkę skłania do wniosku, że terytorialnie bardziej w stronę 1/10. Populacyjnie na pewno więcej, ale nie potrafię oszacować ile.

    W ogóle rzuty oka na tę mapkę są kształcące. Tyle, co (na oko) z 25% obszaru na zachód od linii Królewiec-Kraków, o którym rozmawiamy, zajmuje na niej np. państwo magnackie podpisane „Wiśniowieccy, Zbarascy, Zasławscy” między Kijowem i Połtawą. Ciekaw jestem (nieironicznie), ile egzemplarzy „De Revolutionibus…” było w posiadaniu tych rodzin.

    Z innej (ale zbliżonej) beczki: pomijając wszelkie anse, jakie mam do pisarstwa Tokarczuk, „Księgi Jakubowe” były dla mnie superatrakcyjne w tym, jak pokazywały, w jak dużym stopniu np. Podole było wpięte w kontinuum: Stambuł – europejskie posiadłości Osmanów – interior Rzeczypospolitej.

  75. „ilu z Was przestrzega przepisów drogowych? Wszystkich, czyli ograniczeń prędkości, nakazu zatrzymywania się na zielonej strzałce, niewyprzedzania, gdzie nie wolno, nieparkowania, gdzie nie wolno itp., itd.”

    Ograniczenia – ustawiam limiter na ograniczenie + 10, co oznacza, że, biorąc pod uwagę przekłamywanie szybkościomierza, przekraczam dozwoloną prędkość o epsilon.
    Do pozostałych przepisów stosuje zawsze i wszędzie.
    A i tak boję się wsiadać do samochodu gdy ja prowadzę…

    Aha – to podobne śmieszne i niewiarygodne – po czterech latach jeszcze nie sprawdziłem, ile fabryka dała. Raz, że nie mam ochoty na mandat i punkty, dwa, że fabryka – przynajmniej nominalnie – dała za dużo i boję się.

  76. … z której ja sam się wyciągnąłem, linki przechodzą jednak tylko oskubane, w nawiasach kwadratowych.

  77. @janekr
    „Aha – to podobne śmieszne i niewiarygodne – po czterech latach jeszcze nie sprawdziłem, ile fabryka dała.”

    To nie śmieszne i niewiarygodne tylko najzupełniej normalne. Ja w żadnym swoim samochodzie nigdy nie sprawdzałem, ile fabryka dała, w polskich warunkach to raczej ćwiczenie samobójcze, zresztą nie tylko polskich, no chyba że na hamowni.

  78. @bartolpartol

    „ilu z Was przestrzega przepisów drogowych?”

    Ale co to w ogóle jest za pytanie? I jakie będzie następne? „Ilu z Was nie kradnie w sklepach?”

  79. @dude
    …nie sprawdzałem, ile fabryka dała, w polskich warunkach to raczej ćwiczenie samobójcze, zresztą nie tylko polskich…

    Zdarza mi się czytać opinie fachowców z motoryzacyjnych pism, testujących jakiś model, i tam bywa notka ile fabryka dała, ale z zastrzeżeniem, że sprawdzone na niemieckiej autostradzie.
    He, he na niemieckiej.
    Jadąc po A6 pod Szczecinem, co chwila mija mnie taki tester z prędkością, że czasami trudno rozpoznać co to była za marka pojazdu. No ale to prawie Niemcy a autostrada przed samą granicą lepsza niż za Odrą, to może myślą, że już są w prędkościowym raju?

  80. Noc Długich Noży – odebranie kompetencji wiceministrowi Zielińskiemu, słońcu Podlasia (wiem, że niespektakularne – porachunki w ramach obozu na zewnątrz tak wyglądają):

    [edziennik.mswia.gov.pl/api/DUM_MSWIA/2019/28/journal/1715]

  81. „nigdy nie sprawdzałem, ile fabryka dała, w polskich warunkach to raczej ćwiczenie samobójcze,”

    Różnica pokoleń. W latach 60. całkiem dobre zachodnie samochody średniej klasy, nie mówiąc już o mniejszych nawet 150 nie osiągały.
    Za to, przynajmniej w Polsce, nie było ogólnego ograniczenia prędkości i Pan Samochodzik poza terenem zabudowanym mógł legalnie rozpędzać swój wehikuł ile tylko się odważył.
    W latach 70. w PL każdy prawdopodobnie posiadacz fiata 126p sprawdzał, czy te 105 km/h jest faktycznie barierą nie do przekroczenia. Posiadacz fiata 125p też, jeśli tylko trafił mu się kawałek autostradopodobny, testował pojazd.
    No a teraz nawet małe, tanie samochody rozwijają prędkości, których ogarnięcie jest poza możliwościami przeciętnego kierowcy.

  82. @janekr
    „Posiadacz fiata 125p też, jeśli tylko trafił mu się kawałek autostradopodobny, testował pojazd.”

    Takimi samochodami też się jeździło, tylko w nich testowanie „ile fabryka dała” jest samobójcze z zupełnie innych względów. Ogólnie to jest mocno dresiarskie pojęcie IMO.

  83. Raz w życiu przez chwilę gdzieś w Niemczech jechałem trochę ponad 180 i to jest mój rekord na 20 lat posiadania samochodów, przeważnie nie najgorszych. Myślałem że się sfajdam ze strachu. Gdyby cokolwiek się stało w zyciu bym nie zdążył zareagować w porę przy takiej prędkości. To jest zabawa albo dla bezmózgów albo dla gości z BPD którzy mają orgazm z powodu ryzyka. Sorry to nie dla mnie.

  84. @Temat:
    Dużo prawdy, ale też przypomniałbym jedno — wyborcy PiS nie są tacy sami, wybici z jednej sztancy. Zdolność PiS, to zdolność odpowiedniego trafiania z przekazem: homofobi dostaną coś dla siebie, rasiści też, ale część osób, ani homofobicznych, ani rasistowskich, zagłosuje na nich, bo obniżyli wiek emerytalny… To nie jest więc kwestia jednej narracji, raczej akceptowania wielu — której to szansy opozycji się już nie daje…

    @próbowanie „co fabryka dała”:
    Moje autko teoretycznie rozpędza się do 160 km/h. I owszem, do 150km/h to kiedyś na autostradzie sprawdziłem. Co bym zrobił, gdyby rozpędzał się do 180km/h? Mam nadzieję, że bym nie sprawdzał…

    Swoją drogą, nie mogę się nadziwić powszechnemu „przymykaniu oka”, na to, że dopuszcza się do ruchu samochody z dużo mocniejszymi silnikami, niż to jest konieczne dla sprawnego poruszania się po drogach. Rozumiem „power on demand” przy wyprzedzaniu, ale topowe odmiany mają bardzo duży zapas mocy, o ile przyjąć, że kierowcy będą trzymać się przepisów. Nieekologiczne, nieekonomiczne i zachęcające do niebezpiecznej jazdy. Bo i znam takich, którzy rozkładają ręce, że „ich modelem” samochodu nie da się jeździć przepisowo, więc z góry zakładają budżet na mandaty…

  85. „topowe odmiany mają bardzo duży zapas mocy”

    Topowe? Mój mały, tani samochodzik według papierów fabrycznych ma prawie 200.

  86. @rozowyguzik
    „A nie uważasz, że bardziej prawdopodobne jest, że zawsze tak było (z drobnymi przechyłami w jedną czy drugą)”
    Bardzo możliwe, że to jakieś lokalne minimum pech polega na tym, ze przyszlo mi zyc tu i teraz.

  87. @wo

    Z wyżyn różnych książek, które czytałem na ten temat pozwolę to sobie skwitować eseistycznym „PIEPRZENIE”. Byliśmy i jesteśmy. Trzeba więcej niż Kaczyńskiego, żeby nas z niej wyrwać.

    Pozwolę sobie przytoczyć jedną[1], niedokładnie na ten temat, ale rzucającą nieco światła na naszą (i sąsiadów) pozycję.

    Autor jest stolarzem i postanowił zagłębić się w historię strugnic (stołów roboczych). Najstarsze źródła jakie znalazł to freski w Pompejach i ławka stolarska z rzymskiego fortu na terenie dzisiejszych Niemiec. Poza tym sporo obrazów i książek. Europejskie (bo odnalazł też trochę z czasów kolonizacji w Amerykach) powstawały z grubsza na obszarze, gdzie Rzymianie wybudowali drogi: Włochy, Francja, Hiszpania, Niemcy, Austria. I to nie jest tak, że do nas nie zajrzał, bo w bibliotece UJ znalazł jedno ważniejszych wg niego źródeł[2]. Po prostu, nawet w dziedzinie tak niewyrafinowanej jak stolarstwo, od dwóch tysięcy lat nie działo się u nas nic ciekawego, a nasz udział w tej cywilizacji to w dużej mierze import hebli, raszpli i klajstru.

    [1] Ingenious Mechanicks Early Workbenches & Workholding, Christopher Schwarz [lostartpress.com/collections/books/products/ingenious-mechanicks]

    [2] Löffelholtz-Kodex [jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/doccontent?id=258834]

  88. @steelman
    „Europejskie (bo odnalazł też trochę z czasów kolonizacji w Amerykach) powstawały z grubsza na obszarze, gdzie Rzymianie wybudowali drogi: Włochy, Francja, Hiszpania, Niemcy, Austria.”

    Wiele krajów dzisiejszej Europy Zachodniej (np. Norwegia) było poza zasięgiem Rzymian. Gdy mówimy o cywilizacji zachodu, chodzi o to, co się odrodziło w średniowieczu/renesansie. Inaczej nam wyjdzie, że należy Tunezja, a nie należy Dania.

  89. @steelman

    …od dwóch tysięcy lat nie działo się u nas nic ciekawego, a nasz udział w tej cywilizacji to w dużej mierze import hebli…

    Meble kolbuszowskie znane były i cenione daleko poza Małopolską od początku XVIII w.

  90. Skądinąd te dywagacje o szybkiej jeździe przypomniały mi o jednej historii z mojego życia którą pozwolę sobie przytoczyć. Z góry przepraszam Gospodarza za nadwyrężanie gościnności.

    Na początku lat 2000-tych pracowałem w jednej firemce w której jeden z przedstawicieli handlowych był taki właśnie mistrzem szos. Po powrocie z każdej delegacji chwalił się czasami przejazdu, raczej dość kosmicznymi, przez co nie dawałem temu wiary i uznawałem za tanią próbę zaimponowania koleżankom przy porannej kawie, do czasu aż mnie na pewnym, dość krótkim na szczęście odcinku, nie podwiózł. Zapamiętałem z tej podróży to, że [a] wysiadłem kompletnie mokry, łącznie z marynarką od garnituru i krawatem (!) oraz [b] udało mu się w trakcie tych 40 minut złamać chyba wszystkie możliwe przepisy, łącznie z autentycznym wyprzedzaniem na trzeciego, czyli wyprzedzaniem samochodu który już wyprzedza. Dość luźnie podchodził też np. do zatrzymywania się na czerwonym.

    W trakcie podwózki wyczuł mój dyskomfort i podzielił się swoją filozofią jazdy, zgodnie z którą on owszem, jeździ dość szybko, ale panuje nad samochodem i jeździ płynnie, podczas gdy reszcie gamoni na drodze należałoby odebrać prawo jazdy bo „jeździć nie potrafią i tamują ruch”. Mówił też sporo o umiejętności wychodzenia z poślizgu którą to jego zdaniem powinno się uczyć na kursach i którą kilkukrotnie udało mu się zademonstrować podczas tej przejażdzki, z takim efektem że każdorazowo kilka chwil mi zajęło aż serce cofnęło się z okolic gardła.

    Jestem prawie pewien, że się zabił za kółkiem. Tj. wiem że jedna osoba z tej firmy zginęła w wypadku, tylko zapomniałem jak się nazywał a osoba która mi to relacjonowała nie wiedziała czy to o niego chodziło. Mam wrażenie że takich typów to się jednak teraz nie widuje.

  91. „Gdy mówimy o cywilizacji zachodu, chodzi o to, co się odrodziło w średniowieczu/renesansie.”

    A co z Japonią, Japonia od epoki Meiji to nie Zachód?

  92. @rozowyguzik
    „Ależ została – wskaźniki homofobiczne w Polsce od dawna ciągle spadają, momentami dość drastycznie.”

    Z drugą częścią tej wypowiedzi się zgadzam. Generalnie w Polsce tolerancja rośnie, a homofobia maleje, ale dzieje się to nierównomiernie. Obecnie w Warszawie jest małe prawdopodobieństwo zostania pobitym z powodu oryginalnego wyglądu typu irokez lub dredy, na Podlasie tu prawdopodobieństwo jest dużo większe. Stąd moja hipoteza, że Białystok jest teraz na podobnym poziomie tolerancji, na jakim była Warszawa 15 lat temu.

  93. @krzloj

    „A co z Japonią, Japonia od epoki Meiji to nie Zachód?”

    A można być częścią jakiejś wspólnoty kulturowej wbrew samoidentyfikacji? (Podobało mi się stwierdzenie Jana Tomkowskiego, że literatura japońska jest najbliżej Zachodu ze wszystkich niezachodnich, ale jakim właściwie ontometrem to mierzyć?)

  94. @Piotr Aleksander Kowalczyk Ja bym nawet zaryzykował stwierdzenie, że Japonia ma dużo więcej wspólnego z zachodem niż my. W końcu przepływ towarów i kultury między nimi, a zachodnią Europą i USA jest dużo intensywniejszy niż w naszym przypadku, poza tym trwa to od XIX wieku. Różnice najlepiej widać w tekście mrw o cyberpunku w dwutygodniku, na zachodzie fantazjowano na temat technologii i społeczeństwa, a u nas były feminazistki i diabeł. W takim wypadku komu bliżej do zachodu, przeciętnemu Tanace czy Kowalskiemu?

  95. @Nankin77

    No ale przecież Zachód uważa Japonię za cool i jazzy dopiero od niedawna, bo wcześniej niewolnik Tanaka… Przepraszam, musiałem. Doskonale rozumiem twój punkt wyjścia (choć np. Stany na takiej zasadzie importują więcej kultury z Japonii niż Niemiec), problem w tym, że dla samych Japończyków stwierdzenie „jesteście Zachodem“ znaczyłoby tyle co „zostaliście skolonizowani“. Jak już mówimy o autorze „God Hates Poland“, to w tejże powieści umieszcza przemyślenia pracującego w Japonii informatyka, niejakiego Kowalczyka, o podobieństwach między Nipponem a Polską (w skrócie: pożyczanie niezbędnych pomysłów modernizacyjnych, przy jednoczesnym skupieniu się na narodowej przeszłości i konserwatyzmie). Dodałbym co najmniej jeszcze jedno: w Polsce, często bezrefleksyjnie, mówi się o „Zachodzie “ jako czymś oczywiście zewnętrznym. Dlatego też sam wolę przypisywać Polaków do Środka (do dziedzictwa Zachodu mam też parę wątpliwości moralnych).

    A co do treści fantazjowania: radzę być ostrożnym, bo miecz to obosieczny. Rzecz w tym, że w japońskim popie mamy pełne spektrum, jeżeli chodzi o postacie kobiet. Te ze złej strony… dużo spektakularniej nie przynoszą im chwały niż „Wielkie podzielenie“ Dukajowi. Miejsce kobiet w IRL Japonii to też temat problematyczny. A diabła swojskiego (przez którego rozumiem fantastykę religijną) bym tak nie postponował, skoro natchnął karty „W kraju niewiernych“, czy „Księgi jesiennych demonów“.

    PS. Jeżeli dyskusja zacznie drażnić, tym razem proszę o info w trakcie, nie na samym końcu.

  96. „Miejsce kobiet w IRL Japonii” właśnie powoli wraca na tapetę zachodnich mediów w związku z podpaleniem Studia 1 Kyoto Animation. Większość z 34 ofiar to były kobiety ponieważ Kyoani wyjątkowo zatrudnia dużo kobiet.

  97. @wo

    Wiele krajów dzisiejszej Europy Zachodniej (np. Norwegia) było poza zasięgiem Rzymian.

    Z rozkładu odnalezionych źródeł wnioskuję, że trakty rzymskie stanowiły warunek konieczny dynamicznego rozwoju regionu do późnego średniowiecza. Naturalnie, pozostałe obszary też się rozwijały, ale zauważalnie wolniej. Przypuszczam, że tempo (mniej stopień) rozwoju zaczął się wyrównywać wraz z rozwojem transportu morskiego. Zakumulowane różnice jednak pozostały. Dania i Norwegia mogły je nadrobić (pomijając inne czynniki) dzięki lepszemu dostępowi do morza niż trafił się nam.

    @mw.61

    Meble kolbuszowskie

    Ciekawe. Dziękuję za wskazanie tematu.

    Pragnę jednak zauważyć, że mówimy o ośrodku, który zaczął dość późno i działał (za Wikipedią) raptem przez sto lat. Doprecyzuję, że C.Schwarz poszukiwał informacji na temat wyposażenia warsztatów stolarskich zanim osiągnęło ono współcześnie znaną formę (minus elektronarzędzia). Można przyjąć, że nastąpiło to w połowie XVIII wieku[1]. Z tego co czytam w Kolbuszowej wytwarzano meble z wyższej półki, więc znów wygląda to trochę na kopernikański (patrz wyżej) zbieg okoliczności (miejsce, czas, ludzie z kontaktami) niż konsekwencję istnienia silnego ośrodka rzemieślniczego o wielowiekowej tradycji.

    Przynależność do cywilizacji Europejskiej rozpatrywałbym na dwóch poziomach. Pierwszy z nich to poziom elit: Kraków, Mikołaj Kopernik, królowie, bitwy etc. Tu mieliśmy łączność z Zachodem. Kluczowe znaczenie miały osobiste podróże i doświadczenie w nich zbierane. Jednak nasz wkład w kulturę był ograniczony. Da Vinci wisi w Krakowie, a w Mediolanie wisi Matejko?

    Poziom drugi, dla mnie ważniejszy, to poziom „ludowy”. Tu wielu obieżyświatów się nie spodziewam, pozostaje wymiana dóbr materialnych. W handlu nie byliśmy mistrzami, a gdy u schyłku średniowiecza byliśmy gotowi coś wygrać na naszym położeniu, to transport przeniósł się na morza i nikt już nie musiał płacić myta, przeprawiając się przez brody na Wiśle, w drodze z Hamburga do Delhi.

    [1] [en.wikipedia.org/wiki/Andr%C3%A9_Jacob_Roubo#/media/File:Andr%C3%A9_Jacob_Roubo_Workbench.jpg]

  98. „Jednak nasz wkład w kulturę był ograniczony.”
    Wkład owszem, ale konsumpcja była całkiem znaczna a to też istotne.

  99. A co Wy z tym Zachodem tak zerojedynkowo jak Kościół z życiem poczętym?
    Jak dla mnie to jest płynne i „ułamkowe”. Zachód zawsze ma jakieś swoje centrum, które ma te „100% Zachodu w Zachodzie” i peryferia. Myśmy na centrum nigdy się nie załapali, ale bywaliśmy czasem bliżej; czasem dalej. Mówią niektórzy, że XIV-XVI wiek, to jest okres wyjątkowego zbliżenia z Zachodem; ale i wtedy mamy duży dystans do flandryjsko-włoskiego centrum. Teraz też przerabiamy, mimo wszystko, zbliżenie.

    Taka ułamkowość wskazuje, że będziemy mieli artystów i naukowców, na miarę kontynentalną, ale będziemy ich mieli statystycznie rzadziej niż kraje wiodące. I to chyba przykład Kopernika, czy Skłodowskiej Curie. Albo, z innej beczki, wynalazków rodzących się w Polsce. (Spotkałem taką listę polskiego wkładu naukowo-technicznego w zwycięstwo Aliantów — idealny przykład, że sukcesy były, ale gdyby porównać z wiodącymi, to trochę prowincjonalnawe… Tak akurat jeśli przemnożyć liczbę ludność, przez bliskosć do centrum.)

  100. „literatura japońska jest najbliżej Zachodu ze wszystkich niezachodnich”
    Przy książkach, które tworzy (Haruki Murakami), mam znacznie mniejsze poczucie obcości świata społecznego, niż przy skandynawskich kryminałach.

  101. @duxripae

    konsumpcja była całkiem znaczna

    Konsumowała (w imieniu reszty) bardzo wąska grupa, której potrzeby w zupełności zaspokajał import. W przeciwnym razie byłoby miejsce dla kilku lokalnych Rembrandtów lub Breugheli.

  102. komu bliżej do zachodu, przeciętnemu Tanace czy Kowalskiemu?

    To nie jest łatwe pytanie. Japończycy sporo kultury eksportują, ale importuję niewiele. Przeciętny Tnaka słabiej zna języki obce niż przeciętny Kowalski.

  103. Dzień dobry na nowym blogu; long-time lurker here, cieszę się, że udało się przenieść. Cieszę się też bardzo, że stali komcionauci również tu są (a szczególnie Awal).

    Ale do ad remu.

    @aussir
    „Swoją drogą Ricardo Piglia uważał Gombrowicza za najważniejszego pisarza argentyńskiego po Borgesie”

    No tak,a Wilhelm Apolinary Kostrowicki był jednym z twórców surrealizmu we Francji. Że o Conradzie nie wspomnę. Ciekawe tylko, że to wszystko miało miejsce zagranico.

    @homofobia

    Jakiś czas temu, Wyborcza opublikowała wywiad z Niką – wokalistką zespołu Post Regiment (dzięki Wyborczo!). Jeden z ważniejszych zespołów w czasach mej zbuntowanej młodości, czasem jeszcze słucham z sentymentem. Z okazji tego wywiadu odświeżyłem sobie inne stare muzyczne fascynacje – m.in. znalazłem na tubie Homomilitię. Stara łódzka punk załoga, główne tematy, które poruszali to anty-kapitalizm, feminizm, sprzeciw wobec przemocy i nietolerancji wobec LGBT(podobno zresztą wokalista był wyoutowanym gejem). I co? I mam wrażenie, że przez ostatnie 25 lat (chyba nawet 27, płyta była zdaje się z ’92 roku) nic się nie zmieniło. Teksty nadal aktualne.

    Być może się zmieniło, może w ostatnim ćwierćwieczu coś drgnęło, ale mam wrażenie, że znowu jesteśmy w punkcie wyjścia…

  104. @grendel

    …może w ostatnim ćwierćwieczu coś drgnęło, ale mam wrażenie, że znowu jesteśmy w punkcie wyjścia…

    Jak się rozejrzeć to nie tylko my. Może to było nie do uniknięcia? Wahadło historii? Im bardziej w lewo to musi kiedyś pierdyknąć tak samo w prawo?
    Hm. Może pozostaje nam czekać kiedy osiągnie maksimum i znowu pójdzie w lewo. Oczywiście nie biernie. Tyle tylko, że im bardziej naciskamy w jedną czy drugą stronę, to w końcu wahadło zrobi obrót w koło i rozpieprzy cały mechanizm.

  105. @mw.61

    „Jak się rozejrzeć to nie tylko my. Może to było nie do uniknięcia? Wahadło historii? Im bardziej w lewo to musi kiedyś pierdyknąć tak samo w prawo?”

    Może nie „tak samo”, ale tak działa prawicowa reakcja. Feministyczna perspektywa tego mechanizmu jest opisana bardzo ładnie w klasycznej pozycji „Backlash” Susan Faludi, ale w ogólności jest to ten sam mechanizm, który teraz widzimy przy homofobii – prawica traci wpływy (powiedziałbym, że nawet nie polityczne, a metafizyczne), więc zachowuje się jak szczur zapędzony do rogu i wychodzi z agresywną, a tym samym wyraźniejszą i bardziej wpływową kontrą. Jeżeli jednak spojrzeć na ten mechanizm z odległości, to ta reakcja nie ma ciągłego charakteru, a raczej punktowy. Wraca co jakiś czas, ale nigdy nie zostaje na dłużej, w przeciwieństwie do ogólnego postępu.

  106. @rozowy

    …Może nie „tak samo”, ale tak działa prawicowa reakcja…

    Ja bym tak bardzo nie rozgrzeszał lewej strony. Czasami za szybko, zbyt radykalnie. To znaczy prywatnie chciałbym uciąć i znaleźć się z poniedziałku na wtorek w krainie szczęśliwości, ale tak się nie da.Te metafizyczne wpływy traci kościół, prawica, cały ten czerep rubaszny, a to jednak jest nadal ogromna siła. Na przykład. W naszych warunkach błędem było zbyt wczesne zrównywanie związków partnerskich z jednopłciowymi małżeństwami, a na dokładkę forsowanie prawa do wychowywania dzieci w takim związku. U nas to musiało zareagować odchyłem wahadła w prawo.
    Za szybko, zbyt radykalnie. To musi, niestety, trochę potrwać.

  107. @mw.61
    „Za szybko, zbyt radykalnie.”

    Całe szczęście, póki co, każdy może w swoim tempie.

    Gaz do dechy, ferajno, szosa tolerancji czeka! (context pun very intended)

  108. @mw.61

    „W naszych warunkach błędem było zbyt wczesne zrównywanie związków partnerskich z jednopłciowymi małżeństwami, a na dokładkę forsowanie prawa do wychowywania dzieci w takim związku.”

    Bez przesady, to jest taki sposób myślenia stereotypowej żony przemocowca, która zastanawia się, za co znów zarobiła na limo pod okiem.

    Małżeństwa jednopłciowe i adopcje to tylko wisienki na torcie, którego nazwa brzmi nie LGBT, a „gender” AKA ostatnie ~50 lat socjologii i nauk pochodnych. Homofobia to tylko pretekst do atakowania Behemota Właściwego, nie cel sam w sobie.

  109. @mw61
    „Wahadło historii? Im bardziej w lewo to musi kiedyś pierdyknąć tak samo w prawo?”

    To tak nie działa. Polityka (i historia) to nie wahadło. Gdyby tak było, mielibyśmy regularne, naprzemienne cykle rządów lewicy i prawicy. Tymczasem od 40 lat Lewica Nie Istnieje (swoją drogą – pomysł na tytuł nowej książki @wo). I nic nie wskazuje na to, aby kiedykolwiek miała powrócić, wręcz przeciwnie – im większych spustoszeń liberalizm dokonał, tym *mniejsze* są szanse na powrót lewicy. W zasadzie jest to więc dokładna odwrotność wahadła (im więcej liberalizmu, tym więcej liberalizmu, więc zamiast mitycznego backlashu będziesz miał jeszcze mocniejsze umocnienie się panującej ideologii). Aż do ściany, którą będzie powrót do stosunków quasi-feudalnych (rozrost oligarchii, który możemy najlepiej obserwować w Ameryce Południowej, ale niedługo zapewne tak będzie wyglądać cały świat).

    Zmagania lewicy z prawicą (w sensie stosunków klasowych) porównałbym raczej do narastającej entropii, walki porządku z chaosem, którą opiszę tu na przykładzie ogródka: jeśli chcesz hodować kwiaty w ogródku, uprawiać warzywa czy co tam innego, musisz nieustannie się nim opiekować: podlewać, pielić, nawozić i tak dalej. Lewica to właśnie taki ogródek, a kwiatki czy inne marchewki – klasa średnia. Sztucznie (!) stworzony ogródek ze swoimi uporządkowanymi uprawami, w naturalnych warunkach nigdy – w przeciwieństwie do dziko rosnących chwastów – sam z siebie nie wyrośnie: pozostawisz go samemu sobie i po chwili będziesz miał chaos. W moim przykładzie odpowiednikiem pielenia, nawożenia i podlewania byłoby tutaj wyrównywanie nierówności, państwowe inwestycje infrastrukturalne, powszechna edukacja, obowiązkowe ubezpieczenia i bezpłatna służba zdrowia. Tymczasem ogródek zwany Wellfare State od 40 lat niszczeje i im więcej mija czasu, tym trudniej będzie go odbudować. Zauważcie, że prawica ma tę przewagę, że opiewane przez nią stosunki klasowe (elity i plebs) są stanem historycznie naturalnym i jako takie mają skłonność do samoodtwarzania (dziedziczenie pozycji społecznej, akumulacja kapitału itd). That’s how Capitalism (& Feudalism) works! Projekt lewicowy (wzrost klasy średniej, spadek znaczenia wyższej) to w obliczu historii nic nie znaczący wycinek. Eksperyment udany, ale krótkotrwały (stworzony w bardzo specyficznych okolicznościach Zimnej Wojny i ograniczony zaledwie do kilku dekad), na przełomie lat 70 i 80 nieodwołanie się zakończył. Wracamy do dżungli, która jest – przypominam – stanem naturalnym.

    Nie mówię, że lewica całkowicie straci znaczenie, bo zawsze gdzieś tam będą istnieć takie enklawy jak Skandynawia, ale jej czas już minął. I to nie dlatego, że projekt Wellfare State się nie sprawdził (wręcz przeciwnie, odniósł wielki sukces), ale dlatego, że spuszczone ze smyczy elity mają tendencje do umacniania swojej pozycji, a możni (którzy, przypominam, kształtują dyskurs, bo mają w kieszeni media, think-tanki i polityków) nigdy dobrowolnie nie poprą emancypacyjnego projektu, który miałby wzmocnić inne klasy ich kosztem. We’re doomed.

  110. Archeologia pokazuje, że wczesne osady ludzkie (Catalhoyuk, a do pewnego stopnia nawet początkowy Biskupin) były zaskakująco egalitarne. To samo większość społeczeństw łowiecko-zbierackich.

    Dlatego ja bym jednak przyjął, że to hierarchia jest aberracją powstałą po rewolucji neolitycznej, a naturalnym stanem dla naszego gatunku jest jednak równość (i ganianie z dzidą po lesie, ale to już inna sprawa).

  111. @procyon

    Wspólnoty rolników były egalitarne, ale zawsze równolegle z nimi istniały wspólnoty łowców/hodowców/koczowników i to u nich królowała hierarchia. A to oni przeważnie byli górą w kwestii podbijania się nawzajem.

    @małżeństwa gejów

    Co z tego że my mówilibyśmy że chodzi nam tylko o związki partnerskie skoro to druga strona narzuca ton narracji. Lewa strona praktycznie nie mówi o adopcji dzieci przez pary homoseksualne (co i tak jest fikcją bo w Polsce jest i tak wielokrotnie więcej chętnych na adopcję niż dzieci) za to prawa mówi o tym non stop. To nie my narzucamy tu dyskurs. Nawet gdybyśmy nic nie chcieli to druga strona nam zarzuci wszystko co tylko im przyjdzie do głowy.

  112. BTW: Grześ ogłosił listy i oczywiście na warszawskiej, wysoko, jest moja ulubienica Joanna Fabisiak. Ciekawe jak się czuje Piekarska w takim towarzystwie.

    Dla nieznających poglądów pani Fabisiak: sytuują się one gdzieś między Marianem Piłką a Markiem Jurkiem. Ewentualnie na prawo od tych panów.

  113. @embercadero

    Właśnie o ile mi wiadomo było odwrotnie. Łowcy-zbieracze zazwyczaj są egalitarni do dziś. Zalążki hierarchii pojawiły się natomiast w rolniczych społecznościach osiadłych, bo tam nadprodukcja była na tyle duża, że miały z czego wykształcić się różnice w posiadaniu i nierówności. Trudno odpracowywać tonę zboża pańszczyzną w świątyni Marduka, kiedy nikt nie hoduje zboża w takich ilościach i kiedy Marduk nie ma stałej świątyni z kapłanami.

    Barbarzyńcy natomiast stopniowo uczyli się zamordyzmu od imperiów, z którymi walczyli, np. Mongołowie od Chińczyków. Na podbitych terenach tworzyli potem nową warstwę arystokracji, tym razem popartą ideolo, że górne warstwy są lepsze, bo pochodzą od zdobywców. I cykl się domykał.

    Dlatego dla mnie ten Feudalizm przez duże F, to jest nie tyle powrót do natury, co jakiś paskudny mutujący wirus żerujący na cywilizacji. Która to cywilizacja jest, w skali czasu istnienia gatunku, dość młoda, i o ile wpierw nie wykończymy planety, takie aberracje powinno się dać naprawić.

  114. @monday.night.fever + pierwsze odzewy

    No właśnie, nie czuję się dość mocny w historii i antropologii, żeby podjąć pełnokrwistą polemikę popartą źródłami, ale zrównywanie feudalizmu i kapitalizmu (czyli dwóch historycznych form organizacji stosunków produkcji) ze Stanem Natury trąci mi jakąś wielką ściemą, jak, nie przymierzając, argumentacja ze Społeczeństwa Homarów u Petersona czy z Mitycznej Sawanny u tego ostatniego i u licznych innych dzbanów. Dwieście lat temu, przypuszczam, nie brakowało myślicieli, którzy głosili, że niewolnictwo takie jak na plantacjach w USA jest przejawem Odwiecznego Prawa Natury i tu się nic nie da zmienić, to je amelinum, tego nie pomalujesz.

    Tymczasem fundamentem lewicowego patrzenia na świat jest, moim zdaniem, przekonanie, że nie tylko „potrzebne są zmiany, konieczne są zmiany”, jak śpiewał poeta, ale co najważniejsze: że zmiany są możliwe. Bez takiego przekonania pozostaje właściwie tylko nakryć się gazetą i odczołgać w kierunku najbliższego cmentarza.

  115. @procyon
    „Zalążki hierarchii pojawiły się natomiast w rolniczych społecznościach osiadłych…”

    Pierwsze państwa i wytworzone w ich ramach hierarchie społeczne istotnie nie byłby możliwe bez rolnictwa, i to określonego rodzaju rolnictwa – uprawy zbóż, których plony znacznie lepiej niż np. rośliny skrobiowe nadają się na daninę podatkową. Państwa te były mocno niestabilne, gdyż poddańcza ludność rolnicza miała możliwość ucieczki na obszary zajmowane przez koczowników, a sami koczownicy okresowo postanawiali „zagrabić zagrabione” – już polecana „Agaist the Grain” (James C. Scott) zawiera wiele interesujących obserwacji na temat tego liczonego w tysiącach lat okresu historii ludzkości.

    @steelman
    „Przypuszczam, że tempo (mniej stopień) rozwoju zaczął się wyrównywać wraz z rozwojem transportu morskiego.”

    Żegluga morska miała kluczowe znaczenie dla średniowiecznej „rewolucji handlowej” – potęgi Wenecji, Genui i Hanzy powstały w oparciu o nią, ta ostatnia w powiązaniu ze stosunkami proto-kolonialnymi wytworzonymi w obszarze Bałtyku. Wydajność dróg lądowych przez całe średniowiecze ograniczało wysokie ryzyko napadów rabunkowych. Co zresztą też było impulsem rozwojowym: rozwój bankowości korespondencyjnej i kredytu kupieckiego umożliwiały rezygnację z ryzykownego transportu pieniądza kruszcowego. Z czasem jednak powstała transkontynentalna sieć bezpiecznych połączeń drogowych, której Rzeczpospolita była częścią. Jedną z tras „Via Regia” [1] stada bydła pędzono spod Kijowa po Ren (można by o tym jakiś kowbojski film nakręcić).

    „Da Vinci wisi w Krakowie, a w Mediolanie wisi Matejko?”

    Da Vinci wisi u nas, ale Czapski u nich (też gej). Życie Czapskiego to materiał na prawdziwy hollywoodzki film w tonacji „A Single Man”, za 20 lat. Inny film – klasyczna epicka fabuła z grupą uderdogów, czołowym protagonistą – Zbigniewem Stefańskim oraz symfoniczne podmalowanym happy endem – powstanie może kiedyś o polskich robotnikach, wytapiaczach smoły i szkła, jacy zorganizowali 400 lat temu w Jamestown w Wirginii pierwszy udokumentowany strajk w Ameryce – wczoraj była rocznica [2]. Nawet wybredny recenzent „Variety” doceni wątek walki imigrantów o prawa polityczne i przebitki na strajk sierpniowy w ostatniej scenie. Owszem, mamy pewne silne karty w globalnej konkurencji kultur, ale ich nie znamy i nie cenimy – i dlatego słusznie śmy są prowincją, samiśmy sobie winni.

    @grendel
    „Stara łódzka punk załoga…”

    Jedną z najmilszych zalet pisania u WO są oznaki sympatii z drugiego końca zamierzchłego spektrum nazwijmy to KSU-SDM, które niniejszym odwzajemniam!

    [1] [image.jimcdn.com/app/cms/image/transf/dimension=1280×10000:format=jpg/path/sf42b93fe26366d75/image/i1f8cf6891ea25a22/version/1448987572/image.jpg]

    [2] [digitaledition.chicagotribune.com/tribune/article_popover.aspx?guid=534c5147-46f7-4e99-941f-2cfa446bc250]

  116. @m.bied

    Nie zrównuję ich; kapitalizm to jednak duży krok naprzód w porównaniu z feudalizmem (dzięki niemu przynajmniej istnieje jakaś motywacja do innowacji).

    Zmiany są konieczne, zmiany są możliwe, ale nie ma komu ich przeprowadzić (a raczej wymusić na Ludziach Trzymających Kasę, jak w powojennym trzydziestoleciu na zachodzie). Feudalizm trzymał się mocno przez stulecia, kapitalizm też nie może narzekać. Dlatego tak bardzo fascynuje mnie fenomen Skandynawii (ale nawet dzisiejsza Szwecja to już nie to samo co Szwecja lat ’80).

    Powojenna korekta na zachodzie udała się tylko dlatego, że istniał straszak w postaci Białego Misia, który chętnie przytuli przyjaciół od Berlina do Lisbony, i trzeba go było za wszelką cenę zneutralizować. To paliwo zaczęło wyczerpywać się już w latach ’80, a później miś zdechł. Od tego czasu – hulaj dusza! Dziś już żaden Adenauer nie musi nikogo zachodzić od lewej flanki, bo po co?

  117. @m.bied

    „zrównywanie feudalizmu i kapitalizmu (czyli dwóch historycznych form organizacji stosunków produkcji) ze Stanem Natury trąci mi jakąś wielką ściemą…”

    Ściemą jest przede wszystkim ignorowanie faktu jak mocną, narkotyczną formacją kulturową musiały/ muszą być zlepione te „naturalne” systemy, żeby w ogóle funkcjonować. Religią chrześcijańską, spetryfikowanym konfucjanizmem, mitem „American dream”. Lewica też potrzebuje swoich idei, ale są to fajniejsze idee (mniej oparte o tuszowanie krzywdy innych ludzi czy przyrody) i tego się trzymajmy. Patriarchalny kapitalizm stopniowo usuwa zresztą ze swojego ideologicznego spektrum to co w konfrontacji z ideami progresywnymi wyraźnie nie wytrzymuje próby – ale tylko to, trzeba nań napierać dalej.

    Oto przykład: w kilka dni po białostockim Marszu, Tomasz Terlikowski wyjaśnia, jak to uliczna przemoc jest dla niego bezdyskusyjnie nie do przyjęcia, ale mimo to nie widzi dla postulatów LGBT, np. małżeństw jednopłciowych, miejsca w „chrześcijańskiej antropologii” (sposobie urządzenia świata, jakiego chcieliby katolicy) [1]. Można zapytać: a dlaczegóż to niby zakaz przemocy wobec gejów ma być normą wiążącą katolików? Biblia nakazuje karać śmiercią różne kategorie nie pasujące do świata społecznego, w którym powstawały jej poszczególne fragmenty, m.in. „sodomitów”, „czarownice”, „bluźnierców” i dokładnie tak to interpretowano przez wieki chrześcijańskiej praktyki: służyły temu stosy i pogromy. Odejście od ideologicznego sankcjonowania przemocy, co z czasem potwierdziły oficjalne katechizmy, nastąpiło pod presją zmian społecznych i kultury, w której zakorzeniły się lewicowe idee.

    [1] https://www.youtube.com/watch?v=RDiHKNcyHa4

  118. @monday.night.fever

    „Powojenna korekta na zachodzie udała się tylko dlatego, że istniał straszak w postaci Białego Misia”

    Miała ona (tj. zachodnia kariera Welfare State) jednak więcej źródeł niż sam strach przed komunizmem, zaś powodem jej schyłku też bardziej niż upadek ZSRR był następujący od lat 70-tych wzrost Azji (i zatem włączenie tamtejszych klas ludowych do zglobalizowano systemu produkcji, kosztem robotników zachodnich). Jednakże moim zdaniem kryzys klimatyczny stawia obecnie przed ludzkością wyzwania wobec których kolejna, tym razem globalna, lewicowa „korekta” (czyli wypełnienie kapitalizmu lewicową treścią) może się okazać jedynym wyjściem.

  119. @awal

    Jak wspomniałem, Wellfare State to ogródek który wymaga pielęgnacji (pielenie, podlewanie itd.). Ogrodnik się zmył (teraz nocami pracuje w stróżówce), a grządki zarastają chwastami, czyli ogródek wraca do swojego *naturalnego* stanu. Reagan i Thatcher spuścili ze smyczy wilki kapitału, które hasają sobie po świecie. Jak chcesz je z powrotem zagonić do klatki? Za dużo czasu minęło, za dużo złego zostało zrobione.

    Kryzys klimatyczny zostanie „rozwiązany” tak jak wszystkie kryzysy do tej pory, czyli w ten sposób, że jego wszystkie koszty poniosą biedni. A pan Kulczyk wybuduje sobie klimatyzowany pałac w dobrze strzeżonej fortecy w górach, w której – w razie coraz częstszych blackoutów – wybuduje sobie kopcący generator prądu (będzie się ładnie komponować koło basenu). Albo prywatną wyspę, an której komandosi i drut kolczasty pod napięciem skutecznie odstraszą głodny motłoch. W Ameryce Południowej to działa. Nie bój się, zglobalizowane elity sobie poradzą. Im ani homarów, ani prądu, ani wody w basenie nie zabraknie. Kryzys klimatyczny, w przeciwieństwie do śp. ZSRR, nie jest dla nich żadnym straszakiem – mogą jak zwykle stosować starą zasadę napuszczania jednych biednych na innych biednych, co zresztą już się dzieje. Mając pieniądze, mają stuprocentową władzę symboliczną (jaki procent mediów znajduje się w rękach marksistów, oprócz jednego blogaska?).

    Jeśli ktoś łudzi się, że GO skłoni Upper Class do ustępstw, to polecam poczytać co piszą na ten temat liberalni publicyści, będący ich gębą. Po pierwsze – globcio to lewacki mit, po drugie – nie jest spowodowany działalnością człowieka, po trzecie – już i tak nie jesteśmy w stanie go zatrzymać, a po czwarte – można go zatrzymać, ale na pewno nie kosztem wprowadzania socjalizmu, bo skuteczniej zrobi to Niewidzialna Ręka Rynku oraz „innowacyjny” startup Seby na automatyczne wycieraczki do panelów solarnych.

  120. „Można zapytać: a dlaczegóż to niby zakaz przemocy wobec gejów ma być normą wiążącą katolików? Biblia nakazuje karać śmiercią różne kategorie[..]”
    np „Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica.” – ten sam fragment Biblii, a konkretnie Księgi Kapłańskiej, który dalej nakazuje karać śmiercią również homoseksualistów. Wielu prawicowych polityków i dziennikarzy powinno cierpieć prześladowania z tego powodu. Księga Kapłańska zakazuje też spożywania wieprzowiny (choć nie karze śmiercią) czy noszenia ubrań utkanych z dwóch rodzajów nici. Kaszanka jest nielegalna! Tatuaże są nielegalne! Prześladowania uchodźców są nielegalne! Opóźnienia w wypłacie za wykonaną pracę są nielegalne! Tak mówi Pan, Bóg wasz!

    A jednak wszyscy ci nasi „prześladowani katolicy” znają tylko wers o karze śmierci za stosunek homoseksualny.

  121. @duxripae
    „znają tylko wers o karze śmierci za stosunek homoseksualny”

    To nie jest tak, że znają tylko ten jeden. Znaczy, zazwyczaj nie znają nawet tego jednego, ale u tej garstki, która jest minimalnie świadoma swojej wiary, to nie jest tak.

    Po prostu znaczna część starotestamentowych przepisów rytualnych (nie jeść wieprzowiny, nie pracować w sobotę – też pod karą śmierci!, obrzezywać potomków, itd.) jest potem wprost uchylona w NT. Dlatego katolików nie dotyczy.

    No a akurat to jedno przykazanie o zakazie homoseksualizmu Święty Paweł – sam nieznanej orientacji, ale nieżonaty – był łaskaw potwierdzić (Rz 1:27).

    Ale tu z kolei przychodzą liberalni interpretatorzy i mówią, że nie chodziło wcale o sam seks homoseksualny, tylko był to eufemizm na jakieś zakazane pogańskie praktyki. A samo bycie gejem jest ok, bo przecież nawet król Dawid nim był.

    No i tak się to kręci.

  122. @procyon
    „Po prostu znaczna część starotestamentowych przepisów rytualnych (nie jeść wieprzowiny, nie pracować w sobotę – też pod karą śmierci!, obrzezywać potomków, itd.) jest potem wprost uchylona w NT. Dlatego katolików nie dotyczy.”

    W NT za to można znaleźć rzeczy typu: „Czyż sama natura nie poucza nas, że hańbą jest dla mężczyzny nosić długie włosy, podczas gdy dla kobiety jest właśnie chwałą? Włosy bowiem zostały jej dane za okrycie. Może ktoś uważa za właściwe spierać się nadal, my jednak nie jesteśmy takiego zdania, ani my, ani Kościoły Boże”. Zabawne jest to zwłaszcza w zestawieniu ze standardowym wizerunkiem Jezusa.

  123. „No a akurat to jedno przykazanie o zakazie homoseksualizmu Święty Paweł – sam nieznanej orientacji, ale nieżonaty – był łaskaw potwierdzić (Rz 1:27).” Sprawa z tym fragmentem jest zabawna, bo jakby go traktować dosłownie to wychodzi na to, że katolicyzm jest be. „I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów.” Zresztą wyraźnie tam piszę o porzuceniu kobiet na rzecz mężczyzn, a więc nie dotyczy kogoś kto nigdy tego nie robił z kobietą. Tak można to liberalnie interpretować.

  124. @Pavel Konter

    „W NT za to można znaleźć rzeczy typu:”

    Ba! Można tam nawet znaleźć nakazy, że ksiądz musi obowiązkowo być żonaty!

    „W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś zaległe sprawy należycie załatwił i ustanowił w każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, [może nim zostać] jeśli ktoś jest nienaganny, mąż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność.” Tt 1:5

    „Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania (…) Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” 1 Tm 3:2-5

    @Nankin77

    „Sprawa z tym fragmentem jest zabawna”

    Ten fragment (i podobne, jest ich bardzo dużo) był osią jednego z głównych sporów w czasie reformacji. Niejaki doktor Luter był specjalistą od tego właśnie listu. W VIII w. zaś ten werset przyczynił się do ikonoklazmu w Bizancjum.

    Analogiczne przykazanie jest też w Dekalogu („Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył.” – Wj 20:4-5), ale Kościół Katolicki pomija je w uczonej na lekcjach religii skróconej formule, zaś w „dorosłym” katechizmie przytacza, ale tłumaczy jakoś pokrętnie.

    To tyle teologii zanim mnie Gospodarz wyrzuci.

  125. Pewnie wo wytnie ale co tam – cytat z bloga Barta Ehrmana, ehrmanblog dot org slash homosexuality-and-the-new-testament-guest-post-by-jeff-siker

    Romans 1:26-27

    “For this reason God gave them up to degrading passions. Their women exchanged natural intercourse for unnatural, and in the same way also the men, giving up natural intercourse with women, were consumed with passion for one another. Men committed shameless acts with men and received in their own persons the due penalty for their error.”

    This is typically seen as the most significant biblical passage that deals with same-sex relations. It includes both women and men. The larger context indicates that idolatry leads to a distortion of natural relationships. That Paul condemns what he knows of same-sex relations is clear. But this raises the question of what Paul understood in his context. Most scholars agree that Paul would have been aware of three same-sex practices found in pagan culture: pederasty (an older man with a prepubescent boy), prostitution (where a man sells himself to be the passive recipient in a same-sex act), and slave prostitution (where a slave-owner rents out his slaves for sexual acts). There is no evidence that Paul is aware of committed consensual same-sex relations between adults that is presumed in same-sex marriage today.

    1 Corinthians 6:9-10

    “Do you not know that wrongdoers will not inherit the kingdom of God? Do not be deceived! Fornicators, idolaters, adulterers, male prostitutes, sodomites, thieves, the greedy, drunkards, revilers, robbers—none of these will inherit the kingdom of God.”

    This passage is a vice-list that Paul employs to condemn what he sees as unethical behavior. It is a fairly generic list, but it includes two terms (“male prostitutes, sodomites”) that involve debated translations of two Greek words: malakoi and arsenokoitai. The first, malakoi, literally means “soft ones,” while the second term, arsenokoitai, literally means “male bedders.” What mattered in first century same-sex acts between men was who was in the active position and who was in the passive position. Thus, the translation difficulties for modern translators. While “male prostitutes” is arguably a good translation for malakoi, “sodomites” is arguably a poor translation for arsenokoitai, as it invokes the history and use of the word and its connection to the story of Sodom and Gomorrah. In my view a better, if colloquial, translation of the two related terms would be something like: “male prostitutes and the men who hire their services.” Regardless, this passage illustrates that Paul does not envision committed same-sex relationships between adults. (Paying a prostitute for sex is not the same as living in a mutually committed relationship that includes far more than sex!) It is instructive to consult multiple translations to see the wide variety of ways that different versions construe the terms in question.

    1 Timothy 1:9-10

    “…the law is laid down not for the innocent but for the lawless and disobedient, for the godless and sinful, for the unholy and profane, for those who kill their father or mother, for murderers, fornicators, sodomites, slave traders, liars, perjurers, and whatever else is contrary to the sound teaching that conforms to the glorious gospel of the blessed God.”

    This is another vice list, again employing the term arsenokoitai, which is rendered “sodomites” by the NRSV. The same problems arise here as with the same translation in 1 Cor 6:9.

  126. I jeszcze z tego samego źródła:

    What can one conclude on the basis of these six passages (three OT; three NT)? First, same-sex relations are clearly not a major topic of discussion in the Bible. The topic does not arise in any of the prophetic or wisdom literature of the Jewish scriptures, nor does it arise in any of the Gospels, or anywhere outside the letters of Paul. Second, however, it is also clear that same-sex relations are not condoned. Of course the next question revolves around what the Bible is referring to when the topic is mentioned. As best we can tell, the kind of same-sex relations that are condemned involve sexual violence (Gen 19), idolatry (Lev 18, 20; Rom 1), pederasty, and prostitution (Rom 1, 1 Cor 6, 1 Tim 1). But does the condemnation of some forms of same-sex relations necessitate the condemnation of all expressions of same-sex love? That’s the debate. Just because the Bible condemns adultery it does not follow that all heterosexual relationships are wrong. Nor is the Bible particularly consistent about sexual relations overall. Multiple wives? Concubines? Surrogate wives? Or celibacy as the gold standard? The Bible includes various understandings of sexual relations. It also presumes as normative a patriarchal and androcentric worldview that envisions women as inferior to men.

    Third, it is important to note that the very term “homosexual” was not coined until the 19th century in German psychiatric literature. There was no conception of sexual orientation in the first century. Even in the 20th century we have seen a progression of terms to describe same-sex attraction, starting with “faggots” (because they will burn!), and moving to “sexual perverts,” then to the more middling “sexual preference” in the 1950’s and 60’s, and finally to “sexual orientation” in more recent times. The key issue has to do with choice. In the Romans 1 passage Paul clearly thinks that individuals perversely choose to go against natural sexual inclinations. But the language of “sexual orientation” implies that individuals do not choose a sexual orientation so much as they discover a given sexual orientation, whether that be heterosexual, homosexual, or somewhere on the scale. Ironically, using Paul’s logic, for a gay man to act like a gay man is actually living according to nature, not against nature.

    Appealing to the Bible alone has thus proven to be tricky at best when trying to discern how to answer questions regarding same-sex relations as currently understood. Contextual readings of the Bible, and awareness of constructions of human sexuality in antiquity, have shown how problematic it is to simply cite Leviticus 18 or Romans 1 and say that the Bible condemns homosexuality. In an effort to make more sense of all this the church has historically appealed to tradition, reason, and experience, in addition to scripture. More conservative interpretations arise from a focus on tradition and scripture. More liberal interpretations arise from a focus on reason and experience. Hence the American Psychological Association deemed in the 1970’s that homosexuality was not a mental illness, but was a naturally occurring sexual orientation. What should the church do with such findings? Or what of how LGBT individuals describe their own self-understanding, especially those individuals who affirm both their faith and their LGBT identity as God-given?

  127. @mw.61 i rozowyguzik i tempo zmian
    Wiecie, domyślam się, ze wszyscy tu chcielibyśmy żyć w kraju, w którym premierem jest Zandberg a prezydentem Zawisza (WO mółgby być rzecznikiem prasowym…) a związki partnerskie są wpisane do Konstytucji. I chyba jak wszyscy wiem, że to nie tak prędko. Ale z drugiej strony przykro się człowiekowi robi, gdy pojedzie gdzieś do cywilizacji i widzi jakim zaściankiem jesteśmy (nie tylko jeśli chodzi o prawa mniejszości, ale również prawa np. pracowników, ale to osobny temat). Pamiętam wypad do Londynu w 2004 roku, zaraz po wejściu do UE; włóczyliśmy się nocami po Soho i Camden i powiem wam, że widziałem rzeczy, w które wy, ludzie prawicy, byście nie uwierzyli… Pary homo, pary hetero, wszyscy w zgodzie bawią się dobrze… I na nikim te rzeczy tam nie robiły wrażenia.

    @Awal
    dziękuję bardzo! Jeśli chodzi o spektrum KSU-SDM to poruszam się po nim dosyć swobodnie (nie to, żeby kogogolwiek to miało obchodzić) i fascynację SDM też zaliczyłem. Swoją drogą, czy bieszczadzki pun był intended?

  128. @grendel

    „widziałem rzeczy, w które wy, ludzie prawicy, byście nie uwierzyli… Pary homo, pary hetero, wszyscy w zgodzie bawią się dobrze… I na nikim te rzeczy tam nie robiły wrażenia.”

    To prawda, ale chciałbym też zwrócić uwagę na jedną rzecz – na zachodzie to już powoli przestaje być postępowością, a staje się normą. W Ameryce można obecnie być otwartym gejem, a zarazem religijnym konserwatystą głosującym na Trumpa. W mediach przewijały mi się tu i ówdzie trans kobiety w czapeczkach MAGA. Otwarta nienawiść do osób LGBT jest tam marginesem fundamentalistycznym. Prawicowcy ogółem nadal nienawidzą en masse osób niebinarnych (BO SĄ PRZECIEŻ TYLKO DWIE PCIE) i transpłciowych, które za bardzo wyglądają i brzmią na płeć nadaną im przy narodzinach (bo kobiety muszą być zgrabne, a mężczyźni silni), no i jeszcze osób, które nie mają dysforii płciowej, bo są w stanie przyswoić informacji o transpłciowości bez medykalizacji. Tym niemniej, jak na prawicę, ta zachodnia dość mocno (w porównaniu z naszą) wstrzymała konie przy tematach LGBT.

  129. @procyon
    „Po prostu znaczna część starotestamentowych przepisów rytualnych (nie jeść wieprzowiny, nie pracować w sobotę – też pod karą śmierci!, obrzezywać potomków, itd.) jest potem wprost uchylona w NT. Dlatego katolików nie dotyczy.”

    Ale kaszanka wciąż jest zakazana! (tu kudosy dla koleżanki, która śpiewa w chórze kościelnym i wynalazła te fragmenty dla potrzeb dyskusji ze znajomymi z chóru). Jest taki fragment Dziejów Apostolskich, w którym była mowa o wątpliwościach, jakie mieli wcześni chrześcijanie – czy powinni zachowywać wszystkie zwyczaje żydowskie, obrzezanie, przepisy dotyczące nieczystych pokarmów, itp. Paweł i Barnaba wybrali się do Jerozolimy do Apostołów i św. Piotra po rozstrzygnięcie, a ten po namyśle odpowiedział „postanowiliśmy, Duch Święty i my (to ważne, bo to wskazuje, że nie był to prywatny pogląd Piotra, tylko niejako przekazanie słów samego Boga) nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu” (DzA, 15:28-30). Dlatego, chociaż żydowskie przepisy dotyczące pokarmów nieczystych zostały w Nowym Testamencie zniesione, to tabu dotyczące krwi podtrzymano. I nie jestem ekspertem ds. analizy tekstów religijnych, ale na moje niefachowe oko, dotyczy to nie tylko kaszanki, ale również zalecanego w Księdze Kapłańskiej izolowania menstruujących kobiet: „Jeżeli kobieta ma krwawienie ze swojego ciała, pozostanie siedem dni w swojej nieczystości. Każdy, kto jej dotknie, będzie nieczysty aż do wieczora. Każdy, kto dotknie jej łóżka, niech wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. Jeżeli jakiś mężczyzna obcuje z nią wtedy, to jej nieczystość udzieli się jemu i będzie nieczysty przez siedem dni. Każde łóżko, na którym się położy, będzie nieczyste.”, itd.
    Inny zakaz specjalnie dla kobiet – uczestnicząc w praktykach religijnych bez chustki czy kapelusza, popełniają grzech, ponieważ: „Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona. Jeżeli więc jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę!”. A poza tym, jak już było wspomniane, Nowy Testament nigdzie nie odwołuje zakazu tworzenia wizerunków bóstwa.

  130. @krystyna.ch

    Czytając te fragmenty na tzw. logikę (czyli po prostu czytając) to oczywiście tak właśnie jest. Ale religie to religie, zawsze znajdą na coś wymówkę. Też nie jestem fachowcem, raczej hobbystą tego fragmentu historii, ale swego czasu dyskutowałem sporo z osobami wierzącymi i znam te wymówki dość szczegółowo.

    Ogólnie to tam gdzie jest potrzebna zawiła interpretacja pozwalająca na coś, tam do tekstu źródłowego się podchodzi bardzo swobodnie. Ja bym nawet stawiał, że w końcu, pod naciskiem świeckiej kultury, liberalne interpretacje wygrają także w kwestii homoseksualizmu.

    W przypadku kaszanki na przykład, katolik powoła się na wcześniejszy fragment (Dz 15:21): „Z dawien dawna bowiem w każdym mieście są ludzie, którzy co szabat czytają Mojżesza i wykładają go w synagogach”. Celem zakazu było więc niegorszenie wierzących pochodzenia żydowskiego. Teraz jednak już takiego ryzyka nie ma, więc kaszankę można jeść. Taką interpretację poprą inne cytaty typu „dla czystych wszystko jest czyste”.

    Co do wizerunków bóstw, to tu wyjaśnienie jest jeszcze bardziej zawiłe. Tak w skrócie, KK i prawosławie uważają, że wcielenie Jezusa usunęło zakaz, bo skoro Bóg ma nagle postać fizyczną, to można go przedstawiać. Protestanci tutaj oponują – ale kaszankę w większości jedzą. Za to Świadkowie Jehowy do obu podchodzą skrajnie literalnie, i wykraczają nawet ponad to, odmawiając nawet transfuzji krwi przy zagrożeniu życia.

    Widać z tego dość wyraźnie, jak bardzo to jest arbitralne i że sam tekst ma znaczenie drugorzędne dla religijnych interpretacji. „Fachowość” tutaj polega na umiejętności wicia się jak wąż.

    Zresztą tak na marginesie to zasada odnośnie wizerunków nigdy nie była przestrzegana zbyt osłownie. Już na Arce Przymierza miały stać rzeźby aniołów, w Świątyni Jerozolimskiej były posągi zwierząt, są też przykłady bogato zdobionych starożytnych synagog (Dura Europos).

  131. @monday.night.fever
    „A pan Kulczyk wybuduje sobie klimatyzowany pałac w dobrze strzeżonej fortecy w górach…”

    Twój plan blofeldyzacji klasy wyższej ma potencjał scenariuszowy, lecz w realnym życiu to jednak nie tak wygląda. Elity pieniądza potrzebują złożonego społecznego ekosystemu do korzystania ze swojej uprzywilejowanej pozycji: ludzi różnych klas i zawodów zarówno ich obsługujących (kucharze, wartownicy, prawnicy, księgowi, prywatni nauczyciele, lekarze…) jak i wchodzących z nimi w innego typu relacje np. polityków zblatowanych jachtowymi wycieczkami celem regulacyjnej ochrony ich biznesów i majątków. Z kolei ci ludzie potrzebują innych ludzi, aby móc świadczyć bogaczom swoje usługi. Dlatego stare wielopokoleniowe fortuny rodzinne starają się żyć w ramach ustabilizowanych demokratycznych społeczeństw: ostentacyjnie od nich nie odstawać i się nie wyróżniać. Zaś różni świeżo wzbogaceni outsiderzy: rosyjscy oligarchowie czy latnoamerykańscy narkobossowie starają się do tych ustabilizowanych społeczeństw dołączyć, wysyłając tam swoje żony i dzieci z peryferyjnych krajów jakie swoją działalnością eksploatują i degradują.

    Owszem, zmiany klimatyczne spowodują szukanie przez bogaczy zapasowych lokalizacji – obstawiam jednak że nie będą to pływające wyspy czy górskie fortece, lecz gustowne pałacyki gdzieś we francuskiej dzielnicy Szanghaju lub na wzgórzach Mandżurii. Chiny już teraz mają swoją liczną i dynamicznie rosnącą klasę superbogaczy, chętnie przyjmą kolejnych. CPC (chińska partia komunistyczna używa już w zasadzie tylko tego korporacyjnego akronimu) ma dla nich ofertę gwarancji bezpieczeństwa i pomnażania majątku pod warunkiem popierania wewnętrznych polityk CPC, które są zresztą synergiczne z potrzebami kapitału: zapewniają mu m.in. zdyscyplinowaną siłę roboczą kontrolowaną środkami policyjnymi (inwigilacja) i administracyjnymi (takimi jak prawo zameldowania się w dużym mieście czy posłania dziecka na uniwersytet). Jednocześnie jednak władze chińskie całkiem czytelnie dążą do wkomponowania wzrostu silnej chińskiej klasy średniej w swój program utrzymania władzy w państwie. Każdy numer „China Daily”, oprócz standardowych ód na cześć Xi, zawiera artykuły na piątej, szóstej stronie o tym że np. partia szuka sposobów obniżenia cen mieszkań w miastach lub wyrównania szans edukacyjnych dla studentów z prowincji. Chiny w planach CPC mają uniknąć zagrożeń oligarchizacji i re-feudalizacji.

    Jednocześnie Chiny są oczywiście wciąż największym światowym trucicielem, jednak i w tej kwestii ich polityka weszła już dawno na trajektorię modernizacyjną – o czym świadczy np. ekspansywny rozwój szybkich kolei: największa sieć na świecie, dworce przypominające europejskie lotniska. W kolejnym kroku chińskie władze wyczekują zmiany administracji w USA po to, by zaoferować Zachodowi globalny pakt klimatyczno-rozwojowy. Jego elementem będzie zarówno bardziej ambitne tempo zmniejszania emisji jak i strategia rozładowywania klasowych napięć generowanych przez globalizację.

    Istnieje oczywiście wiele ryzyk dla powodzenia tej strategii. Choćby nieumiejętne potraktowanie aktualnych protestów w Hong Kongu może cofnąć chińską politykę o dekady. Nie wiadomo też jak wobec chińsko-atlantyckiego duopolu ustawią się militarnie zasobni czelendżeży: Rosja, Indie, Japonia, azjatycki islam. Współpraca chińsko-atlantycka to jednak najbardziej w tej chwili obiecująca droga uniknięcia najgorszego: niekontrolowanej klimatycznej zapaści i wojen.

    Do poczytania: Michael Pettis, „The Great Rebalancing: Trade, Conflict, and the Perilous Road Ahead for the World Economy”, 2013

    @grendel
    „Swoją drogą, czy bieszczadzki pun był intended?”

    Owszem, choć nie chciałbym mitologizować, nie byłem jakimś wielkim bieszczadzkim wędrowcem. Muzycznie z różnych tamtejszych nurtów najbliższy mi był ten wyrażony w tekstach Belona i Stachury, cudne manowce. Ale miałem też kiedyś okazję usłyszeć „Bieszczady” Andrzeja Starca wykonane na punkowo, niezapomniana chwila.

    Dziś jednak chyba prym wiodą Beskidy: [www.youtube.com/watch?v=HPSr1DQ7Le4&list=PLR1nYTU6eD5W4jH4Ddd_AccoFzStQ3Mgn]

  132. @grendel

    „WO mółgby być rzecznikiem prasowym…”

    Mam nadzieję, że Razem będzie się umiało odnaleźć, i jeżeli dojdzie do jakiejkolwiek władzy, to w pierwszym ruchu ustanowi dla WO tytuł Myślęgi Pierwszego

  133. @Awal

    „Dziś jednak chyba prym wiodą Beskidy”

    Tak czy inaczej, KSU na blachach jest constans 😉

  134. „W przypadku kaszanki na przykład, katolik powoła się na wcześniejszy fragment (Dz 15:21): „Z dawien dawna bowiem w każdym mieście są ludzie, którzy co szabat czytają Mojżesza i wykładają go w synagogach”. Celem zakazu było więc niegorszenie wierzących pochodzenia żydowskiego. Teraz jednak już takiego ryzyka nie ma, więc kaszankę można jeść.” Czy ja wiem, w takim Gdańsku, Krakowie etc. znajdzie się zawsze jakaś grupka żydów i synagoga. Idąc tym tokiem myślenia, mogą też uprawiać nierząd i składać ofiary bóstwom, czyli zachowywać się z grubsza jak Azjaci. Dziwne jest życie tru katolika, zresztą jest też inny ciekawy cytat w kontekście kaszanki,homoseksualizmu i mowy nienawiści „Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym”.

  135. „Czy ja wiem, w takim Gdańsku, Krakowie etc. znajdzie się zawsze jakaś grupka żydów i synagoga.”

    Ale raz, że zdaniem katolików chodziło nie tyle nawet o wyznawców judaizmu, co o synagogę wczesnych żydowskich chrześcijan. A dwa, że nawet prawdziwi bywalcy synagog dziś już nie będą rzucać w nikogo kamieniami za porzucenie prawa rytualnego, a wtedy to jednak było pewne ryzyko.

    A trzy, że to tylko wyjaśnienie, a tak naprawdę było przecież inaczej. Świeżo nawróceni chrześcijanie w Galiach i Brytaniach nawet nie słyszeli o żadnym prawie żydowskim. Więc po prostu od samego początku ignorowali ten zakaz, o ile w ogóle zakaz był, a nie stanowi fantazji autora Dziejów.

    A katolicyzm to jest ogólnie życie pełne sprzeczności, które się trzyma na ślinie, paru sprytnych racjonalizacjach i niezadawaniu zbyt wielu pytań.

  136. @Awal
    „Mam nadzieję, że Razem będzie się umiało odnaleźć, i jeżeli dojdzie do jakiejkolwiek władzy, to w pierwszym ruchu ustanowi dla WO tytuł Myślęgi Pierwszego”

    Licząc liczbę ludzi na różnych szczeblach drabinki partyjnej pozytywnie zainfekowanych twórczością Naszego Drogiego Redaktora, będzie to tytuł dożywotni nieprzechodni; balsamiczny olejek i przestronnye lekum przegłosowane na zaś ze składek.

  137. „Z dawien dawna bowiem w każdym mieście są ludzie, którzy co szabat czytają Mojżesza i wykładają go w synagogach” To mi nie brzmi na chrześcijańskich żydów, ale ja tam nie znam się na czyimś wyparciu, zresztą to najlepiej obrazuje katolicką mentalność. Jak chcesz żeby było po twojemu to już zaczyna się pisanie opowieści z Narnii.

  138. @Nankin77
    „To mi nie brzmi na chrześcijańskich żydów”

    To jednak chyba nieco anachroniczne myślenie, tzn. wówczas dla wielu wyznawców to nadal był po prostu odłam judaizmu.

  139. @ausir możliwe, nie jestem specem, mimo wszystko kombinowanie przy tym zakazie z katolickiego punktu widzenia nie ma sensu, bo wychodzi na to, że możesz sobie cudzołożyć i składać ofiary bóstwom.
    Tak żeby odejść od biblijnych tematów rozwinę myśl Awala o braku tolerancji wynikającej z braku karnawału. Ci nasi prawicowi eksperci od „bezeceństw na marszach” (co i tak jest kiepską propagandą patrząc na to jak one wyglądają w Polsce) powinni zobaczyć co się dzieje przy Mardi Gras, nie wspominając o Rio.

  140. @nankin, @procyon, @krystyna.ch, @embercadero

    Prawo internetu nr. 7126: „Każda dyskusja, przy której moderator zasnął, kończy się cytatami z Biblii”. Błagam o nożyce cenzorskie od czasu do czasu, bo dysputy teologiczne o gejach w Biblii i uchylaniu przepisów dotyczących kaszanki są okrutnie nudne i bezproduktywne.

  141. @mnf
    Bardzo słuszna uwaga. Szanowne komcionautki, drodzy komcionauci, dosyć tego dobrego. Przerażają mnie wszyscy ludzie traktujący religię serio. Proszę mnie już więcej nie przerażać.

  142. Nie posądzałbym nikogo tutaj o traktowanie religii serio, ale religioznawcze nudy o koszerności kaszanki to już level ‚Posiedzenia Plenarnego Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Skierniewicach’. Wszyscy wiemy, dlaczego prawica nienawidzi gejów – bo potrzebuje wroga, a analiza Biblii pod kątem homofobii jest bezużyteczna. Tam jest tyle sprzeczności, że każdy może znaleźć coś dla siebie, więc po co się tym zajmować? Ich (oraz kościoła!) to nie obchodzi: jeśli znajdzie się tam jakiś smakowity cytacik o kamieniowaniu – fajnie, jeśli nie – trudno. Z nim czy bez niego bejsbol i tak pójdzie w ruch.

  143. Ja traktuję religię serio, dlatego przeraża mnie raczej, że ludzie których mam za inteligentnych znienacka strasznie głupieją kiedy tylko biorą do ręki Biblię i zaczynają ją analizować. Na to też znajdzie się cytat.

  144. @Robert Osowiecki
    Jedyny akceptowalny na tym blogu sposób analizowania Biblii to analizowanie jej jak dowolnego innego dzieła literackiego.

  145. Pewnie Homera też można analizować jak literaturę współczesną, a Gwiezdne Wojny jako fantastykę naukową, nie bądźmy jakimiś twardogłowymi egzegetami!

  146. Wiecie, że teraz to wy głównie piszecie o biblii? Chyba każdy już zrozumiał aluzje.

  147. @łamanie przepisów drogowych
    Ach, trochę się zagapiłem. Dziękuję za kilka odpowiedzi. Mało, ale nastrajają pozytywnie.

    Przestrzeganie przepisów i lewicowość idą mi mocno w parze, bo to kwestia szacunku do innych. I jeśli spojrzeć na to w ten sposób, to trudno wróżyć lewicy sukces wyborczy skoro, na moje oko, 99% kierowców łamie przepisy. Przynajmniej przekraczając dopuszczalną prędkość.

    @mrw
    „Antyludzkich nie przestrzegam.”

    Jak prawdziwy Polak-katolik, bo dla prawdziwego Polaka-katolika wszystkie przepisy drogowe są antyludzkie.

    @m.bied
    „Ale co to w ogóle jest za pytanie? I jakie będzie następne? „Ilu z Was nie kradnie w sklepach?””

    To jest ciekawe o tyle, że generalnie ludzie, których znam są ogólnie w miarę normalni, kulturalni i nie kradną. Ale wszyscy łamią przepisy drogowe. Więc samochód jest „wyzwalaczem złej energii”. Ale o tym wiele już napisano, więc…

    @180km/h
    Ej, no, na drodze zaprojektowanej do takiej prędkości to żaden problem (oczywiście przy małym ruchu i braku ograniczeń), ani przeżycie krańcowe. Po prostu się jedzie. Ja co prawda jeżdżę wolniej po autostradach (z reguły około 120), ale to ze względu na hałas. W Polsce nawierzchnie są strasznie głośne i przy 140 jest już mało komfortowo. W Niemczech jest trochę lepiej. A bywa wiele lepiej, bo raz trafiłem na nawierzchnię gdzie przy 180 w samochodzie miałem ciszej niż na polskiej autostradzie przy 120. No, ale w Niemczech coraz częściej są ograniczenia do 130, więc problem robi się powoli teoretyczny.

    Ale faktem jest, że trzeba znacznie bardziej uważać, bo się jedzie dużo szybciej niż reszta towarzystwa, a to też męczy.

  148. @robert osowiecki
    „nie bądźmy jakimiś twardogłowymi egzegetami!”

    Słusznie – a jeśli kolega ma z tym jakiś problem, niech sobie poszuka innego miejsca w sieci. Koniec dyskusji.

  149. „Jak prawdziwy Polak-katolik, bo dla prawdziwego Polaka-katolika wszystkie przepisy drogowe są antyludzkie.”

    Chyba miałeś incydent kałowy, koleżko. Polskie miasta są zbudowane przeciwko ludziom, przepisy są pisane przeciw pieszym, utrudniają korzystanie z komunikacji miejskiej i tak dalej. Katolika to masz w gaciach.

  150. @Michał Radomił Wiśniewski
    „Chyba miałeś incydent kałowy, koleżko. […] Katolika to masz w gaciach.”

    No, nie zawiodłeś mnie. Fiksacja genitalno-analna jest dosyć charakterystyczna dla małych dzieci i prawej strony naszego społeczeństwa. Ale u dzieci nie jest uwarunkowana religijnie, więc dzieckiem raczej nie jesteś.

  151. Udaję się właśnie na urlop, do września będę odłączony od cywilizacji. Niech wolno mi będzie adrianikiem maksi-singlem podsumować ostatnie wydarzenia na lewicy, gdy oto chłop lewaka z objęć liberała wyrwał, a pies odrzucony przez Scheuring-Wielus stał się psem pociągowym. Do usłyszenia!

    Adrian – Zjednoczenie
    (sen)

    Dzień to był jasny, dzień to lipcowy,
    co w jedną złączył trzy rzeki:
    Wiosna, i Sojusz i Razem stalowym
    węzłem złączone na wieki!
    Lecz gdy stanęły ich równe roty:
    gejów, robotnic, młodzieży,
    jedno pytanie powstało w lot i
    na ustach zawisło: powierzyć
    komu przywództwo w tym ruchu?
    Komu buławę dać w dłonie?
    Kto godnym będzie w ciele i w duchu
    podołać ciężkiej koronie?
    „Ja” – rzecze Robert – „Mojżeszem będę,
    co was wywiedzie z niedoli!”
    „Dobrze” – odkrzykną – „więc prezydentem
    z naszej zostaniesz ty woli!”
    „Lecz ja” – inny jeździec ze stukiem podków
    wypada i spina wierzchowca –
    „będę wam mieczem, w Roku Trzech Włodków
    przede mną pierzchnie moc obca!”
    „Racja” – przytakną – „Moskwą Władimir,
    Kijowem Wołodymyr włada,
    niech więc w Warszawie premier Włodzimierz
    mądry nastanie, cna rada!”

    Ale się oto z tylnych szeregów
    unosi skarga jak rana:
    „Miast wodzów nowych, cudzych strategów,
    chcemy naszego Adriana!”
    „On to” – zakrzykną – „z duńskich ostrowów
    przybył, bałtyckiej syn bryzy,
    on był nam wsparciem, przekleństwem wrogów,
    on nowe świty przybliży!”
    Jeszcze wołają tak, gdy przed gminem
    szara się postać wyłania:
    zwalisty korpus, prosty strój, chwilę
    czeka aż zmilkną wołania.
    Potem rozkłada ramion konary,
    by świata objąć kolisko,
    z ich niemą krzywdą wziąć się za bary,
    w serca nadzieję wlać czystą!
    I gdy tak brata się Adrian z tłumem
    niejedno oko łzę toczy:
    on jest ich pięścią, on ich rozumem,
    on ich chleb jadł i krew broczył!
    Dziś szerzy jasne wizje przed nimi
    a kędy spojrzy, lśnią twarze:
    „Nie kłaniaj” – wołają – „się przed tamtymi!
    Zostań Lewicy Cesarzem!”
    „Z tobą” – rokują – „tryumfu cytry,
    w tobie nadejdzie przemiana,
    dawne przeminą berła i mitry
    w erze wielkiego Adriana!”

    Głosy ucisza te Adrian gestem,
    w którym ich słów ciężar wisi,
    przez chwilę żadnym nie śmie szelestem
    przerwać zapadłej nikt ciszy.
    Wtenczas na druhów Adrian spogląda,
    na Włodzimierza, Roberta,
    jest w jego wzroku i straszna klątwa,
    i miła sercom oferta.
    Ci wiedzą wszak: kara tego z nich spotka,
    co ludu słów nie posłucha!
    Posługa ludziom nie zawsze słodka,
    łaska ich bywa krucha!
    Pierwszy więc do stóp Adriana pada
    Robert, wołając „O panie,
    od dziś dłoń twoja moją niech włada,
    we mnie masz cześć i oddanie!”
    Potem Włodzimierz zgina kolano
    „Przy tobie” – mówi – „brzask błyska,
    dni nowych, którym Lewicy miano!
    Jam sługa i pomoc niska!”
    Wówczas zaś ludu okrzyk przekroi
    spieczone powietrze lata:
    „Wiwat, Adrianie! Prowadź, my twoi!” –
    dmie grzmot, co trawy przygniata!
    Padają sobie w tłumie w ramiona
    dekarz lekarce-docentce,
    key accountowi nadprzełożona,
    a zdun-emeryt studentce.
    I radość w sercach nie do zniesienia,
    I w przyszłość wzniesione głowy!
    Historia swoje biegi odmienia
    w tym dniu tak jasnym, lipcowym!

  152. @wo
    „Za to kolega rozczarowuje. Apeluję!”

    OK. Następnym razem oleję personalne ataki mrw, bo faktycznie reagowanie na nie nie ma sensu.

Dodaj komentarz